środa, 17 sierpnia 2022

Zalipie, czyli (nie)malowana wieś

Zalipie to wieś w Polsce położona w województwie małopolskim, w powiecie dąbrowskim, w gminie Olesno. Odwiedzający ta miejscowość dzielą się na zachwyconych i rozczarowanych. Na drogowskazach bowiem znajdują się informacje o "malowanej wsi", co zdecydowanie jest mylące. Co ma więc w sobie miejsce, które ostatnimi laty odwiedzają tłumy, w tym wycieczki zagraniczne? Czy faktycznie to "malowana wieś" czy jedynie chwyt marketingowy? Co właściwie jest w Zalipiu pomalowane? Czego się spodziewać? Kiedy najlepiej pojechać? Jak zorganizować sobie czas w Zalipiu? I wreszcie, jak nasze wrażenia? Zapraszam Was na letni spacer.
 
Nasza rodzinka rozpoczęła zwiedzanie Zalipia od Zagrody Felicji Curyłowej

Pierwsze malunki znaleźliśmy już na stodole przy parkingu

O co chodzi z tym malowaniem?

Wieś Zalipie znana jest ze zwyczaju malowania chat. Zwyczaj ozdabiania wiejskich izb kwiecistymi malunkami wywodzi się z końca XIX wieku. Zaczęło się od dekorowania wnętrza chałup kwiatami wykonanymi z bibułki, wycinankami i jakże efektownymi pająkami (ozdoba ze słomy wisząca u powały), później pojawiły się malowane na ścianach kwiaty. Z biegiem czasu malowidła zaczęto wykonywać także na zewnętrznych ścianach budynków, studniach, płotach, a nawet donicach czy psich budach. 

 Jedno z pięknie pomalowanych gospodarstw w Zalipiu

Spotkaliśmy wiele uli pomalowanych w kwiaty


Malowane są koryta i donice na kwiaty

Studnia, psia buda, ogrodzenie i sam budynek- wszystko pomalowane

Kobiety ozdabiały na początku domy dostępnymi materiałami- "pędzelkami" z brzozowych witek i "farbami"- wapnem, sadzą, glinkami. Kolorowe kwiaty pojawiły się później, wraz ze wzrostem popularności kolorowych farb i pędzelków. Obecnie najczęściej używa się do ozdabiania farb akrylowych.

Warto podkreślić, że Zalipie nie było jedyna wsią, w której rozwinął się ten nurt, a występował także w innych wsiach Powiśla Dąbrowskiego (w widłach Wisły i Dunajca po prawej jego stronie). W Zalipiu znajduje się zmienna liczba malowanych domów, zazwyczaj ok. 20-30. Wyjaśnienia wymaga natomiast samo określenie "malowany dom". Czasami jest to tylko kilka kwiatów przy oknie lub drzwiach, czasami tylko donice w gospodarstwie, niekiedy kilka kwiatów na budynku gospodarczym. est ono zatem bardzo mylące. Aby być precyzyjnym, należałoby mówić o ok 20-30 punktach we wsi, gdzie znajdziemy malowane kwiaty. 









 Studnia w Zagrodzie Felicji Curyłowej w Zalipiu

Zabytki. Od nich właśnie polecam rozpocząć wizytę w Zalipiu. Obiekty wpisane do rejestru zabytków nieruchomych województwa małopolskiego to Zagroda Felicji Curyłowej nr 135: dom, stajnia, stodoła, studnia. Zagroda znajduje się na małopolskim Szlaku architektury drewnianej w Województwie Małopolskim. Zagroda Felicji Curyłowej jest filią tarnowskiego Muzeum Etnograficznego.

Felicję Curyłową, którą uważa się za propagatorkę sztuki zdobienia domów, zaproszono do malowania wnętrz statku Batory oraz restauracji Wierzynek w Krakowie.

Z inicjatywy Muzeum Okręgowego w Tarnowie każdego roku organizowany jest konkurs „Malowana Chata”. Odbywa się w weekend po święcie Bożego Ciała. Jego celem jest utrzymanie i rozwój tradycji zdobienia domów i budynków gospodarczych malowidłami z charakterystycznymi motywami kwiatowymi. 

 



















Każda malarka w Zalipiu ma swój indywidualny styl, ulubione kwiaty i kolory. Dalej można spotkać jednokolorowe malunki (białe na ciemnych ścianach, czy brązowe, które są prawie niewidoczne zza płotu). Trzeba podkreślić, że Zalipie nie jest skansenem, ludzie tu normalnie żyją, pracują, a malunki pojawiają się według ich indywidualnych potrzeb. To nie jest teren "otwarty". Jeśli przez gospodarstwem jest informacja z zaproszeniem, wtedy śmiało można wejść, porozmawiać, zrobić zdjęcia. Jeśli takiej tabliczki nie ma, wypada zapytać o możliwość zrobienia zdjęcia.

Warto również zajrzeć do kościoła pw. św. Józefa Oblubieńca i kaplicy św. Błażeja w Zalipiu. Zalipiańskie malunki znajdziemy tu na ścianach, obrusach, na wyposażeniu (np. na chrzcielnicy, świecznikach, ramach obrazów czy na różańcu), a także na szatach liturgicznych. My trafiliśmy akurat na ślub, więc podziwialiśmy tylko z wejścia i nie zrobiliśmy zdjęć. Niestety ze względu na upał i zmęczenie dzieci nie mogliśmy zaczekać do końca ceremonii, czego bardzo żałujemy.



Czy polecamy?

Jeśli miałabym tam pojechać tylko w celu odwiedzenia Zalipia, to... nie warto. Jeśli jesteś blisko, zajedź do Zalipia. Zaparkuj (bezpłatnie!) na przeciwko Zagrody Felicji Curyłowej, zjedz pyszne lody w budce obok parkingu, idź do Zagrody i po kupieniu biletu posłuchaj historii, które z pasja opowiadają przewodniczki. Kup pamiątkę. Weź aktualna mapę z zaznaczonymi punktami, gdzie można szukać malunków w Zalipiu. W dalszą drogę polecam ruszyć autem lub rowerem. Osobiście polecam wybranie się do Zalipia tuz po konkursie "Malowana Chata". Z nastawieniem, ze jest to punkt podróży, a nie jej cel, nie pojawi się rozczarowanie, a mile zaskoczenie.My wrócimy, ale tylko będąc przejazdem w okolicy.



piątek, 12 sierpnia 2022

Mora. Piotr Bojarski. Kryminał retro w najlepszym wydaniu

Kto powiedział, że latem powinno się czytać tylko romanse? Zdecydowanie polecam Wam sięgnąć po kryminały. Pomoże w tym Wydawnictwo Znak, spod skrzydeł którego w świat leci retro kryminał Piotra Bojarskiego. „Mora”, bo o tej książce piszę, to już dziewiąty tom cyklu z komisarzem Zbigniewem Kaczmarkiem. To jak? Dacie się skusić na tak smakowity kąsek?
Mora. Piotr Bojarski 


Kilka danych technicznych:
Tytuł: Mora
Seria: komisarz Zbigniew Kaczmarek, tom 9
Autor: Piotr Bojarski
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2022
Wydawca: Wydawnictwo Znak
Liczba stron: 353
Format: 14 x 20,5 cm
Cena wydawcy: 46,99 zł



Pierwsze wrażenie
Książka w miękkiej oprawie, bez skrzydełek. Kolorystyka okładki bardzo przemyślana. Tytuł stylizowany jest na neon. Poręczny format. Dość gruba. Tekst w przyjemnym w czytaniu rozmiarze, na kremowym matowym papierze.
Książka składa się z prologu, 14 rozdziałów i epilogu. Rozdziały nie są numerowane, za to są tytułowane. Każdy rozdział opatrzony jest grafiką na wzór broszki, a otwiera go fragment artykułu z „Kuriera Poznańskiego”, który, co ciekawe, na rynku ukazał się dokładnie tego dnia, w którym toczy się akcja "Mory". Rozdziały podzielone są na nienumerowane podrozdziały rozgraniczone przez określenie miejsca i czasu wydarzeń. Podrozdziały są wyraźnie zaznaczone, co zdecydowanie ułatwia czytanie.
Numery stron wyróżnione są podkreśleniem- na każdej z nich znajduje się tytuł książki i rozdziału.
Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego. "Morę" czytamy z perspektywy kilku postaci.
Przejrzysty układ strony, wyraźny podział- pogłębiają przyjemność z czytania

O czym jest książka?
Opowieść snuta przez przez Bojarskiego osadzona jest na przełomie kwietnia i maja 1934 roku, głównie w Poznaniu. Główny bohater "Mory"- komisarz Zbigniew Kaczmarek otrzymuje wezwanie. Kiedy dociera do jednej z poznańskich kamienic, okazuje się, że na klatce schodowej znaleziono zwłoki sierżanta Dymeckiego, z którym Kaczmarek walczył o wolną Polskę. Jako, że ułożone były w dziwny sposób, z automatu uznano, że śmierci towarzyszyły podejrzane okoliczności, co potwierdził lekarz, wskazując prawdopodobieństwo otrucia. Wspólna przeszłość mobilizuje komisarza do szybkiego rozwiązania sprawy, dlatego udaje się na miejsce zbrodni, które uprzednio przeszukali już policyjni technicy.W mieszkaniu denata znajduje w szufladzie biurka broszkę- kobiecą, w kształcie zwiniętego węża.
Zabójstwo Dymeckiego zaczyna serię brutalnych zbrodni, których ofiarami stają się osoby z dawnego otoczenia komisarza Kaczmarka. Morderca podrzuca swoim ofiarom tajemnicze broszki.
W rozwiązaniu zagadki naszemu komisarzowi pomóc ma aspirat Barbara Przysługa, która została oddelegowana z Warszawy z Policji Kobiecej pod przewodnictwem Stanisławy Paleolog. Dla niej to najważniejsza zagadka w dotychczasowej karierze. Pani aspirant początkowo powoduje nie lada zamieszanie w planach Kaczmarka. Szybko okazuje się, że jej wykształcenie (psychologia) jest bardzo przydatne. Barbara tworzy portret psychologiczny, wysnuwa trafne spostrzeżenia.

Czy uda się rozwiązać zagadkę serii poznańskich morderstw? Kto za nimi stoi i jaki jest jego całościowy plan? A może to kobieta- stąd podrzucane broszki? To musicie już sami doczytać...

Cytaty z "Dziennika Poznańskiego" z 1934 r. to nie lada gratka.

Co sądzę o książce
Czytając "Morę" odczuwalne jest "lekkie pióro" autora. Najprzyjemniej czytało się, niepozbawione specyficznego humoru, dialogi, w których przewija się gwara poznańska. Podobało mi się, że Bojarski nie wydłużał celowo tekstu, opatrzył go natomiast przypisami, dzięki którym każdy czytelnik będzie w stanie wszystko zrozumieć.
Bojarski w sprytny sposób wplata historię międzywojnia- prześladowania Żydów, rasizm, polityczne posunięcia Hitlera. Uwidacznia podziały społeczeństwa w temacie narodowościowym. Całość jednak nie przytłacza, tak, jak zrobiłyby to podręczniki do historii.
Podoba mi się to, że autor kładzie nacisk na zagadkę, prowadzenie śledztwa w taki sposób, aby ją rozwiązać, unikając przy tym nadmiernego rozlewu krwi. Nasz bohater ma ogromne trudności, nie zna rozwiązania, a kiedy już wie, kto popełnił zbrodnię, nadal nie wie dlaczego. Uwzględniając czas-okres powieści, można na początku odnieść wrażenie, że akcja będzie się dłużyć, jednak trudno się nudzić podczas czytania.
Cieszy akcent kobiecy w "Morze". Warszawska policjantka oddelegowana do Poznania, prezentuje nam obraz Policji z tamtego czasu, gdzie w większości pracowali mężczyźni. Były to dopiero początki profilowania w tych służbach.
"Mora" w przyjemny sposób łączy fikcję literacką, kryminalną zagadkę, z historią okresu międzywojennego. Czy ta się ją szybko, człowiek nie ma ochoty odłożyć książki, chciałoby się przeczytać kolejna stronę, i jeszcze jedną i znów następną. Zachęca to do poznania poprzednich części przygód komisarza Kaczmarka.



POLECAM!

środa, 3 sierpnia 2022

Zen wędrowny. Jak odnaleźć spokój w czasie życiowych burz. Christopher Ives

Ostatnie kilka miesięcy, były dla mnie bardzo trudnym czasem. Na urlopie chciałam więc poszukać ukojenia. Książka Christophera Ives'a "Zen wędrowny. Jak odnaleźć spokój w czasie życiowych burz" wpadła w moje ręce niczym dar niebios. Recenzja miała ukazać się wcześniej, ale życie i internet zadecydowały inaczej. Nie zmienia to faktu, że książkę przeczytałam i... odnalazłam spokój...


Zen wędrowny. Jak odnaleźć spokój w czasie życiowych burz

Kilka danych technicznych:
Tytuł: Zen wędrowny. Jak odnaleźć spokój w czasie życiowych burz
Oryginalny tytuł:Zen on the Trail. Hiking as Pilgrimage
Przełożył: Justyn Hunia
Autor: Chrispother Ives
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2022
Wydawca: Wydawnictwo Znak
Liczba stron: 240
Format: 14 x 20,5 cm
Cena wydawcy: 49,99 zł


Wiele razy użyłam zakreślacza czytając tą książkę

Pierwsze wrażenie
Książka w miękkiej oprawie. Okładka utrzymana w stylistyce buddyzmu, ze spokojnym pejzażem. Wielkość idealna do schowania do torebki czy plecaka. Wewnątrz papier matowy, lekko kremowy, przyjemny w dotyku. Czcionka jednolita, przyjemna w odbiorze, kursywą pisane są cytaty. Książka podzielona na rozdziały.

Układ tekstu, wielkość czcionki, obłożenie strony- całość bardzo przyjemna w odbiorze

O czym jest książka?
"Zen wędrowny. Jak odnaleźć spokój w czasie życiowych burz" Christophera Ives'a to książka o pielgrzymowaniu. To "poradnik" o tym, jak odnaleźć siebie, jak ukoić serce, kiedy przyjdzie do nas trudny czas. "Zen wędrowny" to opowieść o poszukiwaniu i odnajdywaniu szlaku wędrówki. Snute przez autora opowiadanie daje nam poczucie przeżywania razem z nim każdego szlaku, spotkania, każdego kroku. Ives pokazuje jak różne może być pielgrzymowanie i jaką rolę odgrywa ono w naszym życiu. Pomaga zrozumieć, że każdy szczegół, każde cierpienie i trud, mają ogromne znaczenie, bo bez nich nie dotarlibyśmy do upragnionego celu, będąc takimi ludźmi, jakimi stajemy na  końcu szlaku.

Co sądzę o książce?
Zawsze bałam się poradników i podchodziłam do nich sceptycznie. Ucieszyłam się, kiedy po kilku stronach okazało się, że "Zen wędrowny" nie jest typowym poradnikiem. Dzięki formie narracji przyjętej przez autora "Zen wędrowny" przypomina zbiór opowiadań, z których każdy może wyciągnąć coś zupełnie innego, czego w danym momencie potrzebuje.Zdaję sobie sprawę, że czytając Christpohera Ives'a popełniłam według książko-holików wiele "zbrodni", takich jak notatki na marginesach, zakreślanie fragmentów tekstu, naklejanie znaczników. Wyszła jednak z założenia, że ma to być moja "ćwiczeniówka", "podręcznik", dzięki któremu, uda mi się osiągnąć tytułowy spokój. 
Autor w przystępny sposób przekazuje czytelnikowi wiedzę z dziedziny, w której się specjalizuje, a jest przecież profesorem religioznawstwa na Uniwersytecie Stonehill. Bardzo podoba mi się podejście, które prezentuje, że wędrówka (zwłaszcza górska), to w pewnym sensie pielgrzymka. Ives potrafi nawet laikowi wyjaśnić zasady etyki buddyzmu zen. Pokazuje również jak ważne jest odpowiednie podejście do przyrody, do natury.
Książkę czytało mi się nader przyjemnie. Prawie na każdej stronie udawało mi się odnaleźć ciekawostkę, uwagę lub "radę", którą chciała zapamiętać, zastosować, przeżyć mocniej. Pierwszy raz poczułam, że znalazłam poradnik dla mnie. 

"Świadomość, że prawdziwie oddychasz i prawdziwie idziesz- albo siedzisz- albo, a niech tam, leżysz- czyni cię pielgrzymem."
 
 
POLECAM!

środa, 27 lipca 2022

Szklane ptaki. Katarzyna Zyskowska

Kiedy Pani Martyna z Wydawnictwa Znak, napisała mi wiadomość o nowości książkowej o wspaniałym poecie, jakim był Krzysztof Kamil Baczyński, wiedziałam, że muszę przeczytać tą książkę! Zaczytywałam się przecież w jego twórczości. Był dla mnie jednym z tych, którzy odeszli zbyt wcześnie. "Szklane ptaki" Katarzyny Zyskowskiej tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu.

Szklane ptaki. Opowieść o miłościach Krzysztofa Kamila Baczyńskiego
 
Kilka danych technicznych:
Tytuł: Szklane ptaki. Opowieść o miłościach Krzysztofa Kamila Baczyńskiego
Autor: Katarzyna Zyskowska
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Rok wydania: 2022
Wydawca: Wydawnictwo Znak
Liczba stron: 416
Format: 14,4 x 20,5 cm
Cena wydawcy: 44,99 zł
Skrzydełka okładki idealnie sprawdziły się jako zakładka
 
Pierwsze wrażenie
Książka w miękkiej oprawie ze skrzydełkami. Okładka w kolorze szmaragdu ze zdjęciem Baczyńskiego i dwa miedziane ptaki, tytuł "złocony". Wewnątrz papier matowy, lekko kremowy, przyjemny w dotyku. Czcionka jednolita, przyjemna w odbiorze, kursywą pisane są "tytuły" i cytaty poezji Baczyńskiego. Książka pisana niczym pamiętnik, zbiór wspomnień trzech osób, których losy zostały ze sobą połączone wielką miłością. Rozdziały, to kolejne wspomnienia Krzysztofa, Barbary i Stefanii, ze wskazaniem miesiąca i roku.
Układ tekstu, wielkość czcionki, obłożenie strony- całość bardzo przyjemna w odbiorze
 
O czym jest książka?
"Szklane ptaki" Katarzyny Zyskowskiej to opowieść o poecie Krzysztofie Kamilu Baczyńskim. To powieść o miłościach i walce Baczyńskiego podczas II Wojny Światowej, udziale w Powstaniu Warszawskim i śmierci. "Szklane ptaki" to historia pięknej i tragicznej miłości w czasach zagłady. Opowieść snują trzy postacie.

Matka, Stefania, darzyła syna miłością zaborczą. Nie dopuszczała do siebie myśli, że mógłby on pokochać inną kobietę.  Uważała, że jako utalentowany poeta, winien znaleźć sobie godną tej wielkości kobietę, o ile taka istniała. Nie umiała zaakceptować Basi, która wydawała się jej niepozorną i nijaką w porównaniu z ukochanym synem.
 
Basia- delikatna, krucha dziewczyna, w której Baczyński zakochał się od pierwszego wejrzenia, a po czterech dniach poprosił ją o rękę. Była jego wielką miłością i największą muzą. Wychodząc za Baczyńskiego stała się największym wrogiem jego matki. Miłość jednak była silniejsza.
 
Krzysztof Kamil Baczyński. Tytułowy bohater. Wrażliwy, utalentowany, z głową pełną ideałów. Rozdarty między dwoma kobietami- żoną i matką. Cierpiał, kochał i walczył.

"Szklane ptaki" ukazują nam Baczyńskiego jako odważnego, młodego człowieka, walczącego o wolność, mimo, że był słabego zdrowia. Uznał, że walka jest jego powinnością, mimo, że rodzina i znajomi odradzali mu czynny udział w walkach, działał w konspiracji i był zastępcą dowódcy w batalionie "Parasol". Krótko walczył w Powstaniu Warszawskim.
 Matka nie potrafiła zaakceptować innej kobiety w życiu i sercu Baczyńskiego

Co sądzę o książce?
Krzysztof Kamil Baczyński, to jeden z moich ulubionych poetów, jak ja zafascynowany "Ferdydurke". Miałam obawy, czy "Szklane ptaki" Zyskowskiej nie zburzą mojego wyobrażenia o Baczyńskim. Na szczęście moje obawy znikły już po kilku stronach. "Szklane ptaki" napisane są pięknym językiem. tekst przepełniony jest emocjami i miłością- tak różną w zależności od tego, czy czytamy słowa Krzysztofa, Basi czy Stefanii. Książka urzeka i porusza do głębi. Czyta się ją jednym tchem. Wzbudziła we mnie ogrom emocji. Kończąc i zamykając książkę, przytuliłam ją mocno. Jej treść pozostanie ze mną na długo, a kiedy pamięć zacznie zacierać wspomnienie o niej, sięgnę na nowo po "Szklane ptaki"!
"Zostały [...] jego wiersze."
 
GORĄCO POLECAM!