środa, 29 czerwca 2022

Żenujące życie Lottie Brooks

Książki młodzieżowe nie zawsze cieszą rodziców, często nie poruszają młodego pokolenia... Jak znaleźć złoty środek? Czy można napisać książkę, przy której zaśmiewać się będzie i mama, i córka? Okazuje się, że można. A co czyta się z taką lekkością i satysfakcją, czekając na tajemnicę skrywaną na kolejnych stronach? Pamiętnik....


Kilka danych technicznych:
Tytuł: Żenujące życie Lottie Brooks
Tytuł oryginału: The Extremely Embarrassing Life of Lottie Brooks
Autor: Katie Kirby
Ilustracje: Katie Kirby
Tłumaczenie: Anna Klingofer-Szostakowska
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2022
Wydawca: Wydawnictwo Znak Emotikon
Liczba stron: 432
Format: 20,5 x 14,5 cm
Cena wydawcy: 34,99 zł

Pierwsze wrażenie
Gruba książka w miękkiej okładce. Ciekawe czy wciągnie mnie, czy raczej będę używać jej jako podstawki do okna, aby nie zamykały go podmuchy wiatru? Kolorowa okładka, stworzona przez samą autorkę, wydała mi się dość... dziecinna (?)... Wewnątrz lekko kremowy papier. Czcionka raczej standardowej wielkości. Sam tekst przerywany dość prostymi rysunkami, "wklejkami" wiadomości. Rozdziały, jak to w pamiętniku, to kolejne daty jego spisywania. Autorka pamiętnika, tytułowa Lottie, zwraca się do nas, czytelników, wprost, w pierwszej osobie.
 

O czym jest książka?
Główna bohaterka to prawie dwunastoletnia dziewczynka, która jest typową nastolatką. Mieszka w Anglii. Lottie chce być w centrum uwagi, płynnie porusza się w mediach społecznościowych. Dziewczynka znajduje się na takim etapie w swoim życiu, kiedy sprawy sercowe stają się bardzo ważne, a wygląd zewnętrzny jeszcze ważniejszy. Kiedy zaczyna swój pamiętnik, okazuje się, że jej przyjaciółka wyjechała do Australii. Lottie czuje się samotna, niezrozumiana przez cały świat, a zwłaszcza przez rodziców i ogólnie rozgoryczona. Co "gorsze" po wakacjach zaczyna gimnazjum, gdzie czeka na nią wiele niespodzianek... Czy Lottie poradzi sobie w nowej szkole? Czy będzie pisała regularnie swój pamiętnik? Czego się o niej dowiemy?
 


Co sądzę o książce?
Czyta się bardzo szybko i dość przyjemnie. Dziewczynki, które do tej pory nie pałały wielką miłością do czytania odnajdą się w tej książce bardzo dobrze. Tekst jest przejrzysty, nie ma go zbyt dużo na jednej stronie, a liczne ilustracje dodatkowo pozwalają na szybkie czytanie. Sukces gwarantowany – przeczytanie ponad 420 stron to nie lada wyzwanie, a ta książka pozwala to osiągnąć. 
Trzeba jednak powiedzieć, ze nie każda czytelniczka będzie nią zachwycona. Dziewczynki w wieku Lottie są bardzo różne- jedne nadzwyczaj dojrzałe, inne jeszcze bardzo dziecinne, lubiące zabawę lalkami. Te, które zaczynają być małymi kobietkami, będą umiały wczuć się w emocje Lottie, jej przeżycia. Te, które jeszcze niekoniecznie przejmują się swoim wyglądem i z pasją śpiewają razem z Elsą "Mam tę moc", oglądając po raz setny "Krainę lodu", będą rozczarowane i nieco "zniesmaczone".


Książkę czytałam razem z ośmioletnią córką koleżanki. Nie wszystkie wpisy Lottie ją zainteresowały, niektóre ja rozbawiły, ale ogólnie była książką zachwycona i razem ze mną czeka na kolejne tomy. Żeby dowiedzieć się czy książka jest idealna dla Waszych córek, same musicie po nią sięgnąć i ocenić.
 
POLECAM!


sobota, 25 czerwca 2022

Influencers LIVE Wrocław 2022

Koniec maja spędziliśmy we Wrocławiu. Na zwiedzanie samego miasta mieliśmy zaledwie kilka godzin, bo trafiła nam się deszczowa aura, której towarzyszył zimny i dość silny wiatr. Po załatwieniu wszystkich prywatnych spraw, został czas na udział w niesamowitym wydarzeniu, jakie zorganizowała grupka fantastycznych "szaleńców". Cała rodziną poszliśmy na Influencers LIVE Wrocław. 

Tradycyjnie polatane na ściance 😜
Piątkowe popołudnie upłynęło pod znakiem foto-spaceru z Sony. Fotografowaliśmy architekturę, modernistyczną. Nie jest to mój ulubiony styl, ale starałam się czerpać z wiedzy specjalistów i samego spaceru. 
Jedno ze zdjęć z foto-spaceru.
Po spacerze razem z Piotrusiem i pozostałymi uczestnikami pojechaliśmy do Hydropolis. Niesamowite miejsce! "Przywitała" nas kurtyna wodna z napisami. Wewnątrz odkryliśmy potęgę wody w różnych postaciach. Nasz przewodnik po tym wodnym raju opowiadał ciekawie i z pasją. Świetne miejsce i na pewno wrócimy tu na dłuższą wizytę!
Hydropolis wita uczestników Influencers LIVE Wrocław 😍
Fascynujący świat głębin i stwory tam żyjące.
Każdy znalazł coś dla siebie. Dawne maszyny są bardzo ciekawe.
Sobota i niedziela to już konferencja. Wykłady, warsztaty, dyskusje, spotkania. I dużo przytulania i uśmiechów. Tak cudownie było spotkać Was wszystkich. 
Po odebraniu identyfikatorów zaczęliśmy od zabawy na stanowisku Dolnego Śląska, gdzie ozdobiliśmy piernikowe serca. Zgarnęliśmy też piękne przewodniki, które pozwolą nam odkryć kolejne miejsca w tym regionie, który tak pokochaliśmy. Piotra zafascynowała najnowsza technologia, dzięki której mógł zobaczyć zabytki w 3D, zajrzeć do środka, a nawet je... zburzyć 😱 Śmiechu było przy tym co nie miara. Mamy też pamiątkowe zdjęcia z fotobutki.
Pierniczki z Dolnego Śląska- pyszne i piękne!
Kiedy ja byłam na warsztatach z malowania z dziewczynami Pani to potrafi czy fotografii kulinarnej, moi odpoczywali w strefie relaksu na wygodnych fotelach i kanapach. Mogli tam zjeść pyszne lody, napić się wody i kawy, a jednocześnie słuchać prelekcji z sali obok.
Strefa odpoczynku, bardzo się przydała
    Każdy dzień zaczynaliśmy od spaceru, a tu dodatkowo cieszył sam widok :)
Wszyscy myślą, że chodzę z wódką- ta butelka jest czadowa! Dzięki!
Najmłodsza słuchaczka- zasłuchana w opowieść Karola z Busem przez Świat
Odkryj Dolny Śląsk i zobacz zabytki w 3D- super sprawa!
Rośnie nowe pokolenie. Młody postanowił założyć blog
Po raz kolejny odbyły się warsztaty z Komisją Europejską. Za każdym razem wnoszą one mi ogrom wiedzy i pozytywnych emocji. Pokazują, że są ludzie, którym jeszcze się chce walczyć o ten świat, o ludzi, o prawdę. Dobrze by było, gdyby cześć funduszy było przeznaczonych na konkretne kampanie z twórcami, którzy mają na nie konkretne pomysły. Pewnie to kwestia czasu, kiedy się pojawią takie kampanie, bo internet w dzisiejszych czasach to potęga.
Jeśli chodzi o "pogadanki", laur zwycięzców otrzymują ode mnie Janina Bąk i Daniel Józef Qczaj. Niestety musieliśmy wyjść pod koniec, bo Agunia była już zmęczona, a my mieliśmy przed sobą kilka godzin drogi do domku w samochodzie. Mimo tego, cieszę się, że mogłam Was wysłuchać, być przy Was, czuć ciepło w sercu przy tych wszystkich zdaniach. A i jeszcze dziękuję Janina za tego cudownego przytulańca. To było takie dobre!
Z wdzięcznością za spotkanie, potwornie zmęczona, uśmiecham się do Was
Dziękuję organizatorom i uczestnikom za to spotkanie! Za każdy uśmiech i przytulenie, za ogrom przekazanej wiedzy, za rozrywkę i wspomnienia, które razem stworzyliśmy. Do zobaczenia za rok!
Już wyglądamy za kolejnym spotkaniem z Wami!

środa, 22 czerwca 2022

Końce świata. Peter Brannen

Czy ten tytuł nie przywołuje w waszych myślach wielu pytań? Wymieranie gatunków, katastrofy ekologiczno- geologiczne, koniec świata. Wydaje nam się nierealne, aby kiedykolwiek nastąpił. Okazuje się, że w przeszłości naszej planety zapisały się nie dwa, nie trzy, a pięć, a nawet sześć końców świata. Dlaczego o tym głośno się nie mówi? Dlaczego nie uczą o tym w szkole? Czy czeka nas kolejna zagłada, koniec świata? Zgodnie z przewidywaniami naukowców jest on nieunikniony…
Końce świata. Peter Brannen

Kilka danych technicznych:
Tytuł: Końce świata. Niezwykła opowieść o tym, jak wymierała nasza planeta
Tytuł oryginału: The Ends of the World:Volunic Apocalypses, Lethal Oceans, and Our Quest to Understand Earth's Past Mass Extinctions
Autor: Peter Brannen
Tłumaczenie: Ewa Ratajczyk
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2022
Wydawca: Wydawnictwo Znak Emotikon
Liczba stron: 448
Format: 14 x 20,5 cm
Cena wydawcy: 49,99 zł
 
Wciągająca lektura... Kartki same się przewracają...

Pierwsze wrażenie
Kiedy dostałam maila z informacją o książce, wiedziałam, ze muszę ją przeczytać. Jako archeolog i fascynatka paleontologii nie mogłam jej się oprzeć. Biorąc książkę do ręki, czuje się jej wagę- jak by nie było, to prawie 450 stron. Sam format jest bardzo poręczny. Miękka okładka z zakładką ułatwia czytanie, bo można szybko zaznaczyć miejsce, w którym musimy przerwać lekturę. Kremowe strony i dość duża czcionka są przyjemne dla oczu, światło nie odbija się od stron książki, co zdecydowanie poprawia jakość czytania. Wewnątrz znajdziemy zaledwie 6 stron ze zdjęciami i krótkimi opisami. Grubość książki może zniechęcić niektórych, ale spokojnie- napisana jest w taki sposób, że nawet fakty naukowe czyta się jak dobrą powieść. Wzięłam do ręki i zaczytałam się...

O czym jest książka?

Autor w rzetelny sposób zebrał informacje o przeszłości naszej planety. Spotkał się, rozmawiał, analizował dane z badaczami i znawcami w zakresie choćby geologii czy paleontologii. Pamiętam, jak przed egzaminem z paleontologii czytałam o mniejszych i większych zwierzętach, których masowe wymieranie przyczyniło się do powstania paliw kopalnych czy surowców. Przykładem niech będą krzemienie, które powstają (w wielkim skrócie oczywiście) z martwych okrzemków, a więc są materiałem pochodzenia organicznego. Wielkie lasy paprociowe stały się podwaliną do powstania złóż węgla czy ropy. Czy na naszej planecie widoczne są ślady, które jasno wskazują na zbliżającą się katastrofę? Jak je odczytywać? Czego możemy się spodziewać i w jakim czasie miałoby to nastąpić? Nie mogę Wam teraz na te pytania odpowiedzieć, bo zabrałabym wam przyjemność z lektury. 
Kilka ilustracji zdecydowanie wystarczy, by zobrazować dane zawarte w książce

Co sądzę o książce?
Przyznaję, że przepadłam w lekturze, zatapiając się w każdym kolejnym zdaniu. Przyjemnie było czytać efekty tak rzetelnego rozpoznania tematu. Tego właśnie spodziewałam się po znanym i uznanym dziennikarzu naukowym. Dokładne opisy i wnioski zdecydowanie zbiegały się z moim spostrzeżeniami. Sięgnijcie po książkę. Zasieje w Was ziarenko niepewności, a na pewno zmusi do refleksji. A może zaczniecie poszukiwania kolejnych informacji, aby poszerzyć swoją wiedzę?
 POLECAM!

środa, 18 maja 2022

Siedzę na starym moście

Siedzę na starym, nieczynnym już moście kolejowym. Wspieram się po bokach wyprostowanymi rękoma, nogi zwisają swobodnie nad rozlewiskiem. Kiedyś jeździła tędy kolejka wąskotorowa, ludzie dojeżdżali do pracy. Teraz, poza rolnikami, już chyba tylko ja tu przyjeżdżam. Siedzę i patrzę w dal na łąki i rozlewiska między starorzeczem i nowym korytem Nidy.  Wiosna w tym roku jest bardzo kapryśna, ale dzisiejszy dzień pozwala mi cieszyć się popołudniem w samotności. Za mną bardzo trudny tydzień pracy- pierwszy po dwuletniej przerwie. Na start naczelnik zarzucił mnie sprawami, z których nie wygrzebię się przez kilka lat. Samo ustalenie właścicieli i ich spadkobierców to długi i mozolny proces, że o ich skutecznym zawiadomieniu nie wspomnę. „Ciężka” atmosfera w pracy nie sprzyjała powrotowi. Wielu kolegów przeszło na emerytury, kilku zmieniło wydziały na zdecydowanie spokojniejsze. Zatrudniono nowych ludzi. Nasza stara paczka przestała istnieć, co chyba było dla mnie najtrudniejsze do zaakceptowania.

Przyjechałam tu, żeby odpocząć, złapać oddech. Dzieci zostały z babcią, która przyjechała na kilka dni. Wzięłam ze sobą aparaty, bo miejsce sprzyja fotografii. Człowiek ma ochotę uwalniać spust migawki tak często, na ile sprzęt pozwoli. Malowniczość miejsca pozostaje znana zaledwie garstce ze względu na swoja niedostępność. Skręcenie w niewłaściwą dróżkę może narazić na utonięcie w stawie lub ugrzęźniecie w bagnisku. Lubię tu wracać, cieszyć się tym miejscem, chłonąć jego atmosferę, napawać się głośnością ciszy i okalającej je przyrody.

Leżę na torach, próbuje sfotografować żurawia na tle zachodzącego słońca. Kucasz obok i szepczesz powitanie.

- Cześć Mała.

- Cześć Z. Co tu robisz? Nie miałeś siedzieć na zasadzce?

- Myślałem, że ucieszysz się na mój widok.

- Czekaj, czekaj, czekaj… Dobra mam drania.

- Jakiego znowu drania?

- Żurawia na słońcu.

- Matko, ale masz pomysły. Daj rękę, pomogę ci wstać- podajesz mi dłoń.

- Cześć Kochanie- pocałowałam cię delikatnie. Chodźmy z przeprawy nim się ściemni, bo po zmroku jest tu niebezpiecznie. Nie mam ochoty wpaść w tą breję pod nami.

- Wracamy do domu czy gdzieś jeszcze jedziemy?

- A masz jakiś pomysł?

- A może kolacja w aucie?

- Masz coś dobrego?

- Same smakołyki i oranżadę.

- No tak, wina nie możemy, bo jak wrócimy z tego odludzia do domu- uśmiechamy się do siebie.

Schodzimy z nasypu. Zupełnie bezwiednie nasze dłonie wędrują ku sobie. Lubię, kiedy delikatnie splatasz palce z moimi. Idziemy tak blisko siebie, czuje twoje ciepło. Zatrzymuję się, staje przed tobą, uśmiecham się i patrzę ci prosto w oczy. Obejmujesz mnie i całujesz czule. Zatapiam się w smaku twoich ust. Lubię ich słodycz.

Kiedy minęło te 6 lat od kiedy nasze drogi skrzyżowały się na nowo i zaplotły tak mocno, że już nie potrafią iść każda w swoja stronę? Jak to się stało, że przekroczyliśmy granicę służbowych kontaktów, a uśmiechy stały się tak mało profesjonalne? Pamiętam nasze pierwsze spotkanie po latach. Nie pamiętaliśmy się, ale chyba podświadomie czuliśmy, że coś jest na rzeczy.

 

Ileż takich miejsc odkryliśmy razem...

Otwierasz klapę bagażnika, w środku na kocu i starym obrusie leżą smakołyki. Z kosza wystaje termos i butelka z lemoniadą. Siadam na brzegu i zachwycam się niespodzianką.

- Kiedy to przygotowałeś?

- Pomyślałem, że będzie miło zjeść razem kolacje w terenie.

- Ale kiedy?

- A co za różnica? Mam nadzieję, że jesteś głodna?

- Jestem. Nie jadłam od południa.

- Dlaczego?

- Jakoś nie było czasu.

- Jak to nie było czasu? - pytasz wyraźnie poirytowany.

- Oj daj spokój z połajanką- wstaje i obejmuje cię przepraszająco. Zjedzmy razem, tak smacznie to wszystko wygląda.

- Dzisiaj ci odpuszczę, ale od jutra będę cię nękał, żebyś jadła regularnie. Wolisz kawę czy herbatę?

- Herbatę. Kawy napijemy się rano- puszczam ci oczko.

Siadamy, nalewasz mi herbaty. Jest miło. Tęskniłam za chwilą we dwoje. Chłonę ją całą sobą. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Sielankowy obraz. Brakuje nam czasu i sił, by tak częściej uciekać. A i możliwości są ograniczone, bo nie zawsze mamy z kim zostawić najmłodsze dziecko. Widzę jaką przyjemność sprawia i tobie ta chwila.

- Kiedy kolejna kolacja przy zachodzie słońca? - pytasz, wkładając pojemniki z resztkami do kosza.

- Nie wiem, jak długo mama u nas zostanie.

- Jak się czujesz z tym wszystkim? Dotarło to już do Ciebie? 

- Chyba jeszcze nie do końca. Zamknęłam już formalności, papiery o rentę też poszły. Ale jest mi tak jakoś dziwnie.

- Dziwnie?

- W chwilach jak ta, kiedy nie pędzę, zdaję sobie sprawę, że jego już nigdy nie będzie. I nie ważne jak wyglądały nasze ostatnie lata. Był w moim życiu i znaczył tak dużo. Trudno pogodzić się z tym, że odszedł w tak straszny sposób. A najgorsze jest to, że dziwnie mnie to nie boli. Przeraża mnie to uczucie ulgi. Jest tylko smutek.

- Mała- przyciągasz mnie do siebie. Kryję się w twoich ramionach.

- Czy jeszcze będzie taki czas, że poczuję się z tym normalnie?

- Będzie. Zobaczysz. Tylko daj sobie na to czas.

- A ty? Będziesz wtedy ze mną?

- Ja będę już zawsze.

- Nie jest łatwo otrząsnąć się po stracie kogoś bliskiego, po stracie kogoś, kto przez tyle lat stanowił ogromną część twojego życia. Nie wiem jak to lepiej opisać.

- Wiem. Mała, ja będę. Zrobię wszystko, abyś znów poczuła się bezpiecznie.


Wracaliśmy do miasta. Na ostatnim rondzie każde z nas wjechało w inny zjazd. Patrząc we wsteczne lusterko, widziałam, jak światła twojego auta powoli się oddalały, aż znikły zupełnie. Mimo, że byłeś blisko, czułam się bardzo samotna. Poczucie pustki narastało, kiedy zamykałam drzwi mieszkania. Osunęłam się powoli na podłogę. Nie miałam pojęcia jak ogarnąć to wszystko. Za kilka dni moja mama wyjedzie, a ja zostanę sama z dziećmi. Siedząc na podłodze i ukrywając twarz w dłoniach, czułam, że będzie mi cholernie ciężko. 

- Chodź, zrobiłam herbatę.

- Mamo. Jak mam to udźwignąć? Jak ja sobie poradzę?

- Masz w sobie więcej siły niż myślisz. Jesteś cholernie silna i wiem, że dasz radę. Tylko uwierz w siebie.

- Mamo...- szepnęłam oszołomiona jej szczerością.

- Jak będzie bardzo ciężko, to przyjadę i ile będę mogła, to ci pomogę. Ale przez większość czasu będziesz sama.

- Wiem.

- Jutro uporządkujemy szafę w sypialni i na korytarzu. Mam już kartony.

- Ale...

- Nie ma żadnego "ale". Musisz zamknąć ten rozdział. Ja rozumiem szok, rozumiem depresję, ale masz dzieci i musisz pokazać im, że po ciężkich daniach, nadchodzą lepsze.

- Dziękuję...

 




c.d.n.




(przypominam, że jest to fikcja literacka, a wszelka zbieżność osób, wydarzeń i miejsc jest przypadkowa!)

 

środa, 4 maja 2022

Mali wredni Wikingowie

Wikingowie, to skandynawscy wojownicy, znani mniej więcej od VIII wieku. Podejmowali dalekie wyprawy (na wschód i południe od własnej ojczyzny), głównie o charakterze kupieckim i rabunkowym, niekiedy osadniczym. Wikingowie dotarli do Ameryki Północnej na długo przed Kolumbem, o czym rzadko wspominają nauczyciele historii. Ale co wiemy o dzieciach tych podróżujących wojów? Pora poznać Fangę, Tracha i ich przyjaciół...
Mali wredni Wikingowie, Francesca Simon
 
Kilka danych technicznych:
Tytuł: Mali wredni Wikingowie
Tytuł oryginału: Two Terrible Vikings
Autor: Francesca Simon
Ilustracje: Steve May
Tłumaczenie: Maria Makuch
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2022
Wydawca: Wydawnictwo Znak Emotikon
Liczba stron: 176
Format: 13,5 x 20,7 cm
Cena wydawcy: 34,99 zł

 Duża czcionka ułatwia dziecku samodzielne czytanie
 
Pierwsze wrażenie
Autorka opowieści o koszmarnym Karolku tworzy o małych Wikingach? Musieliśmy przeczytać tą książkę i przyznam szczerze, że wiele obie po tym tytule obiecywaliśmy z Synkiem. Nie da się ukryć, że okładka wywołuje uśmiech. Format bardzo poręczny, miękka okładka i kremowy papier. Dość duża czcionka. Świetne ilustracje- czarno- białe, a więc jeśli macie chęć, można je pokolorować wedle własnego uznania, co dodatkowo zaangażuje dzieci.

Zabawny tekst uzupełniają czarno- białe ilustracje
 
O czym jest książka?
O "trudnym" życiu małych Wikingów. Książka to 3 opowieści o życiu wikińskich dzieci. Czytając poznajemy ich zwyczaje, ale i ciekawostki z nordyckiej mitologii. Przekazane w zabawny sposób, pozwalają przyswoić wiedzę, a dziecko może zabłysnąć na lekcji. Co należy do obowiązków małych Wikingów? Czy ich zabawy przypominają te, które znają nasze dzieci? Jak często się myją? Czy mają przyjęcia urodzinowe? Co lubią i co wypada aby lubili?


 
 Ilustracje są zabawne i oddają "charakterki" bohaterów
 
Co sądzę o książce?
Uśmiałam się do łez. Książka jest lekka w odbiorze i swej "prostocie". Ilustracje doskonale oddają charakterki głównych bohaterów. Opowiadania są średniej długości, ale dzięki dużej czcionce czyta się je dość szybko. Czytanie ma sprawiać radość. "Mali wredni Wikingowie" to książka dla dziewczynek i dla chłopców. Zachowania prezentowane przez Fangę i Tracha oczywiście nie powinny być bezpośrednio przekładane na codzienność naszych Pociech. Nie zmienia to jednak faktu, że bawią i uczą. Dzieci chcą by rodzice byli z nich dumni. Czy czegoś to wam nie przypomina? Bawcie się dobrze!


POLECAM!!!
 
Kolejne przygody wrednych "Wikingątek" w drugim tomie :)

środa, 27 kwietnia 2022

Gdańska niespodzianka

Siedzę przy biurku i próbuję uspokoić własne serce. Patrzę w okno i na uginające się pod naporem wiatru gałązki starej lipy. Nie potrafię zebrać myśli. Krążą bez ładu i składu, uderzając w najczulszy punkt duszy. Dlaczego musiałeś wybrać drogę, którą pokonuję od ponad tygodnia?
Gdańsk miał stać się dla Patrycji miastem spotkań i niespodzianek


- Cholera jasna!- krzyknęłam, bo rozlana na rękę gorąca kawa to nic przyjemnego.
- Przepraszam- powiedziałeś, wyciągając jednocześnie chusteczki higieniczne.
- Z? Co ty tu…- zamarłam, kiedy dotarł do mnie twój głos.
- Mała? Przepraszam. Gorąca?
- Co gorąca?- patrzyłam na ciebie półprzytomna.
- No kawa? Oparzyłaś się?- wyjąłeś mi z ręki na wpół pusty kubek.
- Gorąca jak cholera. Zobacz już się pęcherzyki miedzy palcami zrobiły. Ałła- jęknęłam i cofnęłam rękę.
- Chodź na komendę, trzeba to szybko przemyć i zdezynfekować.
- Nie chcę.
- Nie zachowuj się jak dziecko. Chodź.
- Co ty robisz w Gdańsku?
- Chodź, wszystko ci opowiem.

Wziąłeś mój plecak i ruszyliśmy w kierunku Komendy Wojewódzkiej. Wchodząc, machnąłeś tylko dyżurnemu. Nie do końca docierało do mnie, to, co się działo. Wchodziliśmy po schodach, oczywiście na ostatnie piętro. Mijający nas funkcjonariusze witali się z nami serdecznie.

- Wejdź proszę, siadaj- otworzyłeś mi drzwi pokoju 1003.
- Tu pracujesz?
- Tak, przez kolejne pół roku, może krócej. Do zakończenia sprawy, nie opłaca mi się ganiać kilkanaście razy w miesiącu przez pół Polski.
- Sam jesteś?
- Tak.
- Fajne gniazdko.
- Chodź, pokażę ci łazienkę.

Delikatnie obmywałeś mi rękę letnią wodą, dopytując czy na pewno nie boli. Później z tą samą delikatnością dezynfekowałeś niewielkie pęcherzyki miedzy palcami.

- Boli?
- Troszkę piecze.
- Tęskniłem. Nie, nie przerywaj mi, proszę- spojrzałeś mi prosto w oczy. Nie przerywaj mi, bo to jedyny moment, w którym jestem w stanie zebrać się na odwagę i powiedzieć ci to wszystko.
- Zbóju…- szepnęłam.
- Mała… To wszystko nie tak, jak miało być- delikatnie oglądasz moją dłoń. Uciekłem tu przed tobą, przed nami, przed tym wszystkim co czuje. Nie umiem, a raczej nie chce tego nazwać po imieniu, bo oznaczałoby to rewolucje w moim życiu. W moim, w twoim, w życiu wielu ludzi. Nie wiem czy wolno mi zrobić to, czego pragnę, bo to będą nieodwracalne zmiany.
- „Z” to już się stało. Życie uległo zmianie. Nie widzisz tego? Już nie jesteśmy tyli samymi ludźmi, którzy kilka lat temu ruszyli na wspólną akcje i przypomnieli sobie o rozlanej kawie w Stolicy.
- Wiem, ale…
- Nie ma żadnego ale. Czasu już nie cofniemy. Nie wiem nawet czy chciałabym go cofnąć. Kocham naszą córeczkę najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Tylko my i lekarz znamy prawdę, co najwyżej pozostali mogą się jej domyślać. Ale Freja jest dowodem na to, że życie uległo zmianie.
- Mała…- szepnąłeś i objąłeś mnie swoimi kochanymi ramionami.
- Zbóju- przymknęłam oczy, zatraciłam się w tym przytuleniu i zapachu twoich perfum.
- Dziękuję, że tu jesteś.
- Nie dziękuj, to przypadek. Jestem na bezpłatnym urlopie naukowym, bo macierzyński już mi się skończył, a chcę skończyć podyplomówkę. Pytanie, co ty tu robisz?
- Już ci mówiłem. Mam sprawę do skończenia. Później wracam na nasze stare śmieci. Wróć ze mną.
- Jak to z tobą? Przecież masz rodzinę.
- Chcę, żebyś to ty nią była.
- Jesteś pewien swoich słów? To poważna deklaracja?
- Dużo myślałem. Pisałem do ciebie, dzwoniłem, ale dostawałem tylko cisze w odpowiedzi. Wystawałem pod twoim domem, ale ciebie nie było.
- Wyprowadziłam się z dziećmi. Za dużo wspomnień. Ja nadal pamiętam mojego męża, pamiętam że byłam tam szczęśliwa. Później ty i cały ten szalony czas. Ale ciąża dodała mi tylko sił, by zrobić krok do przodu i uciec…
- Uciec?
- Tak. Myślę, że w pewnym sensie to była ucieczka. Zostawiłam przeszłość za sobą, spakowałam kartony i uciekłam.
- Gdzie?
- Do mieszkania, które kupiłam za część pieniędzy ze sprzedaży domku w górach. Pamiętasz go?
- Tak. Ja z mojej części zrobiłem lokaty dla dziewczynek.
- Zbóju co ty chcesz zrobić?
- Chcę być z tobą, z wami. Dużo o tym myślałem. Obiecałem sobie, że jak skończę tą sprawę, wrócę i odszukam cię.
- I co dalej?
- Chcę być z Wami. Chcę rozwieść się z „W”, wystąpić o uznanie ojcostwa Frei i przysposobienie Michała.
- A jesteś pewien, że ja chce tego samego?
- A nie?
- Nie wiem. Zaczęłam sobie wszystko układać i kiedy myślałam, że już sobie to poukładałam, ty oblewasz mnie kawą.
- Znowu oblewam cię kawą. Historia lubi się powtarzać- uśmiechamy się do siebie.
- Znowu…
- Masz czas?
- Kiedy?
- Po południu?
- Nie bardzo. O 15 odbieram Freję ze żłobka. Za tydzień wracamy do domu. Jestem tu tylko by zdobyć materiały do książki. Michał jest z babcią.
- A teraz?
- Co teraz?
- Masz czas?
- No dzisiaj raczej w bibliotece nie podziałam z tą ręką. Muszę tylko zadzwonić, żeby zostawili mi materiały na jutro. I wracam do mieszkania. Wynajmuję tu kawalerkę.
- Chodźmy- podałeś mi kurtkę.
- Gdzie?
- Do ciebie. Szybko.
- Ale po co?
- Nie pytaj, proszę.
- Wychodzisz?- zapytał młody chłopak, stając w progu na mój widok. Dzień dobry.
- Dzień dobry, cześć.
- Nadinspektor Patrycja Zakrzewska, a to jest aspirant Michał Kwiatkowski- przedstawiłeś nas sobie.
- Cześć Patrycja jestem. Przepraszam, że nie podam ręki, ale pewna osoba oblała mnie kawą.
- Cześć, Michał. Jakaś akcja?
- Mam chyba przełom w sprawie. A wszystko dzięki tej kobiecie i rozlanej kawie- puściłeś mi oczko.
- Rozlanej kawie?- Michał nie krył zdziwienia.
- Nie przejmuj się, ja też nie rozumiem, ale on ma takie przebłyski geniuszu. Jestem pewna, że skończy ta sprawę szybciej niż w pół roku.
- Wezmę twój plecak, ty uważaj na rękę. Michał nie wiem czy dzisiaj jeszcze wrócę. Dasz znać naczelnikowi?
- Przecież pod niego nie podlegasz.
- Ale chce żeby wiedział. Do jutra.
- Cześć- zmieszany chłopak stał przy barierce schodów, przyglądając się naszemu szybkiemu wyjściu z jednostki.
- Cześć aspirancie. Mam nadzieje, że do zobaczenia.
- Miło było poznać, wpadnij do nas na dłużej- uśmiechnął się.


Otworzyłeś mi drzwi auta, pomogłeś zapiąć pasy. Podałam ci adres, a ty jechałeś tak spokojnie. Serce chciało mi wyskoczyć z piersi. Byłam tak oszołomiona całą sytuacja i jej dynamicznym rozwojem, że prawie nic nie mówiłam. Dojechaliśmy dość szybko, godziny szczytu szczęśliwie już minęły i poranne korki luz nieco zmalały. Wbiegliśmy na 2 piętro, otworzyłam drzwi i weszliśmy do niewielkiego mieszkanka. W pokoju, w kącie stał stół w połowie zawalony książkami i notatkami, pod oknem stało rozłożone łóżeczko turystyczne dla Frei, a za nim moje łóżko. Było niezaścielane, bo rano zaspałam i zgarniałam wszystko w biegu. Naprzeciwko wejścia stały nasze dwie walizki, a na typowo sklepowym wieszaku kilka bluzek, jakieś apaszki i spodnie.

- Przepraszam za bałagan, nie słyszałam budzika i zaspałam- tłumaczyłam wygląd pokoju, starając się przykryć łóżko kocem.
- Chryste, jak ja za tobą tęskniłem- odwróciłeś mnie do siebie i pocałowałeś. A ty tęskniłaś?
- Troszeczkę, tak tyci tyci- uśmiechałam się, ale nie chciałam otworzyć oczu, jakby bojąc się, że to tylko sen.
- Spójrz na mnie.
- Boję się, że jak spojrzę, to przepadnę.
- Spójrz na mnie- powtórzyłeś stanowczo.
- I co teraz?
- Teraz wszystko naprawię. I będziesz moja, nawet jeśli się nie zgodzisz. Dzisiaj zabieram was z tej klitki do mojego mieszkania. Jeśli chcesz, dostaniesz oddzielny pokój. Opłaciłaś już pobyt?
- Nie, jeszcze nie, bo to mieszkanie znajomej, a nie byłam pewna daty powrotu.
- Chcę już tylko ciebie. Jaki byłem głupi, że nie widziałem tego wcześniej.

Zdjąłeś mi płaszcz, rozpięłam twoją kurtkę. Obejmowałeś mnie. Nasze ruchy jakby zwalniały, ale czułość rosła z każdym z nich. Nie było to jednak chaotyczne, rozumieliśmy się bez słów. Każde przesuniecie dłoni, muśniecie ustami, przytulenie było niczym nieskrępowaną harmonią. Utonęłam w twych ramionach.


Cholerny świat, który uparcie rzuca nas sobie w ramiona… Boje się tego, a jednocześnie nie potrafię zapanować nad chęcią podjęcia kolejnej próby. Siedzę na stole, a ty rozkładasz łóżeczko dla Frei obok łóżka, naszego łóżka. Nasze walizki stoją jeszcze na korytarzu. Nie umiem zebrać myśli. Nie potrafię być zła, nie chcę… Patrzę za okno. Po chwili czuję twój pocałunek na ramieniu.

- Co jest Mala?- obejmujesz mnie delikatnie.
- To wszystko dzieje się tak szybko. Prawie dwa lata nie rozmawialiśmy ze sobą, a teraz nagle to- wskazuje głową walizki.
- Źle ci z tym?
- Nie wiem. Boje się. Moje serce też się boi.
- Mała zrobię wszystko, żebyś już nigdy się nie bała. 


c.d.n.


(przypominam, że jest to fikcja literacka, a wszelka zbieżność osób, wydarzeń i miejsc jest przypadkowa!)

środa, 13 kwietnia 2022

Wielkanoc 2022

 Przez ostatnie lata najważniejszymi i najczęściej powtarzanymi były życzenia zdrowia.
W tym roku wszyscy życzymy sobie przede wszystkim pokoju. 
 
Jako, że Triduum Paschalne już za kilkadziesiąt minut i nie będzie czasu na pisanie na blogu, chciałabym teraz złożyć Wam życzenia wielkanocne.
 
Życzę nam wszystkim pokoju i zdrowia. Życzę nam odrodzenia w blasku zmartwychwstałego Pana. Niechaj darzy łaskami i otula nas swym opiekuńczym ramieniem. 
Życzę nam bliskości rodziny i przyjaciół, chwil spędzonych na rozmowach z uśmiechem. Życzę nam smakołyków na stole, którymi będziemy mogli dzielić się z najbliższymi.
Życzę nam wytchnienia i spełnienia oczekiwań odnośnie tego wyjątkowego czasu. Radosnej Wielkanocy i mokrego Dyngusa.

Zawołajmy wszyscy razem: Zmartwychwstał Pan, zmartwychwstał prawdziwie! Alleluja, alleluja, alleluja!!!