Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 stycznia 2024

Kobieta, która widziała zombie. Kiedy zmysły stają się twoim wrogiem

“Perception is nothing more than a controlled hallucination.”
„To co uważamy za realne, jest w pewnym stopniu wytworem naszych umysłów, konstruktem tworzonym przez sieć neuronów składających się na ludzki mózg”.
 
Zmysły odgrywają ogromną rolę w życiu człowieka. Pozwalają nam odbierać zewnętrzne i wewnętrzne bodźce. Ich działanie jest dla nas tak oczywiste, że często nie zdajemy sobie sprawy z ich działania. Przecież czujemy, widzimy, słyszymy... Nie zastanawiamy się nad procesami, które temu towarzyszą. Jak skomplikowane są i jak wiele od nich zależy? Co stanie się kiedy procesy te zaczynają zawodzić, a skomplikowana całość przestaje działać prawidłowo? Jak i dlaczego postrzegamy otoczenie w taki, a nie inny sposób? Jakie zaburzenia neurologiczne mogą nas kompletnie zaskoczyć? Czy można słyszeć ruch powietrza? Czy odczuwanie bólu może zostać zablokowane i z jakimi konsekwencjami ewentualnie jest związane? I wreszcie, co zrobić, kiedy bliskie nam osoby zaczynamy widzieć jako zombie? Zapraszam na recenzję książki profesora Guya Leschzinera "Kobieta, która widziała zombie. Kiedy zmysły stają się twoim wrogiem".

Kobieta, która widziała zombie. Kiedy zmysły stają się twoim wrogiem, 
prof. Guy Leschziner

Kilka danych technicznych:
Tytuł: Kobieta, która widziała zombie. Kiedy zmysły stają się twoim wrogiem
Tytuł oryginału: The Man Who Tasted Words: Inside the Strange and Startling World of Our Senses
Autor: Guy Leschziner
Ilustracje:Jill Tytherleigh, Mary Evans Picture Library
Tłumaczenie: Marcin Sieduszewski
Oprawa: miękka, broszurowa ze skrzydełkami
Rok wydania: 2024
Wydawca: Wydawnictwo Znak Literanova
Liczba stron: 400
Format: 21 x 14 cm
Cena wydawcy: 59,99 zł



Niewielka czcionka zdradza, że czeka nas ogrom przyjemnego czytania


Pierwsze wrażenie
Autor – Guy Leschziner, jest profesorem neurologii i medycyny snu. W swojej najnowszej książce opisuje nam o odczytywaniu świata przez ludzkie zmysły, a przede wszystkim sytuacje, kiedy pojawiają się niebanalne defekty, które wywołują postrzeganie świata zgoła inaczej niż u osób zdrowych.  Książka dość obszerna- 400 stron, 35 mm grubości! Format mimo grubości, bardzo poręczny, miękka okładka ze skrzydełkami i kremowy papier. Dość mała czcionka. Niebanalne ilustracje- czarno- białe, pomagające zrozumieć poszczególne procesy. Piękna grafika na okładce, zaprojektowana przez jakże zdolną Magdę Kuc. Co mnie zaskoczyło, to brak przypisów w książce, jakby nie było popularnonaukowej, gdzie często autor wspomina o różnych badaniach...
Tekst uzupełnia kilka czarno- białych rycin

O czym jest książka?
„Kobieta, która widziała Zombie” to książka, która transferuje nas do fascynującego świata ludzkich zmysłów.
Autor przygląda się osobom cierpiącym na zaburzenia neurologiczne, które zakłócają pracę mózgu lub określony zakres jego funkcjonowania. Przypadki analizowane przez prof. Leschzinera wydają się nieprawdopodobne, ale stara się on wyjaśnić te przypadłości, podpierając się wiedzą i znacznym doświadczeniem. To historie ludzi, których percepcja rzeczywistości różni się od przyjętych norm, a warunkowana jest determinantami genetycznymi, urazami albo schorzeniami.
Kolejne rozdziały koncentrują się wokół powszechnie znanych zmysłów: wzroku, słuchu, dotyku, smaku i węchu,a także na kilku ich podzbiorach, takich jak balans czy oko umysłu.
Prof. Guy Leschziner w wyśmienitym stylu, z wybitną, neurologiczną zręcznością, przedstawia niezwykłe historie osób doświadczających zadziwiających deficytów. Pokazuje również jak zmienia się życie człowieka, gdy ich praca zmysłów zostaje zaburzona. Poznajemy uczucia osób, które nie czują bólu, tracą wzrok, mają omamy dźwiękowe, wzrokowe, dotykowe. Czytamy o chorobach znanych mniej lub bardziej, o epilepsji, migrenie, stwardnieniu rozsianym czy bólu fantomowym.
Trudno było oprzeć się zaznaczaniu...
 
Co sądzę o książce?
Cóż... Tytuł książki (tak polski, jak i angielski) nawiązuje do bestsellerowej pozycji Oliviera Sacks “Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem”. Tak jak u Sacksa, dla prof. Leschzinera najważniejszy jest
aspekt ludzki, a omawiane przypadki skupiają się na historiach jednostek, nie jedynie na medycznych zawiłościach. Konstrukcja rozdziałów, samo studium przypadków, a przede wszystkim tematyka wpisują się w ten styl. Jednak zdecydowanie lepiej czytała się „Kobietę, która widziała zombie”.
 
To niezwykła książka popularno-naukowa, którą czyta się z zapartym tchem, niczym powieść. Profesor Leschziner to świetny gawędziarz, książka napisana jest lekkim i potoczystym stylem. Poznajemy życie, trudności, uczucia i emocje opisywanych osób, choć czasami wstęp w poszczególnych rozdziałach wydawał mi się zbyt długi. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mógł to być zabieg celowy, aby jak najbardziej przybliżyć czytelnikowi poszczególne przypadki, ułatwić ich zrozumienie. Medyczne opisy nie są nurzące, a zrozumiałe nawet dla laików. Od książki nie sposób się oderwać, nawet kiedy chciałam przestać czytać, w myślach obiecywałam sobie, że "jeszcze tylko do końca akapitu". Profesor opisuje nam historie poszczególnych zaburzeń tak, że przestają być jedynie „przypadkami medycznymi”, a stają się "ludźmi z krwi i kości", których trudności przekraczają nasze często stereotypowe pojmowanie. Uzmysławiamy sobie, że neuropsychologia to niezwykle skomplikowana, ale również arcyciekawą dziedzina nauki. Autor udowadnia, że percepcja, nasze postrzeganie świata, to nic innego jak kontrolowana halucynacja.

Minusy? "Kobieta, która widziała zombie", to według mnie, literatura bardziej popularna niż naukowa ;) Autor nie ułatwia weryfikacji swojej wiedzy, brak przypisów, o czym już wspominałam.
Leschziner proponuje swoje ulubione książki. Lektura raczej dla "medycznych laików" lub jako ciekawostka dla zainteresowanych tematem czy znawców. Opisując w ten sposób zaburzenia zmysłów, profesor nie czyni tematu zbyt suchym i akademickim, a wręcz wciągającym.

Po lekturze zostało we mnie wielkie uczucie kruchości naszego bytu, ułomności naszych zmysłów. Autor nie skupił się wyłącznie na aspektach z neurologii. Opisał skutki psychologiczne i społeczne, co pogłębia niepokój, a wręcz strach przed tymi zaburzeniami.


Czytałam zafascynowana, zużywając ogrom znaczników, aby nie umknęły mi najcenniejsze fragmenty...

POLECAM!!!
 
Za książkę do recenzji dziękuję serdecznie Wydawnictwu Znak Literanova!

Układ stron jest przejrzysty i przyjemny w odbiorze
Autor wyjaśnia nam podstawowe terminy, co ułatwia czytanie
Ulubione książki profesora zamiast typowej bibliografii
Jak zawsze skrzydełka posłużyły mi za zakładki
Jeśli preferujecie e-booki, "Kobieta, która widziała zombie", jest na woblink.com

piątek, 19 stycznia 2024

Bebechy, czyli ciało człowieka pod lupą - Adam Mirek

Czy nauka o ciele człowieka może być ciekawa? Czy wypada mówić, że mamy "bebechy"? Jak zainteresować dziecko tymi wszystkimi szczegółami? I, co równie ważne, jak wytłumaczyć, żeby zrozumiało działanie własnego organizmu? Czy książka Adama Mirka "Bebechy, czyli ciało człowieka pod lupą" pomoże znaleźć odpowiedzi? Sprawdźmy! 



"Bebechy, czyli ciało człowieka pod lupą" Adam Mirek

Kilka danych technicznych:
Tytuł: Bebechy, czyli ciało człowieka pod lupą
Autor: Adam Mirek

Ilustracje: Kasia Cerazy
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2023
Wydawca: Wydawnictwo Znak
Liczba stron: 288
Format: 16.3 x 22.5 cm
Cena wydawcy: 44,99 zł



Pierwsze wrażenie
Książka w miękkiej oprawie. Na okładce lupa z jakimiś "żyjątkami", a także przyglądający się im pies i autor książki. Kartki matowe, przyjemne w dotyku. Format poręczny- ułatwia trzymanie książki podczas czytania. Książka podzielona na rozdziały. Przejrzysty układ. Ilustracje czarno- białe.


To jest Adam, autor "Bebechów". Całkiem sympatyczny naukowiec, prawda?

O czym jest książka
"Bebechy, czyli ciało człowieka pod lupą" jest książką (tak, odważę się użyć tego słowa), popularnonaukową. Skierowaną przede wszystkim do młodego odbiorcy. Ma za zadanie pokazać, wytłumaczyć, pomóc zrozumieć działanie naszego organizmu, poszczególnych organów i zachodzących procesów. Co ważne, autorem jest wybitny naukowiec, Adam Mirek, którego możecie znać z Jego social mediów.


Co sądzę o książce?
Zaskoczyła mnie  pozytywnie objętość książki. Podoba mi się też matowy papier, ponieważ to ułatwia czytanie- światło nie odbija się od kartek. Skrzydełka okładki służyły mi za zakładkę, dlatego sprawdziła się ich szerokość.Czarno- białe ilustracje dały pole do popisu naszym artystycznym zapędom- w ruch poszły więc kredki i nagle książka stała się kolorowa.

"Bebechy, czyli ciało człowieka pod lupą" w nowatorski sposób podchodzi do przekazywania wiedzy młodemu czytelnikowi. Nie jest, jak większość tego typu książek, zbiorem ciekawostek na dany temat, przeplatanych zdjęciami i ilustracjami. Autor z szacunkiem traktuje swoich odbiorców. Zdecydowanie daje się odczuć pasję, autentyczność i poczucie humoru Adama Mirka.

Jeden dzień z życia organizmu Twojego Dziecka opisany w książce? Ależ proszę. Przecież tytułowe "Bebechy" "budzą się" rano, by wieczorem wytwarzać marzenia senne. Dzięki temu zabiegowi każde Dziecko może poczuć się głównym bohaterem "Bebechów". Książka bez ogródek traktuje takie zagadnienia jak gluty, siki i pot. Dlaczego rano z buzi Dzieci pachnie starymi skarpetkami? Skąd biorą się łaskotki i czy wszyscy je mamy? No i co z tymi bąkami? Czytając, nie mieliśmy poczucia sztuczności czy wymuszonych żartów. Czytaliśmy jak zaczarowani. Chcemy zdecydowanie WIĘCEJ!











Jedna z piękniejszych dedykacji, jakie ostatnio przeczytałam... 

Książkę kupiliśmy w Empiku, bo chcieliśmy. Recenzję napisałam, bo warto polecać tak dobre książki!


POLECAMY!

sobota, 30 stycznia 2021

Segregator Jestem w ciąży

Kobietom w ciąży podrzuca się pod nos masę przedmiotów, gadżetów i tego wszystkiego, czego "potrzebują". Oczywiście znajdą się takie, które będą potrzebować każdej z tych rzeczy i będzie je na to stać. Większość jednak stara się nie oszaleć w tym "magicznym czasie" w swoim życiu i nie zagracić sobie życia i domu. Dziś chciałabym napisać o "gadżecie" dla kobiet w ciąży, stworzonym przez Nicole Sochacki- Wójcicką, znaną jako Mama ginekolog, czyli o segregatorze #jestem w ciąży. 
Segregator #jestem w ciąży Blondynka

Segregator #jestem w ciąży – czym właściwie jest?

Sama autorka określa segregator jako unikatowy produkt na polskim rynku.  Na stronie sklepu mamaginekolog.pl mamy kilka wersji okładki do wyboru (zawartość jest taka sama, różnią się tylko okładką, które mają swoje nazwy np. blondynka, boho, retro czy luz). Jako dodatki do segregatora dostajemy m.in. torbę, magnesy na lodówkę, naklejki.
Po otwarciu segregatora, na okładce znajdziemy miejsce na podpisanie o imieniem i nazwiskiem oraz wpisanie danych do kontaktu do bliskiej osoby. Jest też specjalne miejsce na kartę ciąży i informację o grupie krwi. Następnie w segregatorze znajdziemy kilka kart z ważnymi informacjami dla każdej ciężarnej:
- wywiadu położniczego;
- kalendarium ciąży;
- z zaleceniami suplementacji folianów, w tym informacja o innych zalecanych suplementacjach w ciąży według Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników;
- dotycząca USG połówkowego;
- miejsce na notatki z wizyt lekarskich i pytania do lekarza lub położnej.
W segregatorze znajdziecie także dedykowane wkładki z kieszonkami:
- z badaniami na kolejną wizytę oraz na dokumenty po wizycie np. zaświadczenia lekarskie, recepty czy skierowania;
- na obowiązkowe badania krwi;
- na badania moczu z szczegółowym opisem jak mocz powinien być oddany w ciąży oraz jaki jest cel tak częstego badania moczu w ciąży;
- na trzy obowiązkowe badania USG z szczegółowym opisem celu każdego z nich;
- na badania profilaktyczne (cytologia, USG piersi) oraz istotne badania sprzed ciąży ;
- na dokumenty po hospitalizacjach oraz konsultacjach specjalistycznych;
- z badaniami niezbędnymi do porodu.

 Wnętrze segregatora z foliowymi zakładkami

Głównym celem segregatora #jestem w ciąży, jest przede wszystkim ułatwienie przechowywania licznych dokumentów medycznych związanych z ciążą w specjalnym dla tego oznaczonym segregatorze, a także zwiększenie bezpieczeństwa przyszłej mamy. Sam segregator jest kompaktowy i bez problemu mieści się w przeciętnej damskiej torebce. Przewidziano w nim miejsce na wszystkie badania obowiązkowe i dodatkowe.

 
Segregator #jestem w ciąży – co o nim myślę i czy warto?

Bloga mamaginekolog.pl zapewne nie muszę nikomu przedstawiać. Prawie każda kobieta zainteresowana tematyką ciąży, opieki nad noworodkiem i profilaktyki ginekologicznej w końcu tam trafiła i raczej zostaje na dłużej. Do zamówienia segregatora #jestem w ciąży skłonił mnie segregator pediatryczny, który mam dla Piotrusia, a który bardzo mi się przydaje i pozwala utrzymać dokumentację medyczną dziecka w należytym porządku. Kiedy więc udało się przetrwać krytyczny początek ciąży, zamówiłam segregator #jestem w ciąży. Od razu zachwycił mnie swoją funkcjonalnością i wiedzą zawartą na wkładkach. Wraz z kolejnymi tygodniami był dla mnie jednak coraz mniej przydatny. Dlaczego? Zapewne dlatego, że ciąże prowadzę w Przychodni Przyszpitalnej, czyli "na NFZ", a nie prywatnie.

 Karty z informacjami

Kiedy prowadzi się ciąże w publicznej placówce służby zdrowia, nie otrzymujemy żadnych wyników badań- wszystkie karteczki trafiają do karty, a do tzw. karty ciąży są przepisywane tylko ostateczne i wybrane wyniki. Jedyne co dostajemy to wyniki potwierdzające grupę krwi i wynik badania GBS, który położna zszywaczem przytwierdza nam do karty ciąży..
 

Sam segregator jest bardzo solidny. Karty z kieszonkami w dobie COVID-19 przydały się na druki ankiet, które trzeba wszędzie wypełniać, więc mogłam wziąć na zapas i przed pójściem do placówki, na spokojnie wypełnić je w domu. W segregatorze mam też wyniki badań USG, które ze względu na żałosnej jakości sprzęt w przychodni, robiłam prywatnie. 
 Wygląd kart z kieszonką na dokumentację
 
Dzięki segregatorowi często nie musiałam się tłumaczyć, że jestem w ciąży, zwłaszcza, że długo nie było u mnie widocznego brzuszka ciążowego. Wystarczyło trzymać go w ręce, a nie w torebce.
 
Segregator #jestem w ciąży będzie idealny dla pacjentek prowadzących ciążę w gabinetach prywatnych i pozwoli utrzymać idealny porządek w dokumentach związanych z ciążą. Zdecydowanie jest on świetnym narzędziem pomagającym ciężarnej przejść spokojnie przez ciążę. Jeśli jednak prowadzisz ciążę "na Fundusz", bardziej przyda Ci się plakietka, którą możesz przypiąć do torebki, niż sam segregator. Informacje zawarte na wkładkach przekaże Ci lekarz prowadzący lub bez problemu znajdziesz je na stronach przychodni, PTG czy chociażby autorki segregatora.
 
Ogólnie nie żałuję wydanych pieniędzy, bo kilka razy dzięki segregatorowi dojrzały mnie pielęgniarki w punkcie pobrań i weszłam na badania bez kolejki. Będzie mi służył jako segregator na badania po ciąży, na zasadzie przechowywania dokumentacji, jak segregator Syna. Warto odkupić segregator od innej mamy lub choćby przejrzeć, jeśli macie taką możliwość i zadecydować dopiero o zakupie.

środa, 27 stycznia 2021

Torba do porodu w czasie pandemii

Pandemia zmieniła nasz tryb życia, nasze ostrzeganie świata i standardy dotyczące ochrony zdrowia. Niestety pojawiło się wiele obostrzeń, zakazów, nakazów. Dotyczą one oczywiście również kobiet w ciąży i oddziałów ginekologiczno- położniczych w szpitalach. Pewne rzeczy pozostają jednak niezmienne, jak chociażby fakt, że większość ciężarnych chce być dobrze przygotowana do porodu, również w kwestii dobrze spakowanej torby.
Ja postawiłam na torby, które w całości mogę uprać. Ta druga, to zapas, który w razie potrzeby Po prostu TATA przyniesie mi do szpitala.

Co więc warto zabrać ze sobą do szpitala? Oto sprawdzone i skonsultowane z położną i lekarzem dwie listy: dla przyszłej Mamy i dla Maluszka.


Dokumenty:
- dowód osobisty
- NIP- własny (w przypadku prowadzenia własnej działalności gospodarczej), bądź pracodawcy, choć teraz nie jest już niezbędny, ponieważ wszystko jest w systemie
- skierowanie do szpitala
- karta przebiegu ciąży
- ostatnie wyniki badań: morfologia krwi, wyniki badania moczu
- USG oraz innych przeprowadzonych w czasie ciąży badań
- antygen HBs
- wyniki badań w kierunku WR i HIV
- grupa krwi matki (tatuaż czy wpis w karcie ciąży nie są dokumentem potwierdzającym Twoją grupę krwi!)
- w niektórych przypadkach: określony poziom anty-Rh
- posiew z pochwy w kierunku paciorkowców (GBS)
- w przypadku bycia pod opieką specjalisty- wyniki badań od lekarza (np. kardiologa lub okulisty)
- przy planowanej cesarce - poziom potasu i sodu i koagulogram
- plan porodu (chociaż nie znam kobiety, która podczas porodu o nim pamiętała 😉)


Dla Ciebie:
- maseczki jednorazowe (ok. 10 szt)- najlepiej zapakowane w woreczek strunowy, aby były czyste i by uniknąć zakładania wciąż jednej i tej samej. alternatywą jest przyłbica ochronna 
- kosmetyki: przybory do mycia w małych buteleczkach, antyperspirant, krem do twarz i do rąk, pomadka do ust (podczas porodu bardzo wysychają usta, mogą nawet boleśnie popękać), szczotka do włosów, szczoteczka do zębów, pasta do zębów, waciki kosmetyczne, płyn micelarny, mgiełka do twarzy/woda termalna do nawilżenia twarzy
- chusteczka do okularów, jeśli je nosisz
- ręcznik średniej wielkości i malutki do przecierania twarzy
- ciapy do chodzenia po szpitali, łatwe do zdjęcia
- klapki pod prysznic
- papier toaletowy
- chusteczki higieniczne
- piżamy/koszule, najlepiej rozpinane w okolicy piersi - przydatne przy karmieniu piersią (polecam zabrać 3-4)
- szlafrok (najlepiej sprawdza się z kieszonkami, tak żeby móc włożyć np. podkład idąc do toalety, a nie paradować z nim całą drogę)
- jednorazowa bielizna poporodowa, pozwalająca oddychać ranom po porodzie
- duże podpaski/ podkłady poporodowe (najlepiej wysokochłonne)
- podkłady jednorazowe na łóżko
- biustonosze do karmienia (2-3 szt)
- wkładki laktacyjne
- podkładki na toaletę
- gumowe kółko do pływania dla dzieci (zajmuje niewiele miejsca, a może przydać się po pęknięciu/nacięciu krocza, nadmuchasz je ewentualnie w szpitalu)
- regularnie zażywane lekarstwa
- maść łagodząca na brodawki
- telefon wraz z ładowarką
- butelka wody mineralnej (polecam zabrać 2 mniejsze niż 1 dużą)
- biszkopty (uwierz, na polskiej porodówce mogą być wybawieniem, a ich smak będzie wyborny 😋)
- luźne, wygodne ubranie na wyjście do domu (może być to same, w którym przyszłyście do szpitala)
 
 
Dla Dziecka:
- bawełniane śpioszki, body, pajacyki rozpinane na całej długości (3- 5 par)
- sweterek lub bluzę
- czapeczki (3 szt.)
- skarpetki (3 szt.)
- rękawiczki by uniknąć drapania się przez dziecko
- pieluszki jednorazowe (wystarczy małe opakowanie)
- pieluszki tetrowe i/lub bawełniane (przydają się gdy Dziecko ulewa oraz do położenia na nich Dziecka np. przy przewijaniu)
- kocyk lub rożek
- ręcznik z kapturkiem
- kosmetyki dla Maluszka: mydło dla niemowląt oraz krem na podrażnienia pupy, oliwka lub balsam
- chusteczki nawilżające
- podkłady jednorazowe (polecam te pojedynczo pakowane)
- ubranka na wyjście ze szpitala (adekwatnie do pogody)


Dodatkowo warto zabrać słuchawki do telefonu, bo czasami muzyka będzie prawdziwym ukojeniem, a Ty nie będziesz przeszkadzać innej Mamie, która będzie z Tobą na sali po porodzie. Polecam też spakować laktator. Oczywiście w szpitalu można wypożyczyć, ale dużo bardziej komfortowe będzie posiadanie własnego. Weź też niezbędne przybory i odrobinę płynu do mycia, tak żeby móc umyć te części laktatora, które będą mieć styczność z ciałem i pokarmem. Laktator pomoże przy nawale pokarmu lub w pobudzeniu laktacji.

Pamiętaj, że rzeczy które bierzesz do szpitala powinny być z materiałów, które będziesz mogła wyprać w wysokiej temperaturze, tak żeby pozbyć się bakterii szpitalnych. Bierzemy jak najmniej rzeczy – o tyle mniej rzeczy z zarazkami szpitalnymi wróci do domu. Możesz też zabrać rzeczy, których nie będzie Ci szkoda wyrzucić lub zostawić w szpitalu.


Co bardzo ważne- NIE ZABIERAJ DO SZPITALA BIŻUTERII I KOSZTOWNOŚCI! Warto też zdjąć obrączkę, bo może dojść do obrzęku palców i może się okazać, że niezbędnym będzie rozcięcie jej. 
Nie zabieraj zabawek, misiów, gryzaków czy grzechotek, bo są zupełnie zbędne, a do domu wrócą z cała masą bakterii szpitalnych. Dokładnie to samo tyczy się poduszki do karmienia. Jeśli uprzesz się aby mieć taką przy sobie, pamiętaj, że po powrocie do domu musi zostać uprana w wysokiej temperaturze, tak jak kocyk/ rożek i ubranka. Nie potrzebujesz w szpitalu kombinezony dla dziecka i fotelika samochodowego- osoba, która będzie pomagać Ci w powrocie do domu, przywiezie te rzeczy w dniu wypisu.
 
POWODZENIA dla nas rodzących w tych szalonych czasach!!! Pamiętajmy, że wszystkie jesteśmy najlepszymi Mamami na świecie, a nasze Dzieci, niczym księżniczki i książęta- rodzą się w koronie!!!

środa, 13 stycznia 2021

Słodka mama, czyli cukrzyca ciążowa

Jako Zasłużony Honorowy Dawca Krwi, badam się regularnie, minimum co trzy miesiące. Nigdy nie miałam problemu z podwyższonym poziomem cukru we krwi. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy usłyszałam kolejny z "wyroków" w tej ciąży, który przez niewiedzę, wydał się jeszcze bardziej przerażający. Na szczęście mój lekarz prowadzący poświęcił na wyjaśnienia taką ilość czasu, aby wyjaśnić mi wszystko i nieco uspokoić. Kolejną trudnością okazało się znalezienie diabetologa i dietetyka w dobie pandemii COVID-19. Dietetyka nie mam do tej pory, a po wielu przejściach udało się znaleźć diabetologa. Niestety w przypadku cukrzycy ciążowej liczy się czas, pacjentka powinna być przyjęta zaraz następnego dnia po stwierdzeniu powikłania. Czasy jakie mamy i koszmarny stan polskiej służby zdrowia spowodował, że mimo diety, było u mnie "za późno" i trzeba było włączyć insulinę. Okazało się, że świetnie skomponowałam dietę i insulinę przyjmuję tylko na noc- tzw. insulina długo działająca, ponieważ dalej występuje problem z podwyższonym poziomem cukru na czczo.
Stały zestaw kobiety z cukrzycą ciążową
 
Czym więc jest cukrzyca ciążowa? 
Najogólniej, cukrzyca ciążowa to nietolerancja węglowodanów, występująca w trakcie ciąży u kobiet, które wcześniej miały prawidłowy poziom glukozy we krwi i jest wynikiem zaburzeń gospodarki hormonalnej. 
Jest to najczęściej rozpoznawane powikłanie o charakterze metabolicznym w czasie ciąży. Dane o ilości ciężarnych, które niestety to dotyka, są bardzo różne: Polskie Towarzystwo Ginekologiczne (PTG) podaje, że jest to ok. 3-5% kobiet, a niektóre źródła wskazują około 12%. Często wskazuje się, że tak duży odsetek "słodkich mam" jest bezpośrednio związany z czynnikami takimi jak wiek,  rasa i pochodzenie, a także uwarunkowania genetyczne. Nie bez znaczenia jest preferowany styl życia.  
Warto podkreślić fakt, że w ciągu ostatnich 20-30 lat znacząco wzrosła zachorowalność na cukrzycę ciążową. Duże znaczenie ma wykrywalność tego powikłania na skutek znacznej poprawy jakości opieki nad pacjentkami ciężarnymi, którym zleca się szereg badań, w tym monitorowanie stężenia glukozy we krwi. Niestety cukrzyca ciążowa bezsprzecznie związana jest z coraz częstszym występowaniem nadwagi i otyłości wśród coraz młodszych osób, a także niewłaściwą dietą i brakiem aktywności fizycznej. Może pojawić się u każdej ciężarnej, jednak bardziej narażone są kobiety, które przed ciążą miały sporą nadwagę, lub w ich najbliższej rodzinie znane są przypadki cukrzycy typu II. Ryzyko wzrasta wraz z wiekiem i każdą kolejną ciążą, zwłaszcza, w sytuacji kiedy w poprzedniej ciąży stwierdzano podwyższony poziom glukozy. 
 
Nierozpoznana, nieleczona lub źle leczona cukrzyca ciążowa może spowodować przedwczesny poród, niedojrzałość metaboliczną wielu narządów płodu-zwłaszcza układu oddechowego (noworodki często rodzą się z zaburzeniami oddychania i niejednokrotnie wymagają – mimo porodu w terminie – podłączenia do respiratora), a także przerost mięśnia sercowego u płodu oraz związane z nim upośledzenie jego czynności po porodzie. Co chyba najgorsze, u ciężarnych z cukrzycą częściej dochodzi do zgonu wewnątrzmacicznego. Powikłaniem cukrzycy ciążowej jest też tzw. makrosomia. Najogólniej jest to ryzyko urodzenia dziecka o masie ciała za dużej w stosunku do wieku ciążowego- waży ono powyżej 4,2 kg. Tak duży dzidziuś to ryzyko przedłużonego i utrudnionego porodu, a także urazów okołoporodowych u mamy, ale i dziecka. Cukrzyca ciążowa może być przyczyną ostrzejszego przebiegu żółtaczki noworodkowej, a więc Wasz pobyt po porodzie w szpitalu może się przedłużyć. 
Ważne, aby przyszła mama czuła wsparcie w walce z cukrem
 
Rozpoznanie cukrzycy ciążowej: test pierwszy
Powikłań związanych z cukrzycą ciążową można uniknąć. Warunkiem jest odpowiednio wcześnie rozpoznane i prawidłowo leczone schorzenie. Niepokojącymi sygnałami mogą być zawroty głowy, omdlenia, silne pragnienie wywołane nadmiarem glukozy we krwi, tzw. suchość w ustach. Jednak, co bardzo istotne, u większości kobiet cukrzyca ciążowa nie daje żadnych objawów, rozwija się ona bezobjawowo, a to może skutkować groźnymi powikłaniami. Dlatego też testy na stężenie glukozy we krwi wykonuje się w ciąży kilkukrotnie. Pierwszy raz badanie przeprowadza się do 10 tygodnia ciąży, najczęściej glukometrem, czasami pobiera się dodatkową próbkę krwi z żyły. Badanie jest proste, krew pobierana jest na czczo. Celem tego badania jest ocena, czy przyszła mama nie choruje na cukrzycę, o której nie wie.
 
Rozpoznanie cukrzycy ciążowej: test drugi
Pomiędzy 24. a 26. tygodniem ciąży przeprowadza się drugi test. Jest to tzw. doustny test obciążenia glukozą. To bardziej czasochłonne badanie. Najpierw pobierana jest krew na czczo, następnie ciężarna musi wypić szklankę mieszaniny, zawierającą odrobinę wody i 50-75g glukozy- w zależności od zalecenia lekarza. Roztwór jest bardzo słodki, dlatego pielęgniarki pozwalają dolać sok z połówki cytryny. W aptece można też kupić glukozę smakową- cytrynową lub cytrynowo- miętową. Nie wpływa to na wynik badania, ale to poprawia smak mieszanki. Po wypiciu płynu ciężarna musi spokojnie siedzieć w poczekalni i czekać. Należy unikać ruchu (nie możesz spacerować, żeby było lżej znieść mdłości wywołane spożyciem "glutka"), nie wolno nic jeść ani pić.
Krew ponownie pobierana jest po godzinie i po dwóch godzinach. 
Niekiedy- zwłaszcza w prywatnych laboratoriach glukoza dostępna jest w gabinecie. Najczęściej należy ją przynieść ze sobą- do kupienia w każdej aptece. Wynik zazwyczaj jest do odebrania następnego dnia, a jeśli podpytasz panie pielęgniarki, na pewno powiedzą co im wyszło chwilę po pobraniu. 
Jeśli poziom glukozy we krwi nie przekracza 140 mg/dl, wszystko jest w porządku.
 
Rozpoznanie cukrzycy ciążowej: test trzeci (tylko w przypadku, jeśli w teście drugim zastosowano 50g glukozy)
Jeśli wynik drugiego testu doustnego obciążenia glukozą przekracza 140 mg/dl i nie jest wyższy niż 180 mg/dl, ciężarna jest kierowana na tzw. test diagnostyczny. 
Badanie to jest takie jak test drugi. W tym przypadku jednak roztwór jest słodszy – należy wypić 75g glukozy, a krew pobierana jest nie po godzinie, ale po dwóch godzinach od momentu jego wypicia- chyba, że lekarz zleci pomiar po godzinie i dwóch godzinach.
Jeśli wynik tego testu na czczo jest wyższy niż 90 mg/dl, a dwie godziny po wypiciu słodkiego roztworu – przekracza 140 mg/dl, przyszła mama otrzymuje skierowanie do poradni diabetologicznej lub do ośrodka położniczego, który zajmuje się leczeniem cukrzycy u kobiet w ciąży.
Wyniki niższe oznaczają, że pacjentka nie ma cukrzycy ciążowej. 
 
WAŻNE! Test obciążenia glukozy jest prawidłowo przeprowadzony gdy:
- jest wykonywany na czczo;
- poprzedniego dnia ciężarna ograniczyła do minimum ilość spożytych słodyczy;
- ostatni posiłek został spożyty najpóźniej 12 godzin przed wykonaniem testu. 
 
Test trzeci jest ostatnim i już się go nie powtarza – wyniki nieprawidłowe świadczą o obecności cukrzycy ciążowej. Kolejny badanie tylko niepotrzebnie wydłużyłoby czas do rozpoczęcia leczenia.
Oczywiście lekarz prowadzący może zadecydować inaczej. W pierwszej ciąży miałam 4 testy obciążenia glukozą, ponieważ lekarzy martwiły moje wyniki po spożyciu płynu, nie przekraczające 75 mg/dl. 
 
 
Cukrzyca ciążowa - leczenie 
Leczenie cukrzycy ciążowej rozpoczyna się wraz z wizytą u diabetologa. Pierwszym etapem zawsze jest zmiana diety. Ma ona unormować poziom glukozy we krwi. Najczęściej wizyta u diabetologa połączona jest z wizytą u dietetyka. W czasach pandemii COVID-19, jest to niestety praktycznie awykonalne. Ja ułożyłam swoją dietę sama, na podstawie literatury wskazującej co "słodka mama" jeść może, a czego powinna unikać. Moja dieta okazała się być dość skuteczna, ponieważ cukier po posiłkach spadł do pożądanego poziomu poniżej 140 mg/dl. Problemem pozostał jedynie poziom glukozy na czczo.
 
Przede wszystkim należy ograniczyć ilość spożywanych cukrów prostych (czyli np. słodyczy i soków owocowych) oraz tłuszczów. Dietę należy skomponować uwzględniając okres ciąży, masę ciała oraz poziom aktywności fizycznej. 
Włącza się kontrolowanie poziomu glukozy cztery razy dziennie: rano na czczo i kolejno godzinę po każdym głównym posiłku- śniadaniu, obiedzie i kolacji. Czasami koniecznym jest mierzenie glukozy dodatkowo po II śniadaniu i po podwieczorku. Do samobadania stężenia glukozy we krwi służą glukometry. Są to specjalne urządzenia. W skład zestawu (poza samym glukometrem), wchodzą tzw. pen do nakłuwania z cieniutką igłą i paski pomiarowe. Igłą nakłuwa się skórę na palcu i ustawia glukometr z włożonym paskiem tak aby pobrał odpowiednią ilość z pojawiającej się w miejscu nakłucia kropli krwi. Wynik jest dostępny na wyświetlaczu glukometru po kilku sekundach.
Zaleca się, aby poziom glukozy na czczo nie przekraczał 90 mg/dl, a po posiłkach – 140 mg/dl. 
 
WAŻNE!
Dieta w cukrzycy ciążowej jest bardzo podobna, jeśli nie taka sama, jak ta zalecana chorym z cukrzycą. Posiłki winny być dobrze skomponowane- muszą zawierać odpowiednie ilości węglowodanów, białka i tłuszczu oraz dostarczać odpowiednią ilość kcal ( najczęściej pomiędzy 2300 a 2500 kcal/dobę). 
Kobietom z cukrzycą ciążową zaleca się stosowanie tzw. diety bogatoresztkowej. Składniki "resztkowe" znajdują się w: jarzynach, niektórych owocach oraz w produktach zbożowych. Hamują one nadmierne wchłanianie glukozy. Należy unikać wszelkiego rodzaju słodyczy, ograniczyć dosładzanie napojów takich jak kawa czy herbata. Tłuszcze powinny stanowić ok. 30 proc. dziennego zapotrzebowania na energię. 
Podsumowując zalecana dieta powinna zawierać: 
- 40–50 proc. węglowodanów (wybrane owoce, ciemne pieczywo, płatki owsiane, kasze);
- 30 proc. białka (drób, ryby); 
- 20–30 proc. tłuszczów. 
 
Przede wszystkim, należy pamiętać, że nie ma diety uniwersalnej! Zalecenia dietetyczne układane są indywidualnie dla każdej pacjentki.
Jeśli po tygodniu stosowania diety poziom glukozy nadal jest wyższy niż zalecane wartości docelowe, niestety koniecznym jest wdrożenie leczenia insuliną.
 
 
Postępowanie codzienne przy cukrzycy ciążowej 
Kobieta musi zacząć systematycznie prowadzić specjalny dzienniczek samokontroli. Za każdym razem zapisuje się w nim poziom glukozy z pomiarów oraz wielkość przyjmowanych dawek insuliny. Dodatkowo trzeba założyć specjalny notatnik, gdzie należy szczegółowo notować wszystkie posiłki i przekąski, wraz z podaniem ich wielkości (ml, gr, ilość sztuk) i sposobu przyrządzania (gotowane, pieczone, surowe, kiszone). Pozwoli to na dokładną analizę na każdej wizycie u lekarza, które będą odbywać się minimum raz w tygodniu i wprowadzenie ewentualnych koniecznych zmian.
Ważna jest nie tylko odpowiednia dieta, ale także wysiłek fizyczny. Poprawia on spalanie glukozy, a także zmniejsza insulinooporność tkanek i zwiększa ich wrażliwość na insulinę. Jeśli więc ciężarna dobrze się czuje i nie ma innych przeciwwskazań, zalecane są specjalne zestawy ćwiczeń przyspieszających metabolizm. Może je wskazać lekarz, ale bez problemu znajdziesz je w internecie. Pamiętaj, że nie mogą one przeciążać Twojego organizmu- Ty i dziecko jesteście najważniejsi. Dostosuj ilość i intensywność ćwiczeń do swoich potrzeb i możliwości. Czasami wystarczającym i dozwolonym będzie spacer. Niekiedy z ćwiczeń trzeba zrezygnować. Wszystko z głową i w porozumieniu z lekarzem prowadzącym. Przeciwwskazaniem do ćwiczeń może być np. skracająca się szyjka macicy, ponieważ ćwiczenia w takim przypadku mogą doprowadzić do przedwczesnego porodu.

Cukrzyca ciążowa - niezbędne częste kontrole u lekarza
Ciężarne z cukrzycą ciążową zdecydowanie częściej muszą zgłaszać się do lekarza prowadzącego, aby kontrolować stan dziecka i przyszłej mamy. Idealnym schematem jest aby kontrole odbywały się co dwa tygodnie od momentu rozpoznania cukrzycy do 34. tygodnia ciąży, a następnie raz w tygodniu – po 36. tygodniu ciąży. W polskim systemie jest to jednak praktycznie niemożliwe i najczęściej odbywa się co 3 tygodnie, a po 36. tygodniu raz na dwa tygodnie. W szczególnych przypadkach lekarz prowadzący może zadecydować o obserwacji pacjentki na oddziale patologii ciąży. 
Podczas kontroli lekarz ocenia m.in. wielkość dziecka, ilość wód płodowych oraz stan ciężarnej. Sprawdzana jest praca serca maluszka przy użyciu kardiotokografii (KTG)- jest to jedno z przyjemniejszych badań, większość mam bardzo je lubi, bo może posłuchać pracy serca swojego dzieciątka. 
W związku z tym, że jeszcze kilkanaście lat temu ciężarne z cukrzycą często rodziły martwe dzieci, czasami wykonuje się dodatkowo ocenę profilu biofizycznego płodu, co ma pomóc zapobiec obumarciu płodu.
Poza wizytami u ginekologa, dochodzą cotygodniowe wizyty w poradni diabetologicznej. Diabetolog musi ściśle analizować wyniki pomiarów glukozy we krwi, które ciężarna musi skrupulatnie spisywać w dzienniczku samokontroli. Lekarz decyduje również o dawce podawanej insuliny, o konieczności jej zwiększenia, zmniejszenia lub zmiany.

 
Poród przy cukrzycy ciążowej 
Jeśli ocena stanu płodu podczas wizyt u ginekologa wypada pomyślnie, a leczenie i kontrolowanie poziomu glukozy we krwi przynosi dobre rezultaty, można poczekać z porodem do jego naturalnego terminu. W takim przypadku nie ma przeciwwskazań do porodu naturalnego. Co jednak ważne, nie powinien się on jednak odbywać w zwykłym szpitalu, lekarz wskaże ośrodek referencyjny, czyli szpital specjalizujący się w przyjmowaniu trudnych porodów.
Przy porodzie obecny będzie neonatolog, który bezzwłocznie po przyjściu dziecka na świat oceni jego stan.
 
Jeśli natomiast z mamą dzieckiem dzieje się coś niepokojącego, albo jest ono zbyt duże (waga powyżej 4200 g), ciąża często jest rozwiązywana wcześniej, niejednokrotnie poprzez cesarskie cięcie. Najkorzystniej jeśli ma to miejsce po 37. tygodniu ciąży, co związane jest z rozwojem układu oddechowego dziecka- jest ono wtedy na ogół już zdolne do samodzielnego oddychania. Jeżeli ciążę należy rozwiązać wcześniej, kobiecie podaje się specjalne zastrzyki, mające na celu przyspieszenie rozwoju płuc maleństwa.


Co dalej?
Po porodzie poziom glukozy we krwi matki zazwyczaj wraca do normy. Przez pierwsze dwa tygodnie połogu koniecznym jest regularne kontrolowanie cukry we krwi. Po 2–3 miesiącach (najczęściej ok 7-9 tygodnia) po porodzie należy wykonać test doustnego obciążenia glukozą 75g, który ostatecznie potwierdzi czy była to cukrzyca ciążowa, czy też przerodziła się ona w cukrzycę, której leczenie należy kontynuować po ciąży- wtedy pacjentka musi także po urodzeniu dziecka pozostawać pod opieką poradni diabetologicznej.
Oczywiście warto zachować czujność i od czasu do czasu kontrolować poziom glukozy we krwi.
 
Wszystkim "słodkim mamom" życzę zdrowia i dużo sił- zwłaszcza tym, które muszą przyjmować  insulinę. Sama muszę stosować insulinę długo-działającą na noc. Wiem jak trudne i uciążliwe jest życie z cukrzycą ciążową- ciągłe pomiary, wyliczenia, kontrola posiłków, notowanie wszystkiego. Dla mnie dodatkowym problemem okazało się podawanie insuliny, ponieważ sama nie jestem w stanie tego zrobić. Potrzebuję wciąż pomocy- samodzielne wbicie igły i zrobienie sobie "zastrzyka" przerosło mnie. Pamiętajcie, że nie musicie być ze wszystkim same- proście odważnie o pomoc. Nie trzeba być na siłę bohaterem, bo może się to skończyć traumą. Nie warto się męczyć. Są na świecie ludzie, którzy Wam pomogą i warto z tego skorzystać. Jesteśmy silne i wywalczymy zdrowie dla nas samych i dla naszych Okruszków, których maleńkie serca biją tuż pod naszymi. Ściskam Was mocno i proszę o trzymanie kciuków za mnie, za nas...

Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam do kontaktu.

środa, 14 października 2020

Październik 2020- trudny czas

Ostatni czas jest dla nas wszystkich pewną nowością. Nie możemy wyjść z domu i swobodnie oddychając pójść na spacer. Nie możemy spokojnie, bez pośpiechu zrobić zakupów. Trudno, a będzie coraz trudniej, spotkać się ze znajomymi. Nikt nie chce narażać drugiej osoby, jeśli ma objawy przeziębienia, bo może to oznaczać, że dorwał go ten podstępny wirus. 
Czasami czuję się tak, jakby założono mi kajdany

Ze względu na moje zdrowie, jestem obecnie na zwolnieniu lekarskim. Praktycznie nie wychodzę z domu. Moje wyjścia związane są tylko z obowiązkami, których nie mam jak z siebie "zrzucić". Niestety nie mamy rodziny w Kielcach, która mogłaby pomóc nam w zaprowadzaniu i odbieraniu Piotrusia ze szkoły. Zgodnie z zaleceniami lekarza mierzę każdy krok i nasza wyprawa trwa zamiast 7, ok. 20-25 minut. Nie mogę też zaniechać wizyt u lekarzy i zleconych badań. Oraz bardzo podstawowych zakupów- chleb, kilka warzyw i owoców, coś na kanapki i na obiad. Są to niewielkie zakupy, bo nie wolno mi dźwigać. W sklepie spędzam dosłownie 10-15 minut. W moim przypadku to wyjścia wyższej konieczności. Nie chodzę na spacery, do kina, na shopping w galerii. Nie spędzam z Synem czasu na placach zabaw, w bawialniach czy innych tego typu miejscach. 

Obecnie w Kielcach obowiązują zasady strefy czerwonej. Codzienność stała się jeszcze trudniejsza. Jako, że w obecnej sytuacji zdrowotnej mam problemy z oddychaniem, mam zaświadczenie od lekarza, że nie powinnam zasłaniać ust i nosa. Ale zakładam przyłbicę. Też trudno mi się w niej oddycha, ale chcę dawać przykład mojemu Synkowi, że należy szanować zalecenia, przepisy i obostrzenia. Nie jestem wirusologiem i nie wypowiadam się o wirusach, bo moja wiedza i kompetencje w tym zakresie nie są na poziomie, na jakim mogłabym zabierać odpowiedzialnie głos w publicznej dyskusji. Nie zmienia to faktu, że cholernie denerwuje mnie, że nie mogę dostać się do lekarza, bo on boi się zakażenia, mimo, że mam aktualny wynik, który potwierdza, że jestem "COVID-UJEMNA". Wkurza mnie, że konsultacja dermatologiczna odbyła się przez telefon. Yyyyy? Jakim cudem lekarz ocenił moje zmiany skórne? Wkurza mnie, że wszystkim dzieciom z katarem i kaszlem, przepisuje się antybiotyk, bez osłuchania dziecka. Przez telefon stawiane są diagnozy! I to jest dla mnie skandal!!! Na domiar złego, ci sami lekarze bez ograniczeń przyjmują w swoich prywatnych gabinetach. Tam wirus już nie zaraża. Tam są już bezpieczni, bo chroni ich 200 zł z portfela pacjenta. W takim razie proszę zwrócić moje składki na nfz, bo "na fundusz" mnie nie chcecie przyjąć. Wtedy będzie mnie stać na wizyty prywatne u tych co prywatnie leczyć się nie boją...

Wkurzają mnie godziny dla seniorów, których ja muszę przestrzegać, ale oni już nie. I latają dziesięć ray w ciągu dnia do pobliskiego sklepu po bułeczkę, serek, pomidorka, masełko, 5 plasterków wędliny. Osoby z grupy podwyższonego ryzyka nie potrafią zrozumieć, że pewne zasady są dla ich bezpieczeństwa. Nikomu źle nie życzę, ale nie chciałabym, żeby lekarz stał przed decyzją komu dać respirator- staruszce, która być może walczyła o wolność tego kraju czy młodej osobie, która teraz swoją pracą walczy o jego rozwój.

Nie wrzeszcz na policjanta, który nakłada na ciebie mandat karny za niezakrywanie ust i nosa. To jest jego praca. Możesz odmówić przyjęcia mandatu, nawet nie posiadając zaświadczenia od lekarza. Wtedy sprawa jest kierowana do sądu i to on zadecyduje, czy mandat był słusznie nakładany czy nie.

Nie wrzeszcz na farmaceutów, którzy odmawiają ci sprzedaży leku, który jest wyłącznie na receptę. NIE MOGĄ! Odpowiadają za to karnie, dyscyplinarnie i finansowo. Zdajesz sobie sprawę, że dzięki recepcie płacisz za lek 5,50 zł, a bez refundacji kosztuje on 30 000 zł? Nie, to nie pomyłka. Jeśli farmaceuta sprzedałby ci ten lek, a ty nie przyniósł byś mu recepty, musi pokryć jego koszt z własnej kieszeni. To nie ich wina, że lekarze nie chcą przyjmować pacjentów. 

Nie wrzesz na sprzedawców, którzy grzecznie wypraszają cie ze sklepu, bo już przebywa w nim dopuszczalna liczba osób. Takie są przepisy i nikt nie będzie ryzykował zapłacenia wysokiej kary.


Pozwól mi mieć swoje zdanie. Nie mów mi, że to "koronaściema", że to "koronaświrus". Z tego co wiem, tez nie jesteś wirusologiem, ani nawet lekarzem internistą. Nie mów mi, że zakładam kaganiec na twarz, bo ja zasłaniam twarz zgodnie z wprowadzonymi zasadami w miejscach publicznych, tak jak powinno się robić również podczas grypy lub zakażenia innym wirusem, nie tylko koronawirusem. Jeśli jesteś taki odważny, to dlaczego nie zgłosisz się na ochotnika do pracy w DPSie lub na oddziale zakaźnym najbliższego szpitala? Tylko broń Boże nie zakładaj maseczki- przecież wirus nie istnieje, nie zarazisz się. Po co myjesz ręce po skorzystaniu z toalety? Przecież nie ma takiego obowiązku, a więc jest to sprzeczne z konstytucją. Dlaczego na wszelkich marszach zasłaniasz twarz maską, chustą, szalikiem? Nie masz wtedy problemu z oddychaniem? Nie musisz się ze mną zgadzać. Nie musimy mieć takiego samego zdania. Ja szanuję twój wybór, ale nie zmuszaj mnie, żebym przyjęła twój punkt widzenia za mój i jedyny słuszny. Pozwól mi się bać. Pozwól mi dokonać wyboru czy zakryję usta i nos. Dość mam już pseudo- celebrytów, którzy krzyczą, że maseczki to zło. Jeśli nosisz jedną i ta samą, niepraną maseczkę od marca, to masz rację- Szatan też by się jej bał. Ale możesz założyć przyłbicę- serio wirusom trudno przedostać się przez plastik. Pozwól mi zadecydować o dezynfekcji rąk. To moja decyzja, że moje Dziecko ma przypięty do plecaczka niewielki żel dezynfekujący. To moja decyzja, że podczas mycia rączek, mówi wierszyk, który sprawia, ze czynność ta trwa minimum 30 sekund. To moja decyzja, ze teraz częściej zmieniam w domu ręczniki, a ten "do rąk" co drugi dzień. To mój wybór, że unikam tłumów i większości miejsc publicznych. Twoja ideologia jest twoja, moja pozostaje moją. Ale nie mów, że jestem głupia, bo robię to, wszystko, żeby zminimalizować strach mój i mojej Rodziny. Ludzi, którzy mówili o HIV też nazywano głupcami. Ludzi, którzy mówili o prezerwatywach wyzywano od wariatów, szarlatanów, szatańskich pomiotów. Tak, tak, wiem- Ziemia jest płaska, na jej krańcach jest niekończący się wodospad, dysk dźwigają cztery słonie, a całość dryfuje we wszechświecie na skorupie wielkiego żółwia. A i jeszcze słońce krąży wokół naszej niebieskiej planety...


Dobrej nocy! Bądźcie zdrowi!!!

wtorek, 11 sierpnia 2020

Patrzę w niebo

Słoneczny, letni dzień. Siedzę na trawie. Patrzę w niebo. Chmury poruszają się powoli, jakby płynęły po oceanie tego błękity. Staram się oddychać powoli. W głowie milion myśli. 
Patrzę w niebo i wiem, że owoce tych działań będą dobre
Zastanawiam się nad kolejnymi dniami. Upały wyjątkowo mi dokuczają w tym roku. Jak nigdy nie chodzę pieszo do pracy. Dojeżdżam autobusem, bo wtedy to tylko 5 minut męczarni w tej spiekocie. Jeżdżę windą. Kontroluję każdy oddech. Z niepokojem oglądam i słucham kolejnych prognoz pogody. Niby ma padać, niby ma zagrzmieć i podobno będą burze. Od trzech dni ich wypatruję i nic. Konieczność zasłaniania ust i nosa nie ułatwia mi egzystencji. Nie wymiguję się. W skupiskach ludzi, w autobusach, w sklepie, zakładam maseczkę. Po wyjściu z tych miejsc szybko ją ściągam i oddycham głęboko... Przyłbica niestety nie jest dla mnie- w niej czuję się jak w szklarni...

Zaglądam do pudełeczka na toaletce. Różowych i żółtych pigułek ma jeszcze na 2 dni. Tych białych jeszcze na miesiąc. Leki zostały dobrze dobrane, działają. Moje wyniki poprawiły się. Mimo to drżę przed każdym kolejnym badaniem. Serce łomocze mi przed każdą kolejną wizytą. Zerkam na wyniki badań i uspakaja mnie widok niepogrubionych wyników- te są w normie i nic nie trzeba z nimi robić. Kolejne, bardzo dla mnie trudne i kosztowne badania za dwa i pół tygodnia. Później 10 dni czekania na wyniki. Poziom stresu i adrenaliny w moim organizmie szaleje. 

Porządkuję dokumenty. Układam je kategoriami i datami wpływu do mojego domowego biura. Lubię ten ład. Lubię widok poukładanych, opisanych segregatorów. Został mi do ułożenia ostatni miesiąc. Totalnie nie miałam do tego głowy, a teraz doszedł jeszcze brak czasu. Zabiorę się za nie we wrześniu. Wtedy to będzie pudełko z dwoma miesiącami. Na szczęście większość faktur i innych dokumentów dostaję teraz w formie elektronicznej i tylko opisuję na dysku poszczególne PDFy i foldery.  W niszczarce znalazły się dokumenty, których termin przechowywania minął rok temu- tak, trzymam je standardowo rok dłużej, niż wskazują na to przepisy. Dwie szuflady opustoszały.

Porządkuję ubrania i rzeczy osobiste. Te, które są w dobrym stanie, oddaję znajomym, którym podobały się kiedyś na mnie. Te w gorszym przerabiam, np. na ściereczki. Resztę wrzucam do specjalnego pojemnika. Są rzeczy, które mogę sprzedać. Tak robię z butami. U mnie z butami jest tak, że albo zdzieram je do cna i nie da się ich już uratować, albo zakładam je dosłownie kilka razy. Te użyte raz lub kilka razy, sprzedaję za często symboliczne kwoty. Ważne, żeby oczyścić przestrzeń w domu. Potrzebuję jej teraz dość dużo. Przyjęłam również moją starą zasadę jako wyznacznik- coś czego nie nosiłam min. 2 lata ląduje w kartonie, bo oznacza to, że nie jest mi potrzebne.

Wykorzystałam pudełka w różnych rozmiarach na porządkowanie drobiazgów. Wreszcie każdy z nich znalazł swoje miejsce. W koszyczkach poukładałam wszelkiego rodzaju kable, które wcześniej złożyłam i związałam specjalnymi "opaskami". W jednym ułożyłam kabelki rzadko używane, w drugim znalazły się te, których używamy najczęściej- ładowarki, kable do laptopa, słuchawki.

Staram się odnowić kontakty i znajomości. Kasuję kontakty, które okazują się już niepotrzebne. Jeśli ktoś zmienił numer i nie dał mi o tym znać, a nie kontaktujemy się w żaden inny sposób, przestaje dla mnie istnieć. Nie potrzebni mi są znajomi tylko w ilości. Tak samo postępuję w mediach społecznościowych. Jeśli nie utrzymuje z daną osobą kontaktu, a mamy się w znajomych tylko dlatego, że chodziliśmy do tej samej szkoły, lub uczestniczyliśmy w jakimś wydarzeniu, kasuję taką "znajomość". Na co mi ona? Ma tylko zwiększać numerek na liczniku? Bez sensu. Lepiej poświęcić czas i miejsce na wartościowych ludzi i realnych znajomych. Nie oznacza to, że kasuję znajomych, z którymi kontaktuję się raz na jakiś czas. Raczej wyrzucam tych, których dodanie do znajomych było pierwszym i ostatnim przejawem znajomości.

Postanowiłam być milsza dla ludzi. Uśmiecham się częściej- mimo braku sił. Staram się rzetelnie wypełniać moje obowiązki. Kilka spraw ostatnio zaniedbałam, bo w obliczu nowych wyzwań wydały mi się zupełnie nieistotne. Teraz powoli staram się przywrócić sprawom normalny bieg. 

Więcej się modlę. Ale nie jest to klepanie regułek z modlitewnikiem w ręku. Raczej staram się rozmawiać z Bogiem. Zadaję Mu pytania. Unikam wszelkich świątyń. Najlepiej myśli mi się na świeżym powietrzu, w moich ukochanych odludnych miejscach. Tam też najlepiej rozmawia mi się z Bogiem. W szumie liści, promieniach słońca, kroplach wody w rzece... w delikatnym podmuchu dostaję swoje odpowiedzi.
Czekam na poranek, który przyniesie ukojenie...
Jest wieczór. Siedzę na balkonie. Patrzę na moje kwiaty w naszym mini ogródeczku. Zawieszam wzrok na dłuższą chwilę na mojej ukochanej pelargonii. Wszystkie nieco zmarniały po dwóch tygodniach naszej nieobecności, niektóre uschły, zostawiając po sobie puste miejsce- ot taka zasada przemijania... Biorę głęboki oddech i patrzę w niebo. Wiecie, że w mojej dzielnicy, w moim mieście, mogę spokojnie obserwować gwiazdy? A kiedy pójdę na spacer na ukochaną Karczówkę, zachwycam się widokiem miasta i nieboskłonu. Patrzę więc w niebo i wiem, że robię dobrze. Wszystkie moje starania przyniosą dobre owoce. 

Dobrej nocy Ptaszyny!