piątek, 15 lutego 2019

Pełnowartościowe posiłki dla dzieci? Co to znaczy?

Urozmaicony jadłospis to sekret dobrze zbilansowanej diety. Powinny się w nim znaleźć produkty z różnych grup. Trzeba też zachować odpowiednie ilości i proporcje, tak aby zapewnić Dziecku wszystkie niezbędne składniki odżywcze, a jest ich około 60. Dziecko z jedzeniem musi dostać białko (mleko i przetwory mleczne, jaja, ryby, drób, mięso), tłuszcze (te dobrej jakości), węglowodany, witaminy i minerały. Nie można zapomnieć o wodzie i błonniku- są bardzo ważne.
Słodycze? Raczej ich unikaj, dawaj Dziecku jak najmniej!
Niestety nie ma na świecie produktu, który zawiera wszystkie potrzebne składniki. Posiłki Dziecka powinny być pełnowartościowe. Muszą zawierać białka, produkty zbożowe (pieczywo, ryż, kasze), warzywa i owoce oraz dobre tłuszcze. Kiedy zdmuchujecie 1 świeczkę z pięknego i smacznego tortu, Twój Maluch powinien już zjadać 5 posiłków dzienni- 3 główne (śniadanie, obiad, kolacja) oraz 2 uzupełniające (drugie śniadanie i podwieczorek).

Dobry plan to podstawa. Jak powinny wyglądać posiłki Twojego Dziecka? Odpowiedź nie jest łatwa, ale spróbujmy! Ile kalorii mają dostarczać poszczególne posiłki? Oto dobre wartości:
1. Śniadanie to pierwszy posiłek w ciągu dnia. Po pierwszych i drugich urodzinach wystarczy 250-300 kalorii, ale powyżej trzech lat wartość ta wzrasta do 350-420 kalorii.
2. Drugie śniadanie, to pierwszy posiłek uzupełniający, więc powinno być "lekkie". Ma dostarczyć ok 100-120 kalorii, czyli około 10% dziennego zapotrzebowania.
3. Obiad jest największym posiłkiem dnia, ponieważ ma dostarczyć 30-35 procent dziennego zapotrzebowania na energię i składniki odżywcze. Dobrze kiedy obiad składa się z dwóch posiłków- zupy i drugiego dania. Dla Dziecka w wieku 1-3 lat odpowiednia będzie wartość 300-350 kalorii.
4. Podwieczorek, podobnie jak drugie śniadanie, to zaledwie 10% dziennej ilości kalorii. Dietetycy zalecają aby podwieczorek składał się ze świeżych warzyw i owoców.
5. Kolacja czyli ostatni posiłek dnia to ok. 150-200 kcal (15-20% dziennej ilości).
Dzieci obserwują. Pokaż, że dbasz o swoją dietę.
Aby posiłki Dziecka były dobrze skomponowane muszą składać się z produktów wszystkich grup, które wyżej wymieniałam. Muszą nie tylko zaspokajać głód, ale też wpływać na równowagę kwasowo- zasadową w organizmie. Pamiętaj, że proporcje i (porcje), zmieniają się wraz z wiekiem. Dziecko po 6 miesiącu musi dostawać ok 8% białka, 40% tłuszczów i 52% węglowodanów, a te w wieku 1-3 lata 10-15% białka, 35-40% tłuszczów i 50%węglowodanów. Jak to ogarnąć? To nie takie trudne.
BIAŁKO
Największa różnica dotyczy właśnie białek. Sterują przemianą materii, bierze udział w procesach obronnych organizmu i wspiera regulacje czynności życiowych organizmu. Skąd je pozyskać? Doskonałym źródłem białka jest mleko i produkty mleczne, takie jak serki, twarożki, jogurty czy kefiry, a także jajka, ryby i mięso. Ważne, aby Dziecku nie dostarczyć za dużo białka, ponieważ może to powodować otyłość.
TŁUSZCZE
Ważne jest, aby dostarczać Dziecku tłuszczy dobrej jakości. Odzwierzęce to np. świeże masło, a roślinne to oliwa z oliwek czy wysokiej jakości oleje. Są doskonałym źródłem energii. Dostarczają niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, witamin A, D, E, K. Pomagają w przyswajaniu innych produktów. Ilość potrzebnych tłuszczów zmniejsza się wraz z wiekiem Dziecka.
WĘGLOWODANY
Możemy je podzielić na dwa rodzaje: proste (pochodzące z owoców) i złożone (zawarte w kaszach i warzywach krzeniowych). W diecie Dziecka powinny znajdować się przede wszystkim te złożone. Dostarczają one energii na długi czas, ponieważ wytwarza się ona podczas rozkładu na cukry proste. Te z kolei powinny pochodzić nie ze słodyczy, ale z owoców, najlepiej świeżych.

Pamiętaj, że jeśli nie do końca wiesz, jak prawidłowo zbilansować dietę Dziecka, możesz poradzić się specjalisty. Twój pediatra na pewno będzie wiedział do kogo Was skierować, kogo polecić. Ja mam to szczęście, że pomogła mi w tym Mama, która jest wspaniałym kucharzem i zajmuje się komponowaniem diet, dla różnych grup wiekowych, płci czy osób wykonujących różne rodzaje prac. To duża pomoc. Pamiętajcie też, że lata temu na samym dole piramidy żywieniowej dietetycy umieścili RUCH! Jest go najwięcej i zdecydowanie warto się tego trzymać. Wyjdzie Wam to na zdrowie. A tymczasem... bon appétit!
Pizza? To dobry sposób aby "przemycić" "to zielone" 😜

wtorek, 12 lutego 2019

5 minut z baśnią. Kolekcja mądrych i zabawnych historii

Lubicie baśnie? Te popularne, wszystkim znane czy wyszukujecie te nieznane, z dalekich krajów i maleńkich zakamarków? Czytacie baśnie?
Ja zawsze lubiłam i starałam się znaleźć te z dalekich krajów. Zafascynowały mnie baśnie ludów północy i dalekiego wschodu. Od kiedy czytam mojemu Synkowi,staram się wybierać coś więcej niż te najbardziej znane. Oczarowały nas baśnie skandynawskie i te z kraju kwitnącej wiśni. Oczywiście czytamy też Andersena czy baśnie braci Grimm- oczywiście te złagodzone wersje, bo oryginały są dość brutalne.
5 minut z baśnią. Wydawnictwo JEDNOŚĆ
Czasami jednak, po ciężkim dniu nie mam siły, aby przeczytać coś dłuższego. I tu z pomocą przychodzi wspaniała książka od Wydawnictwa Jedność. Jak widzicie na zdjęciach, nasz egzemplarz jest już dość mocno sfatygowany. Na razie jednak muszę wybierać z bogatego zbioru, ponieważ nie wszystkie będą zrozumiałe dla mojego pięciolatka.
Wydawnictwo JEDNOŚĆ przenosi nas w magiczny świat baśni
Kilka danych "technicznych":
Tytuł oryginału: Five-minute Stories. A collection od delightful tales to share
Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo: JEDNOŚĆ
Rok wydania: 2012
Format: 16x22 cm
Ilość stron: 512
Druk: kolor
Okładka: miękka 
Wydanie: I 
Cena z okładki: 36,90 zł 
Dla dzieci powyżej 7 roku życia, niektóre dla młodszych
Opowieści pięknie zilustrowano
Książka to ogromny zbiór pięknych opowieści. Aby łatwiej dobierać baśnie, które mogą najbardziej zainteresować nasze Dziecko, podzielono książkę na 10 działów:
1. Opowieści z różnych stron świata
2. Figiel i psota
3. Zwierzęce psoty
4. Dzielne dzieci
5. Przygody koronowanych głów
6. Niezwykłe podróże
7. Dobre uczynki
8. Ulubione baśnie
9. Niewiarygodne historie
10. Czarodziejskie moce

Mój pięciolatek chętnie słuchał wielu z opowieści zawartych w książce. Jednak część go nie zainteresowała w choćby najmniejszym stopniu. Kilku nawet Mu nie czytałam, ponieważ uważam, że jeszcze ich nie zrozumie. Na pewno przyjdzie na nie czas. Książkę polecam raczej dla starszych dzieci, 7-10-letnich. Czcionka jest przyjemna dla czytającego, dość duża, dlatego młody czytelnik z łatwością sobie z nią poradzi.
Któż z nas nie lubi baśni o zwierzętach?
Każda baśń ma za zadanie czegoś nauczyć, przekazać jakąś mądrość. Każda ma pokazać, że dobro wraca, a zło mimo chwilowego tryumfu skazane jest na porażkę. Opowieści zostały pięknie zilustrowane, co doskonale uzupełnia opowieści. Dziecko uczy się dobra, serdeczności, pozytywnego myślenia, empatii, logicznego myślenia. Poznaje zwyczaje dawne i podania innych regionów czy krajów. Uczy się wielu nowych słów, poznaje nowych bohaterów. 
Każdy dział oddzielony jest piękną stroną- zakładką
Nie można pominąć działu z ulubionymi baśniami. Znajdziemy tu opowieść o trzech małych świnkach czy o Czerwonym Kapturku. Znane i lubiane baśnie są też w innych działach. W książce są baśnie o Jasiu i Małgosi, o księżniczce na ziarnku grochu czy Roszpunce. Ja najbardziej ucieszyłam się z "Flecisty z Hamelin" i polskiej baśni "Siedem kruków", która pokazuje jak ogromną krzywdę może uczynić wypowiedziane bez przemyślenia słowo, ale i jak wielkie rzeczy potrafi działać miłość. Znacie tą baśń? Nie? Poszukajcie jej w kolekcji mądrych i zabawnych historii, które sprawią, ze pięć minut Waszego dnia będzie czysta przyjemnością!
Moja ukochana ilustracja. Znajdziecie baśń, z której pochodzi?

niedziela, 10 lutego 2019

Nalewka ze skórki mandarynek

Mandarynki do kieliszków!

Zimą cytrusy są tańsze niż nasze rodzime owoce. Latem często tęsknimy za ich smakiem. Dlatego proponuję zamknąć je w szklanych butelkach. Lubicie nalewki? Tą polubicie na pewno!

Składniki:
60 g wysuszonych skórek z mandarynek
1 l spirytusu
4 szkl. wody
400 g cukru
0,5 laski wanilii
kilka goździków

Jak zrobić nawelkę?
Umyj dokładnie mandarynki i obierz je ze skórki. Cząstki zjedz ze smakiem, a skórki ususz.
Nie wyrzucaj skórek z mandarynek!
Kiedy Twoje skórki będą już ususzone, odważ 60 g i włóż do przygotowanego słoja. Do skórek dodaj wanilię i goździki, zalej spirytusem. Odstaw tzw. nalew na kilka dni, niech się robi w temperaturze pokojowej. Po tych kilku dniach przefiltruj nalew przez gazę lub pieluszkę tetrową.

Przygotuj syrop z wody i z cukru. Do syropu wlej przefiltrowany nalew, wymieszaj i szybko ostudź. Ostudzoną nalewkę rozlej do przygotowanych butelek. I teraz najtrudniejsze: odstaw nalewkę w chłodne i ciemne miejsce na kilka miesięcy. Im dłużej, tym lepiej 😉
Słodycz mandarynek w kieliszku? Przygotuj nalewkę!

poniedziałek, 4 lutego 2019

Styczeń 2019

Minął już pierwszy miesiąc tego roku. Zdawałoby się, że do podsumowań jeszcze daleko. Jednak chyba chciałabym zapisać kilka uwag w moim interaktywnym dzienniku- niecodzienniku.
Uda się! Musi! Kto da radę, jeśli nie ja?
Styczeń upłynął mi głównie pod znakiem wyciszenia emocji z grudnia 2018. Wtedy tak dużo się działo, musiałam ochłonąć. Wtajemniczeni wiedzą i rozumieją, a za okazane wsparcie serdecznie dziękuję. Kiedy emocje opadły, udało się pozbierać myśli i skompletować cały zestaw wniosków. Jakich? Po pierwsze utwierdziłam się w przekonaniu (już po raz kolejny), że RODZINA jest najważniejsza! Rodzina to potęga, siła i moc! Rodzina może być mała i duża, bliska i ta dalsza, ale ta prawdziwa zawsze stanie za Wami murem i będzie z Wami mimo wszystko. Po drugie to moc Przyjaźni. Czasami z zupełnie niespodziewanej dla nas strony, przychodzi wsparcie- ciepłe słowo, uśmiech, kawa o siódmej rano lub 23 wieczorem. Bez zbędnych pytań i doszukiwania się rzeczy, których nie ma. Po trzecie świadomość własnej wartości. Jeśli człowiekowi uda się dojrzeć do samoakceptacji, to droga do sukcesu stoi już otworem. Trzeba jeszcze znaleźć w sobie odwagę by  zrobić ten kolejny krok i ruszyć dalej...
Mój Bohater ma już 5 lat 😍
Styczeń to również przygotowania do 5 (!) urodzin Piotrusia. Sama nie wiem kiedy ten chłopczyk tak szybko urósł. To już pięć lat blask tych kochanych oczu sprawia, że nawet najtrudniejszy dzień, w mgnieniu oka (raczej oczka), zmienia się na lepszy. Przyozdobiliśmy mieszkanie, kupiliśmy kolorowe czapeczki, na paterę wskoczyły specjalne babeczki. To nie było wielkie przyjęcie, a raczej małe rodzinne spotkanie. Był tort z ulubionymi bohaterami i wymarzone prezenty. Było "Sto lat" i dużo przytulania. A emocji tyle, że sen nie chciał przyjść. Kocham to moje Szczęście nad życie!
Dobry plan na ten rok rozpisałam w moim terminarzu- pora odhaczać co zrobione...
W styczniu zaplanowałam największe i najdłuższe wyjazdy. Wpisałam w kalendarzu ważne spotkania, eventy, imprezy, konferencje. Zostawiłam też miejsce na niespodzianki i spontaniczność. Zarezerwowałam hotele, sprawdziłam wstępnie połączenia. To będzie magiczny rok. Nie mam zamiaru się zatrzymywać i będę dalej się rozwijać. Mam zamiar dalej się kształcić i poszerzać moją wiedzę i umiejętności. Pierwsze kroki już za mną. Jasno i stanowczo określiłam moje zawodowe priorytety, wyznaczyłam ścieżkę, którą chcę dążyć. Dziś wiem, że mam siłę tego dokonać...

sobota, 26 stycznia 2019

Moja miłość największa

Śpi i spokojnie tak oddycha
Gdzieś na ścianie zegar tyka
I odmierza czas leniwie
Który płynie tak szczęśliwie

Taki mały, mój Okruszek
Lubię gdy ma pełny brzuszek
I ten uśmiech kocham szczerze
Kiedy 5 kanapeczkę bierze

Małe dłonie, paluszki słodkie
Często odbite na szybie w oknie
Wypuszczą talerz, upuszczą szklankę
Zrzucą "niechcący" wiekową ramkę

Te bose stópki, tak ukochane
Ich tupot słodki budzi mnie rano
Same skarpetki się ich trzymają
Bucików szybko się pozbywają

Ząbki-perełki sznur w buzi cały
Co nie raz do krwi mnie pokąsały
I uśmiech słodki jak plaster miodu
Od słońca wschodu aż do zachodu

Te małe rączki, oplatają mą szyję
Niczym klejnoty- wnet czuję, że żyję
I szept najsłodszy, ledwo słyszalny
Co wzrusza wszystkie na świecie Mamy

Niech walą się mury i kończy się świat
Choć życie ma miliony wad
Gdy słucham w nocy Twego oddechu
Czuję jak mocno kocham Cię mój mały Człowieku

I choć zapłaczę przez Ciebie nie raz
I choć tak późno kładę się spać
I często na ubraniu mam plamę
Uwielbiam, gdy mówisz: "Ja kocham moją mamę!"

Wiosna czy lato, jesień czy zima
Prawda od wieków ten świat tak trzyma
Miłoś największa, nie do pokonania
To miłość, którą Dziecko obdarza Mama

Moja miłość największa❤❤❤

czwartek, 24 stycznia 2019

5 urodziny Piotrusia

Kiedy w 2013 roku w maju straciłam przytomność, myślałam, że to z przemęczenia. W szpitalu okazało się, że jestem w ciąży. Nie posiadałam się ze szczęścia. Mieszały się we mnie uczucia szczęścia i strachu. Zastanawiałam się co dalej i jak sobie z tym wszystkim poradzę. A od samego początku nie było łatwo. Ciąża była trudna, choć się do tego nie przyznawałam. Nawet moi Rodzice nie wiedzieli. Nikt. Świadomie byłam z tym wszystkim sama. Kiedy postanowiłam ujawnić ciążę, nie wszyscy się z niej ucieszyli. Wiele dni spędziłam w szpitalu, niejednokrotnie drżałam o moje Maleństwo. Nie chciałam znać płci Dziecka, bo zależało mi tylko na tym, żeby było zdrowe.
Ostatni miesiąc przeleżałam w szpitalu. Dwie "próby" porodu zakończyły się powrotem na patologię ciąży i czekaniem. Traumatyczny poród do tej pory tkwi w mojej pamięci. Ale warto było tak strasznie cierpieć...
23 stycznia 2014 roku, o godzinie 20:29, znacznie po terminie (42tc+1) przyszedł na świat mój mały CUD. Płakał tak głośno, dopóki położna nie przybliżyła mi Go do twarzy. Złapał mnie tak mocno i nie chciał puścić. Kiedy przewieźli mnie na salę pooperacyjną zaledwie chwilę czekałam na Synka. Przez pierwszy miesiąc miałam pomoc- był Po prostu TATA i moja Mamusia, ale później zostałam sama. A pod koniec połogu wylądowaliśmy w szpitalu dziecięcym, gdzie 1 noc przespałam na krześle, a drugą na podłodze. Musiałam sobie poradzić. Pamiętam, że za dnia silna, w nocy płakałam.
Tort na 5 urodziny mojego Synka
Minęło 5 lat. Głaszczę blond włoski, całuję kochaną rączkę. Niejednokrotnie płakałam przez tego Smyka. Były łzy szczęścia i bólu, a także rozczarowania własną bezsilnością. Zapewne popełnię jeszcze wiele błędów wychowawczych, ale jestem już o te 5 lat mądrzejsza. Nie pozwolę sobie wmówić, że jestem złą matką, bo nie jestem. Robię wszystko aby mój Syn rozwijał się prawidłowo i był szczęśliwy. Tak rozpieszczam Go i zapewne ma trzy razy tyle zabawek niż powinien mieć. Ale ma też wiele książek, które czytamy każdego dnia- bez czytania nie zaśnie. Mamy gry i kolorowanki. Mamy też piłki i torbę z foremkami do piasku. Tak daję Synkowi słodycze. Tak są dni, że do południa nie je nic, bo wstaje o 9 i nie ma ochoty na jedzenie, a ja nie mam zamiaru Go zmuszać. Ale za to nadrabia 3 miseczkami mleka z płatkami i 4 kanapkami. Tak pozwalam Mu krzyczeć, płakać, dąsać się i śmiać się w głos, bo to są emocje i nie chcę, żeby je w sobie tłumił. Tak pozwalam Mu bawić się wszystkimi zabawkami, bo ograniczenia są złe. Tak, pozwalam Mu grać na komórce i razem urządzamy demolkę grając na xBoxie. Tak, czasami śpię całą noc w rozkładanym fotelu obok Jego łóżka. Tak, czasami urządzamy "dzień brudaska" i pozwalam Mu pójść spać bez kąpieli. Tak, pozwalam Mu nie całować bliskich, a wręcz sama Mu tego zabroniłam. Tak, pozwalam Mu być "niegrzecznym". Tak... KOCHAM GO NAD ŻYCIE!!! 
Kocham Synka nad życie- to mój CUD!
Lubie być Mamą. Czasami bywa trudno, ale mój Syn, to największe szczęście jakie mnie spotkało. Nie zmieniłabym nic, a nic. Nie mogłam sobie nawet wymarzyć lepszego Synka. Mam nadzieję, że kiedyś powie, że dałam Mu dobre dzieciństwo. Na razie uwielbiam, kiedy zarzucając mi kochane rączki na szyję, mówi: Kocham Cię Mamo, jesteś najlepsiejsza na świecie!

niedziela, 20 stycznia 2019

Cisza przed burzą?

Od powrotu z Lublina minęło niespełna dwa tygodnie. W porozumieniu z szefostwem pracowałam zdalnie przez internet. Matylda dbała o mnie i rozpieszczała mnie swoimi przysmakami. Michał był prawie codziennie, chyba, że służba mu nie pozwalała.
- Oderwij się od tego na chwilę.
- Już, już. Została mi jedna sprawa do przeklikania.
- Nie za dużo tego?- pocałował mnie we włosy. Pójdę po herbatę. Obiad już jadłaś?
- Jeszcze nie. Jakoś zapomniałam o głodzie- spojrzałam na Michała przepraszającym wzrokiem.
- Mała tak nie można. Kończ to, a ja skombinuję nam obiad.
- Matylda cię lubi, to pewnie dostaniesz coś pysznego.
Cichutko zamknął drzwi, a ja przez chwilę słuchałam jak trzeszczą stare schody w domu Matyldy. Michał uspakajał moje skołatane serce, a jednocześnie cały czas czułam, że czegoś mi brakuje. Może dlatego własnie wróciłam do pracy i narzuciłam sobie wręcz mordercze tempo? Wydarzenia z Lublina cały czas dźwięcznie obijały się o nasze życie. Nie potrafiłam wymazać ich z pamięci. A może nie chciałam? Wiem, że raniłam nie tylko siebie, ale i Michała. Chociaż starałam się tego nie robić, on wiedział, że o Z nie zapomniałam. Nie wiem czy kiedykolwiek będę umiała zapomnieć.

 Kawa stała sie nieodłącznym elementem mojego biurka...
Lato zagarnęło już dnie. Tylko wieczory były jeszcze wiosennie chłodne. Często spacerowaliśmy, praktycznie każdego dnia. Michał pokazywał mi nowe zakamarki, wiele ciekawych miejsc, o których nawet nie wspominają przewodniki. Powoli przyzwyczajałam się do tej bliskości. 
- Lubię, kiedy jesteś blisko.
- Coś się stało?- zapytał zaskoczony.
-Nie. Dlaczego pytasz?
- To takie nagłe wyznanie.
- To źle?
- Nie, tylko mnie zaskoczyłaś.
Oparłam się o ogrodzenie i podziwiałam pasące się na łące konie. Podszedł do mnie od tyłu, objął mnie delikatnie. Przymknęłam oczy i pomyślałam, że jest mi tak po prostu dobrze, że ta chwila mogłaby trwać i nie kończyć się.
Michał działał na mnie wyciszająco. Uporządkowałam moje życie. Zamknęłam sprawy, które teoretycznie były nie do zamknięcia. Udało mi się zmienić zapisy umowy o pracę, tak, że 4 dni w tygodniu pracowałam zdalnie i tylko 1 miałam pojawiać się w siedzibie, żeby zaparafować pisma. Przeprowadziłam się na stałe do Matyldy.

- Dzień dobry Aniu- przywitałam się z sekretarką. Jest szeryf?
- Nie pan Marcin jeszcze nie przyszedł. Ma być dziś około dziewiątej. 
- A ma dziś jakieś spotkania?
- Tak, ale pod koniec dnia.
- Zadzwoń do mnie jak przyjdzie- zamknęłam drzwi sekretariatu i ruszyłam do gabinetu.
Lubiłam tą pracę. Czasami przytłaczała mnie ilość papierków. Potwierdzały tylko, że jestem "zwierzem terenowym". Gabinet urządziłam tak, jak chciałam-ogromne biurko, wygodny fotel, kącik kawowy, półka z książkami, po które najczęściej sięgałam i plakaty z wystaw w muzeach archeologicznych. Lubiłam tu pracować. Zaparzyłam kawę. Zapach wypełnił cały pokój. Rozkoszowałam się jej smakiem przy dźwiękach spokojnej muzyki.
 Decyzja o zmianie pracy nie przychodzi łatwo, zwłaszcza, kiedy w obecnej nie jest źle...
Poinformowałam szefa, że odchodzę. Obowiązywał mnie trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Marcin nie krył zdziwienia. Chyba nikt w firmie nie spodziewał się tego. Marcin zaproponował mi bezpłatny urlop na przemyślenie tematu. Wiedziałam, że najbliższe 3 miesiące pokażą jaką ścieżką pójdę przez kolejne 25 lat. Czekało mnie jeszcze kilka ważnych rozmów i dwa ważne egzaminy, ale swojej decyzji byłam pewna w 85%. Pozostałe 15% zostawało dla dla Michała. Nie wiedziałam, czy odważę się porzucić spokojne życie, które tak mozolnie układałam i zaryzykuję wszystko. Obawy, że wpadnę z deszczu pod rynnę nie chciały mnie opuścić. No i jeszcze Michał... On przecież nic nie wiedział o moich planach, o tym, że do akademii zdałam już prawie wszystkie testy...