środa, 18 kwietnia 2018

Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków

Dziś moje małe święto. Przypomniał mi o tym Przyjaciel na cudownym spacerze po deptaku, wśród zabytkowych kamienic. Dziś Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków. Dlatego sobie i wszystkim Koleżankom i Kolegom pracującym na rzecz ochrony zabytków chcę złożyć szczere życzenia. 
Porozumienie specjalistów- najlepsze dla zabytków!
Niech przepisy nie robią z nas bezdusznych urzędników stukających pismo za pismem, siedzących 12 miesięcy za biurkiem. Niech nie zgaszą w nas pasji, dzięki której rozpoczęliśmy naszą życiową drogę i z odwagą wkroczyliśmy do służby. Tak, bo nasza praca jest przede wszystkim służbą. Służymy zabytkom, ludziom i przyszłym pokoleniom, które dzięki naszemu poświęceniu i pracy będą mogły cieszyć się śladami przeszłości, niebywałymi wytworami rąk naszych przodków. 
Praca w terenie to największa przyjemność
Szczególne słowa chcę skierować do środowiska archeo. Nie zamykajcie się na innych. Ludzie często patrzą na nas przez pryzmat popularnej serii filmów. A wystarczy porozmawiać. Wystarczy opowiedzieć i pokazać, ale żeby to zrobić trzeba wyjść z bezpiecznego gabinetu. Życzę nam zatem otwarcia się na otoczenie. Życzę nam bardziej przyjaznych przepisów, które pozwolą wyjść w teren. Życzę nam niezniszczonych obiektów, doskonale zachowanych nawarstwień kulturowych i spektakularnych znalezisk. Życzę właścicieli, którzy będą współpracować i dbać o zabytki, które posiadają. Życzę nam świadomości społeczeństwa, które pomoże nam zadbać o stanowiska archeologiczne. Życzę nam radości i satysfakcji z pracy, która zaczęła się od marzenia. 
Satysfakcja z pracy, która jest pasją i możliwość dzielenia się nią z innymi 
Dziękuję Tym, Którzy rozumieją i wspierają nas w naszej służbie. Dziękuję Społecznym Opiekunom Zabytków oraz Miłośnikom, których pasja pomaga nam monitorować zachowanie szczególnie cennych miejsc, stanowisk, zabytków. Dbając o naszą przeszłość, tworzymy przyszłość!
Mój osobisty sukces- ogrodzenie i oznaczenie osady w Kotlicach Starych. Duma mnie rozpiera!

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Podzamcze Piekoszowskie

Rezydencja wojewody nadal jest okazała
Zwiedzając województwo świętokrzyskie, często zachwycam się pięknem miejsc, zabytków i przyrody. Wiele takich perełek można minąć. Warto wtedy zawrócić. Taki skarb znalazłam w Podzamczu Piekoszowskim. Tam gdzie droga w Podzamczu skręca ostro w prawo, za zakrętem znajdują się doskonale widoczne pozostałości pałacu. Polną dróżka można podjechać pod same ruinki i zaparkować auto.
Zapatrzeć się w tych ruinach nie trudno
Pałac wzorowany jest na kieleckim "zamku". Był on prawie wierną kopią Pałacu Biskupów Krakowskich w Kielcach, co stara się wyjaśnić powszechnie znana legenda. Wzniesiono go ok połowy XVII w. Usytuowany na wzgórzu. Otaczały go podmokłe tereny, które z czasem osuszono i zamieniono na stawy. Stawy i mokradła pełniły funkcję wodnego systemu ochronnego. Architektonicznie założenie pałacowe pokazuje przemiany rezydencji zamkniętej w otwartą. Budynek pałacowy usytuowany był między ogrodem a dziedzińcem z podjazdem (otoczonym murem). Ufundowany był przez rodzinę Tarłów i pozostawał w ich rękach do 1842 r. Został opuszczony po pożarze około połowy XIX wieku. 
Niestety ruiny niszczeją coraz bardziej
Do dziś przetrwały mury obwodowe dwukondygnacyjnego pałacu z trój-kondygnacyjnymi wieżami w narożach. Wieże te pełniły dwie role: dekoracyjną oraz "mentalną", bo miały podkreślać "starożytność" rodowej siedziby.
Zasłuchana w legendę o białej drodze
Jesteście ciekawi legendy? Otóż wojewoda Tarło, uczestniczył w 1642 roku w przyjęciu z okazji ukończenia budowy kieleckiej rezydencji biskupów krakowskich. Zaprosił wtedy biskupa Jana Zadzika (ówczesnego wielkiego kanclerza), do siebie. Biskup znany był z pokpiewania ze swych gości. Zapytał więc wojewodę: "Pewnie sąsiad chce mnie pod włościańską strzechą ugościć?" Ten zaś z pychą odrzekł: "Proszę mi wierzyć, że podejmę waszą książęcą mość równie godnie i w siedzibie godnej jego ekscelencji. Przyjedziesz do mnie pierwszymi saniami."
Wojewoda jak rzekł tak uczynił. Budowa choć ruszyła bardzo szybko. Ukończono ją niestety nie na zimę, ale dopiero latem. Wojewoda był jednak zbyt dumny aby ponieść klęskę. Od granic wojewódzkiego majątku do bram pałacu biskup przejechał saniami... po drodze wysypanej białą solą.

Zapraszam Was na spacer po ruinach pałacu w Podzamczu Piekoszowskim...
 Ruiny zaczyna przejmować roślinność
 Lokalni "artyści" ozdabiają ściany pałacu
 Spójrzcie jakie wspaniałe sklepienie

sobota, 7 kwietnia 2018

Piersi ważna sprawa

Kobiece piersi od zawsze budzą emocje. Są natchnieniem artystów, naszym kobiecym "wabikiem". Dzięki piersiom przekazujemy naszym Dzieciom wszystko co najlepsze w naszym pokarmie. Piersi... Mężczyźni mogli by tu zapewne wiele napisać, a przynajmniej pomyśleć. Jak o nie dbać już Wam pisałam. Możecie sobie przypomnieć TUTAJ.
 Ambasadorka Braster brzmi dumnie!
Kiedy w Kielcach zorganizowano piknik, podczas którego można było wykonać wiele badań oraz skonsultować się ze specjalistami z przyjemnością poszłam na to wydarzenie. Tam właśnie było stoisko i możliwość wykonania badania Brasterem. Udało mi się dostać na badanie. Przed nim dokładnie o wszystko wypytałam przedstawiciela Braster, Pana Krzysztofa.
 Z Brasterem poznaliśmy się na onkopikniku
Czym jest Braster? To niewielkie urządzenie, które posiada certyfikaty medyczne, a jego skuteczność potwierdzają badania kliniczne. Służy do comiesięcznego badania piersi w zaciszu domowym. 
Badanie Brasterem to zaledwie 5 kroków:
1. Kupujesz swój Braster i pakiet badań
2. Pobierasz bezpłatną aplikację na telefon/tablet
3. Wykonujesz badanie (trwa ok 15 minut)
4. Wyniki badania przesyłasz do Centrum Telemedycznego Braster
5. W ciągu maksymalnie dwóch dni otrzymujesz wyniki badań i ewentualne zalecenia od zespołu ekspertów
Tak wygląda wynik badania Brasterem
Zapytasz: "Po co mi to? Zapłacę za urządzenie, które zniszczy mi życie?". Podejdź do tego inaczej! W Polsce rocznie leczeniu nowotworów piersi poddawanych jest ponad 17 000 kobiet, a co najgorsze jedna trzecia z nich umiera. Głównym powodem jest zbyt późne wykrycie zmian nowotworowych.
Tyle mówi się o samobadaniu. Niestety kobiety o nim zapominają lub nie potrafią prawidłowo zbadać swoich piersi. Ginekolodzy często traktują kobiece piersi jako "nie ich działkę", a lekarze rodzinni nie zlecają takich badań, jak chociażby usg piersi. Wobec tego stanu, piersi stały się "obszarem/strefą niczyją". Aplikacja Braster przypomni Ci o badaniu i przeprowadzi przez nie krok po kroku. Braster rejestruje zmiany w piersiach wielkości 3mm (przy samobadaniu wyczujesz zmiany ok 1cm!)! Wykrywa zmiany charakteryzujące się wyższą temperaturą takie jak: nowotwory przewodowe, zrazikowe, brodawkowate, zapalne i inne np.: śluzowe, gruczołowo-torbielowe oraz silnie unaczynione gruczolakowłókniaki, torbiele pozapalne z unaczynioną otoczką, a nawet stany zapalne piersi.
Badanie Brasterem nie boli, a aplikacja poprowadzi Cię krok po kroku
Dla kogo jest przeznaczony Braster? Dla każdej z nas, a w szczególności dla kobiet:
- poniżej 50 roku życia, które nie sa objęte profilaktyką raka piersi
- obciążonych genetycznie
- długotrwale stosujących tabletki antykoncepcyjne (doustną antykoncepcję hormonalną)
- ze zdiagnozowaną mutacją genu BRCA1 lub BRCA2.

Braster NIE JEST dla kobiet:
- w ciąży
- karmiących piersią
- po zabiegu chirurgicznym w obszarze piersi (karencja 12 miesięcy)
- w trakcie leczenia onkologicznego raka piersi
- po leczeniu onkologicznym z powodu wystąpienia nowotworu piersi.
Badanie zrobisz sama w domu, w zaciszu własnej sypialni
Zalety Brastera:
1. Wiarygodność- skuteczność Brastera potwierdzona jest badaniami klinicznymi.
2. Regularność- aplikacja przypomina o kolejnym badaniu, dzięki czemu jest większa szansa na wykrycie zmian na wczesnym etapie.
3. Bezpieczeństwo- Braster tylko rejestruje zmiany cieplne, nie emituje żadnego promieniowania. Badanie jest absolutnie bezbolesne.
4. Wygoda- nie musisz umawiać się na wizytę, czekać w kolejkach. Nie musisz wychodzić z własnej sypialni.
5. Czas- badanie wykonujesz szybko, wystarczy około 15 minut, a wynik z Centrum otrzymujesz w ciągu dwóch dni roboczych.
Jeśli Ty o siebie nie zadbasz, nikt tego nie zrobi
Minusy. Jest jeden, choć moim zdaniem zupełnie pozorny. Jest nim cena. Obecnie Braster z pakietem 6 badań (do wykorzystania w ciągu 7 miesięcy) możesz kupić za 1399 zł. Później dokupujesz tylko pakiety badań- 6, 12 lub 24 badania (do wykorzystania kolejno przez 7, 14, 24 miesiące i w cenach, kolejno: 249 zł, 399 zł, 789 zł). Ceny pakietów znajdziecie TUTAJ. Urządzenia może używać więcej niż jedna kobieta, wystarczy przetrzeć matryce np. octeniseptem. Dlatego na zakup możesz zdecydować się wraz z przyjaciółkami, kuzynkami, siostrami lub córkami. Wtedy koszt zakupu urządzenia stosownie się pomniejszy "na jedną kobietę". Tylko pakiety badań wykupujecie indywidualnie.
Ja dbam o siebie, a Ty?
Ja zdecydowałam się mieć swój własny Braster i kupiłam go głównie dla siebie. Jeśli jednak przed zakupem chciałabyś wykonać badanie, porozmawiać lub po prostu obejrzeć Braster, zapraszam. Dla zdecydowanych będę miała niespodziankę w postaci kodu, dzięki któremu zakupicie swój Braster sporo taniej, ponieważ zostałam Ambasadorką Brastera. Jestem z tego niebywale dumna!

Zapraszam! Spotkajmy się na kawę, rozmowę, badanie i podjęcie decyzji o dbaniu o własne piersi, zdrowie, życie!

czwartek, 5 kwietnia 2018

PRAGNIENIE

Kiedyś
Ja też
Chciałam poczuć
Wznieść się ponad podziały

Kiedyś 
Ja też
Chciałam poczuć się wolna
Móc biec bez nakazów

Kiedyś 
Ja też
Chciałam kochać
Być tuloną w opiekuńczych ramionach

Kiedyś
Ja też
Chciałam ukoić pragnienie
Mieć swoje zdanie

Kiedyśjednak
Przyszedł ten dzień
I musiałam dorosnąć
Szkoda tylko, że...
Ceną, było moje
Dzieciństwo...
Pójdę w przestrzeń zieloną i niech dzieje się... co chce...

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Fotoksiążka od Saal Digital

Skuszona ofertą fotoksiążki w zamian za recenzję, szybko zgłosiłam się do testu Saal Digital. Moje zgłoszenie przyjęto i dosyć szybko dostałam kod rabatowy na 150 zł. Zapłaciłam tylko za przesyłkę (20 zł).
Okładka mojej fotoksiążki
Pierwsze "schody" zaczęły się od tego, że aby stworzyć wymarzoną książkę musisz zainstalować aplikację. Serio? Kiepski początek. Jeśli zainstalujecie apkę i wybierzecie format książki, możecie przystąpić do "wklejania" zdjęć. I tu ważna uwaga- wybierzcie wcześniej zdjęcia i umieśćcie je w jednym folderze, inaczej zaklikacie się na amen. Ja w pewnym momencie przerwałam i stworzyłam folder z wybranymi zdjęciami. Plusem jest to, że mogłam dowolnie rozmieszczać zdjęcia wg własnego pomysłu lub skorzystać z kreatora. Mogłam też dowolnie ustawiać ich wielkość względem strony, lokalizację oraz układ kierunkowy (zdjęcie prosto, do góry nogami, przekrzywione pod odpowiadającym mi kątem). Minusem programu jest, że samoistnie dodaje strony do książki, przez co jej cena wzrasta. Trzeba być czujnym, aby podczas zabawy w kreowanie wymarzonego albumu tego nie przeoczyć. Jeśli to jest Wasz sposób na dodatkowy zarobek, to jest to kiepska zagrywka, bo raz oszukany tak klient więcej nie wróci. 
Głównym bohaterem fotoksiążki stał się Piotruś
Kiedy moja wersja książki była już gotowa, nie zadziałał kod promocyjny. Próbowałam kilka razy, aż zniechęcona wysłałam wiadomość do SD. Cudownie zadziałał kilka godzin później, jeszcze przed odpowiedzią ze strony firmy.
Jakim zdziwieniem był dla mnie fakt, że zapłacić mogę tylko PayPal'em. PORAŻKA! Nie cierpię PayPal i często rezygnuję z czegoś jeśli jest tylko taki sposób płatności. Ale niech będzie, założyłam konto, bo bardzo zależało mi na stworzonej fotoksiążce. Wolałabym mieć wybór chociażby bezpośredniej płatności po zalogowaniu na stronie banku czy przelewem w określonym terminie. Ta kwestia wymaga przemyślenia, część osób na pewno zrezygnuje przy PayPal'u!
Zdjęcie na obie strony i kilka małych to jest to!
Zwróćcie uwagę,podczas zamawiania, że każda "dodatkowa atrakcja" jest płata. Jeśli się zapomnicie, cena Waszej fotoksiażki może być bardzo wysoka.
Na książkę nie musiałam długo czekać. W dwa dni po zakończeniu zamówienia była już u mnie. Niestety kurier raczył do mnie zadzwonić dopiero stojąc pod moimi drzwiami. Po kilku zdaniowej utarczce słownej, łaskawy pan kurier podrzucił paczkę 50 m dalej do apteki, gdzie pracuje Ł. Wypadałoby uprzedzić wcześniej, przecież 80% ludzi o godzinie 14 jest w pracy, jak chociażby szanowny pan kurier. 
Moje pierwsze "łał" niestety nie okazało się tym "Łaaaałłł", na które tak bardzo liczyłam. Paczka była tekturową "kopertą", a w środku książka włożona była tylko w cieniutka piankę. Spodziewałam się bardziej "pancernej" przesyłki. Na szczęście tym razem moja przesyłka nie służyła jako frisbee i książka nie była uszkodzona.
Skoro fotoksiążka, nie mogło zabraknąć fotografa
Nie podoba mi się, i to bardzo, sposób łączenia pierwszej i ostatniej strony z okładką. Zdjęcia w takim układzie pełnią poniekąd funkcję techniczną. Produkt wygląda na tani, zupełnie jakby producent chciał zaoszczędzić, gdyż użytkowa powierzchnia, na której powinny być ładne zdjęcia zalepia łączenia okładki. Zdecydowanie powinna tu być przekładka.
Synek Mamusi! Kocham nad życie!
Same zdjęcia wydrukowane są w dobrej jakości. Kolory są idealnie odwzorowane, takie jak na oryginalnych zdjęciach.
Nie podoba mi się kod umieszczany w dolnym prawym rogu ostatniej strony. To nic nie wnoszący element, nie pełniący nawet funkcji reklamowej Saal Digital. Mam wrażenie, że jest tam drukowany tylko po to, żeby dopłacić 25zł w celu jego usunięcia.
Takie kompilacja z trudem przeszła przez aplikację
Największym minusem jest cena. Zdecydowanie wyższa niż u konkurencji za tożsamy produkt. Gdybym nie miała kodu, na pewno nie zdecydowałabym się zamówić fotoksiążki. Spodziewałam się czegoś więcej. Celowo nie brałam dodatkowych "cudeniek", aby móc ocenić co dostanę za 150 zł + 20 zł przesyłki. 
Szczerze? Owszem książka ładna, ale na kolana nie powala. Za tą cenę miałabym 100 kartowy album tradycyjny z ogromną ilością zdjęć. Owszem musiałabym je sama wklejać i zajęłoby to więcej czasu, ale mogłabym tam też wkleić zasuszone kwiaty, bilety wstępu do muzeów czy po prostu naklejkę przywołującą wspomnienia. Na razie nie zostanę więc fanką fotoksiążek. Może jeszcze kiedyś spróbuję, ale zapewne nie szybko. Jeśli lubisz fotoksiążki lub chcesz spróbować- może Ciebie oczaruje, zapraszam na stronę Saal Digital TUTAJ
Miłości nie ma, ale sympatia jak najbardziej