czwartek, 17 sierpnia 2017

Gramy o bilet do Magicznych Ogrodów

Stwory z woreczkiem to Mordole
Grasują tam, gdzie marchewkowe pole
Oczyska niebieskie i ciało włochate
Witają radośnie Dzieci, Mamę i Tatę
Tam skrzaty mieszkają w prastarych drzewach
Tam wróżki w zamkach uczą dzieci śpiewać
Chcesz z królikami wśród marchwi pokicać
Przepraw się tratwą, o pomoc poproś rodzica
W wodnym świecie zmoczysz ubranie
Spokojnie, Mama ma w torbie nowe na przebranie
Tam magiczne drzewa, ptaszydła i stwory
Tunele, dziuple, smoki i potwory
Panny leśne, zwierzęta i skrzaty
Gniazda smocze, złote misy i dukaty
Czarownice, Wiły, Majki
Stwory z każdej bajki
To Ogrody są Magiczne
Tutaj szczęście Dzieci kwitnie
Chcemy i my radość tą poznać
I Magiczne Ogrody zwizytować
Może szczęście się uśmiechnie
I bilety los nam ześle ;)
Podobny obraz

wtorek, 15 sierpnia 2017

Witaj sierpniowa jutrzenko

Są jeszcze wśród nas Ci, Którzy pamiętają okrucieństwo wojny i smak przelanej krwi... Są Ci, Którzy walczyli za swoją, moją i Twoją wolność. Ruszali do boju z marzeniami, z ufnością, że przyjdzie taki dzień, kiedy każda i każdy z nas będzie mógł z dumą wywiesić polską flagę. Biegli, choć byli słabsi, gorzej uzbrojeni i niejednokrotnie bez mundurów. To był właśnie taki czas, że nie ważne było czy nosisz mundur, liczyło się tylko to, żeby Polska była wolna!
Nie pamiętają teraz już wszystkiego, niektóre wspomnienia już się zatarły i czasami trudno im rozsądzić, czy to wydarzyło się na prawdę czy to tylko koszmarny sen. A może rzeczywistość odbija się echem w snach? Ale milczą, a w głębi duszy chcą krzyczeć. Budząc się ze snu płaczą za Przyjaciółmi, którzy oddali życie za Ojczyznę. Płaczą, bo każdego dnia widzą młodych ludzi, którzy mogą wolni, w wolnej Polsce, cieszyć się swoją młodością, każdym dniem. Wiele z tych osób, nigdy nie zostało i zapewne nie zostanie docenionych za ten trud, za walkę i ogromne serce.
Nie nosili mundurów, często nie mieli broni, ale to również dzięki nim możemy dziś wolni zachłysnąć się powietrzem. Dla nich jest zawsze jedna z flag na naszym balkonie!

Druga flaga jest dla żołnierzy mundurowych. To ich wysiłek sprawia, że możemy czuć się coraz bezpieczniej w naszym kraju. Dziś jest Wasz dzień- Święto Wojska Polskiego, Święto Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, wprowadzone na początku lat 90., na pamiątkę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej w 1920 r., w dniu święta kościelnego Wniebowzięcia Matki Bożej. A więc kochani Żołnierze, wszystkiego co dobre i potrzebne Waszym sercom! Abyście nigdy nie musieli pokazać, jak skuteczni jesteście, stając w obronie Ojczyzny. Jeśli wyjeżdżacie, niechaj kule niesie obok Was Bóg na skrzydłach Waszych Aniołów Stróży. Bądźcie dumni, z tego, że nosicie mundur, a na nim naszą piękną flagę i dumnego orła. Z serca dziękuję Wam za godną służbę naszej Ojczyźnie i Polakom!
 
Zapytacie dlaczego na blogu parentingowym taka tematyka. Dlatego, że jestem Polką i jestem z tego dumna. Wiem, że takim Ludziom należy się szacunek i pamięć. Ja wysłuchałam wielu opowieści od Tych, Którzy pamiętają/ pamiętali. Część z Nich już odeszła, a z Nimi bezcenne opowieści i wiedza, jakiej nie znajdziemy w książkach. Z dumą wywieszam flagi, z dumą zakładam mundur. Z szacunkiem odnoszę się do polskich barw i godła. Tego uczę mojego Syna. I opowiadam Mu o mojej Babci, którą bardzo kochałam. Była piękną kobietą. Miała na imię Wanda... pseudonim Kalina...

środa, 9 sierpnia 2017

Małe tęsknoty

Kiedyś myślałam, że szczęście to dom, praca, posiadanie... Później przyszedł czas aby ten zestaw poszerzyć o ludzi i uczucia- przyszła dojrzałość emocjonalna... Jeszcze później dodałam ciszę, stabilizację, zaufanie- dzień dobry dorosłość.... Kilka lat temu dodałam bezgraniczną miłość- małżeństwo i macierzyństwo...
Kiedyś były imprezy i spotkania ze znajomymi. Dziś czasu jest jakby mniej... Dziś muszę nieźle się nakombinować aby wypić kawę z Przyjacielem, tym bardziej, że mieszkamy dość daleko od siebie...
Tęsknię czasami za przeszłością... Skłamałabym, gdybym napisała inaczej.... Za koncertami i spektaklami, na które tak często chodziliśmy- przecież nie mogło nas tam nie być! Tęsknię za ogniskami przy dźwiękach gitary i smaku kiełbasek w chlebie. Tęsknię za nocami pod gwiazdami, kiedy ukrywaliśmy się w plantacji chmielu... Tęsknię za nocami kiedy leżeliśmy na śpiworach i obserwując spadające gwiazdy opowiadaliśmy o naszych planach na przyszłość, a trawa upijała nas swoim zapachem... Wtedy mogliśmy wszystko! Tęsknię za wędrówkami po bieszczadzkich bezdrożach, gdzie ludzie częstowali nas chlebem i winem truskawkowym... Tęsknię za przysiadaniem na schodkach na tyłach pracowni i leniwym popijaniu piwa wprost z butelki... Tęsknię za zapachem siana, kiedy po całym dniu pracy jedliśmy obiad oparci o stóg... Tęsknię za płatkami pierwszego śniegu, które łapaliśmy na języki... Tęsknię za smakiem marchewek czyszczonych o trawę...  Tęsknię za leniwymi niedzielnymi porankami, kiedy jedliśmy grzanki i jajka na miękko... Tęsknię za zapachem mgły otulającej sierpniowe złote pola, niechętnie ustępującej miejsca czerwonym z zazdrości promieniom słońca... Tęsknię za "naszym' stołem w bibliotece, przy którym toczyliśmy burzliwe dyskusje i wybuchaliśmy śmiechem- w tej bibliotece wolno było się śmiać! Tęsknię za "tym" śmiechem i tańcami na stole... Tęsknię za chwilami, kiedy szept był głośniejszy od krzyku, a zapach, smak i dotyk wrażliwe były na najsubtelniejsze bodźce... Tęsknię za winylami, zapachem wiatru i smakiem źródlanej wody- czystej jak kryształ, zimnej jak lód... Tęsknię za "tym" zapachem pomarańczy, kiedy w grudniu uświadamiały nam, że to Boże Narodzenie...
Kiedy przyszedł ten czas, że to wszystko odeszło gdzieś daleko? Jak to się stało, że to wszystko jest już jakby poza mną? Jak to się stało, że pojawiła się taka tęsknota? Jak to się stało, że większą wartością jest dla mnie jeden maleńki uśmiech niż mój własny? Jak to się stało, że ważniejsze są dla mnie dwa pełne brzuszki niż mój własny? Jak to się stało, że idąc kupić sobie ubrania wracam z męską koszulą i kilkoma ciuszkami dziecięcymi? Jak to się stało, że... dorosłam...
Szeptem odpowiadam na kolejne pytania. Szeptem wyjaśniam też tą tęsknotę... Szeptem... I zamykam oczy cichutko i zatapiam się w tej tęsknocie... Na te kilka chwil jest moja, tylko moja... Kiedy otwieram po chwili oczy uświadamiam sobie, że nic nie straciłam. Idę do zielonego pokoju, i poprawiam kocyk małego Rozrabiaki. W naszym pokoju "powalczę" chwilę o kawałek kołdry. Słucham tych dwóch rytmicznych oddechów i wiem, że mam wszystko. Tamte tęsknoty realizuję po prostu wolniej, w nieco mniejszym zakresie, bez tak wielkiej dozy szaleństwa, a jedynie z jej subtelną szczyptą. Dalej jestem sobą i realizuję moje plany i marzenia... uśmiecham się sama do siebie, zamykam laptopa, odkładam okulary... jest trzecia nad ranem...

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Uwięzione w (złotej) klatce

Często jako matka i młoda kobieta jednocześnie, spotykałam się z fala krytyki. Niejednokrotnie obdarzano mnie pełnym wzgardy spojrzeniem. Dlaczego? Dlatego, że śmiałam mieć dalej własne marzenia i plany, a co "gorsze" chciałam je realizować i w większości przypadków to robiłam. Czasami z sercem na dłoni, czasami z duszą na ramieniu. Czasami większym, innym razem znacznie mniejszym nakładem sił i środków. Inne przesunęłam w kolejności, bo albo nie jestem na nie gotowa, albo muszę popracować nad ich realizacją. Ale nie rezygnuję z nich dlatego, ze może być trudno. Nie można się tak łatwo poddawać, zawsze trzeba chociaż spróbować.
Takie wyzwania tylko mnie motywują do działania, sprawiają, że chcę pokonać przeciwności i walczyć o MOJE MARZENIA! Nikt inny tego za mnie nie zrobi.
To, że ktoś będzie na mnie "krzywo patrzył", albo "szepnie" coś złośliwie do stojącej obok plotkary, nie zmieni mnie, nie powstrzyma przed byciem sobą. Chcę się rozwijać, nie chcę stać w miejscu. 
Nie pozwolę zamknąć się w klatce macierzyństwa, nie pozwolę się tak zaszufladkować, ubrać w przeklęte stereotypy. Klatka, choćby złota, choćby wysadzana drogocennymi kamieniami, pozostaje klatką. Trudno w niej oddychać, jeszcze trudniej poruszać się, a ... o rozwinięciu skrzydeł można zdecydowanie, w zupełności zapomnieć. A moje serce, niczym ptak, chce ulecieć ku słońcu, wyrwać się z okowów wstydu, uprzedzeń i stereotypów właśnie. Ono nie pasuje do szablonu. Wszczyna alarm ilekroć usłyszy brzęk kajdanów i zrywa się do lotu- tym szybciej, im bliższe pobrzękiwanie...
Czasami troszkę odpuszczam... Ale to zamierzone działanie. Musze nabrać powietrza do płuc, zregenerować się po ostatnim locie, oczyścić skrzydła z szarości burzowych chmur i podleczyć rany zadane przez błyskawice podczas burz. A po tej regeneracji klęknę, tylko po to, aby lepiej wybić się do nowego lotu. Rozłożę skrzydła, ogrzeję je w promieniach wschodzącego słońca, skąpię w rzeźkości porannej rosy strącanej z misternie tkanych serwetek nici pajęczej i osuszę w podmuchu lekkiego, ciepłego wiatru... A to wszystko w blasku serc UKOCHANYCH OSÓB i PRZYJACIÓŁ, którzy przytrzymają mnie za rękę podczas lądowania, a z ziemi, tuż po starcie zakrzykną: "Leć Aniele, niechaj niosą cię skrzydła pod obłoki, my tu poczekamy!"... 

czwartek, 3 sierpnia 2017

Bez Ciebie

Ktoś mi kiedyś powiedział, że najtrudniej jest wracać i trwać w miejscach, które odkryliśmy z Kimś kochanym, bez tej osoby. I wiecie co? Miał całkowitą rację. Tak strasznie boli serce, kiedy tracimy Kogoś, na widok Kogo serce radośnie wyrywa się z piersi. Jak trudne stają się spacery po parku, gdzie razem podziwiało się kwitnące kasztany. Jak ciężko wzdycha się na widok ławki, gdzie rozmawialiśmy pierwszy oraz ostatni raz, ogrzewając wzajemnie zziębnięte dłonie...

Patrzę w niebo i z bólu przymykam oczy- dziś chciałby unieść się ku słońcu, a pozostaje tylko cisza. Idę ulicą, czuję bruk śródmieścia pod stopami i poranną ciszę uśpionych jeszcze kamienic. Zerkam na mijany hotel, łza kręci się w oku- tu ukryliśmy się przed lipcowym, nocnym deszczem o 3 nad ranem... I okno z zapierającym dech w piersiach widokiem. Pamiętam jak powtarzaliśmy te nasze nocne wyprawy i ucieczki do "naszego" hotelu, do "naszego" pokoju.. Pamiętam Twój równy, spokojny oddech bladym świtem, kiedy odsypiałeś nasz "Star Walk", a ja obok na kanapie po raz kolejny czytałam ukochaną książkę Coelho i podkreślałam w niej podpowiedzi dla mojego serca. Wtedy nie rozumiałam co chce mi ono powiedzieć. Myślami byłam daleko. Tak, to prawda. Wolałabym wtedy być z mężczyzną, który tak nie nękałby mojego serca. Z takim mężczyzną, z którym mogłabym cieszyć się upływającą chwilą, bez najmniejszej obawy, że stracę Go następnego poranka, kolejnego nieubłaganie zbliżającego się dnia. Bez nerwowego zerkania na dziwnie głośno cykający zegarek, bo czas płynąłby wolniej, a my oboje moglibyśmy bez drżących serc, spokojnie trwać w milczeniu. Nie spieszylibyśmy się z rozmowami, bo na to mielibyśmy cale życie. 

Dochodzę do tej "naszej" ławeczki, którą za każdym razem teraz przeklinam w myślach. Tu po raz pierwszy oraz po raz ostatni milczeliśmy tak naprawdę. I nie była to wymuszona cisza, nie było to milczenie strwożonego serca. To było nasze milczenie i nasza cisza. Mówiło wszystko, a memu sercu szeptało, że czasem nie warto wszystkiego do końca sobie wyjaśniać... I to nasze wspólne słuchanie muzyki... I ten strach, bo to wszystko było dla nas takie zupełnie nowe i nieznane, a nowość i strefy nieznane napawały nas lękiem, który zagłuszaliśmy ciszą... Cholerna ławka!

Pora na kawę- poranna wystygła, a sam zapach nie zdołał mnie obudzić. Pytanie czy chciałam się obudzić? Czy chcę usłyszeć od świata, że Ciebie już nie ma? NIENAWIDZĘ TAKIEJ KAWY! Czarna jak noc i gorzka jak smak porażki, kiedy dobiegasz na metę jako czwarty... Ty ją uwielbiałeś, więc dziś, obiecuję, nawet raz się nie skrzywię i wypiję czarną jak noc, mocną jak przyjaźń, która zrodziła się z milczenia i gorzką jak żal po iskrze, która uciekła w obłoki... A przecież mogła spopielić połacie złotej pszenicy....

Leć Przyjacielu i niech niosą Twe serce skrzydła, albo... przecież wiesz.... A ja przymknę oczy na "naszej" ławce, grzejąc dłonie na kubku z małą czarną... I niech ta cholera- łza toczy się leniwie po policzku, bo 214 będzie na zawsze nasz, Izrael to nie koniec świata...


czwartek, 20 lipca 2017

Pokolenie Z

Ludzie krążą z kąta w kąt, z miejsca do miejsca, od punktu do punktu... Są zmęczeni życiem, jego rutyną... I zdziwieni czasami, obmywając twarz, zerkają w lustro zadziwieni, że zgubili gdzieś w rutynie nadzieję, a los nie chce się sam z siebie odmienić. Zawsze im czegoś mało, zawsze im czegoś brak... Oczekują od świata wszystkiego i w wielkiej ilości. Co w zamian? Wieczne niezadowolenie, oczekiwania ponad miarę i totalny brak działania... 

Za mali żeby wyrwać się z niemocy, za słabi, aby spojrzeć w oczy, tym, którzy zdają się być nietykalni, tym, którzy depczą ich plany, marzenia i ich samych. Nie zrobią kroku do przodu, bo łatwiej się cofnąć, niż próbować przeskoczyć, choćby niewielką, ale jednak przepaść...

Sami nie wiedzą czego chcą, czego nie chcą i powtarza się to raz za razem.Utrzymankowie Rodziców, wieczne dzieci- nie chcą dorosnąć, tak jest im wygodnie. Po co się starać, po co walczyć? Przecież wszyscy zrobią wszystko za mnie...

Wstańcie, przestańcie się mazać, dorośnijcie... Weźcie swoje życie w swoje ręce! Zacznijcie oddychać i zróbcie krok do przodu! Rodzice, Wy puśćcie własne Dzieci! Przestańcie się szarpać, bo nie pomagacie im, a szkodzicie! Wszyscy odnajdziecie w sobie spokój...

wtorek, 18 lipca 2017

Matko nie masz prawa!

Jesteś Matką? To uważnie posłuchaj! NIE MASZ PRAWA! Od teraz nie wolno Ci robić pewnych rzeczy. Zdziwiona? Nie powinnaś. Miałaś czas przywyknąć w trakcie ciąży. Nie wiesz o co chodzi? Wytłumaczę Ci. NIE MASZ PRAWA:

MIEĆ CZASU DLA SIEBIE! Zapomnij o chwilach samotności. Nawet w toalecie od teraz nie będziesz już sama, a nawet jeśli jakimś cudem uda Ci się zamknąć drzwi, po chwili usłyszysz tupot małych stópek i zobaczysz w otworach wentylacyjnych małe paluszki. Za drzwiami usłyszysz cichutkie :Mamusiu, jesteś? Otfus mi dźwi". Gorąca kąpiel? Żartujesz sobie? Z radością i wdzięcznością weźmiesz prysznic. Paznokcie? Pogaduszki? ZAPOMNIJ!
ODPOCZYWAĆ! Ahahahahaha! Rozbawiłaś mnie! Jakim prawem? Przecież masz być w stanie gotowości 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Zdziwiona? No przecież nie zostawisz Męża bez uprasowanej koszuli, a i śpioszki Maluszka trzeba przeprasować, i spodenki, i bluzeczki... i pieluszki tetrowe... A i jeszcze śniadanie, obiad, kolacja, przekąski. I jeszcze zabawki poukładać, posprzątać, podlać kwiatki,zrobić zakupy... I jeszcze pranie, prasowanie, mycie okien, odkurzanie... och i zakupy na obiad rodzinny!A i pamiętaj w pracy zawodowej masz być na 100%! Padasz na twarz? No co Ty?
MYŚLEĆ O SOBIE! Żarty, żarty, żarty! Masz myśleć o Dziecku, Mężu, domu, pracy... i praniu, sprzątaniu, gotowaniu... Nowa bluzka? Sukienka? Buty? Zabawna jesteś! Trzeba kupić nowe ciuszki i buciki, bo z tych Młodzież już wyrasta, a Mąż nie może pójść na imprezę firmową w starym garniturze. 

BYĆ SOBĄ! Tańczyłaś jak szalona, by po północy zdjąć buty i kontynuować taniec boso? Piłaś tequilę, krzycząc głośno "Gdzie ta cytryna?!"?  Śmiałaś się jak szalona, w głos, szczerze? KONIEC! Teraz masz być poważna, skupiona, "porządna"! Nie śmiej się, a jedynie uśmiechaj, bo ktoś może to źle odebrać. A wtedy będziesz ZŁĄ MATKĄ!
BLA, BLA, BLA!!! Można wymieniać bez końca! Świat i ludzie ubiorą Cię w jeszcze niejedno ograniczenie. To czy się poddasz, zależy tylko od Ciebie! NIE DAJ SIĘ OGRANICZAĆ! Nie daj się wcisnąć w szablony i ramy, których nie będziesz mogła połamać i trzasnąć nimi o podłogę! Tańcz i śpiewaj, kiedy masz ochotę. Myl się i popełniaj błędy. Kochaj, dbaj o siebie i potrząsaj światem, kiedy tego potrzebujesz. Niechaj wino zabłyśnie w kieliszku, a na talerzu zagości ulubiony przysmak. I ucieknij czasem od tego szaleństwa i pobądź sama ze sobą. Kochaj siebie!!!