środa, 8 lipca 2020

Zamglenie

Minęła godzina, w której czas się zatrzymał
W której liczyli się tylko oni- chłopak i dziewczyna
Poszli na spacer pośród ruin ulubionych
Jej blada dłoń schowana w jego silnej dłoni
Patrzyła na niego niebieskimi oczami
A on czule jej włosy gładził
Rozmowom nigdy końca nie było
Tylko codzienność szalenie pędziła
Objął ją mocno, pocałował czule
Rozstanie zawsze wiązało się z bólem

Za każdym razem jak znika patrzyła
Bezpiecznej drogi mu w duchu życzyła
Za każdym razem ruszając w drogę
Serce trawił rozstania ogień
I za zakrętem przystawał na chwilę
By wąchać dłonie z zapachem dziewczyny

Lecz los okrutny tak życie składa
Tasuje talię i karty rozkłada
Splata dziewczyny życie z innym chłopakiem
A on zostaje innej mężem, a później tatą
I tak rzuceni w dwie świata strony
Zapominają ona o nim, on o niej

Lecz to ukryte uczucie wielkie
Odnalazło dwa zbłąkane serca
Choć mieli nigdy na siebie nie trafić
Los postanowił ich ścieżki posplatać
Choć się bronili długo, wytrwale
Serca nie chciały słuchać ich wcale
I zatańczyły zmysły szalone
Co nie mogły zostać zaspokojone

I pocałował ją czule w tamtych ruinach
To była dlań pamiętna chwila
Szukali chwili, szansy spotkania
Wieczorem, w nocy lub wcześnie rano
I uciekali nad rzekę dziką
Co szumem kryła ich miłość skrytą
Wsparta o jego czułe ramiona
Lśniła jak gwiazda na nieboskłonie
On jej zawierzył swe serce całe
I złożył w jej dłoniach kochanych

Choć chcieli przetrwać wichry i burze
Los postanowił znów wszystko zburzyć
Choć powolutku to budowali
Nagły huragan wszystko rozwalił
Z gruzów nie było czego ratować
A źli ludzie sukces zaczęli świętować
Łzy wypełniły oczy zmęczone
Serca pragnęły być połączone

Uwalniam cię ukochany z przysięgi twojej
Choć serce twe bije wciąż w dłoniach moich
Przecinam więzy, odejść pozwalam
Choć nie wiem czy serce pęknięte kiedyś poskładam
Ziarno zasiane, tak tętni życie
Kochała będę cię odtąd skrycie
Obraz zachowam, najczulsze wspomnienie
Zostanie ze mną po ostatnie tchnienie

Idź ma kochana niebieskooka
Biegnij na łąki gdzie zimna rosa
W sercu mym obraz twój głęboko skryję
Trwał we mnie będzie dopóty żyję
Codziennie patrząc na niebo ciemne
Pomyślę o naszych serc więzach

I choć ich los znowu od siebie oddali
Po wieki będą w miłości trwali
Ich serca biją rytmem tym samym
I choćby umrzeć teraz kazali
Ostatni obraz przed ich oczami
Ukochane serce niknące w oddali

Życie nie pozwala im razem być
Mogą jedynie o takim szczęściu śnić
Lecz przyjdzie kiedyś piękna godzina
W ramiona chłopca znów wpadnie dziewczyna
I ta nadzieja oddychać pozwala
I serca wypełnia czułość niebywałą
Wspomnienie ostatnich chwil razem
Pozwala walczyć z bezdusznym czasem
I wierzą oboje, każde z osobna
Że los pozwoli znów sercom się spotkać

środa, 1 lipca 2020

Mój głos- moje prawo

Wybory, wybory, wybory... Ludzie skaczą sobie do gardeł, obrażają siebie i innych. Każdy jest zły, jeśli nie głosował na TEGO kandydata. Każdy jest zły, bo jest za A, bo jest za B, bo oddał nieważny głos. Obraźliwe słowa i gesty. Krzyki i sygnały dźwiękowe, które mogą uszkodzić słuch. Noście maseczki, nie noście maseczek. Starzy, młodzi. Rodziny, samotni. Dzieciaci, bezdzietni. Wierzący i ateiści. Niszczenie plakatów, rozwieszanie plakatów. Blokowanie myśli, wypowiedzi, wolności.
-A na kogo głosowałaś?
- Jak nie chce powiedzieć to na pewno na A.
- Jak nie chce powiedzieć to na pewno na B.
- A to taka tajemnica? Pewnie na tego drugiego?
Jak głosujesz na A, jesteś debilem. Jak głosujesz na B, jesteś debilem. Poszedłeś na wybory, jesteś marionetką. Nie głosowałeś, jesteś marionetką. To kiełbasa wyborcza i tamto kiełbasa wyborcza. To oszuści i złodzieje, a to złodzieje i oszuści. Od razu widać, że gej/lesbijka/zboczeniec. Od razu widać, że "pićset plus". Patologia, nowobogaccy. Obiecanki-macanki...
Chcę być szczęśliwa i zawalczę o to!
A dajcie mi wszyscy święty spokój. NIE CHCĘ ROZMAWIAĆ O POLITYCE! Mam swoje zdanie. Wiem na kogo chcę głosować. W przeciwieństwie do prawie połowy ludzi w tym kraju, nie mam go głęboko w poważaniu. Zależy mi na moim kraju. Szanuję każdą przelaną kroplę krwi za wolność Polski i Polaków. Teraz ja mam przywilej oddać głos i ZROBIĘ TO! A jak mi się później coś nie będzie podobało, to będę mieć pełne prawo do krytyki. 

Ty siedzący przed telewizorem czy innym "szkiełkiem", żywiący się nienawiścią i krytyką. Odstaw swój własny egoizm i rusz tyłek. Idź na wybory. Dokonaj dzieła, miej realny wpływ na przyszłość. Każdy głos się liczy, na kilka lat zadecyduje o naszym życiu.

A tymczasem, powtórzę po raz ostatni... MÓJ GŁOS- MOJE PRAWO! Prawo wyboru, tajności, równości. Moje, Twoje, nasze prawo. Skorzystajmy z niego, póki je jeszcze mamy...
Jako archeolog nawołuję: WSZYSCY DO URN!!!

środa, 24 czerwca 2020

Mały Policjant. Gra planszowa

Kiedy byłam w ciąży zaczęłam myśleć, jak zrobić i co, żeby moje Dziecko było bezpieczne. Jak wpoić Mu wiedzę, która zagwarantuje Mu bezpieczeństwo? Kiedy Piotruś postanowił zostać Policjantem, po prostu poszłam do sklepu i kupiłam Mu mundur. Poznał wielu prawdziwych Policjantów, zawsze chętnie z nimi rozmawia. NIGDY NIE STRASZYŁAM DZIECKA POLICJANTAMI!!! A podczas jednej z wizyt na poczcie, Piotruś dostrzegł planszówkę, której jeszcze nie było w naszym domu. Niestety była uszkodzona. Szybko znalazłam ją w internecie. Dwa kliknięcia i zamówienie zrobione. Sklep internetowy szybko pomachał naszej przesyłce na pożegnanie i 3 dni później paczka była już w naszym domku.
Mały Policjant. Gra planszowa

"Mały Policjant" to gra planszowa dla 2-4 graczy w wieku powyżej 6 lat. Zainteresowanie Piotrusia Policją sprawiło, że doskonale radził sobie już jako pięciolatek.

Kilka danych technicznych:
Tytuł: MAŁY POLICJANT
Wydawca: Artyk Sp. z o.o.
Wiek graczy: 6+
Ilość graczy: 2-4
Format: 31 x 27 x 6 cm
Cena wydawcy: 25 zł
Plansza do gry jest bardzo kolorowa

Co znajdziecie w pudełku?
- plansza
- 4 pionki (podstawki + tarcze w 4 kolorach)
- 60 kart (40 z pytaniami, 20 z zadaniami)
- tarcza ze strzałką
- kostka do gry
- plik certyfikatów
- instrukcja

Jak grać?
Przygotujcie pionki, umieszczając tarcze w podstawkach i rozkładając planszę tak, aby wszyscy gracze ją widzieli. O kolejności graczy decyduje ilość wyrzuconych oczek. Grę rozpoczyna osoba, która wyrzuci najwięcej oczek na kostce. Standardowo pokonujemy grę od startu do mety. Na planszy znajdują się pola specjalne. Jeśli staniesz na polu niebieskim, zielonym lub żółtym, ciągniesz kartę z odpowiedniego kolorystyczne stosu. Musisz prawidłowo odpowiedzieć na pytanie lub wykonać zadanie umieszczone na karcie. Jeśli tego nie zrobisz, tracisz kolejkę. I tak karty niebieskie to pytania ze znajomości przepisów i obowiązującego prawa, zielone dotyczą znajomości zasad bezpieczeństwa, a żółte to zadania sprawdzające sprawność fizyczną i refleks. W przypadku niebieskich kart warto sprawdzać i weryfikować pytania i odpowiedzi, ponieważ przepisy zmieniają się i trzeba uważać, żeby nie wprowadzić Dziecka w błąd podczas zabawy.

Jeśli staniecie na czerwonym polu, tracicie kolejkę, ponieważ jesteście potrzebni na miejscu nagłego wypadku. Zajmuje Wam to oczywiście sporo czasu. 😉 

Strzałki na planszy oznaczają przesunięcie pionka w miejsce, które wskazują. W przypadku strzałki zielonej będą pola bliżej mety, a w przypadku strzałki czerwonej, będziecie musieli się cofnąć. 

Ciekawym polem jest lupka. Oznacza poszukiwanie akcesoriów Policjanta. Za pomocą koła ze strzałką losujesz jedno z 6 akcesoriów i musisz odnaleźć je na planszy. Każde jest ukryte w jej pięciu miejscach. Musisz znaleźć wszystkie w zaledwie 4 sekundy. Jeśli nie zdążysz, losujesz karne zadanie z żółtej talii kart.
W zestawie jest standardowa kostka sześciościenna i 4 pionki
Wrażenia
Gra jest po prostu ładna. Grafika jest przyjemna dla oka, choć wizerunki Policjanta i Policjantki są w "amerykańskim stylu". Karty są wygodne w użyciu, choć na początku, jak to często bywa przy "nieogranej" talii, dość ciężko się je tasuje. Kostka zwykła, ale spokojnie można ją zastąpić naszą ulubioną lub wielościenną (12 lub 20). Pionki nie przewracają się podczas rozgrywki, łatwo je złapać i przesuwać po planszy. Gracze mogą wybrać swoje ulubione kolory.

Zadania są bardzo różne. Być może będziecie musieli zrobić przysiady, a może pompki. Jeśli zaś chodzi o pytania, bardzo cieszy mnie ich zakres. Myślę, że niejednemu dorosłemu uświadomią kilka kwestii, zwłaszcza w zakresie przepisów prawa. Należy je jednak co jakiś czas weryfikować, ponieważ akty prawne zmieniają się. Polecam wtedy wydrukować poprawione pytanie i nakleić je na kartę. W przypadku pytań z zielonych kart, warto zauważyć ich mocno edukacyjny walor. Dotyczą one zdarzeń, które mogą spotkać każde Dziecko. Pomogą zrozumieć i wyrobić pewne nawyki myślowe. Niech przykładem będzie wydarzenie na placu zabaw. Dziecko widzi, jak inne, mniejsze, wychodzi z placu zabaw. Co powinno zrobić? Pozwolić maluchowi wyjść z placu, bo nie lubi takich małych brzdąców, okrzyczeć dziecko i wrócić do zabawy, czy może zatrzymać je i szybko powiedzieć o uciekinierze dorosłym? Albo co ma zrobić Dziecko, kiedy nieznajomy proponuje podwiezienie do domu jego ładnym samochodem? Powinno skorzystać, bo to takie ładne auto, a pan jest miły? A może zgodzić się, mimo, że nie zna tej osoby, bo boją je nóżki, a do domu jest daleko. Czy szybko uciec między budynki i poinformować rodziców i opiekunów o tym zdarzeniu? Takiej nauki nigdy za wiele!

Czas gry jest uzależniony od tego na ilu polach specjalnych staniecie i jak szybko będziecie odpowiadać na pytania i wykonywać zadania. Może się okazać, że zostaniecie Policjantami w 15 minut, ale Wasza rozgrywka może trwać i ponad godzinę. Ja wykorzystuję grę do tłumaczenia Synkowi tych różnych sytuacji. Warto poświęcić na to chwilę i dodatkowo, poza wskazaniem prawidłowej odpowiedzi, rozwinąć ją. Podać przykład, czasami nawet pokazać zdjęcie czy filmik w internecie. Dziecko musi znać potencjalne zagrożenia i umieć  prawidłowo na nie reagować. Taka nauka na pewno zaprocentuje i zwiększy bezpieczeństwo Waszych Pociech! 

PAMIĘTAJ! NIGDY NIE STRASZ DZIECKA POLICJANTEM! Jeśli zginie lub stanie Mu się coś złego, nie odpowie na wołanie Policjantów, bo będzie się bało, że funkcjonariusz zabierze Je od Mamy lub Taty. Przecież zawsze powtarzali, że "przyjdzie Policjant i cię zabierze". Zaufanie do służb mundurowych (Policjanci, Strażnicy Miejscy, Strażacy czy ratownicy z karetki), może uratować zdrowie i życie Twojego Dziecka!

Tarcza ze strzałką do losowania akcesoriów
Talie kart powinny być blisko planszy
Przykładowe pytania z niebieskiej talii kart
Przykładowe pytania z zielonej talii kart
Przykładowe zadania z żółtej talii kart
Zwycięzca otrzymuje Certyfikat

POLECAMY!

niedziela, 21 czerwca 2020

Średniowieczna Osada Górnicza- Park Techniki w Złotym Stoku

My zwiedzanie rozpoczęliśmy od złapania odrobiny szczęścia
Średniowieczna Osada Górnicza- Park Techniki w Złotym Stoku to miejsce, gdzie po przejściu przez bramę przenosicie się do średniowiecza. Dla Najmłodszych jest plac zabaw, gdzie Dzieci zupełnie zapominają o plastikowych zabawkach, a o komórkach pamiętają tylko w kontekście zrobienia zdjęć na pamiątkę lub nagrania filmiku dla Dziadków. Ileż zabawy jest podczas trafiania krążkami na kijki czy podczas bujania się na drewnianym koniu na biegunach. Można również sprawdzić swoją równowagę i surfować "na sucho". Pod daszkiem znajduje się czołg Leonarda- niesamowita maszyna, która zdecydowanie wyprzedzała swoją epokę!
 Do Średniowiecznej Osady Górniczej prowadzi droga z ogromnymi śladami spóp
 Kierunek zwiedzania wyznaczają nam znaki
 Po przejściu za tą bramę, przenosimy się w czasie
Średniowieczny plac zabaw daje Dzieciom mnóstwo radości
Możecie sprawdzić własną równowagę
Wspaniała Pani Przewodnik prowadzi nas po wszystkich konstrukcjach Parku Techniki. Okazuje się, że wykonał je miejscowy pasjonat. Jej opowieści są bardzo ciekawe i zdecydowanie doskonale dopracowane do wieku i zainteresowania grupy. Wiedza "sprzedawana" jest w bardzo ciekawy sposób, często jako anegdotki z życia górników z tego regionu. To co podobało się nam wszystkim chyba najbardziej, to możliwość wypróbowania wszystkich urządzeń. Oczywiście Dzieciom mogą pomagać Opiekunowie. Wszystko z uśmiechem i przymrużeniem oka. Dla bardziej zainteresowanych, przy każdym "eksponacie" znajdują się opisy z ciekawymi ilustracjami źródłowymi.
 Jak czerpano wodę, kiedy nie było jej w kranie?
 Dzięki zastosowaniu dźwigów, podnoszono z łatwością ogromne ciężary
 Czy to duże koło dla chomików?
Chomikami w Parku Techniki w Złotym Stoku są... zwiedzający!
Na wszystkich czekają przyjazne... kozy. Złota i Arsen mieszkają na terenie Parku Techniki w Złotym Stoku i jestem pewna, że wieczorem mają bardzo pełne brzuszki, bo absolutnie każdy chce dać im choćby małe źdźbło lub kawałek marchewki. Kozy jak to kozy są łakome i przekąsek nikomu nie odmawiają. Polecam Wam jednak zwrócić uwagę, na to jak rwiecie dla nich trawkę, bo po dezynfekcji rąk, mogą być one gorzkie i kozy mogą ich nie chcieć. Nam pomogło przetarcie rąk chusteczką nawilżaną.
 Kozy uwielbiają koniczynki...
 ... i soczyste marchewki..
Tu mieszkają Złota i Arsen
W Średniowiecznej Osadzie Górniczej możecie poszukać złota, które płucze woda w młynie stępowym. Radości i zabawy nie ma końca. Warto wejść do labiryntu strachu. WAŻNE! Jeśli macie problemy z błędnikiem lub chorujecie np. na epilepsję NIE MOŻECIE TAM WCHODZIĆ. Zabawa zabawą, ale zdrowie jest najważniejsze. Ja z moim błędnikiem nie ryzykowałam. Dla zdrowych osób to świetna zabawa- tak dla dużych jak i małych. 
Chata Kata w Średniowiecznej Osadzie Górniczej
Zaryzykujesz zwiedzanie?😋
Niegrzeczne Dziecko? Załatwiłam to z Katem 😂
Panowie przymierzają się do topora. Tylko dlaczego z tej strony?
Na koniec zwiedzania czeka nas wizyta w chacie kata. Poznajemy tam profesję specjalisty od pozbywania się problemów z głowy... ops, pardon- całej głowy. Jeśli Wasza Pociecha będzie niegrzeczna, możecie Łobuziaka zamknąć w klatce- niechaj Go wrony przeczeszą, albo posadzić na "krześle do masażu" 😉. Po wyjściu z chaty kata Przewodnik ma niespodziankę, bez której nie można opuścić Średniowiecznej Osady Górniczej. Co to za niespodzianka? Musicie przekonać się o tym sami odwiedzając Średniowieczną Osadę Górniczą- Park Techniki w Złotym Stoku.
Najważniejszy prezent dostajemy na końcu zwiedzania....
POLECAMY!!!! Wracamy do Was niebawem!
Pamiętajcie, że nie pokazałam Wam wszystkiego, abyście mogli odkryć to sami w Średniowiecznej Osadzie Górniczej- Parku Techniki w Złotym Stoku. Będziecie chcieli tu wrócić!
Piotruś postanowił troszkę oszukiwać ;)
Takie ciężary przeciągano z łatwością
Kogo zaprzęglibyście do pracy?
Taaaki głaz, a taaaki lekki?
Segregujemy błyskotki
Wszyscy szukaliśmy słota w młynie stępowym
Pani Przewodnik z chęcią pomagała najmłodszym
Młyn Stępowy w Średniowiecznej Osadzie Górniczej
Jako archeolog, zainteresowałam się tym eksponatem
Młyn w Parku Techniki
Możecie wejść do środka
Labirynt Strachu. Pamiętajcie, że są przeciwwskazania do wejścia!
Widok na koło dla "ludzkich chomików"
Drewniane koła zdobią Średniowieczną Osadę Górniczą
Widok z okna w Chacie Kata
Średniowieczna Osada Górnicza- Park Techniki w Złotym Stoku
Przez Park Techniki płynie strumyk

piątek, 19 czerwca 2020

Pachniesz jaśminem

- Chodź na łąkę pana Henryka- Michał pociągnął mnie lekko za rękę.
- Dlaczego?- spytałam zaskoczona.
- Zobaczysz- uśmiechnął się tajemniczo.
Szliśmy powoli, Michał mnie nie poganiał. Zwalniał, kiedy widział, że z trudem łapałam oddech. Nie rozumiałam reakcji mojego ciała. Byłam wygimnastykowana i doskonale rozciągnięta... Byłam, to kluczowe słowo, bo przecież tyle dni leżałam w szpitalnym łóżku. Teraz łapałam zadyszkę przy szybszym marszu czy wspinaczce po schodach na czwarte piętro w fabryce. Denerwowało mnie to, ale fizjoterapeuta nie pozwalał mi nadal na zbyt intensywne ćwiczenia. Tak na prawdę nie pozwalał mi na jakiekolwiek ćwiczenia, poza rehabilitacją.
Na łąkę pana Henia prowadziła kręta ścieżka wśród drzew. Obok niej płynął strumyk, w którym chłodziliśmy wino i lemoniady. Jego szum bardzo mnie uspokajał.

- O kurczaczek- otworzyłam szeroko usta.
- Podoba ci się?- uśmiechał się do mnie.
- Skąd wiedziałeś, że jest tu tyle jaśminu?
- Byłem tu wczoraj i pomyślałem, że to ci się spodoba.
- Jest nieziemsko pięknie. Dziękuję.
Patrzyłam na łąkę, na której obrzeżach całe w bieli rosły ogromne krzewy jaśminu. Od jego zapachu, aż brakowało tchu. Uwielbiałam jaśmin, kochałam jego zapach. Mogłabym tam stać godzinami. Odruchowo podniosłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia.
- Już chodź. Musimy ruszać- Michał wyrwał mnie z zamyślenia.
- Ale ja zrobiłam dopiero kilka zdjęć- protestowałam.
- Musimy iść. Jesteśmy to od pół godziny, a to zdecydowanie za dużo.
- Ale Michał...
- Dość. Wrócimy jutro. Teraz musimy iść. Dla naszego własnego dobra Mała.
- Masz rację. Już lekko kręci mi się w głowie.
- Ale wszystko dobrze?- spytał zatroskany.
- Tak.
- Niedobrze ci? Będziesz wymiotować?
- Nie, chyba nie.
- Mała? O cholera- złapał mnie, kiedy lekko osuwałam się na ziemię.
- Oj, już dobrze.
- Idziemy- wziął mnie na ręce i szybkim krokiem ruszył w stronę lasu.
- Tak dziwnie zakręciło mi się w głowie. Przepraszam- szeptałam, wtulając się w jego ramiona.
- To moja wina. Straciłem poczucie czasu, a miałem go pilnować. Taka ilość jaśminu jest niebezpieczna. Przepraszam Mała.
- Już lepiej. To nie twoja wina. To ja chciałam zrobić więcej zdjęć.

Byliśmy już dość daleko od łąki, kiedy Michał postawił mnie na ziemi. Zawroty głowy minęły. Nadal jednak miałam płytki oddech, co martwiło Michała. Uparł się, że kończymy naszą wycieczkę. Nie oponowałam, nie miałam na to siły. Do domu Matyldy wracaliśmy bardzo powoli. Mój oddech powoli się normował. Wiedziałam jednak, że nie pozwolą mi już na samotne wyprawy.

Matylda czekała na nas na ganku. Była wyraźnie zmartwiona. Na ten widok odruchowo się wyprostowałam i uśmiechnęłam. Nie chciałam jej dodatkowo martwić.
- Dziecko moje- przytuliłam nie mocno.- Jak ty się czujesz?
- Dobrze- uśmiechnęłam się, a odwracając głowę w stronę Michała syknęłam- Musiałeś zadzwonić?
- Musiał- skarciła mnie Matylda.
Zabrała nas na obiad. Specjalnie dla mnie zrobiła pierogi z truskawkami i ze śmietanką. Rozmawialiśmy i żartowaliśmy przy stole. Późnym popołudniem pożegnał nas Michał. Chciałam pomóc w sprzątaniu, ale Matylda odesłała mnie do mojego pokoju. Nie miałam siły sprzeciwiać się jej poleceniom. Niespiesznie ruszyłam więc po schodach do siebie. Postanowiłam odpocząć na tarasie, ogrzać się w cieple zachodzącego słońca.
- Halo? Jest tu ktoś?- pytałam, niepewnie przekraczając próg tarasu.
- Chodź do mnie- serce zadrżało mi, kiedy usłyszałam jego głos.
- Co ty tu robisz?- dopytywałam zbliżając się do leżaka, na którym siedział.
- Żaba ja nie potrafię bez ciebie żyć.
- Ale "Z", nie możemy. Zbyt wysoka cena...
- Ciiii- przyłożył mi palec do ust.- Pracuję nad tym. Uwierz mi. Niczego bardziej nie pragnę, niż ciebie przy mnie.
- Wiesz, jak to się ostatnio skończyło.
- Chodź do mnie- pociągnął mnie do siebie.
- Boję się- wtulałam się w niego, by jak najszybciej usłyszeć bicie jego kochanego serca.
- Wiem. Ja też. Cholernie- głaskał z czułością moje włosy.
- Jak więc chcesz odwrócić zły los na naszą korzyść?
- Jeszcze nie wiem.
- Zbóju?- spojrzałam na niego.
- Hmmm?
- Tęskniłam za tobą.
- Tak?
- Tak troszeczkę, odrobinkę, o tyle tylko- pokazałam wielkość prawie zbliżając do siebie opuszki palców wskazującego i kciuka.
- Ja też- pocałował mnie delikatnie.
- A tak właściwie, to co tu robisz?
- Przyjechałem do ciebie. Nie mam tu innych spraw.
- Jestem autem. Jak wrócimy?
- Ja przyjechałem pociągiem. Problem z głowy.
- Gdybyśmy mieli tylko takie- westchnęłam.
- Na wszystkie znajdziemy sposób- pocałował mnie we włosy i przyciągnął do siebie jeszcze mocniej.

Siedzieliśmy wtuleni w siebie do późna. Matylda dyskretnie zostawiła tacę z jedzeniem na stoliku w pokoju. Pomyśleć, że nawet słowem nie zdradziła się, że "Z" przyjechał. Ciekawe czy Michał wiedział?  

Odjechaliśmy kilka dni później, podczas których "Z" nie odstępował mnie na krok. Czułam się przy nim taka bezpieczna. Dopiero kiedy zbliżaliśmy się do domu, poczułam niepokój. Nie wiedziałam jak rozwiążemy nasze problemy. Jak sprawimy, że będziemy razem. Przed nami długi, wykańczający proces z "W". Groziło jej wiele lat za kratami, za atak na funkcjonariusza, który mógł okazać się śmiertelny. Czekały na nas dylematy, czy milczeć podczas rozprawy, czy prosić o uniewinnienie ze względu na dziewczynki. Przecież była ich matką, kochały ją nad życie. Z drugiej strony ja też byłam matką i mogłam nigdy więcej nie tulić mojego syneczka na dobranoc. Byłam rozdarta. Jednocześnie nie chciałam dłużej żyć bez "Z". Postanowiliśmy jednak, że na razie odgrywamy dalej obrane przed laty role. Jak długo jeszcze nie wiedzieliśmy...




(przypominam, że jest to fikcja literacka, a wszelka zbieżność osób, wydarzeń i miejsc jest przypadkowa!)

środa, 10 czerwca 2020

Ucieczka

Uciekłam na chwilę od świata. Taki był zamiar, pierwotna myśl.. Czy się udało? Nie jestem o tym przekonana... Jechałam w nocy. Przed domem Matyldy zaparkowałam bladym świtem. Czekała na mnie, mimo, że nie uprzedziłam jej o przyjeździe.
- Chodź Maleńka. Pokój już przewietrzyłam, pościel zmienię na noc- witała mnie zbliżając się do auta.
- Ja...- próbowałam wytłumaczyć ten nagły przyjazd.
- Nic nie mów. Powiesz jak będziesz gotowa- uśmiechnęła się, zabierając mi z ręki walizkę.
- Dziękuję- szepnęłam i ruszyłam za nią w stronę domu.
Mój pokój u Matyldy przynosił ukojenie samym wystrojem
Siedzę z kubkiem kawy na tarasie, otulona ciepłym kocem. Jest czerwiec, ale poranki są chłodne. Patrzę w dal, na szczyty. Moje ukochane góry okryła lekka, tajemnicza mgła. Słońce próbuje zawładnąć dniem. Moje życie ostatnimi czasy drastycznie przyspieszało, aż znalazłam się pod murem. Targają mną emocje i uczucia, których do tej pory nie znałam. Są dla mnie nowe. Tylko na tym tarasie czuję się teraz bezpieczna. Próbuję nie myśleć o tym co zostawiłam tam, w oddali. Biorę łyk kawy z mlekiem. Jest słodka. Matylda zawsze dodawała odrobinę karmelu i syropu malinowego. Nie wiem w jakich proporcjach, ale uwielbiałam ten smak. Przenosił mnie w świat zapomnienia.

- Jak się czujesz?- ciepły głos Matyldy wyrywa mnie z letargu.
- Matylda- wracam z zamyślenia.- Nie wiem jak się czuję. Dziwnie.
- Dziwnie?
- Tak. Nie ogarniam tego wszystkiego.
- Jak to?
- Wiesz, cała ta śpiączka, powrót do codzienności.
- A Młody?
- Najchętniej nie odstępowałby mnie na krok.
- Dziwisz się?
- Nie. Wiem, że cholernie to wszystko przeżył. I tak jestem pełna podziwu, że jest taki spokojny.
- To na pewno zostawi w nim ślad.
- Wiem. Staram się łagodzić te skutki, ale czasami jeszcze budzi się w nocy, przychodzi do mnie i przytula się mocno.
- Boi się o ciebie. Dzieci rozumieją więcej niż nam się wydaje.
- Wiem. Oglądałam zdjęcia i filmiki, kiedy przychodził do mnie do szpitala, masował mi ręce i nogi. Całował moje kolana, dłonie, policzki. Czasami zasypiał przy mnie, na skraju łóżka i "Z" zabierał go do domu na rękach- po moim policzku toczy się łza.
- To był trudny czas dla nas wszystkich, a dla twojego syna najtrudniejszy. Gdzie on teraz jest?
- Jest z Kasią. Sam powiedział, że mam jechać do cioci Matyldy na weekend i odpocząć. Gniewasz się, że przyjechałam bez zapowiedzi?
- Oszalałaś? To wasz dom. Ten pokój jest wasz i nikt inny tu nie śpi.
- Moja kochana- oparłam głowę o jej kochane ramię.
- Oj Maleńka. Serce też potrzebuje się wyciszyć- głaska mnie po policzku.
- Matylda ja ci wszystko opowiem, ale...
- Nie, jeszcze nie teraz- przerywa mi spokojnie.- Niech to w tobie urośnie. Chodź na śniadanie i ruszaj na szlak.
- A co masz dobrego?
- Chleb, co go Jagoda wczoraj piekła na liściu chrzanowym i ser biały.
- A miód masz?
- Mam.
- A akacjowy masz?
- Mam. Chodź dziecko, bo sił musisz nabrać.

Po śniadaniu i zmianie obuwia, wychodzę do miasteczka. W rynku kupuję kawałek sera i świeże mleko. Lubiła kupować mleko w rynku od pana Heńka, bo nie uznawał plastikowych butelek, a ze szklanej smakowało wspaniale. Idę dobrze znaną mi uliczką.
- Ej! Miastowa!- słyszę za plecami rozbawiony głos.
- Witaj Michaś.
- Maleńka moja- ściska mnie, lekko unosząc w powietrzu.
- Nie tak mocno- mówię szybko, z przerażeniem myśląc o plecach.
- Przepraszam, zapomniałem. Co ty tu robisz?
- Idę na spacer, na moją ukochaną polanę.
- Sama?
- Nie, mam ser i mleko.
- To chodź po chleb do Jagody i idziemy razem.
- A nie masz dzisiaj dyżuru?
- Nie. A samej cię nie puszczę po tym wszystkim.
- Jesteście wszyscy przewrażliwieni- pokazuję mu język, odwracam się demonstracyjnie i ruszam w kierunku domu Jagody, bo bochenek świeżego chleba.

Mijamy miasteczko i pastwisko. Przechodzimy przez niewielki zagajnik, idziemy wzdłuż rzeki... Jestem wdzięczna Michałowi, że nie pyta. Wiem, że czeka, aż sama zacznę mówić. Nie jestem pewna czy to już ten czas. A może tego właśnie mi potrzeba?










(przypominam, że jest to fikcja literacka, a wszelka zbieżność osób, wydarzeń i miejsc jest przypadkowa!)