poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Nie będę bić braw!

W ostatnim czasie internet obiegł apel aby we wtorek wyjść na balkon i klaskać w podziękowaniu pracownikom polskiej służby zdrowia. A ja klaskać nie będę. I proszę bardzo, linczujcie mnie ile tylko chcecie. Ale nie będę ulegać tym głupim akcjom! Tak, dobrze czytacie, głupim. Dlaczego? Przeczytajcie zatem co myślę to tym szale...

Od kiedy zaczęło się to szaleństwo, najczęściej słyszymy kilka słów: wirus/koronawirus, kwarantanna, bohater. I nagle wszyscy są bohaterami. Bohaterami są pracownicy służby zdrowia, pracownicy marketów, mundurowi, nawet sprzątaczki. A już największymi są pielęgniarki i lekarze. Ale wiecie co? Moim zdaniem to nie są bohaterzy. Robią to, co do nich należy, to są ich obowiązki! Oczywiście, sytuacja jest nietypowa, ale tak lekarze, jak i mundurowi, przysięgali SŁUŻYĆ! SŁUŻYĆ LUDZIOM I OJCZYŹNIE!!! Pracują i za tą pracę dostają pieniądze- nie małe dodajmy. Pracują w zawodzie, który świadomie wybrali. A wybór ten niesie za sobą konkretne konsekwencje. A teraz ich obowiązkiem jest zająć się chorymi z COVID-19☢️ Ale żeby zaraz to oklaskiwać? Ciężko pracują, ale dostają za to wynagrodzenie i całkiem niezłe dania z różnych restauracji.  Historie o lekarzach biorących w łapę są wyssane z palca? To się nie dzieje? Oni są tam z powołania? Mają misję by pomagać ludziom? No pewnie!  Nie będę klaskać dla ludzi, przez których minimum 2 razy w roku muszę chodzić na rehabilitację. Nie będę klaskać dla ludzi, którzy na państwowym sprzęcie przyjmują prywatnie i każą sobie płacić za to krocie. Nie będę klaskać tym, którzy sfałszowali moją dokumentację medyczną po porodzie. Nie będę klaskać tym, którzy po najtrudniejszych momentach w moim życiu, stwierdzili, że jestem młoda i to żadna strata. Nie będę klaskać tym, którzy oczekiwali wprost tzw. koperty. Nie będę klaskać tym, którzy źle zrobili mi znieczulenie, aż dostałam drgawek na stole operacyjnym. Nie będę klaskać tym, którzy wyznaczają sobie limit 10 "numerków" i kiedy po pracy pojawiam się w przychodni z 39 stopniami gorączki nie chcą mnie przyjąć. Nie będę klaskać tym, którzy zlecili mi badania, a nie chcieli wypisać zlecenia do laboratorium, żebym nie musiała dodatkowo za nie płacić. Nie będę klaskać tym, którzy kiedy przyszłam po pomoc mieli mnie w dupie, bo chciałam, żeby przyjęli mnie na NFZ...
Tak, mam w domu maseczki i moje Dziecko wie, jak są cenne!
A pamiętacie o farmaceutach? Zrobiliście zbiórkę dla farmaceutów? A może dostarczyliście im zapas maseczek, przyłbic czy rękawiczek? Po cholerę idziesz do apteki skoro nie musisz? Serio kłócisz się z farmaceutą, twierdząc, że nie zna on składu leków. Zachowujesz odstęp stojąc w kolejce przed apteką? Dlaczego zbieracie się w grupki 70+ zamiast siedzieć w domu? Akurat teraz musisz zanieść do apteki przeterminowane leki? Teraz musisz kupić krem z nagietkiem lub witaminę C lub coś na kaca? Trzeba było nie pić wczoraj. Na pewno musisz kłócić się, że apap to nie paracetamol? Teraz potrzebny Ci szampon wzmacniający czy suplementy wspomagające odchudzanie? Może pora rozpocząć dietę CUD- Czas Unieść Dupę? A ludzie przychodzą po podpaski, po antyperspirant, zapytać czy jest nowy numer gazetki aptecznej, po prezerwatywy... Chociaż w tym przypadku to może i dobrze, bo tacy bezmyślni ludzie może nie spłodzą potomstwa... Teraz musisz przyjść do apteki i zapytać czy są jakieś promocje? Teraz musisz drzeć się na farmaceutę, żeby "ruszał się, bo ty tu czekasz, a wirus szaleje"? Zapytałeś która to już godzina w pracy? Zapytałeś ile osób odpadła, bo np. opiekuje się dziećmi, a zmniejszony skład stara się sprostać Twoim zachciankom? Zapytałeś czy mieli przerwę lub kiedy jedli ciepły obiad? Wykupiłeś dla farmaceuty obiad w tajskiej knajpie? Albo chociaż pizzę im zamówiłeś. Po cholerę dzwonisz, a kiedy odbiorą, na początek drzesz ryja, że długo nie odbierają, a później pytasz czy apteka otwarta? Skoro odebrali, to oczywiste, że otwarta, zapytaj w jakich godzinach! Jesteś idiotą jeśli myślisz, że dostaniesz lek na receptę bez recepty, bo panuje koronawirus. Jeśli nie musisz wykupić niezbędnych leków, czyli takich, które pozwalają Ci utrzymać chorobę w ryzach, to siedź na dupie! Ewentualnie klaszcz na balkonie dla farmaceutów! Czy nie ratują życia? Ratują! Robią leki recepturowe, sprzedają gotowe medykamenty. I serio po 12 godzinach mają prawo usiąść i pomyśleć: "Mam to w dupie". Jedyne co zauważysz, lub nie, to fakt, że dziś "ten facet z apteki ma różowe rękawiczki". A wiesz dlaczego? Dlatego, że skończyły się zielone, a ty przychodzisz znów po 2 tabletki na ból głowy, bo dzięki temu zaliczysz spacer. A może zapytaj czy rękawiczek jest na tyle, by jutro mogli tą aptekę otworzyć. Zapytaj kiedy ostatnio widział rodzinę, bo śpi od tygodnia w motelu, bo boi się wracać do domu, żeby najbliższych nieświadomie nie zarazić. Zapytałeś czy ma internet, żeby zobaczyć ukochane Dziecko on-line? Nie usłyszysz cichego szeptu Dziecka modlącego się przed snem: "I Aniołku Stróżu chroń mojego Tatusia, bo mam jednego i bardzo się o niego martwię, bo jest koronawirus. Niech Tatuś wraca sxybko do domu. Kocham Cię Tatusiu"...

A może zaklaszczmy wszystkim Rodzicom i opiekunom, którzy pracują zdalnie, bo placówki są zamknięte i zostali z Dziećmi w domu? Klaszczmy, bo oni wszyscy niedługo doświadczą rozstroju nerwowego. W ciągu dnia edukacja domowa- a przecież to nie są pedagodzy, nie są do tego w żaden sposób przygotowani. I nie chrzańcie mi, że jak Rodzic chce, to da radę. Polski, matematykę, plastykę, religię, geografię czy historię jestem w stanie ogarnąć. Ale rytmika? Angielski? Zajęcia logopedyczne? Czy jestem w stanie pokazać Dziecku prawidłowo wykonywane ćwiczenie? A w międzyczasie trzeba ogarniać dom, ugotować obiad, zrobić pranie... A kiedy już Pociecha wtulona w poduszkę, śni o wakacjach, które najpewniej się nie odbędą... O nie! NIE MA SPANIA!!! Teraz należy zdalnie wykonać wszystkie obowiązki z pracy. Jak jest ze mną? Nie pracuję zdalnie, ponieważ nie mam odpowiedniego sprzętu, jak choćby drukarki, żeby pracować zdalnie. Mam natomiast przedszkolaka i razem z epidemią przyszła do nas edukacja domowa. Niestety okazało się, że przedszkole nie udźwignęło realizacji programu, a teraz ochoczo publikuje szereg zadań, które należy z Dzieckiem zrobić. A poza tymi zadaniami trzeba nadrobić zaległości... BRAWO!

Krzyczycie na Policjantów. Jakim prawem nakładają na Was mandaty? Jakim prawem Was upominają? Jakim prawem tak intensywnie patrolują ulice? Dla Waszego dobra!!! I powiem Wam szczerze, że kary powinny być wyższe, bo spacer czy "robienie formy" nie są teraz niezbędne! BRAWO Niebiescy! Jestem z Wami całym sercem! 

Czy ktoś wyjdzie bić brawo dla tych wszystkich, którzy grzecznie siedzą na 4 literach ? Tych, którzy już prawie miesiąc wychodzą tylko po podstawowe produkty żywnościowe? Tych, którzy nie chodzą do sklepu 5 razy dziennie po 1 kajzerkę? Czy ktoś będzie bił brawa dla tych wszystkich Dzieci, które od tylu dni nie widzą przyjaciół z przedszkola czy szkoły? Czy ktoś będzie bił brawa dla Dzieci, które od tylu dni i zapewne przez kolejne tygodnie nie zobaczą ukochanych Dziadków w obawie przed zarażeniem ich tym cholernym wirusem?

Polacy-klaszczący naród. Klaszczcie, tak jak w samolotach... Ale tam ludzie klaszczą PO UDANYM lądowaniu, a nie po starcie!

Klaszczcie! Ja nie będę bić braw!!!

sobota, 4 kwietnia 2020

Nasze początki

Pamiętasz, jak bardzo byłam wtedy zła? Drobniutka dziewczyna z blond włosami do kolan i Ty- potężnie zbudowany oficer Biura Ochrony Rządu w pełnym ekwipunku. Jakaż ja byłam wtedy "odważna". W dupie miałam kim jesteś. Wkurzona, że oblałeś mnie kawą, na którą wydałam połowę pieniędzy, które miałam przeznaczone na ten dzień, zaczęłam na Ciebie wrzeszczeć. Ludzie mijali nas przerażeni, a Ty z bezczelnym uśmiechem stałeś obok.
- Jaka ty ładna jesteś dziewczyno- powiedziałeś, kiedy łapałam oddech.
- Co?- nie dowierzałam.
- No ładna jesteś. Cholernie ładna.
- Kpisz? Cała jestem w tej pieprzonej kawie. Nawet nie mam się w co przebrać.
- Dać ci mundur?
- Żartujesz sobie ze mnie? Ty bezczelny prostaku. Nie dość, że leziesz jak krowa na łące, wylewasz na mnie moją własną kawę, to jeszcze teraz tak mnie traktujesz?
- Serio mówię. Właśnie schodzę ze służby, mam czysty mundur i bez emblematów, mogę ci dać.
- Nie będę miała jak oddać.
- Trudno. Ważne, że cię w nim zobaczę- znów ten uśmiech.
- No nie, ty wciąż sobie ze mnie kpisz.
- Nie kpię. Ale jak tak będziesz stać przemoczona, to się przeziębisz- chłodno dziś.
- Akurat, bo cię to interesuje osiłku jeden.
- Z jestem.
- Patrycja- podałam ci rękę. A tak w ogóle to kim ty jesteś? Policjantem chyba nie.
- Chodź tu do kawiarni. Ja stawiam- wskazałeś najbliższą i na pewno nie najtańszą kawiarnię.
- Oszalałeś? Na to miejsce mnie nie stać.
- Mówię przecież, że ja stawiam. Chodź już.
Weszliśmy do kawiarni, która była jeszcze pusta. Uderzyło we mnie cudowne ciepło i zapach kawy. Odruchowo z uśmiechem przyjęłam ten cudowny zapach. Wskazałeś najbardziej oddalony stolik, za dużym filarem. Wyciągnąłeś z torby koszulkę i bluzę. Czarne.
- Tam jest łazienka. Idź i zdejmij mokre ciuchy i załóż te.
- Serio nie będę miała jak oddać.
- Serio są twoje. Z mlekiem, jak widzę?
- Co z mlekiem?
- Kawa.
- Latte z miętą i karmelem.
- I cukier do tego?
- Tak, 3 brązowe.
- Żartujesz?
- Jestem śmiertelnie poważna.
- Idź się przebrać.
Duża przestronna łazienka tylko potwierdziła moje przypuszczenie, że to nie była najtańsza kawiarnia. Zdjęłam mokre ciuchy i założyłam Twoje. Oczywiście były za duże, ale przynajmniej suche. Dobrze, że spodnie miały tylko niewielkie plamki, bo w Twoich wyglądałabym komicznie. Wcisnęłam koszulkę w dżinsy i założyłam bluzę.
- Ładnie pachnie- powiedziałam siadając przy stoliku.
- Kawa?
- Nie, twoja woda kolońska.
- Dzięki. Ładnie wyglądasz.
- Taaa, mega kobieco, co?
- Gdybyś była tylko w mojej koszulce.
- Świnia, wychodzę- wstałam odsuwając szybko krzesło.
- Przestań, żartuję. Co się tak denerwujesz?
- Cholera jasna. Siedzę z obcym facetem, w jego koszulce i bluzie i piję kawę. No super!
- Siadaj Mała. Już nie będę. Spróbuj czy kawa jest dobrze przygotowana.
- Żartujesz? W takiej kawiarni kawa nie może źle smakować- rozejrzałam się po wnętrzu.
- I jak?
- Ładnie tu.
- O kawę pytam- uśmiechnąłeś się.
- Pyszna. Mogłabym pić taką codziennie.
- To zapraszam cię tu każdego dnia.
- Co ty, nie jestem z Warszawy. Przyjechałam tu na kilka dni.
- Co załatwiasz w Stolicy?
- Spełniam marzenia- puściłam ci oczko i upiłam kolejny łyk tej wybornej kawy.

Rozmawialiśmy dość długo. Po kawie zjedliśmy jeszcze razem śniadanie i wypiliśmy herbatę. Tematy przychodziły same. Często się uśmiechałeś. Nie przerywałeś moich monologów. Musiałam być dość zabawna- dziecko wypowiadające się jak dorosły. A przynajmniej myślące że tak się wypowiada. Miałam jednak wrażenie, że rozumiemy się doskonale, zwłaszcza, kiedy oboje zamilkliśmy na chwilę, wpatrując się w siebie. I rozstaliśmy się na ponad 11 lat...
Tego dnia Warszawa wydawała mi się wyjątkowo przyjazna...

- Dzień dobry- uśmiechnęłam się szeroko, podchodząc do radiowozu nieoznakowanego, którym po mnie przyjechałeś.
- Dzień dobry pani inspektor- odpowiedziałeś z uśmiechem.
- Witam, Patrycja Zalewska- podałam Ci dłoń.
- Aspirant Z.
- Ja nie wiem co to dalej będzie- spojrzałeś zaskoczony. Codziennie dostaję przystojniejszego policjanta, ale dzisiaj to już przesadzili. Ja nie wiem jak to się skończy.
- Jezu, ale mnie pani wystraszyła, a tu tylko żart.
- Spokojnie, nie jestem taka straszna. Jedziemy?
- Jedziemy. Tylko gdzie?
- Może tu?- wskazałam palcem miejsce na mapie.
- Tak jest pani inspektor- ruszyliśmy.
Tego dnia dużo ze sobą rozmawialiśmy. Żadne z nas nie pamiętało, że już kiedyś się spotkaliśmy.Nić porozumienia, jaka wytworzyła się w mgnieniu oka, oboje nas zaskoczyła. Tematom nie było końca, śmieliśmy się  i poruszaliśmy poważne kwestie. Z utęsknieniem wyczekiwałam kolejnego dnia. Przywitałeś mnie uśmiechem. 
- Wezmę pani rzeczy- wyciągnąłeś rękę po plecak i torbę z ubraniami na przebranie. 
- To jeszcze kurtkę tam dorzucę, bo chyba w aucie ciepło?- puściłam Ci oczko.
- Tak, już biorę. Proszę, niech pani wsiada, w końcu mamy połowę listopada- otworzyłeś mi drzwi.
- Dziękuję.
Tego dnia przeszliśmy "na ty"...

Byłeś oddelegowany tylko dla mnie. Każdego dnia mogłam zadzwonić i powiedzieć, że zabieram Cię w teren. Pierwszy raz w życiu cieszyła mnie moja wysoka pozycja. Pracowałam na nią latami, a teraz musiałam zbudować szacunek do mnie na nowej jednostce. Nie było łatwo. Kobieta z bardzo wysokim stopniem, a na dodatek... mój wujek... Większość z was uważała, że osiągnęłam wszystko dzięki niemu, a tylko nieliczni wiedzieli, że nic mu nie zawdzięczam. Ty nie oceniałeś, nie analizowałeś, czekałeś co pokażę i jak będę was traktować. Szybko was do siebie przekonałam. Zobaczyliście, że jestem prawdziwa, szczera i umiem przyznać się do błędów i porażek. Umiałam się uczyć od was- przecież najlepiej znaliście teren, ludzi i każdą dróżkę, nawet te, których nie było na mapach... Z wdzięcznością przyjmowaliście również moją wiedzę.

- No chodź tu do mnie- przyciągnąłeś mnie do siebie i pocałowałeś.
- Z...- szepnęłam.
- Tak?
- Dlaczego czekałeś tak długo?- uśmiechnęłam się, a Ty znów mnie pocałowałeś.
- Chciałem tak już w lesie, ale...
- Ciii- dotknęłam palcem Twoich ust.- Teraz jesteś już tylko mój...


Lubimy wracać do tej kawiarni...


(przypominam, że jest to fikcja literacka, a wszelka zbieżność osób, wydarzeń i miejsc jest przypadkowa!)

piątek, 27 marca 2020

Tajemnica Złotych Wzgórz. Star Stable

Północ zawsze kojarzyła mi się z magią, tajemnicą i niesamowitymi widokami. Wyobrażałam sobie, że między tymi głazami "niedbale porzuconymi w lasach", za zakrętami lub na krańcach dróg, gdzie urwisko wpada w objęcia lodowatych toni, muszą skrywać się zaklęcia wyszeptane tu przez wtajemniczonych... Pikanterii moim wyobrażeniom dodawały czytane wszystkie książki o Wikingach, jakie tylko wpadły mi w ręce...
Tajemnica Złotych Wzgórz kusi już samą okładką...
Kilka danych technicznych:
Tytuł: Tajemnica Złotych Wzgórz. Star Stable
Tytuł oryginału: Ӧdesryttarna: Jorvik kallar
Seria: Star Stable
Autor: Dahlgren Helena
Ilustracje: Muf Animation
Tłumaczenie : Studniarek Anna
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2020
Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Liczba stron: 240
Format: 12,5 x 19,5 cm
Cena wydawcy: 36,99 zł
Tajemnica Złotych Wzgórz jest książką, którą czytasz na jednym oddechu
Lisa ma piętnaście lat. Nastolatka kocha muzykę, pomaga jej w codziennych zmaganiach. Jej mama zginęła, a tata dostał pracę na niewielkiej wyspie Jorvik, gdzie mają się przeprowadzić. To co zachwyca ojca- morze, krajobrazy i duża ilość koni, w dziewczynce przywołuje wspomnienia o mamie. Przypływając na wyspie czuje niepokój typowy dla momentów, kiedy mamy zaczynać życie w nowym, nieznanym miejscu. Nie zna tu nikogo i zaczyna wszystko od zera. Ma jednak poczucie, że sobie ze wszystkim poradzi, ponieważ jest przyzwyczajona do wysiłku i nauki wszystkiego od początku. Niekiedy jednak dopada ją poczucie swego rodzaju bezdomności i ogromny brak mamy...

Lisa dostrzega na niebie najbardziej niesamowitą rzecz, jaką widziała w życiu. W  tym samym momencie w niebo spoglądają również inne niezwykłe dziewczynki. Nagle z lasu wybiega koń, ojcu ledwo udaje się go wyminąć i nie potrącić. Dzięki zapomnianej przez jeźdźca sakwie, Lisa dowiaduje się o Stajni Jorvik. Pierwszej nocy Lisa śni o jeździe konnej. Koń na którym jeździła, pojawiał się w jej snach już od dzieciństwa. Po wyjściu taty po pracy, dziewczynka odwiedza stajnię, by oddać sakwę właścicielowi. Widok koni przywołuje jednak bolesne wspomnienia o mamie. Lisa poznaje Annę, Lindę i Alex, a także... konia ze swoich snów... Kiedy wybiera się na pierwszą przejażdżkę, opieką postanawiają ją otoczyć druidzi...

Czy przyjaźń dziewczynek i miłość do koni pomoże uratować magiczną krainę? Jakie przygody czekają na Lisę? Czy przywyknie ona do nowego miejsca? I czy uda się pokonać wroga, którego poznaje podczas pierwszej wizyty w stajni? O tym dowiecie się z "Tajemnicy Złotych Wzgórz"..

Co sądzę o książce? Okładka zachęca do poznania wnętrza. Papier beżowy, czcionka przyjemna, nie męczy oczu. Rozdziały niezbyt długie, numerowane. Przy numerze rozdziałów, symboliczne gwiazdki i "magiczne znaki". Książka opowiada o mocy przyjaźni- z ludźmi i z końmi. Cztery dziewczynki, jak się okazuje, posiadają umiejętności, o których nie wiedziały. Muszą sprostać wyzwaniom, z którymi problemy mogliby mieć dorośli. Książkę czyta się jednym tchem, niesamowicie wciąga i zaskakuje.
Magiczny świat Star Stable spisany na kartach Tajemnicy Złotych Wzgórz...
Za możliwość przeczytania i recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak. Polecam!

środa, 25 marca 2020

Święty Jerzy i legendara drużyna

Czy macie w domu fana piłki nożnej? A może jest to mały fan FC Barcelony? W takim razie ta książka będzie idealnym upominkiem dla Niego lub dla Niej. Kto bowiem powiedział, że piłką nożną mogą interesować się tylko chłopcy?
Barca Toons. Święty Jerzy i legendarna drużyna
Kilka danych technicznych:
Tytuł: Święty Jerzy i legendarna drużyna
Tytuł oryginału: Barca Toons. Sant Jordi i un equip de llegenda
Seria: Barca Toons
Autor: praca zbiorowa
Ilustracje: Muf Animation 
Tłumaczenie : Barbara Bardadyn
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2013
Wydawca: Wydawnictwo IUVI
Liczba stron: 28
Format: 22 x 27,5 cm
Wiek: nie wskazano
Cena wydawcy: 19,90 zł
Wklejka okładki przedstawia nam piłkarzy FC Barcelony
Klub FC Barcelona postanowił stworzyć kreskówkowe postaci piłkarzy i trenerów. Tak powstała seria krótkich filmików. Seria ta przyjęła się pod nazwą "Barca Toons". I to był bardzo trafiony pomysł. Fani klubu pokochali te animacje. Po tym sukcesie klub, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom swoich najmłodszych kibiców, wydał rysunkową książkę z postaciami Barca Toons.
"Święty Jerzy i legendarna drużyna" jest drugą książką z serii. Pierwszą była "Drużyna Marzeń". Co ważne, jest to oficjalne wydawnictwo klubowe, dedykowane najmłodszym kibicom.

Kolor i rozmiar czcionki zmienia się...
Książka zaczyna się słowami niczym z Gwiezdnych Wojen: "Dawno, dawno temu by sobie piękny i wesoły stadion piłkarski, który gościł, mecz za meczem, fantastyczną grę FC Barcelony oraz nadzieje tysięcy kibiców." Piłkarz i kibice wiedli szczęśliwy żywot, który osładzały kolejne zwycięstwa i trofea. Jednak pewnego dnia nad stadionem pojawia się ziejący ogniem potwór. Wielki, czerwony smok był straszny i okrutny. Chce zniszczyć piłkę nożną i Barcelonę. Drużynę i publiczność ogarnął strach. Nikt nie wie, jak stawić czoła straszliwemu smokowi. Czy uda się ocalić drużynę? Co zrobią gracze i jaką rolę odegra tu Św. Jerzy? To musicie już doczytać sami...
Smok chce zniszczyć football i drużynę...
Jak oceniam książkę? Jest bardzo ładnie wydana. Twarda okładka to zawsze plus przy książkach dla dzieci, bo zdecydowanie zwiększa ich żywotność. W środku znajdziecie dość grube kartki. Wielkość i kolor czcionki dostosowany jest do tła na danej stronie. W środku znajdziecie też wiele ciekawostek dotyczących samego klubu. Jeśli dobrze poszukacie, na pewno znajdziecie ją w niższej cenie. Dla fanów FC Barcelona to prawdziwa gratka!
Czy drużyna pokona smoka niczym rycerze?
Przyjemnej lektury!

poniedziałek, 23 marca 2020

Wyprawka do porodu. Co warto spakować

Kiedy pakowałam torbę do szpitala przed porodem byłam w nieco odmiennej sytuacji niż większość ciężarnych. Wiedziałam, że będę sama i nie będzie miał mi kto donieść brakujących rzeczy. Spokojnie więc mogę moje doświadczenie przełożyć na obecną sytuację, z którą boryka się obecnie wiele przygotowujących się do porodu kobiet.

Co więc warto zabrać ze sobą do szpitala? Oto moja subiektywna lista, a raczej dwie listy: dla przyszłej Mamy i dla Maluszka. Zacznę od bardzo ważnej kwestii. Przede wszystkim NIE ZABIERAJ DO SZPITALA BIŻUTERII I KOSZTOWNOŚCI! Warto też zdjąć obrączkę, bo może dojść do obrzęku palców i może się okazać, że niezbędnym będzie rozcięcie jej.

Dokumenty:
- dowód osobisty
- NIP- własny (w przypadku prowadzenia własnej działalności gospodarczej), bądź pracodawcy
- skierowanie do szpitala
- karta przebiegu ciąży
- ostatnie wyniki badań: morfologia krwi, wyniki badania moczu
- USG oraz innych przeprowadzonych w czasie ciąży badań
- antygen HBs
- wyniki badań w kierunku WR i HIV
- grupa krwi matki
- w niektórych przypadkach: określony poziom anty-Rh
- posiew z pochwy w kierunku paciorkowców (GBS)
- w przypadku bycia pod opieką specjalisty- wyniki badań od lekarza (np. kardiologa lub okulisty)
- przy planowanej cesarce - poziom potasu i sodu i koagulogram
- plan porodu (chociaż nie znam kobiety, która podczas porodu o nim pamiętała 😉)
 
Dla Ciebie:
- kosmetyki: przybory do mycia w małych buteleczkach, antyperspirant, krem do twarz i do rąk, pomadka do ust (podczas porodu bardzo wysychają usta, mogą nawet boleśnie popękać), szczotka do włosów, szczoteczka do zębów, pasta do zębów, waciki kosmetyczne, płyn micelarny, mgiełka do twarzy/woda termalna do nawilżenia twarzy
- chusteczka do okularów, jeśli je nosisz
- ręcznik średniej wielkości i malutki do przecierania twarzy
- ciapy do chodzenia po szpitali, łatwe do zdjęcia
- klapki pod prysznic
- papier toaletowy
- chusteczki higieniczne
- piżamy/koszule, najlepiej rozpinane w okolicy piersi - przydatne przy karmieniu piersią (polecam zabrać 3-4)
- szlafrok (najlepiej sprawdza się z kieszonkami, tak żeby móc włożyć np. podkład idąc do toalety, a nie paradować z nim całą drogę)
- jednorazowa bielizna poporodowa, pozwalająca oddychać ranom po porodzie 
- duże podpaski/ podkłady poporodowe (najlepiej wysokochłonne)
- podkłady jednorazowe na łóżko
- biustonosze do karmienia (2-3 szt)
- wkładki laktacyjne
- podkładki na toaletę
- gumowe kółko do pływania dla dzieci (zajmuje niewiele miejsca, a może przydać się po pęknięciu/nacięciu krocza, nadmuchasz je ewentualnie w szpitalu)
- regularnie zażywane lekarstwa
- maść łagodząca na brodawki
- telefon wraz z ładowarką
- butelka wody mineralnej (polecam zabrać 2 mniejsze niż 1 dużą)
- biszkopty (uwierz, na polskiej porodówce mogą być wybawieniem, a ich smak będzie wyborny 😋)
- luźne, wygodne ubranie na wyjście do domu
Dla Dziecka: 
- bawełniane śpioszki, body, pajacyki rozpinane na całej długości (3- 5 par)
- sweterek lub bluzę
- czapeczki (3 szt.)
- skarpetki (3 szt.)
- rękawiczki by uniknąć drapania się przez dziecko
- pieluszki jednorazowe (wystarczy małe opakowanie)
- pieluszki tetrowe i/lub bawełniane (przydają się gdy Dziecko ulewa oraz do położenia na nich Dziecka np. przy przewijaniu) 
- kocyk lub rożek
- ręcznik z kapturkiem
- kosmetyki dla Maluszka: mydło dla niemowląt oraz krem na podrażnienia pupy, oliwka lub balsam
- chusteczki nawilżające
- podkłady jednorazowe (polecam te pojedynczo pakowane)
- ubranka na wyjście ze szpitala (adekwatnie do pogody)

Dodatkowo warto zabrać słuchawki do telefonu, bo czasami muzyka będzie prawdziwym ukojeniem, a Ty nie będziesz przeszkadzać innej Mamie, która będzie z Tobą na sali po porodzie. Polecam też spakować laktator. Oczywiście w szpitalu można wypożyczyć, ale dużo bardziej komfortowe będzie posiadanie własnego. Weź też niezbędne przybory i odrobinę płynu do mycia, tak żeby móc umyć te części laktatora, które będą mieć styczność z ciałem i pokarmem. Laktator pomoże przy nawale pokarmu lub w pobudzeniu laktacji.

Pamiętaj, że rzeczy które bierzesz do szpitala powinny być z materiałów, które będziesz mogła wyprać w wysokiej temperaturze, tak żeby pozbyć się bakterii szpitalnych. Możesz też zabrać rzeczy, których nie będzie Ci szkoda wyrzucić lub zostawić w szpitalu.

POWODZENIA!!! Pamiętajcie, że wszystkie jesteście najlepszymi Mamami na świecie!!!

niedziela, 22 marca 2020

Zestaw dentysty PlanToys

Czasami Dzieci chcą być lekarzami. Wtedy przed Rodzicami pojawia się wyzwanie zdobycia wszystkich niezbędnych elementów stroju. Teraz jest to dużo łatwiejsze, bo nawet jeśli nie znajdą odpowiednich zabawek, w internecie można kupić choćby prawdziwy stetoskop. Co zrobić kiedy nasza Pociecha postanawia zostać... dentystą? Z pomocą przychodzi PlanToys ze swoim zestawem dentystycznym.
Gabinet dentystyczny PlanToys
Kilka danych:
Nazwa: Gabinet dentystyczny
Nazwa oryginału: Dentist Set
Numer artykułu: 3493
Importer: Smartoys Sp. z o.o. sp. k. 
Materiał: drewno, materiał, łączniki (rzepy, klej)
Rok produkcji: 2019
Kraj produkcji: Tajlandia
Wiek: od 3 lat
Cena producenta:129 zł
W pudełku znajdziecie piękny zestaw dla małego dentysty
PlanToys jest jedną z najbardziej utytułowanych marek spośród producentów drewnianych zabawek, założona została w 1981 r. Jest pionierem w stosowaniu drewna kauczukowego do produkcji zabawek. Doceniana na całym świecie za innowacyjne projekty, wartość pedagogiczną zabawek i ekologiczne metody produkcji. Zabawki pomalowane są nietoksycznymi farbami.  PlanToys tworzy zabawki, które inspirują wyobraźnię dzieci oraz wspierają ich rozwój intelektualny i fizyczny. 
Co ważne firma stawia sobie kilka priorytetów: utrzymanie najwyższych norm jakości a także dążenie do ekologicznej i społecznej odpowiedzialności za wytworzone produkty. 
Co ważne, zabawki PlanToys projektowane są we współpracy pedagogów i psychologów dziecięcych. Dostosowane są więc do każdego etapu rozwoju dziecka i posiadają wysokie walory edukacyjne. Wygląd i funkcje zabawek są zaprojektowane tak, aby doskonale stymulowały rozwój i kreatywność dziecka w danym wieku. Zabawa nimi ma za zadanie wprowadzać dziecko w codzienne interakcje społeczne, promować naturalne przyswajanie wiedzy i zaszczepić potrzebę jej poszerzania.
Wszystkie narzędzia mają swoje miejsce w etui
Co znajdziecie w zestawie? Narzędzia: strzykawka, lusterko dentystyczne, wiertło, szczypce i szczoteczka, a do tego imitacja "szczęki z 8 zębami" i trzy dodatkowe zęby. Całość w pięknym, materiałowym etui. Narzędzia i zęby zrobione są z drewna, "dziąsła" to chyba sklejka, ale nie jestem pewna (na 100% to nie plastik). Zęby mocowane są na rzepy, a do dyspozycji małego dentysty jest 11 zębów, w tym 3 "zepsute". 
Do zabawy zostaje 11 zębów
Zęby mocowane są w "dziąsłach" na rzepy
W lusterku można dokładnie obejrzeć ubytki
Pora pozbyć się ubytków
"Wyrywanie" zębów to również ćwiczenie precyzji
Zestaw PlanToys bardzo nam się spodobał. Piotruś prawie codziennie się nim bawi. Zdecydowanie łatwiej było mi wytłumaczyć, co prawdziwy dentysta zrobi z czarną milimetrową kropeczką na Jego mlecznej piątce. 
 Gdyby bolało, można podać znieczulenie
Zabawka jest piękna i solidna. Nawet jeśli Dziecko weźmie któryś z elementów do buzi, nic się nie stanie, bo pomalowane są nietoksycznymi farbami. Podoba mi się również, że etui pozwala utrzymać porządek.
 Na koniec umyjcie dokładnie wszystkie zęby
Dobrej zabawy!

środa, 18 marca 2020

Poczekaj

Sterty papierów po tak długiej nieobecności wystraszyły nas, co doskonale obrazowały nasze miny. Z westchnieniem zdjęliśmy kurtki i usiedliśmy do biurek. Na początku siedzieliśmy odwróceni do siebie plecami, ale szybko przestawiliśmy biurka tak, żeby patrzeć na siebie podczas pracy. Trudno było nam wystartować. Siedzieliśmy- on na krześle, ja na parapecie- i patrzyliśmy bezradnie na dokumenty.
- Trzeba to ogarnąć- stwierdziłam.
- No trzeba, ale...
- Ale najpierw kawa- przerwałam mu zeskakując z okna.
- A mamy mleko?
- Pożyczymy od Grześka. On zawsze ma mleko.
- Ale oficjalnie?
- Żartujesz? Masz rękawiczki? Niech śledztwo zrobi.
- To idziemy. Teraz jest u Starego.
Niczym dwójka szpiegów przemknęliśmy do socjalnego. Założyliśmy rękawiczki, żeby nie zostawić odcisków. Gdyby tylko nasze "szybciej, no szybciej" mogło przyspieszyć pracę ekspresu. Zaśmiewaliśmy się przy tym jak małe dzieci. Kiedy kubki były już pełne, musieliśmy cicho wrócić do pokoju. Przyklejeni do ścian wypatrywaliśmy Grześka i innych kolegów. Nikt nie mógł nas zauważyć. Miałam wrażenie, że dopiero po zamknięciu drzwi odetchnęliśmy głęboko.
- Duże dzieci normalnie.
- Ale trzeba schować rękawiczki, i zmyj talk z paznokci i pierścionka.
- Rękawiczki w kieszeń, a ręce już idę umyć. Tylko nie śmiej się, kiedy Grzesiek wejdzie.
- Postaram się, ale nie wiem czy nie wybuchnę śmiechem.
- Byliśmy jak ninja- tym razem oboje nie wytrzymaliśmy.
Kawa potrafi uratować dzień po powrocie do pracy z dłuższej przerwy...
Kawę piłam siedząc na parapecie. Głośno zastanawialiśmy się w jakiej kolejności realizować zgłoszenia, przekazane dziś na odprawie.
- Złaź z parapetu.
- Tak jest naczelniku!
- Trzeba pojechać na przeszukanie. 
- Jaka sprawa?
- Twoja działka. Nielegalne poszukiwania. Chłopaki namierzyli na necie.
- Cyber tak samo z siebie?
- Dobra nie kombinuj. Kogo bierzesz?
- A kogo mogę?- puściłam oko do Z.
- O zapomnij. Na niego się nie zgadzam, bo mi znikniecie na trzy dni.
- Gdzie tam naczelniku.
- Bierz Michała albo Piotrka.
- Ale naczelniku.... Z nimi to za tydzień nie skończę. A nadgodzin mi jeszcze ponad 300 zostało do wybrania.
- Dobra. Niech będzie moja strata.
- A kawę mogę dopić?
- Nie przeginaj. Tylko kurtkę zabierz, bo jak mi się rozłożysz, to...
- Kto będzie zasuwał jak mały motorek?- dokończyłam za niego.
- Dobra cwaniaro dopij ta kawę. Z?
- Tak naczelniku? 
- Kwity wypisz, żeby mi się wszystko w papierach zgadzało.
- Jasne.
- Ja prowadzę- krzyknęłam, sadowiąc się znów na parapecie.
- Złaź z tego cholernego parapetu.
- Ale naczelniku krzesło mi się rozje...chało. A parapet taki stabilny- machnął ręką i wyszedł.
- Czyli papiery jeszcze poleżą?- Z przysiadł obok na parapecie.
- Zrobią się. Grzesia o pomoc poproszę.
- Owinęłaś sobie ten wydział wokół palca, co?
- Eeee... tam...
- Przecież mogłabyś na stołku siedzieć. Po co sobie ręce brudzisz?
- Ze stołka można spaść, a parapet taki stabilny- uśmiechnęłam się. Lubię z wami w terenie pracować. Zaraz protokół przygotuję na penie, to tylko uzupełnimy.
- Wydruki zrób, bo nie wiadomo czy przenośny dostępny.
- Już.

Lubiłam z nim wyjeżdżać. Lubiłam tą energię, którą się ze mną dzielił. Razem tworzyliśmy bardzo zgrany duet. Oficjalnie wszystko było poukładane i tylko jedna osoba "we fabryce" wiedziała, jak jest na prawdę. I tylko dlatego, że raz nas przyłapał na przytulaniu. Nasza bliskość nie wpływała na naszą efektywność. Mam wrażenie, że robiliśmy 60% normy wydziału.

 Wiosną wyjazdy w teren lubiły nas zaskakiwać...
Dojechaliśmy na miejsce. Mała wieś, niewielkie podwórko ze starym domem, pokrytym eternitem. Psy "bestie", które obłaskawiliśmy dwoma słowami. 
- To chyba dzwonek- wskazałam guzik na furtce.
- Sprawdzimy.
- Słucham? O co chodzi?- na progu domu pojawił się młody człowiek.
Przedstawiliśmy się i pokrótce wyjaśniliśmy o co chodzi. Chłopak wpuścił nas do domu. Wszystkie procedury udało się przeprowadzić bez problemu. Nasz detektorysta do wszystkiego się przyznał, sam wyjął wszystkie "fanty". Lubiłam takie "czyste akcje", bez szarpaniny. W terenie pokazał miejsca, gdzie chodził z wykrywaczem, zebraliśmy pomiary z GPS. Zgarnęliśmy go jeszcze na przesłuchanie do fabryki i tam zakończyliśmy czynności.

 - Ufff... dobrze poszło- rozparłam się wygodnie w fotelu.
- Lubię wyjazdy z tobą. Łagodnieją przy tobie.
- Albo wzmaga im się agresja, jak się dowiadują, że archeo kończyłam.
- Fakt, zależy od człowieka. Kolacja?
- Coś na szybko?
- Chodź na Rynek.
- To idziemy...
- Twoja kurtka- pomógł mi ją założyć.
Kiedy wyszliśmy, chwycił mnie za rękę. Zdziwiłam się, bo nie oddaliliśmy się jeszcze od "firmy".
- Nie boisz się, ze ktoś zobaczy?
- A niech patrzą. Myślisz, że nie wiedzą?
- Ale jesteś pewien?
- Jutro się okaże, czy to była dobra decyzja. Poczekaj...- ścisnął mocniej moją dłoń i przyciągną mnie do siebie. 
A więc to tego wieczora mieli się dowiedzieć? Tak niby przypadkiem? Nie do końca rozumiałam co chciał osiągnąć, ale z przyjemnością pozwoliłam życiu toczyć się dalej.... Smak jego ust sprawił, że po prostu zaufałam jego planom, nawet ich nie znając...
 
Na Rynku było tego wieczora wyjątkowo pusto...
(przypominam, że jest to fikcja literacka, a wszelka zbieżność osób, wydarzeń i miejsc jest przypadkowa!)