środa, 16 września 2020

Wihajster, czyli przewodnik po słowach pożyczonych

Czy Wy, kiedy nie możecie przypomnieć sobie nazwy jakiegoś przedmiotu nazywacie go "roboczo" wihajstrem? Czy zastanowiło Was skąd ta "nazwa"? Czy wiecie ile słów zapożyczyliśmy z innych języków? Są obecne w naszym życiu i stały się tak powszechne, że nie zwracamy już na to uwagi. A może chcielibyście zgłębić sekrety pochodzenia taki słów jak: warsztat, indyk, keks, piłka czy pomidor? Dzięki nowej książce od Wydawnictwa Znak przeżyjecie ciekawą przygodę z językiem polskim.

Wihajster, czyli przewodnik po słowach pożyczonych
 
Kilka danych technicznych:
Tytuł: Wihajster, czyli przewodnik po słowach pożyczonych
Autor: Michał Rusinek
Ilustracje: Joanna Rusinek
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2020
Wydawca: Znak emotikon
Liczba stron: 56
Format: 21 x 24 cm
Cena wydawcy: 44,99 zł

Format książki, to jeden z tych, których nie lubią rodzice, ponieważ producenci regałów nie przewidują takich rozmiarów i półki są za duże lub za małe. My robiąc regał na zamówienie, poprosiliśmy o specjalną półkę na "kwadratowe" książki. Przednią okładkę zdobią wizerunki przedstawicieli wielu nacji z różnych kontynentów. W zadziwiający sposób wszyscy są ze sobą połączeni. Z tyłu znajdziemy kilka słów od naszej noblistki, Olgi Tokarczuk. Twarda okładka zdecydowanie wydłuży żywotność książki.

Polski żurek, nie taki polski?
 
Wnętrze to 56 matowych stron. Słowa zapożyczone podzielono na 12 działów: kuchnia, jedzenie, pokój, łazienka, szkoła, podwórko, miasto, wieś, sport, medycyna, warsztat, garderoba. Są one poprzedzone krótkim wstępem. Opowieść o słowach kończy rozdział "Polskie zapożyczenia", czyli kilka przykładów słów, które inne języki zapożyczyły z języka polskiego.

Z książką Michała Rusinka świetnie się bawiliśmy. Czasami strzelaliśmy z którego języka może pochodzić dane słowo. Przydała się znajomość rosyjskiego, dzięki czemu bez problemu rozszyfrowałam, że nasz polski kabanos to zapożyczenie od naszych wschodnich sąsiadów. Wiele słów, ich pochodzenie, mocno mnie zaskoczyły. Piotruś za to zabłysnął przed wychowawczynią w szkole, wyjaśniając i pani i dzieciom, skąd pochodzą takie wyrazy jak: szkoła, tablica, lekcja czy klasa.

Ileż to słów zapożyczyliśmy z łaciny?
 
Polecam książkę dzieciom i ich opiekunom. To wspaniale podana wiedza, w bardzo przystępny i ciekawy sposób. Opowieści o słowach wzbogacone są pięknymi ilustracjami. Myślę, że "Wihajster" byłby pomocny podczas lekcji języka polskiego- świetnie by je urozmaiciła.

POLECAMY!


Najpopularniejsze w tym roku słowo "wirus" pochodzi z łaciny

wtorek, 8 września 2020

Kolorowy portret Polski. Świętokrzyskie

Kiedy zaczęłam pracować w Kielcach nie znałam zupełnie tego miasta ani regionu, którego jest stolicą. Powoli, uliczka po uliczce, miasto po miasteczku, zabytek po zabytku poznawałam Jego szczegóły. I przepadałam. Teraz dokładnie tak samo, powoli, pokazuję Świętokrzyskie mojemu Synkowi. Teraz pomoże mi w tym nowa książka z Wydawnictwa Bellona.


Kilka danych technicznych:
Tytuł: Kolorowy portret Polski. Świętokrzyskie
Seria: Kolorowy portret Polski
Autorzy: Krzysztof Wiśniewski, Barbara Kuropiejska-Przybyszewska
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2018
Wydawca: Bellona
Liczba stron: 96
Format: 23 x 31 cm
Cena wydawcy: 14,90 zł 

Książka dla dzieci „Kolorowy portret Polski – Świętokrzyskie”, przygotowana została przez Urząd Marszałkowski Województwa Świętokrzyskiego i Wydawnictwem Bellona. W przystępny sposób przybliża dzieciom historię województwa, najciekawsze miejsca, tradycje, regionalne przysmaki i ciekawostki.


Co ważne, to fakt, że do tej pory seria obejmowała polskie miasta. Województwo świętokrzyskie otwiera nową serię dotyczącą regionów, pozwala dzieciom poznać dany obszar. Całość opatrzona jest obrazkami i dostosowana do potrzeb oraz możliwości młodego odbiorcy. Na kolejnych stronach dzieci poznają miejsca, które warto odwiedzić. Warto zaznaczyć, że jest to tylko niewielki wybór z całego dobrodziejstwa, jakie oferuje Świętokrzyskie. Mali smakosze znajdą w książce kolorowanki z przysmakami lokalnej kuchni. Dzieci, które lubią nietypowe atrakcje, poznają je na rysunkach z oryginalnymi wydarzeniami, które organizuje się tylko w tym regionie. Wielbiciele mody poznają stroje ludowe, których nie trzeba kolorować- można je wyciąć i wykorzystać do zabawy.

Dzieci poznają województwo świętokrzyskie- jego historię, najciekawsze miejsca, tradycje i regionalne specjały. Książka przenosi nas m.in.: do zamków w Chęcinach czy Ujeździe (Krzyżtopór), Królewskiego miasta Sandomierz. Pociechy poznają legendę o powstaniu Kielc. 


Bardzo podoba mi się, że książka zawiera podwójny zbiór rysunków. Chcę zrobić tak, żeby Piotruś pokolorował najpierw zestaw przed zwiedzaniem konkretnych miejsc, a drugi po zwiedzaniu. Mamy zamiar na mapie województwa zaznaczać też miejsca, które odwiedzimy poza tymi pokazanymi w książce.

środa, 26 sierpnia 2020

Herosi. 20 historii o polskich olimpijczykach

"Mamy medal!!!"- najmilszy dla uszu i serc kibiców okrzyk komentatora sportowego na olimpiadzie. Kibicujecie? Macie swoich ulubieńców? A może lubicie szczególnie jedną z dyscyplin olimpijskich? A znacie ciekawostki o wspaniałych polskich olimpijczykach? Nie? Z pomocą przychodzi wspaniała książka z Wydawnictwa Znak!
Herosi. 20 historii o polskich olimpijczykach

Kilka danych technicznych:
Tytuł: Herosi. 20 historii o polskich olimpijczykach
Autor: Adam Szczepański
Ilustracje: Matteo Ciompallini
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2020
Wydawca: Znak emotikon
Liczba stron: 192
Format: 15,7 x 21,5 cm
Cena wydawcy: 44,99 zł


Kim jest heros? W mitologii był to półbóg, którego jednym z rodziców był bóg/ bogini, a drugim śmiertelnik/śmiertelniczka. Współcześnie mianem herosa określa się bohaterów, ludzi, którzy wsławili się bohaterskimi czynami. Czy możemy mówić o herosach w sporcie?
Historie olimpijskich rywalizacji okraszone są komentarzami Darka- najsłynniejszego z komentatorów sportowych
Sportowcy to niezwykli ludzie. Są wytrwali i konsekwentnie podążają w obranym kierunku. Są odważni i nieprzewidywalni. Pokonują bariery, biją rekordy. Zapisują się w naszej historii i pamięci dzięki swym niezwykłym wynikom, ale i historiom, które im towarzyszom.

Książka w moim ulubionym formacie.Twarda okładka daje mi gwarancję, że posłuży nam przez długi czas i nie zniszczy się przy pierwszym czytaniu. W środku matowe kartki w przyjemnej gramaturze. Ilustracje dość kanciaste, o wyrazistych, jaskrawych kolorach. Trudno oderwać od książki wzrok. Na początku każdego opowiadania zdjęcie herosa. Czcionka dość duża, przyjemna podczas czytania, nie męczy oczu- nawet kiedy czytacie po długim dniu pracy przed komputerem.
Pierwsza złota medalistka Halina Konopacka
Autor zaprasza nas do olimpijskiej szatni z biało- czerwoną flagą. Poznajemy 20 wspaniałych sportowców, którzy jeszcze bardziej otworzyli nasze serca na sport i emocje, które mu towarzyszom. Tym razem miałam trudny wybór. Nie wiem, które opowiadanie jest moim ulubionym. Miałam  przyjemność poznać kilkoro z polskich olimpijczyków. Pani Irena Szewińska urzekła mnie swoją skromnością i uprzejmością. Zawsze uwielbiałam Władysława Kozakiewicza za niezłomność, odwagę i walkę z cenzurą. Jego słynny gest pokazał mi w dzieciństwie Tata i wytłumaczył dlaczego był i jest tak ważny. Z przyjemnością przeczytałam więc ten rozdział
Złotowłosa Ela i historia straconego medalu
Piotrusiowi najbardziej spodobała się opowieść i dziewczynie z warkoczami? Stwierdził, że wybiera tą olimpijkę, ponieważ ma takie długie włosy jak Jego mama. O kim mowa? Oczywiście o Elżbiecie Krzesińskiej. Była 10-krotną mistrzynią Polski i 2-krotną rekordzistką świata. Na olimpiadzie w Melbourne w 1956 r. zdobyła złoty medal, a w Rzymie w 1960 r. srebrny. W Helsinkach w 1952 roku zajęła 12 miejsce mimo, że skok wydawał się być najdłuższym. Co miał z 12 miejscem wspólnego warkocz olimpijki? Dlaczego w Rzymie zajęła 2 miejsce? Ponieważ była koleżeńską i uczynna. Jak to? O tym przeczytacie w rozdziale poświęconym złotowłosej Eli.
Lista wybitnych sportowców jest imponująca
My bawiliśmy się świetnie czytając o wspaniałych Polakach- wybitnych sportowcach. Była okazja, żeby wytłumaczyć pewne wydarzenia i sytuacje historyczne. To książka, o której na pewno szybko nie zapomnicie.

Pamiętajcie, że, jak podpowiada nam wydawca: "za każdym medalem kryje się inna, niezwykła historia"...

wtorek, 25 sierpnia 2020

Zaczarowani

Przecież nie tak miało być... Mieliśmy tylko ze sobą pracować. Mieliśmy wymienić się wiedzą i doświadczeniem. Czysty układ zawodowy. Jak to się stało, że tak zwariowaliśmy? Jak to się stało, że owładnęło nami takie szaleństwo? Obudziliśmy się z naszych jałowych snów i już nie chcemy zasnąć  bez siebie... 

I świat jaśnieje kiedy jesteś blisko. W naszych kieszeniach sny i chmury. W oczach blask, jakiego nie widział świat. Nasze gwiazdy wirują wokół siebie, grzejąc się w swoim blasku. Prowadzą się wzajemnie, oświetlając wspólną drogę. 

Płyniemy każdego dnia. Nasze chwile wypełniają się radością. Serca przepełnione uczuciem nie do opisania. Czyż da się ująć w proste ludzkie słowa, najpiękniejsze z uczuć. Mijają dnie i noce, a w nas się to już nie zmienia.

Patrzysz w moje oczy. Gładzisz moją twarz. Czule całujesz moje oczy. Przyciągasz mnie do siebie i chowasz w swoich ramionach. To jest nasz czas. Nie liczy się nic oprócz nas i naszych oddechów. One znajdują się zawsze we wspólnym rytmie... Płyniemy w swych objęciach do naszych ust. To właśnie jest ten stan...

Tak mocno zakochaliśmy się w sobie, że sami nie potrafimy pojąć tego uczucia. Lekkość w duszy i głowie. Zawsze kiedy jesteśmy razem, nie ma trudnych spraw. Rozwiązania przychodzą same.

Nie chcę żeby to się skończyło. Nie chcę Cię stracić- nigdy! Kiedy zaleje nas rutyna dnia codziennego, usiądziemy na brzegu naszej rzeki i przypomnimy sobie ten niezwykły czas. Obiecaj, że nie pozwolimy pokonać się światu i ludziom. Niech nie dogoni nas szarość. Chcę widzieć Twój uśmiech, kiedy na mnie patrzysz. Chcę czuć oddech na moim karku, kiedy zasypiamy. Chcę słyszeć bicie Twego serca, kiedy otaczasz mnie swymi ramionami...

Magia? Jesteśmy zaczarowani, zakochani... Tak bardzo w sobie zakochani.... Zatraceni... Przepadamy w sobie...

Ciebie chcę mieć...
Świat stoi przed nami otworem...

wtorek, 18 sierpnia 2020

Mikołajek. Nowy rok szkolny

Przyznajcie się! Kto czekał na kolejną porcję przygód Mikołajka? Kto już tęsknił za tym rezolutnym chłopcem? W nowej książeczce znajdziecie kilka historii związanych ze szkołą.  Co dokładnie? Zapraszam na kilka słów ode mnie.
Mikołajek. Nowy rok szkolny

Kilka danych technicznych:
Tytuł: Mikołajek. Nowy rok szkolny
Autor: Goscinny Rene
Ilustracje: Sempe Jean-Jacques
Tłumaczenie : Grzegorzewska Barbara
Seria: Kolekcja psot i wybryków
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2020
Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Liczba stron: 144
Format: 16 x 16 cm
Cena wydawcy: 34,99 zł

Czeka na Was osiem opowiadań
 Niewielka kwadratowa książeczka idealnie sprawdza się jako książka na czas podróży. Twarda okładka gwarantuje, że nie zniszczy się łatwo. Wewnątrz białe karty pokryte dość dużą czcionką, co ułatwia czytanie, zwłaszcza to wieczorne, kiedy nasze oczy są już zmęczone po całym dniu. Tekst okraszony jest czarno-białymi obrazkami, które oczywiście możecie pokolorować, co nada książce indywidualny charakter, stanie się bardziej "Wasza". 


Psoty i wybryki pamięta się najdłużej
Jakie opowiadania? W książce znalazło się aż osiem (8!) historii: Nowy rok szkolny, Niezwyciężeni, Stołówka, Przemiłe wspomnienia, U Gotfryda, Usprawiedliwienia, (1611-1673) i Śliczny króliczek. My najbardziej polubiliśmy opowiadanie "Usprawiedliwienia".  Zaczyna się on bardzo jednoznacznym zdaniem: "W szkole bardzo przydają się usprawiedliwienia". My dorośli wiemy, co one oznaczają, ale dla pewności Mikołajek wyjaśnia czytelnikowi czym tytułowe usprawiedliwienia są. Od razu wskazuje też na główny problem z nimi związany, a mianowicie fakt, że muszą być podpisane przez ojca. Pewnego dnia Mikołajek wraca ze szkoły z pracą domową z arytmetyki. Takie zadania zawsze wywołują kłótnie w domu chłopca, a on sam ich nie znosi. Przypuszczenia Mikołajka potwierdzają się zaraz po tym, kiedy prosi o pomoc kolejno mamę i tatę. W domu wybucha awantura. W ostateczności i na skraju wyczerpania, ojciec Mikołaja wypisuje mu usprawiedliwienie. W domu ustają kłótnie, wszyscy z ulgą zasiadają do kolacji. Następnego dnia, na dziedzińcu szkolnym, koledzy Mikołajka porównują wyniki pracy domowej. Kiedy pytają o wynik Mikołaja, ten z dumą pokazuje usprawiedliwienie, którego oczywiście wszyscy mu zazdroszczą. Patrzą na wizytówkę ojca kolegi niczym na Święty Graal. Kiedy uczniowie zasiadają w klasie, okazuje się, że ich nauczycielka rozchorowała się i poprosiła o... usprawiedliwienie.
Kojarzycie taki widok? "Stołówka" to czasami pole walki...
Polecam Wam ten zbiór opowiadań. "Mikołajek. Nowy rok szkolny" może pomóc, zwłaszcza kiedy nasze Dziecko ma rozpocząć naukę. Wesołe opowiadania pozwolą oswoić się z klimatem szkoły. Pamiętajcie, że psoty i wybryki pamięta się najdłużej. Przyjemnej lektury! 

POLECAMY!
 
Fragment naszego ulubionego opowiadania "Usprawiedliwienia"

środa, 12 sierpnia 2020

Krokodyl dentysta- gra zręcznościowa

Chcecie poćwiczyć refleks? Szukacie gry na szybka rozgrywkę, która zajmuje niewiele miejsca, ale nie jest karcianką? Mam dla Was świetną propozycję! Do tego w zaskakująco niskiej cenie.
Krokodyl dentysta to gra zręcznościowa.
Kilka danych:
Nazwa: Krokodyl dentysta
Oryginalna nazwa: Crocodile Dentist
Rodzaj: zręcznościowa, akcja
Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 5-10 minut
Wiek: powyżej 3 lat
Gdzie szukać: Pepco
Cena: 9,99 zł

Odważysz się otworzyć paszczę tego gada i sprawdzić mu zęby?
Zasady gry są bardzo proste. Rozdziawiacie paszczę krokodyla i Waszym oczom ukazują się bielutkie zęby gada. Kolejno naciskacie po jednym zębie, tak żeby schował się w dziąsłach. Po naciśnięciu zęba szybko cofacie palec. Jeden z zębów uruchamia zapadkę i po jego wciśnięciu, paszcza szybko zamyka się i może przytrzasnąć palec gracza. Zabawa polega na tym, żeby zdążyć umknąć przed zamknięciem paszczy krokodyla. Nigdy nie wiecie, który ząb jest zapadką.
Zacznij grę otwierając szeroko paszczę krokodyla.
Wciśnij wybrany ząb.
Możecie naciskać zęby kolejno lub losowo.
Kiedy zostaną 3 zęby, napięcie wzrasta...
Gra nie zawiera ostrych elementów, ale jak to z Dziećmi bywa, mają one dziwne pomysły. Zęby traktowane są jako małe elementy i  dlatego zabawa zalecana jest powyżej trzeciego roku życia, aby uniknąć ryzyka zadławienia. Co ważne, warto pokazać Dziecku, na czym gra polega i "dać się ugryźć", aby się nie wystraszyło. Uścisk nie jest mocny, ale szybkość zamykania się paszczy może sprawić, że Dziecko poczuje nieprzyjemny nacisk, coś w rodzaju "bólu". Ważne aby za pierwszym razem obrócić to w żart, wtedy Dziecko będzie chciało więcej wrażeń.

Rozgrywka jest bardzo szybka. W zależności od tempa wciskania zębów i czy akurat trafimy na "ten ząb", może ona trwać 5-10 minut. Czasami jet to drugi naciskany ząb i gra kończy się bardzo szybko. Zdarzyło się nam, że żaden ząb nie uruchomił zapadki. W takim przypadku, trzeba nacisnąć wszystkie zęby, paszcza się zamknie i zęby znów wyskoczą gotowe do zabawy.

Rozgrywkę kończy zamknięcie się paszczy krokodyla.
Tak, to nie pomyłka. Gra kosztuje 10 zł, bez grosika. I moim zdaniem niczym nie różni się od dużo droższych gier. Podobna jakość materiału i wykonania. Tu plastik i tu plastik. A w przypadku tego Krokodyla, nie będziecie żałować, że wydaliście dużo pieniędzy na grę, która nie zaciekawiła Waszej Pociechy. 10 zł to kawa w kawiarni, a zabawkę możecie odsprzedać. Jestem jednak przekonana, że nie będzie to konieczne.

Gra jest niewielka. Idealna by zabrać ją na wakacje.
Nam gra bardzo się podoba. Można ją zabrać wszędzie, na wycieczkę, na spacer, na wakacje. Nie zajmuje dużo miejsca, a daje dużo radości. Po raz kolejny okazało się, że 10 zł za grę może przynieść więcej radości niż gry za 100 zł i więcej.

 To jak? Podejmiesz wyzwanie?
POLECAMY!

wtorek, 11 sierpnia 2020

Patrzę w niebo

Słoneczny, letni dzień. Siedzę na trawie. Patrzę w niebo. Chmury poruszają się powoli, jakby płynęły po oceanie tego błękity. Staram się oddychać powoli. W głowie milion myśli. 
Patrzę w niebo i wiem, że owoce tych działań będą dobre
Zastanawiam się nad kolejnymi dniami. Upały wyjątkowo mi dokuczają w tym roku. Jak nigdy nie chodzę pieszo do pracy. Dojeżdżam autobusem, bo wtedy to tylko 5 minut męczarni w tej spiekocie. Jeżdżę windą. Kontroluję każdy oddech. Z niepokojem oglądam i słucham kolejnych prognoz pogody. Niby ma padać, niby ma zagrzmieć i podobno będą burze. Od trzech dni ich wypatruję i nic. Konieczność zasłaniania ust i nosa nie ułatwia mi egzystencji. Nie wymiguję się. W skupiskach ludzi, w autobusach, w sklepie, zakładam maseczkę. Po wyjściu z tych miejsc szybko ją ściągam i oddycham głęboko... Przyłbica niestety nie jest dla mnie- w niej czuję się jak w szklarni...

Zaglądam do pudełeczka na toaletce. Różowych i żółtych pigułek ma jeszcze na 2 dni. Tych białych jeszcze na miesiąc. Leki zostały dobrze dobrane, działają. Moje wyniki poprawiły się. Mimo to drżę przed każdym kolejnym badaniem. Serce łomocze mi przed każdą kolejną wizytą. Zerkam na wyniki badań i uspakaja mnie widok niepogrubionych wyników- te są w normie i nic nie trzeba z nimi robić. Kolejne, bardzo dla mnie trudne i kosztowne badania za dwa i pół tygodnia. Później 10 dni czekania na wyniki. Poziom stresu i adrenaliny w moim organizmie szaleje. 

Porządkuję dokumenty. Układam je kategoriami i datami wpływu do mojego domowego biura. Lubię ten ład. Lubię widok poukładanych, opisanych segregatorów. Został mi do ułożenia ostatni miesiąc. Totalnie nie miałam do tego głowy, a teraz doszedł jeszcze brak czasu. Zabiorę się za nie we wrześniu. Wtedy to będzie pudełko z dwoma miesiącami. Na szczęście większość faktur i innych dokumentów dostaję teraz w formie elektronicznej i tylko opisuję na dysku poszczególne PDFy i foldery.  W niszczarce znalazły się dokumenty, których termin przechowywania minął rok temu- tak, trzymam je standardowo rok dłużej, niż wskazują na to przepisy. Dwie szuflady opustoszały.

Porządkuję ubrania i rzeczy osobiste. Te, które są w dobrym stanie, oddaję znajomym, którym podobały się kiedyś na mnie. Te w gorszym przerabiam, np. na ściereczki. Resztę wrzucam do specjalnego pojemnika. Są rzeczy, które mogę sprzedać. Tak robię z butami. U mnie z butami jest tak, że albo zdzieram je do cna i nie da się ich już uratować, albo zakładam je dosłownie kilka razy. Te użyte raz lub kilka razy, sprzedaję za często symboliczne kwoty. Ważne, żeby oczyścić przestrzeń w domu. Potrzebuję jej teraz dość dużo. Przyjęłam również moją starą zasadę jako wyznacznik- coś czego nie nosiłam min. 2 lata ląduje w kartonie, bo oznacza to, że nie jest mi potrzebne.

Wykorzystałam pudełka w różnych rozmiarach na porządkowanie drobiazgów. Wreszcie każdy z nich znalazł swoje miejsce. W koszyczkach poukładałam wszelkiego rodzaju kable, które wcześniej złożyłam i związałam specjalnymi "opaskami". W jednym ułożyłam kabelki rzadko używane, w drugim znalazły się te, których używamy najczęściej- ładowarki, kable do laptopa, słuchawki.

Staram się odnowić kontakty i znajomości. Kasuję kontakty, które okazują się już niepotrzebne. Jeśli ktoś zmienił numer i nie dał mi o tym znać, a nie kontaktujemy się w żaden inny sposób, przestaje dla mnie istnieć. Nie potrzebni mi są znajomi tylko w ilości. Tak samo postępuję w mediach społecznościowych. Jeśli nie utrzymuje z daną osobą kontaktu, a mamy się w znajomych tylko dlatego, że chodziliśmy do tej samej szkoły, lub uczestniczyliśmy w jakimś wydarzeniu, kasuję taką "znajomość". Na co mi ona? Ma tylko zwiększać numerek na liczniku? Bez sensu. Lepiej poświęcić czas i miejsce na wartościowych ludzi i realnych znajomych. Nie oznacza to, że kasuję znajomych, z którymi kontaktuję się raz na jakiś czas. Raczej wyrzucam tych, których dodanie do znajomych było pierwszym i ostatnim przejawem znajomości.

Postanowiłam być milsza dla ludzi. Uśmiecham się częściej- mimo braku sił. Staram się rzetelnie wypełniać moje obowiązki. Kilka spraw ostatnio zaniedbałam, bo w obliczu nowych wyzwań wydały mi się zupełnie nieistotne. Teraz powoli staram się przywrócić sprawom normalny bieg. 

Więcej się modlę. Ale nie jest to klepanie regułek z modlitewnikiem w ręku. Raczej staram się rozmawiać z Bogiem. Zadaję Mu pytania. Unikam wszelkich świątyń. Najlepiej myśli mi się na świeżym powietrzu, w moich ukochanych odludnych miejscach. Tam też najlepiej rozmawia mi się z Bogiem. W szumie liści, promieniach słońca, kroplach wody w rzece... w delikatnym podmuchu dostaję swoje odpowiedzi.
Czekam na poranek, który przyniesie ukojenie...
Jest wieczór. Siedzę na balkonie. Patrzę na moje kwiaty w naszym mini ogródeczku. Zawieszam wzrok na dłuższą chwilę na mojej ukochanej pelargonii. Wszystkie nieco zmarniały po dwóch tygodniach naszej nieobecności, niektóre uschły, zostawiając po sobie puste miejsce- ot taka zasada przemijania... Biorę głęboki oddech i patrzę w niebo. Wiecie, że w mojej dzielnicy, w moim mieście, mogę spokojnie obserwować gwiazdy? A kiedy pójdę na spacer na ukochaną Karczówkę, zachwycam się widokiem miasta i nieboskłonu. Patrzę więc w niebo i wiem, że robię dobrze. Wszystkie moje starania przyniosą dobre owoce. 

Dobrej nocy Ptaszyny!

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Nie podzielę się

Czułam, że mi się przyglądasz. Lubiłam wiedzieć, że patrzysz na mnie, że analizujesz każdy szczegół mojego wyglądu.
- Rozmazałam się?
- Nie, dlaczego?
- Tak bacznie mi się przyglądasz.
- Przecież to lubisz- uśmiechnął się.
Odwzajemniłam uśmiech. Wróciłam do papierkowej roboty. Byliśmy identyczni. Oboje nie cierpieliśmy papierologii. Naszym żywiołem był teren. Niestety kwity trzeba było wypełnić. Nikt ich za nas nie zrobi. Pocieszeniem był wspólny pokój. Lubiłam patrzeć jak pracuje. Lubiłam podejść od tyłu i przytulić się delikatnie.
- Nie boisz się, że ktoś wejdzie?- spytał, nie odrywając wzroku od komputera.
- Nie. A nawet jeśli to co?
- Wariatka- uśmiechnął się i odwrócił do mnie na fotelu.
- Ale za to jaka fajna- pochyliłam się w jego stronę.
- Jesteś moja- przyciągnął mnie do siebie.
- Jestem mamy i taty- uśmiechnęłam się, a on delikatnie mnie pocałował.
Pozwalając sobie na takie chwile zapomnienia wiele ryzykowaliśmy. W każdej chwili ktoś mógł do nas wejść. Był to jednak czas, kiedy nie czuliśmy już presji ukrywania się. Oczywiście nie zależało nam na rozgłosie, bo i tak dużo się o nas mówiło w fabryce, po ataku "W" na mnie.
Nawet niebo wróżyło coś złego...
- Jedziemy w teren- zakomunikowałam wchodząc do pokoju.
- Masz coś?- pytał wstając zza biurka.
- Stary wysyła nas do "Tartaku".
- To biorę kamizelkę. 
- Ja zakładam twardą, a żółtą zarzucę na wierzch. Może być niezła akcja.
- 8 piętro?
- Mam kwit na wejście.
- Kto jedzie?
- Wentyl i Piotrek. 
- Tylko?
- Mamy mieć radio i wzywać w razie piekła.
- Jak zawsze.
- Braki Skarbie, braki- krzyczałam zbiegając po papiery na auto.
- Gdzie lecicie?
- Po wióry- tłumaczyłam dyżurnemu. 
- Dam wam fiata.
- Brawo ty.
- Brawo my- wybuchnęliśmy śmiechem.

Lubiłam prowadzić. Lubiłam jechać w teren. Poziom adrenaliny wzrastał przyjemnie. Tym razem nie czułam się tak pewnie. "Z" oczywiście to wyczuł.
- Co jest Mała?
- Czuję coś w kościach.
- Co?
- Nie wiem, ale jestem pewna, że coś pójdzie nie tak.
- Masz słuchawkę?
- Mam. Ale cholera, coś jest nie tak.
- Ile osób?
- Teoretycznie trzy. Po libacji. Pewnie nieprzytomni.
- Wchodzimy z buta?
- Elegancko. Pukamy. Po kwadransie but.
- Która jest?
- 10:15.
- O której będziemy?
- W środku o 11:05.
- Uwielbiam cię, wiesz?- uśmiechnął się.
- Nie mam czasu na pierdoły.
- Moja dziewczyna.
- Twoja- spojrzałam na "Z" z lekkim uśmiechem.
Weszliśmy do bloku. Wszystkie dresy zniknęły za drzwiami swoich dziupli. Wiedzieli, że skoro wchodzimy w kamizelkach, będzie akcja. Winda oczywiście nie działała. Na szczęście wkalkulowałam wejście pieszo na 8 piętro i moje zadyszki. Miałam wrażenie, że już nigdy nie będę tak sprawna jak przez atakiem.  Pukaliśmy dostatecznie długo. Za drzwiami tylko cisza.
- Wchodzimy- zadecydowałam.
- But?
- Poczekaj, mam "klucze"- pokazałam "scyzoryk".
- Sprytnie- "Z" pokiwał z uznaniem.
- Gdzie się patrzysz- powiedziałam do Piotrka.
- Chcę się nauczyć.
- Za młody jesteś. Przeładuj broń- zamek lekko szczęknął. 
- Już?
- Dajesz Młody- wskazałam wnętrze mieszkania.
- Policja! Gleba! Nie podnoś głowy!- koledzy krzyczeli.- Leżysz! Łapy za głowę!
- Dzień dobry panowie- przywitałam się z nimi wyjątkowo grzecznie.
- Uważaj!
- Co jest?!- krzyknęłam odsuwając się we wskazaną przez "Z" stronę.
- Ty gnoju. Łapy- "Z" pacyfikował na podłodze czwartego lokatora.
- Jest ktoś jeszcze w mieszkaniu?- odpowiedziała mi cisza. 
- Gadaj!- "Z" posadził chłopaka przy ścianie.
- Tylko my- wysyczał przez zęby.
- Na pewno?- dopytywałam. Młody sprawdź drugi pokój, kuchnię i łazienkę. Nie chcę dostać w łeb nogą od krzesła.
- Tak jest pani inspektor.
Na szczęście nikogo więcej w mieszkaniu nie było. Znaleźliśmy towar, którego szukaliśmy. Zawsze podziwiałam pomysłowość takich delikwentów i miejsca na skrytki.  Do pozazdroszczenia.

Wracaliśmy ze służby z "Z". Codziennie odwoził mnie do domu. Mówił, że boi się o mnie i nie pozwalał na samotne podróże.

środa, 29 lipca 2020

Farby witrażowe EasyCreative

Przez ostatnie miesiące wielu Rodziców i opiekunów musiało stanąć na wysokości zadania i przejąć obowiązki edukacji swoich dzieci. Lekcje online to kpina i kopiowanie podręczników. My postawiliśmy na edukację domową z prawdziwego zdarzenia. Była więc nauka pisania, liczenia, czytania. Była historia i geografia. Były ćwiczenia fizyczne i prace plastyczne. Te ostatnie sprawiały nam najwięcej frajdy. Mogliśmy wykorzystać wiele nowych metod. Jedną z nich było tworzenie witraży.
Zestaw farbek witrażowych kupicie w sklepach dla artystów i papierniczych
Zawartość zestawu:
- 2 czarne farbki do konturów (10,5 ml)
- 8 farbek kolorowych (10,5 ml)
- 2 folie
- mini-książeczka z wzorami
Cena to ok 15 zł.
Oto całość zestawu do tworzenia witraży
Jak zrobić witraż?
Przede wszystkim przygotuj miejsce pracy. My mamy ceratę, kupioną w małym osiedlowym sklepiku za kilka złotych. Połóż folię na wybranym obrazku i przymocuj ją tak, żeby nie ruszała się podczas pracy- spinaczami lub taśmą. Powoli, dokładnie obrysuj kontury wzoru i poczekaj aż czarna farbka wyschnie. Potrzeba na to ok 2 godziny. Kiedy kontury będą już suche można przystąpić do wypełniania wnętrza naszego witraża. I tu czeka nas dłuższe czekanie. Producent zaleca pozostawienie dzieła na 24 godziny do całkowitego wyschnięcia. Po dobie oczekiwania, delikatnie należy oderwać witraż od folii. Obrazkiem możesz udekorować  wybraną płaską powierzchnię. Polecam "przykleić" witraż na lustrze lub na szybie, wtedy można podziwiać jak światło przechodzi przez kolorowe farbki.

Wśród wzorów w książeczce każdy znajdzie coś dla siebie
Moja ocena?
Farbki dają możliwość poznania przez Dziecko (i nie tylko, bo dla dorosłych to też fajna zabawa!) techniki tworzenia witraży. Kolory są żywe i ładnie prezentują się na już skończonej pracy. Dwa minusy. Po pierwsze, nadają się tylko do tworzenia małych obrazków. Przy większych, podczas odklejania od folii łatwo o sklejanie się witraża, a odklejenie nie jest możliwe bez jego uszkodzenia. Po drugie biała farbka po wyschnięciu staje się przezroczysta, a nie zawsze chcemy taki efekt osiągnąć. Poza tymi niewielkimi minusami, polecamy z Piotrusiem ten zestaw.

 Powoli wypełnialiśmy nasz witraż kolorami
Cały witraż podczas schnięcia leżał w bezpiecznym miejscu
Witrażowy dinuś ozdobił lustro w pokoju Piotrusia

środa, 22 lipca 2020

Moja macica jest tylko MOJA!

Po ostatniej imprezie rodzinnej wróciłam do domu cholernie zmęczona. I nawet nie chodzi o to, że posiadówka przy stole aż nazbyt się przedłużyła. Zmęczyły mnie te wszystkie głupie pytania i docinki. Oczywiście najwięcej do powiedzenia miały kobiety, które nie miały problemu z zajściem w ciążę i rodzeniem dzieci.

- Kiedy następne?
- Kiedy rodzeństwo dla Piotrusia?
- O jak ładnie Ci z dzidziusiem na rękach, trzeba pomyśleć o kolejnym.
- To kiedy dasz radość mamie Na pewno się ucieszą...
- Teraz kolej na ciebie.
- To teraz dziewczynka.
- To trzeba popracować nad rodzeństwem dla Piotrusia.
- To kiedy dziewczynka?


To najczęściej powtarzające się pytania i zdania, które usłyszałam. Na początku kwitowałam je uśmiechem, lub udawałam, że nie słyszę. Później próbowałam zażartować. Niestety pod koniec poziom mojej irytacji był tak wielki, że z goryczą i nieukrywanym zdenerwowaniem powiedziałam: "Odpieprzcie się ode mnie. Moja macica to moja sprawa! Nie macie prawa się do tego wpieprzać. Zajmijcie się swoimi macicami!". Tak wiem, zepsułam humor tej resztce gości, która została przy stole, ale wiecie co? MAM TO W DUPIE! 

Ile razy jeszcze mam tłumaczyć, że to moja prywatna sprawa? Ile razy mam tłumaczyć, że rodzeństwo dla mojego Syna to moja decyzja. Jak często mam powtarzać, że moje chęci nie wystarczą, żeby zajść w ciążę, donosić ją i urodzić zdrowe dziecko? 
Serio, nie każda kobieta może mieć więcej dzieci lub choćby jedno. Na prawdę nie każda kobieta chce mieć dzieci, zwłaszcza po trudnej ciąży i traumatycznym porodzie. Nie zawsze zajście w ciążę jest możliwe. Nie każda kobieta może ciążę donosić. I wreszcie... nie każda kobieta, ze względów medycznych, może zdecydować się na dziecko...

Czy którakolwiek z was pomyślała jak bardzo ranią mnie te pytania? Pomyślałyście jak strasznie mnie poniżyłyście? Wiecie, że przez was przez kilka chwil pomyślałam, że jestem gorsza?Czy choć przez ułamek sekundy, po moim pierwszym "To moja sprawa", pomyślałyście, że to rzeczywiście jest moja sprawa? NIE! Dlaczego? Dlatego, że uznałyście to za świetną zabawę. Fajnie było pośmiać się z osoby, która zawsze pyskata, w tej kwestii na pewno nie odpysknie, przemilczy. Fajnie było znaleźć sobie kukiełkę do przepychanek? 

Wiem, że część z was to czyta i na pewno znów mi się oberwie. Ale wiecie co? NIE ŻYCZĘ SOBIE TAKICH TEKSTÓW! NIE ŻYCZĘ SOBIE TAKICH GŁUPICH ŻARCIKÓW!!! Możecie przestać się do mnie odzywać. Możecie mnie unikać, kiedy pojadę w rodzinne strony. To będzie najlepsze co wpadnie wam do głowy. 
Powtórzę to po raz ostatni. ODPIEPRZCIE SIĘ ODE MNIE! MOJA MACICA TO MOJA SPRAWA!!!
Trzymaj się z daleka od mojego życia. Nie ty decydujesz o mojej macicy

środa, 8 lipca 2020

Zamglenie

Minęła godzina, w której czas się zatrzymał
W której liczyli się tylko oni- chłopak i dziewczyna
Poszli na spacer pośród ruin ulubionych
Jej blada dłoń schowana w jego silnej dłoni
Patrzyła na niego niebieskimi oczami
A on czule jej włosy gładził
Rozmowom nigdy końca nie było
Tylko codzienność szalenie pędziła
Objął ją mocno, pocałował czule
Rozstanie zawsze wiązało się z bólem

Za każdym razem jak znika patrzyła
Bezpiecznej drogi mu w duchu życzyła
Za każdym razem ruszając w drogę
Serce trawił rozstania ogień
I za zakrętem przystawał na chwilę
By wąchać dłonie z zapachem dziewczyny

Lecz los okrutny tak życie składa
Tasuje talię i karty rozkłada
Splata dziewczyny życie z innym chłopakiem
A on zostaje innej mężem, a później tatą
I tak rzuceni w dwie świata strony
Zapominają ona o nim, on o niej

Lecz to ukryte uczucie wielkie
Odnalazło dwa zbłąkane serca
Choć mieli nigdy na siebie nie trafić
Los postanowił ich ścieżki posplatać
Choć się bronili długo, wytrwale
Serca nie chciały słuchać ich wcale
I zatańczyły zmysły szalone
Co nie mogły zostać zaspokojone

I pocałował ją czule w tamtych ruinach
To była dlań pamiętna chwila
Szukali chwili, szansy spotkania
Wieczorem, w nocy lub wcześnie rano
I uciekali nad rzekę dziką
Co szumem kryła ich miłość skrytą
Wsparta o jego czułe ramiona
Lśniła jak gwiazda na nieboskłonie
On jej zawierzył swe serce całe
I złożył w jej dłoniach kochanych

Choć chcieli przetrwać wichry i burze
Los postanowił znów wszystko zburzyć
Choć powolutku to budowali
Nagły huragan wszystko rozwalił
Z gruzów nie było czego ratować
A źli ludzie sukces zaczęli świętować
Łzy wypełniły oczy zmęczone
Serca pragnęły być połączone

Uwalniam cię ukochany z przysięgi twojej
Choć serce twe bije wciąż w dłoniach moich
Przecinam więzy, odejść pozwalam
Choć nie wiem czy serce pęknięte kiedyś poskładam
Ziarno zasiane, tak tętni życie
Kochała będę cię odtąd skrycie
Obraz zachowam, najczulsze wspomnienie
Zostanie ze mną po ostatnie tchnienie

Idź ma kochana niebieskooka
Biegnij na łąki gdzie zimna rosa
W sercu mym obraz twój głęboko skryję
Trwał we mnie będzie dopóty żyję
Codziennie patrząc na niebo ciemne
Pomyślę o naszych serc więzach

I choć ich los znowu od siebie oddali
Po wieki będą w miłości trwali
Ich serca biją rytmem tym samym
I choćby umrzeć teraz kazali
Ostatni obraz przed ich oczami
Ukochane serce niknące w oddali

Życie nie pozwala im razem być
Mogą jedynie o takim szczęściu śnić
Lecz przyjdzie kiedyś piękna godzina
W ramiona chłopca znów wpadnie dziewczyna
I ta nadzieja oddychać pozwala
I serca wypełnia czułość niebywałą
Wspomnienie ostatnich chwil razem
Pozwala walczyć z bezdusznym czasem
I wierzą oboje, każde z osobna
Że los pozwoli znów sercom się spotkać