wtorek, 28 sierpnia 2018

100 Lat Polskiego Lotnictwa Wojskowego

TYLE SAMO STARTÓW CO LĄDOWAŃ! Czego więcej można życzyć pilotom z okazji ich święta? Aby maszyny nie zawodziły, przyrządy nie wariowały, a człowiek się nie mylił. Aby pogoda sprzyjała lotom, akrobacjom i spełnianiu się w pasji.
Zegary oznajmiły, że czas świętować

O historii tego święta już pisałam i możecie poczytać o nim TUTAJ Ostatni weekend sierpnia planuję bardzo starannie i niezmiennie pod znakiem Międzynarodowych Pokazów Lotniczych AirSHOW w Radomiu. W tym roku plany nagle musiały ulec zmianie i mogłam cieszyć serce i oczy jedynie połowę sobotnich pokazów i całą niedzielę. Ponownie spotkałam się z Przyjaciółmi, ale i poznałam wielu wspaniałych ludzi. Podziwiałam, podziwiałam, podziwiałam. Były wspaniałe maszyny i genialni piloci. Był po prostu AirSHOW, a teraz są zdjęcia, wspomnienia i nowe numery telefonów. I mimo iż tegoroczne pokazy upłynęły przede wszystkim pod znakiem deszczu i błota, to i tak była moc. Cieszył każdy pokaz i każda akrobacja. Lotnicy z 22 państw: Austrii, Belgii, Chorwacji, Czech, Finlandii, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Jordanii, Litwy, Łotwy, Niemiec, Pakistanu, Rumunii, Szwajcarii, Turcji, Ukrainy, Wielkiej Brytanii, Włoch, USA, NATO i oczywiście z Polski pokazali sztukę pilotażu na najwyższym poziomie. Ponad 110 statków powietrznych i takie gwiazdy jak: „Biało-Czerwone Iskry” i „Orlik Aerobatic Team”, „Frecce Tricolori” z Włoch, „Patrulla Aguila” z Hiszpanii, łotewskie „Baltic Bees”, chorwackie „Wings of Storm”. Samolot wczesnego ostrzegania i kierowania AWACS, który wykonał niski przelot. 
Z uśmiechem na twarzy rozpoczęłam wizytę w Radomiu
Były też minusy. Organizatorzy kompletnie nie przygotowali się na ciągłe opady. Pomijam fakt zawieszenia czasowego i odwołania kilku pokazów, czy też ograniczeń w akrobacjach, bo bezpieczeństwo jest najważniejsze. Ludzie grzęźli w błocie idąc oglądać wystawę statyczną, kupić pamiątki lub coś do jedzenia czy chcąc skorzystać z toalety. Nie było się też gdzie schronić. Stoiska w strefie gastronomicznej, jeśli już posiadały namioty lub parasole, wystarczały dla garstki z tego ogromnego tłumu. Nie przewidziano też możliwości wyjścia i powrotu na pokazy, jeśli ktoś musiał opuścić teren lotniska, choćby po to aby się przebrać. Wystarczyło przystawić jakąkolwiek pieczątkę, że ktoś opuszcza lotnisko, tak, aby po zmianie ubrania na suche mógł spokojnie wrócić i dalej oglądać pokazy. Ja przewidziałam taką potrzebę i miałam ze sobą 2 zmiany suchych ubrań, a dzięki uprzejmości wystawców, mogłam przebrać się w dość komfortowych warunkach. Do poprawy drodzy Organizatorzy!!!
Moje ukochane "śmigiełka"
Z AirSHOW, jak zawsze, przywiozłam pamiątki: historyczne gry planszowe, książki, przepiękne albumy, w tym, przepiękny album od Polski Zbrojnej, plakaty, gadżety z tej edycji pokazów i zestaw nagród od Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej za zdobycie rekordowej ilości punktów w teście dla kontrolerów ruchu lotniczego- 17 na 21 możliwych. Pan, który reprezentował Agencję ze zdziwieniem stwierdził: "Czy pani wie, że pobiła pani rekord tegorocznych pokazów? Za taki wynik będzie specjalna nagroda, a nawet zestaw nagród." Jak zapowiedział, tak uczynił i dostałam całą torbę upominków i zaproszenie na październikowy nabór. Dla mnie był to duży sukces, tym bardziej, że z taką matematyką ostatni raz do czynienia miałam prawie 15 lat temu. 
Choć w tym roku zdjęć dużo mniej, a większość rozmazana przez deszcz, zapraszam Was na kilka fotograficznych wspomnień. Miłego oglądania.
Piloci chcieli pokazać wszystko, na ile pozwoliły warunki
Skoro Tygrysy, to musi być też ich maskotka
Narady i pogaduszki, często opowieści w różnych językach
Mimo deszczu na pokazach zjawiły się tłumy
Wystawa statyczna była urozmaicona
Zachwycający widok
Każdy z nas zna ten wiersz
Odejmowało mowę wszystkim
Jedna z najpiękniejszych ciężarówek jakie widziałam
Nie tylko Panowie byli zachwyceni
Przy tym olbrzymie rozbrzmiewała skoczna, radosna muzyka
Najbardziej obfotografowany kask AirSHOW 2018 ;)
Takie cudeńka tez mogliśmy podziwiać
I znów tygrysie paski...
Wystawa statyczna robiła wrażenie
Takiego misia nawet ja bym przygarnęła
Mimo deszczu Piloci pokazali swój talent
Rozejście
AWACS
Formacja w akcji
Wylądowali i zaraz sobie pomachamy ^_^
Symbol tegorocznego AirSHOW... Wypadałoby pomyśleć o strefie "handlowej"
Najsłodszy upominek od ekipy ze Słowacji ^_^

sobota, 25 sierpnia 2018

Kaplica Św. Anny w Pińczowie

Pińczów to malownicze miasteczko w województwie świętokrzyskim, na południe od Kielc. Jego rozwój rozpoczął się od kamieniołomu, który istniał tam w XII wieku. W I poł. XIV w. na miejsce niewielkiego gród obronnego wzniesiono gotycki zamek. Osada początkowo nosiła nazwę Piędziców (1405 – Pandziczow, ok. 1470 – Pyandzyczow, od XVI w.- Pińczów). Nie posiadamy informacji o pierwszych właścicielach Pińczowa, ale w 1424 stał się własnością rodu Oleśnickich, którzy na Górze Zamkowej wybudowali okazałą rezydencję i ufundowali klasztor Paulinów. Prawa miejskie Pińczowowi nadał w 1428 r. król Władysław Jagiełło na zamku w Lublinie.
Okoliczni mieszkańcy zajmowali się wówczas głównie rolnictwem, sadownictwem, uprawą winnej latorośli oraz hodowlą bydła. W I poł. XVI w. dzierżawcą miasta był burgrabia krakowski Jan Tęczyński. W 1546 Pińczów powrócił w ręce rodu Oleśnickich. W XVIII w. Pińczów stał się jednym z głównych ośrodków żydowskich w kraju. Zajdziecie w nim wiele ciekawych miejsc, malowniczych zakątków i wąskich uliczek. Nad miastem góruje Wzgórze Klasztorne, na którym znajduje się Św. Anny. I to o niech chcę dziś Wam opowiedzieć.
To piękne, malownicze miejsce
Kaplica św. Anny wzniesiona została w 1600 r. w stylu manierystycznym według projektu Santi Gucciego. Znajduje się na szczycie wzgórza św. Anny, górującego nad Pińczowem. Ufundował ją margrabia Zygmunt Myszkowski przy pomocy członków pińczowskiego Bractwa św. Anny. Kult tej świętej rozwijał się w Pińczowie już wcześniej, o czym może świadczyć późnogotyckafigura zachowana w miejscowym kościele św. Jana Ewangelisty.
Kaplica choć niewielka, zachwyca
Była to pierwsza w Polsce wolno stojąca kaplica kopułowa o wyłącznie kultowym przeznaczeniu[2]. Wzgórze, na którym wznosi się kaplica, położone jest na północ od centrum miasta, naprzeciw wzgórza zamkowego. W przeszłości kaplica otoczona była umocnieniami i stanowiła część systemu fortyfikacyjnego pińczowskiego zamku. Ślady fortyfikacji zachowały się od strony północnej i wschodniej. Kaplica jest zbudowana z miejscowego kamienia, tzw. pińczaka. Wydobywany od XII w. jest cenionym materiałem budowlanym i rzeźbiarskim. Z tego surowca zbudowana jest ogromna część zabytkowych budynków miasta. Kamień ten był powodem, dla którego pracownię kamieniarską właśnie w Pińczowie miał Santi Gucci.
Wzgórze porastają duże drzewa, kaplica jest niewidoczna z drogi poniżej
W XVIII w. zaniedbana kaplica uległa zniszczeniu. Straciła wówczas większość wyposażenia oraz cztery wieżyczki narożne, które odpadły. W 1783 r. przeznaczono ją do rozbiórki, doczekała jednak renowacji w 1851 r. Kolejna restauracja miała miejsce w 1903 r.
Obok kaplicy znajduje się figura. Kto zgadnie czyja?
Budowla wzniesiona jest na planie kwadratu. Jej wysokość wynosi 13 m. Przykryta jest kopułą z latarnią. Kruchta kaplicy przykryta jest podobną, choć znacznie mniejszą kopułą. W przeszłości budowla posiadała okrągłe okna, obecnie zamurowane z wyjątkiem południowego, które przekształcono. Z wyposażenia wnętrza zachowała się kamienna kropielnica z XVII w. Na ołtarzu umieszczona jest marmurowa tablica fundacyjna. Gzyms pod kopułą ozdobiony jest wiązkami owocowo-kwiatowymi. Z kruchty do kaplicy prowadzi portal ozdobiony główkami aniołków oraz rozetami.
Przynajmniej raz w roku sprawdzamy stan zachowania zabytku
Na wzgórzu, obok kaplicy ulokowane są kamienne figury świętych: św. Pawła, św. Tekli oraz Michała Archanioła. Powstały one w pierwszej połowie XIX w.

Do niedawna w poniedziałki wielkanocne w kaplicy odbywał się pińczowski Emaus – ludowa zabawa z tłuczeniem pisanek. Obecnie kaplica otwarta jest tylko przez kilkanaście dni w roku, w lipcu, kiedy przypada święto patronki kaplicy.
Będąc w pobliżu koniecznie zajrzyjcie na wzgórze
Decyzją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Kielcach z dnia 21 czerwca 1967 roku, pod numerem A.655 Kaplica św. Anny została wpisana do Rejestru Zabytków Nieruchomych.

czwartek, 23 sierpnia 2018

Za szybko rosną

Siedziałam pół nocy i przeglądałam albumy ze zdjęciami... Gładziłam czule niektóre zdjęcia, przytulałam je do serca. Łzy kłębiły się pod powiekami...
Mój maleńki Okruszek tak szybko urósł. Teraz to już duży chłopak, który podejmuje część decyzji sam, potrafi wiele rzeczy i szybko uczy się kolejnych. Zadziwia mnie jak szybko przyswaja wiedzę. Czasami zrobi coś trudnego i po sekundzie jest już na podłodze i bawi się klockami.
Czytanie to nasz wieczorny rytuał od zawsze
Wiem jak dużo pracy włożyłam w pewne aspekty wychowania. Czasami wolałam sobie odmówić niektórych przyjemności, a mieć pieniądze na materiały do kreatywnej zabawy. Cierpliwie (mniej lub bardziej) powtarzałam pewne czynności, zwroty czy polecenia. I widzę jak dobrze to teraz owocuje.
 

Będę taaaki duży!
Zawsze dawałam Mu wybór, ale zawsze pomiędzy tym na co i tak się zgadzałam. Przykładem niech będą koszulki, które zakładał do żłobka, a teraz do przedszkola. I nie piszcie, ze taki Maluch nie ma swojego zdania. MA! Pokazywałam więc Synowi dwie koszulki, z których mógł wybrać. I wiecie, zawsze wybierał jedna z nich z uśmiechem na twarzy. Dlaczego się uśmiechał? Ponieważ pokazywałam Mu tym, że On i jego wybory są dla mnie ważne. Nie ważne, ze wybierał między bluzeczkami, które ja wybrałam wcześniej. Liczyło się, że to On podjął ostateczną decyzję. Jest w takich momentach bardzo dumny i zadowolony. I tak właśnie buduje się w Dziecku poczucie ważności , umiejętność dokonywania wyborów. Pokazujemy też jak ważna jest współpraca- przecież tak na prawdę to razem podjęliśmy tą decyzję.
Czasami wystawienie fotela na balkon i tacy z przysmakami cieszy tak bardzo
Zabawki? Tak, mamy też plastikowe i kiczowate, skoro dają one radość mojemu Synkowi. Mamy bardzo dużo drewnianych zabawek. Mamy też zabawki materiałowe i pluszaki. Oczywiście nie zabrakło u nas książeczek manipulacyjnych, którymi Piotruś bawi się po dziś dzień. Cieszę się, że wpoiłam Mu miłość do klocków, puzzli i układanek. Wiem, ze to później pomorze Mu w nauce. Przy takim ogromnym wyborze zabawek, jakim dysponujemy obecnie, warto zwrócić uwagę, że najcenniejszy staje się nasz czas, który w całości poświęcamy Dziecku. Wtedy dopiero czuje, że jest kochane. I nawet najdroższa, najwspanialsza zabawka tego nie zastąpi. Warto zdjąć buty i wejść do piaskownicy, żeby zbudować zamek z ogromna fosą. Warto przez pół godziny siedzieć na krawężniku i obserwować mrówczą ścieżkę czy pokazać jak pod liściem wyrósł grzyb. Warto pójść na spacer i poszukać pod paprociami, obok dużego korzenia drzwi do świata wróżek, czy podnieść piórko gołębia, bo przecież na pewno zgubił je anioł, które leciał po lody truskawkowe. Cieszcie się każdą wspólnie spędzoną chwilą.
Piaskowa zupa od Syna jest dopiero smaczna!
Kiedyś Piotruś tak chętnie zjadał wszystkie warzywa, ale po przeniesieniu Go do ostatniej grupy w żłobku zaczął wybrzydzać. Po pójściu do przedszkola kategorycznie odmówił jedzenia szpinaku, brokułów, kapusty czy marchewki. Nie chce jeść też śliwek i awokado. Nie wiem czy to wpływ grupy czy po prostu dostał kiedyś niedobre. Przemycam Mu je w sokach, które codziennie wyciskamy- wypija dwa kubeczki.
Dalej nie solę Jego potraw i nie dosładzam soków czy kompotów, a jeśli to robię to miodem. Herbatkę dosładzam minimalnie, ale tylko dlatego że nauczony został w przedszkolu, że gorzka jest niedobra. Czasami spotykam się z atakiem, że przeze mnie Młody ma jałowe jedzenie, ale ja uważam, że dzięki temu poznaje prawdziwy smak. Jeśli chce, pozwalam Mu doprawić zupkę czy drugie danie, ale ziołami, nie solą. Czy sól się u nas pojawia? Tak, ale ta himalajska i w niewielkich ilościach.
Daj Dziecku wybór- zobaczysz, że zje więcej i różnorodnie
Teraz krzyk o słoiczki. Tak, czasami z nich korzystałam, ale dokładnie czytałam skład, bo nie chciałam aby jadł dosłodzone przeciery. Zresztą Piotruś nigdy nie lubił papek, zawsze wolał, choćby maleńkie, ale kawałki. Ze słoiczków korzystałam, kiedy nasze wyprawy się przedłużały, a prowiant się skończył. 
Pokaż Dziecku, że świat jest piękny
Co z tym piciem? Tu jestem z siebie bardzo dumna, bo Piotruś bardzo chętnie sięga po wodę. W przeciwieństwie do większości dzieci w przedszkolu, nie zabiera ze sobą soczku, a bidon z wodą. W domu tez woli wszystko popijać wodą. Nie oznacza to, że pije tylko wodę. Robię Mu słabą herbatkę, lekko posłodzoną miodem, wspólnie robimy soczki, które sami wyciskamy, czasami gotuje kompocik. Pije też mleko i bardzo je lubi.
Zwiedzanie z Dzieckiem może być fajne
A karmienie piersią? Cóż... Przed porodem nasłuchałam się jakie to trudne, więc marzyłam, żeby te pierwsze 6 miesięcy karmić wyłącznie piersią. Po traumatycznym porodzie zakończonym cięciem cesarskim, dawano mi niewielkie szanse na długie karmienie, ale miłość do Synka wyprodukowała ogromne ilości pokarmu. Przez pierwsze 6 miesięcy, zgodnie w zaleceniami WHO, Piotruś dostawał tylko mój pokarm. Kiedy zaczęliśmy rozszerzać dietę, postanowiłam karmić jak najdłużej się da. Nie zraziło mnie odciąganie pokarmu i noszenie go w specjalnych pojemniczkach do żłobka, gdzie wywalczyłam podawanie mojego mleka Synkowi. I tak zrodził się pomysł, aby kontynuować mleczna drogę do końca przedszkola. Niestety, brak zrozumienia w pracy, sprawił, że karmimy się tylko wieczorami, a ja zauważyłam, że powoli zanika mi pokarm. Jestem zła, że nie powalczyłam o to, ale czasu już nie cofnę. Wiem, że to najlepsze, co mogłam Mu od siebie dać i że dzięki temu nie chorował tyle co niektóre Dzieci. Mamy karmiące nie poddawajcie się i walczcie o jak najdłuższą drogę mleczną. Wasz pokarm to prawdziwy skarb. Pokarm nie tworzy się w piersiach, tylko w sercu i w głowie. Czasami warto odpuścić i olać wszystkie "najmądrzejsze" porady i zaufać własnemu ciału. Trzymam za Was kciuki!
Pozwól Dziecku poznawać świat na Jego zasadach
Ach... I tak oto od zdjęć, przez nawyki, przeszłam do karmienia piersią. Warto wierzyć we własne siły i przekonania. I nie odpuszczać, nie rezygnować, tylko dlatego, że "inni" mówią, że "powinno się zrobić inaczej". Mamy, Tatusiowie, jesteście wielcy!
Daj Dziecku swój czas- jest najcenniejszy

sobota, 18 sierpnia 2018

Karczówka. Wzgórze i Zespół Klasztorny

Przepiękna brama przy wejściu do kościoła na Karczówce
Na zachód od centrum Kielc, znajduje się wzgórze Karczówka. U podnóża przebiegają ulice: Podklasztorna, Św. Barbary i Bernardyńska. Od strony południowej i północnej wzgórze jest zalesione i stanowi rezerwat przyrody utworzony już w 1957 roku. Zachodni fragment szczytu zajmuje kościół i przylegające do niego zabudowania klasztorne, zgrupowane wokół czworokątnego dziedzińca wirydarza.
Kościół pw. św. Boromeusza na Karczówce
Wczesnobarokowy kościół zbudowany jest z kamienia, na planie prostokąta. Ufundowany został przez  bpa Marcina Szyszkowskiego jako votum za ochronę przed szerzącą się zarazą za wstawiennictwem św. Karola Boromeusza. Został wybudowany w 1628 r. jako kościół parafialny, a trzy lata później erygowano tu klasztor. Krużganki klasztorne wzniesiono wokół dziedzińca i włączono je w bryłę klasztoru. Dobudowano budynki gospodarcze, z niewielkimi uzupełnieniami w XVIII wieku. Ciekawym elementem architektonicznym jest barokowy zespół schodów prowadzących do kościoła, których okładzinę, balustradki i bramki wykonano z czerwonego i szarego piaskowca.
Fragment muru okalający Zespół klasztorny na Karczówce
Zespół ogrodzono kamiennym murem o obwodzie zamkniętym. Jest podparty szkarpami i od strony kościoła posiada płytkie wnęki. Z czasem wybudowano dodatkowe wejście (pierwotne było w baszcie).

Droga z klasztoru prowadziła aleją do miasta, aż do folwarku biskupiego na wzgórzu katedralnym. Przy tej drodze usytuowano stacje Męki Pańskiej. Nie jest znana dokładna data powstania stacji, ale zaznaczyć trzeba, że kult tego nabożeństwa był żywy do XIX w. Obecnie stacje zostały odnowione i odprawiana jest przy nich jedna z największych Droga Krzyżowa pod przewodnictwem Ordynariusz Diecezji kieleckiej. Niebawem w pełnej krasie będzie też można podziwiać, po drugiej stronie ulicy, Kielecki Ogród Botaniczny, oddział Geoparku Kielce (więcej o Ogrodzie przeczytacie TUTAJ i TUTAJ).
Słońce często maluje własne obrazy na karczówkowskim wzgórzu
Od 1957 r. pieczę nad zespołem klasztornym przejęli księża Pallotyni i sprawują ją aż do dziś. W minionych latach wzgórze zostało pięknie doświetlone, przez co zapiera dech w piersiach również nocą. Ponadto uporządkowano ogród, który wygląda teraz na prawdę ślicznie. Wewnątrz ogrodzenia ustawiono armaty, które od 2016 r. posiadają dokładne opisy.
W Rezerwacie Przyrody znajdziecie pozostałości licznych hałd pokopalnianych
W przeszłości obszar Karczówki był wykorzystywany górniczo (wydobywano tu wapień oraz rudy ołowiu). Na południowym i zachodnim stoku wzgórza widoczne są pozostałości szybów (było ich ok. 3000) i rowów poeksploatacyjnych, liczne zapadliska w miejscach szybów, tzw. szpary oraz hałdy. Obecnie porośnięte są lasem i wtopione w krajobraz. 
Jedno z najdłuższych zapadlisk na Karczówce
Na Karczówce znajdziecie platformę widokową, z której rozpościera się przepiękny widok na znaczną część Kielc oraz na Górę Dobrzeszowską (o niej poczytacie TUTAJ), Górę Kuźniacką, Górę Perzową, Górę Sieniawską, Górę Baranią, przełom rzeki Bobrzy, Ciosową, Wykieńską, Wzgórza Tumlińskie, Pasmo Masłowskie z Klonówką, przełom rzeki Lubrzanki, Radostową, Łysicę i Święty Krzyż. Na ogrodzeniu zakochani zaczęli przywieszać tzw. kłódki miłości i jest ich coraz więcej. W cieniu drzew możecie przysiąść na ławeczkach stylizowanych na drewniane kłody lub przy stoliku ukrytym pod niewielkim zadaszeniem. Wiosną możecie podziwiać piękne przylaszczki, a jesienią przyjść na niezwykły spacer i zebrać garść kasztanów. 
Widok z Karczówki i ogród w trakcie prac porządkowych
Wyjątkowość tego miejsca docenił Wojewódzki Konserwator Zabytków w Kielcach, wpisując go do Rejestru Zabytków Nieruchomych, jako zespół pobernardyński pod nr rej.: 257 decyzją z dnia 23.06.1967 (obecnie nr A.403/1-4). Wpisem objęto: kościół parafialny pw. św. Karola Boromeusza, klasztor, zabudowania gospodarcze i ogrodzenie z basztami.
Karczówka zachwyca na każdym kroku
Jeśli chcecie uciec od codzienności, zatopić się w modlitwie, to Karczówka jest idealnym miejscem. Ludzie wierzą, że w kościele znajduje się czakram, który może napełnić ich mocą. Przywita Was tu wspaniała przyroda, piękna architektura i serdeczni Pallotyni...
 Widok na Karczówkę zimą
Prace porządkowe w ogrodzie przyklasztornym
 Widoki z Karczówki są przepiękne
 Niekiedy można wejść za bramę
 Kościół na Karczówce posadowiony jest na skale wapiennej
 Wieże obecnie są odnawiane (zdjęcie wykonano tuż przed rozpoczęciem prac)
 Zakamarki zespołu klasztornego ukryte dla większości
Tu niebo jest jakby bardziej błękitne

środa, 15 sierpnia 2018

Album Przedszkolaka

Czy Wasze Dziecko idzie właśnie do przedszkola? A może kończy właśnie pierwszy rok w takiej placówce? Warto zatroszczyć się o wspomnienia, zwłaszcza, że te dotyczące wczesnego dzieciństwa są nad wymiar ulotne. Pomocny będzie Album Przedszkolaka Wydawnictwa SB Sp. z o.o. Książeczkę znajdziecie w sieci księgarń Tak Czytam.
Album Przedszkolaka
Tytuł oryginalny: Album Przedszkolaka
Autor: Zespół redakcyjny
Ilustrator: Agnieszka Kamińska, Zielone A 
Wydawnictwo: Wydawnictwo SBM Sp. z o.o.
Rok wydania: 2016
Format: 21 x 29,7 cm
Ilość stron: 32
Druk: kolor
Okładka: twarda
Wydanie: I
Cena z okładki: 14,99 zł (w promocji za 9,99 zł) 
Kto jest właścicielem Albumu?
Twarda okładka gwarantuje nam, że album przetrwa trudy przeglądania przez wiele lat. Standardowy format zdecydowanie ułatwia ustawienie albumu wśród innych na półce, w przeciwieństwie do wielu podobnych publikacji o wymiarach np. 21x21 cm.
Pora pokazać całą grupę
W środku zajdziemy wiele przemyślany układ kolorowych stron, które wspomnieniami przeprowadzą nas przez przez cały przedszkolny rok. Na początku wpisujemy dane Dziecka i wklejamy Jego zdjęcie. Później przedstawiamy placówkę przedszkolną oraz grupę naszego Przedszkolaka. Po tych wstępnych stronach zaczyna się nasza opowieść. Historia zaczyna się od pierwszego dnia, znaczka rozpoznawczego i wspomnień oraz metryczki z wiekiem, wzrostem i wagą. Jako dowód, Dziecko przykłada do kartki dłoń, którą Rodzic odrysowuje. Na kolejnych stronach Dziecko chwali się tym co umie i co potrafi, co lubi i czego się nauczyło. Przedstawia nam swoje koleżanki i kolegów, wskazuje przyjaciela czy ulubione zabawki i zabawy. Znajdujemy też miejsce na wspomnienie imprez przedszkolnych, takich jak wizyta Świętego Mikołaja, zabawa choinkowa, bal przebierańców, Dzień Mamy i Taty, Dzień Dziecka i urodziny.
Wśród koleżanek i kolegów jest najlepszy przyjaciel
Podoba mi się układ, że do opowiedzenia każdego tematu pozostawiono sporą dowolność. Każdy możemy zilustrować rysunkiem, naklejką czy zdjęciem lub kilkoma formami. Przy tworzeniu albumu udział musi brać nie tylko Opiekun ale i Dziecko. To Jego wspomnienia są tu najważniejsze.
Jakie są ulubione zabawy i zabawki Twojego Dziecka?
Miłym akcentem jest "Mój mały pamiętnik", w którym główną rolę odgrywa kreatywność Dzieci i Opiekunek z grupy. Oni tworzą te dwie strony- Dzieci proszone są o narysowanie czegoś na pamiątkę, a Panie o pamiątkowe wpisy. Miłych wspomnień!
Rodzice również bywają w przedszkolu
Jak to w pamiętniku miejsce na rysunki musi być

piątek, 10 sierpnia 2018

Kiedy serce nie da się oszukać

Odruchowo odsunęłam się od Michała i spuściłam wzrok. Zupełnie jak dziecko przyłapane na podkradaniu cukierków.
- Z? Ty tutaj?- powtórzyłam pytanie.
- A co? Przeszkadzam?
- Z przecież tylko pytam. Takie spotkanie, nie spodziewałam się...
- Widzę- spojrzał wymownie na Michała. Zatrzymałem się w centrum. Może kawa jutro?
- My też w centrum. Spotkamy się na śniadaniu. Cześć- urwałam rozmowę i pociągając Michała za rękę, odeszłam szybkim krokiem.
- Kto to był? Jesteś zdenerwowana- Michał wyraźnie się niepokoił.
- Byliśmy kiedyś razem, nasze rozstanie było dość burzliwe.
- Nadal coś do niego czujesz, prawda?
- Michał... Po prostu nie wyjaśniliśmy sobie pewnych kwestii i czuję, że to nie jest do końca zamknięty temat.
- Nie zejdę jutro na śniadanie, porozmawiacie spokojnie.
- Nie- pocałowałam go. Jestem tu z tobą i zjemy razem śniadanie, a ty podasz mi kawę, taka jak lubię.
- Dobrze Maleńka- uśmiechnął się niepewnie.
Spacerowaliśmy jeszcze chwilę, ale oboje nie byliśmy już w takim nastroju, jak przed spotkaniem Z. Weszliśmy do pokoju, usiadłam na brzegu łóżka. Michał zapalił lampkę nad biurkiem i usiadł obok.
- Zmarzłaś- chwycił mą dłoń.- Powinnaś jeszcze zakładać rękawiczki na takie wyjścia, wieczorami zdarzają się przymrozki.
- Spokojnie, wiesz, że ciągle o nich zapominam- uśmiechnęłam się do niego.
- Przygotuję ci kąpiel- i nim zdążyłam coś odpowiedzieć, zniknął w łazience. Po chwili usłyszałam szum wody.
Wchodząc do wanny czułam każdy milimetr ciała, które rzeczywiście przemarzło. Zanurzyłam się w wodzie i przymknęłam oczy. Nie dowierzałam, że akurat teraz Z był w Lublinie. Taki zbieg okoliczności? Jak uspokoić kołaczące serce?
Bad choices make good memories
Kończyłam fotografować mury podpiwniczenia. Wojtek w aucie zniecierpliwiony zatrąbił abyśmy się pospieszyli.
- Skończyłam. Chodźmy, bo Wojtek już się nudzi.
- Och Żaba, chodź tu do mnie- przyciągnął mnie do siebie.
- Co tam?- uśmiechnęłam się do niego.
-Jesteś taka piękna- pocałował mnie, a ja wtuliłam się w jego ramiona.
- Dlaczego akurat teraz mnie całujesz?
- Miałem ochotę już wcześniej. Już tam w lesie tak bardzo chciałem cię pocałować.
- Ponad rok czekałeś, a ja ponad rok robiłam wszystko, aby skusić cię na ten pocałunek.
- Nie byłem pewien czy chcesz. Za długo czekałem.
- Ach Z, czemu minęliśmy się wtedy 11 lat temu? Czemu mnie nie dostrzegłeś?
- Straciliśmy 11 lat. Ale wtedy były inne priorytety, inne cele.
- Tyle czasu...- szepnęłam, a on zaczął mnie znów całować.
Do dziś przymykając oczy czułam zapach Jego skóry i ciepło ciała. Pamiętam jak okrył mnie swoją kurtką, bo zadrżałam od zimna murów. I czułość dotyku, smak ust...
Od tamtego czasu nasza współpraca wyglądała inaczej, a wspólne kontrole były zdecydowanie częstsze. Uciekaliśmy od ludzi, chowaliśmy się w zakamarkach, by choć na chwilę być tylko we dwoje, musnąć usta w skrytym pocałunku, przytulić w przelocie... Jakże często udawałam bardziej niezdarną i delikatną niż byłam w rzeczywistości, tylko po to, aby móc poczuć Jego opiekuńcze ramię, ratujące mnie w opresji.
- Mam coś dla Ciebie- przywitał mnie uśmiechem.
- Tak? Gdzie? Co?
- Ale musimy pojechać w jedno miejsce.
- Dobra to ja was zostawiam, pogadajcie sobie- Damian wstał od biurka, wychodząc zamknął drzwi.
- Ale powiesz mi gdzie jedziemy i o co chodzi?
- Nie powiem, niespodzianka- dalej pisał coś na komputerze.
- To piję kawę i jedziemy, bo mnie ciekawość zżera. 
Po chwili podszedł do mnie, pochylił się i pocałował. Kiedy wychodziliśmy koledzy, jak zawsze, obdarzyli nas dwuznacznymi tekstami. Jak zawsze otworzył mi drzwi, jechał dość szybko. Przed wjazdem do miasta, stanął na poboczu i zawiązał mi opaskę na oczy.
- Powoli, teraz dwa schodki- prowadził mnie ostrożnie. Czułam, że jesteśmy na zewnątrz.- Dobrze, teraz powolutku usiądź.
- Mogę już zdjąć opaskę?- zapytałam zniecierpliwiona.
- Chwila, zaraz sam ci ją odwiążę.
Jak powiedział tak uczynił. Siedziałam na ławce w rosarium, otoczona najpiękniejszymi różami. Ich zapach sprawiał, że powietrze było słodsze. Uśmiechnęłam się i podskakując z radości, objęłam go i pocałowałam.
- Jak to załatwiłeś? Przecież tu jest zakaz wstępu?
- Ma się te znajomości- uśmiechnął się.- Ale to nie koniec niespodzianek. Ta jest dla ciebie- podał mi białą różę.
- Ale ich nie wolno zrywać!
- Dlatego zrobiłem to szybko- puścił mi oczko.
Siedzieliśmy na tej ławce z godzinę, nie mogąc się sobą nasycić. Trzeba było jednak wracać i po drodze podskoczyć chociaż w jedno miejsce, żeby mieć alibi. Oczywiście były to nasze ruiny. Uśmiechnęłam się widząc, że Z skręca w ich kierunku.
- No co, musimy mieć podkładkę.
- Nic. Po prostu lubię to miejsce- uśmiechnęłam się.
- Wiem, ja też.
Obiegliśmy wręcz ruiny, robiąc chyba ze sto zdjęć.
- Z mogę cię prosić na chwilę?- usłyszeliśmy po wejściu na wydział.
- Pędzę naczelniku. A ty sobie siadaj u mnie, masz klucze, to ten.
- Dobrze. Zgram zdjęcia. Kompa masz odpalonego?
- Tak.
- A to pani jest dziś u nas? Jakaś interwencja?
- Na szczęście okazało się, że to niezasadne zgłoszenie- uśmiechnęłam się.- Zgram tylko zdjęcia i uciekam.
- Proszę się rozgościć. Z odwieziesz panią, pogadamy jutro.
- Robi się naczelniku- uśmiechnął się, bo dzięki temu mieliśmy jeszcze chwilę dla siebie.
To był jeden z ostatnich, tak cudowny, dzień. Później ograniczono nam kontakt, dołożono dziwnych obowiązków, a nasze spotkania stały się krótkie, w biegu i zawsze z asystą. I tak aż do dnia, kiedy postanowiliśmy, a właściwie to On postanowił, że nie możemy się spotykać.
Wie, że wolę białe róże
- Przepraszam, przysnęłam w wannie- próbowałam usprawiedliwić się przed Michałem.
- Nie szkodzi. W końcu cały dzień biegaliśmy po mieście i jeszcze spacer wieczorem- uśmiechnął się do mnie.- Czyli teraz ja idę okupować łazienkę. Chcesz obejrzeć jakiś film?
- Coś lekkiego, wiesz, taki do uśnięcia.
Ustawił film i poszedł pod prysznic. Powoli rozczesałam włosy. Nie chciało mi się zakładać koszulki, położyłam się w szlafroku. Michał położył się obok. Wiedział, że coś mnie dręczy.
- Boli mnie brzuch, chyba pośpię jutro dłużej. Lepiej żebym nie jadł śniadania- wiedziałam, że udaje.
- Zostanę z Tobą, a sobie zamówię coś do pokoju. 
- Daj spokój. Idź i zjedz rano jak człowiek.
Zasnęliśmy "oglądając" komedię romantyczną.

Kiedy wychodziłam z pokoju, Michał udawał, że śpi. Z kolei Z czekał na mnie w restauracji. Zjedliśmy razem śniadanie. Wybierał moje ulubione smaki. Pamiętał. Po śniadaniu wziął mnie za rękę i wyszliśmy z hotelu. Szliśmy na Stare Miasto. Skręcił w dobrze mi znaną bramę. Po kilku krokach oparł mnie o mur kamienicy i pocałował.
- Żaba tak tęskniłem- szepnął, całując mnie w czoło.
- Z...
- Nie mogę przestać o tobie myśleć, nie chcę przestać. Chcę cię czuć przy mnie już zawsze.
- A co z R i dziewczynkami?
- Jeszcze nie wiem. Ale ciebie stracić już nie mogę- całował mnie tak jak kiedyś w "naszych" ruinach.
- Idźcie do hotelu gówniarze- starsza pani krzyknęła z balkonu.
- Czekamy aż otworzą Zadorę. Najlepsze naleśniki tu macie- Z odkrzyknął z uśmiechem.
- No najlepsze. Już do was schodzę.
- Ale trafiliśmy- uśmiechnęłam się.
Siedzieliśmy przy najcudowniejszym stoliku, podziwiając miniaturowe pokoiki obsypane kawą, które tworzą wystrój lokalu. Wtulona w Jego ramiona piłam kawę i zastanawiałam się, co mam powiedzieć Michałowi.
- Wymyśliłaś?
- Co?- zapytałam zdziwiona.
- Co mu powiesz- czytał w moich myślach.
- Jeszcze nie, ale wiem, ze stał w oknie, kiedy wychodziliśmy z hotelu. Dochodzi południe. Zaraz go wydzwonię. Do kiedy jesteś w Lublinie?
- Do końca weekendu.
- To tak jak my.
- Wracasz ze mną czy z nim?
- Tego nie mogę mu zrobić. Od dziś nie możemy powtarzać takiej ucieczki. Muszę to tak rozegrać, żeby za bardzo go nie zranić. Spotkamy się w domu.
- Dobrze Żaba. Ty do niego dzwoń, a ja uciekam. Mam jeszcze coś do załatwienia. Uwielbiam cię- pocałował mnie czule, delikatnie.- Jesteś moja!
- Dzwonię do Michała- pomachałam Mu kiedy wychodził.- Cześć Michaś. Jak się czujesz? Spotkajmy się na mieście! Gdzie? Może w Sielsko Anielsko? Będę tam na Ciebie czekać z żurkiem. Pa.
Wyszłam z Zadory i ruszyłam w stronę Sielska. W sercu burza, w głowie mętlik. Wydawało mi się przez chwilę, że mogę być szczęśliwa z Michałem, ale wystarczył jeden pocałunek Z, aby rozwiać ten pomysł. Wystarczyło jedno przytulenie, kiedy znów usłyszałam bicie Jego serca, aby zrozumieć, że moje serce nie da się tak łatwo oszukać. Co ja mam mu powiedzieć, jak postąpić, aby najmniej go zranić...

c.d.n. ...