niedziela, 22 marca 2020

Zestaw dentysty PlanToys

Czasami Dzieci chcą być lekarzami. Wtedy przed Rodzicami pojawia się wyzwanie zdobycia wszystkich niezbędnych elementów stroju. Teraz jest to dużo łatwiejsze, bo nawet jeśli nie znajdą odpowiednich zabawek, w internecie można kupić choćby prawdziwy stetoskop. Co zrobić kiedy nasza Pociecha postanawia zostać... dentystą? Z pomocą przychodzi PlanToys ze swoim zestawem dentystycznym.
Gabinet dentystyczny PlanToys
Kilka danych:
Nazwa: Gabinet dentystyczny
Nazwa oryginału: Dentist Set
Numer artykułu: 3493
Importer: Smartoys Sp. z o.o. sp. k. 
Materiał: drewno, materiał, łączniki (rzepy, klej)
Rok produkcji: 2019
Kraj produkcji: Tajlandia
Wiek: od 3 lat
Cena producenta:129 zł
W pudełku znajdziecie piękny zestaw dla małego dentysty
PlanToys jest jedną z najbardziej utytułowanych marek spośród producentów drewnianych zabawek, założona została w 1981 r. Jest pionierem w stosowaniu drewna kauczukowego do produkcji zabawek. Doceniana na całym świecie za innowacyjne projekty, wartość pedagogiczną zabawek i ekologiczne metody produkcji. Zabawki pomalowane są nietoksycznymi farbami.  PlanToys tworzy zabawki, które inspirują wyobraźnię dzieci oraz wspierają ich rozwój intelektualny i fizyczny. 
Co ważne firma stawia sobie kilka priorytetów: utrzymanie najwyższych norm jakości a także dążenie do ekologicznej i społecznej odpowiedzialności za wytworzone produkty. 
Co ważne, zabawki PlanToys projektowane są we współpracy pedagogów i psychologów dziecięcych. Dostosowane są więc do każdego etapu rozwoju dziecka i posiadają wysokie walory edukacyjne. Wygląd i funkcje zabawek są zaprojektowane tak, aby doskonale stymulowały rozwój i kreatywność dziecka w danym wieku. Zabawa nimi ma za zadanie wprowadzać dziecko w codzienne interakcje społeczne, promować naturalne przyswajanie wiedzy i zaszczepić potrzebę jej poszerzania.
Wszystkie narzędzia mają swoje miejsce w etui
Co znajdziecie w zestawie? Narzędzia: strzykawka, lusterko dentystyczne, wiertło, szczypce i szczoteczka, a do tego imitacja "szczęki z 8 zębami" i trzy dodatkowe zęby. Całość w pięknym, materiałowym etui. Narzędzia i zęby zrobione są z drewna, "dziąsła" to chyba sklejka, ale nie jestem pewna (na 100% to nie plastik). Zęby mocowane są na rzepy, a do dyspozycji małego dentysty jest 11 zębów, w tym 3 "zepsute". 
Do zabawy zostaje 11 zębów
Zęby mocowane są w "dziąsłach" na rzepy
W lusterku można dokładnie obejrzeć ubytki
Pora pozbyć się ubytków
"Wyrywanie" zębów to również ćwiczenie precyzji
Zestaw PlanToys bardzo nam się spodobał. Piotruś prawie codziennie się nim bawi. Zdecydowanie łatwiej było mi wytłumaczyć, co prawdziwy dentysta zrobi z czarną milimetrową kropeczką na Jego mlecznej piątce. 
 Gdyby bolało, można podać znieczulenie
Zabawka jest piękna i solidna. Nawet jeśli Dziecko weźmie któryś z elementów do buzi, nic się nie stanie, bo pomalowane są nietoksycznymi farbami. Podoba mi się również, że etui pozwala utrzymać porządek.
 Na koniec umyjcie dokładnie wszystkie zęby
Dobrej zabawy!

środa, 18 marca 2020

Poczekaj

Sterty papierów po tak długiej nieobecności wystraszyły nas, co doskonale obrazowały nasze miny. Z westchnieniem zdjęliśmy kurtki i usiedliśmy do biurek. Na początku siedzieliśmy odwróceni do siebie plecami, ale szybko przestawiliśmy biurka tak, żeby patrzeć na siebie podczas pracy. Trudno było nam wystartować. Siedzieliśmy- on na krześle, ja na parapecie- i patrzyliśmy bezradnie na dokumenty.
- Trzeba to ogarnąć- stwierdziłam.
- No trzeba, ale...
- Ale najpierw kawa- przerwałam mu zeskakując z okna.
- A mamy mleko?
- Pożyczymy od Grześka. On zawsze ma mleko.
- Ale oficjalnie?
- Żartujesz? Masz rękawiczki? Niech śledztwo zrobi.
- To idziemy. Teraz jest u Starego.
Niczym dwójka szpiegów przemknęliśmy do socjalnego. Założyliśmy rękawiczki, żeby nie zostawić odcisków. Gdyby tylko nasze "szybciej, no szybciej" mogło przyspieszyć pracę ekspresu. Zaśmiewaliśmy się przy tym jak małe dzieci. Kiedy kubki były już pełne, musieliśmy cicho wrócić do pokoju. Przyklejeni do ścian wypatrywaliśmy Grześka i innych kolegów. Nikt nie mógł nas zauważyć. Miałam wrażenie, że dopiero po zamknięciu drzwi odetchnęliśmy głęboko.
- Duże dzieci normalnie.
- Ale trzeba schować rękawiczki, i zmyj talk z paznokci i pierścionka.
- Rękawiczki w kieszeń, a ręce już idę umyć. Tylko nie śmiej się, kiedy Grzesiek wejdzie.
- Postaram się, ale nie wiem czy nie wybuchnę śmiechem.
- Byliśmy jak ninja- tym razem oboje nie wytrzymaliśmy.
Kawa potrafi uratować dzień po powrocie do pracy z dłuższej przerwy...
Kawę piłam siedząc na parapecie. Głośno zastanawialiśmy się w jakiej kolejności realizować zgłoszenia, przekazane dziś na odprawie.
- Złaź z parapetu.
- Tak jest naczelniku!
- Trzeba pojechać na przeszukanie. 
- Jaka sprawa?
- Twoja działka. Nielegalne poszukiwania. Chłopaki namierzyli na necie.
- Cyber tak samo z siebie?
- Dobra nie kombinuj. Kogo bierzesz?
- A kogo mogę?- puściłam oko do Z.
- O zapomnij. Na niego się nie zgadzam, bo mi znikniecie na trzy dni.
- Gdzie tam naczelniku.
- Bierz Michała albo Piotrka.
- Ale naczelniku.... Z nimi to za tydzień nie skończę. A nadgodzin mi jeszcze ponad 300 zostało do wybrania.
- Dobra. Niech będzie moja strata.
- A kawę mogę dopić?
- Nie przeginaj. Tylko kurtkę zabierz, bo jak mi się rozłożysz, to...
- Kto będzie zasuwał jak mały motorek?- dokończyłam za niego.
- Dobra cwaniaro dopij ta kawę. Z?
- Tak naczelniku? 
- Kwity wypisz, żeby mi się wszystko w papierach zgadzało.
- Jasne.
- Ja prowadzę- krzyknęłam, sadowiąc się znów na parapecie.
- Złaź z tego cholernego parapetu.
- Ale naczelniku krzesło mi się rozje...chało. A parapet taki stabilny- machnął ręką i wyszedł.
- Czyli papiery jeszcze poleżą?- Z przysiadł obok na parapecie.
- Zrobią się. Grzesia o pomoc poproszę.
- Owinęłaś sobie ten wydział wokół palca, co?
- Eeee... tam...
- Przecież mogłabyś na stołku siedzieć. Po co sobie ręce brudzisz?
- Ze stołka można spaść, a parapet taki stabilny- uśmiechnęłam się. Lubię z wami w terenie pracować. Zaraz protokół przygotuję na penie, to tylko uzupełnimy.
- Wydruki zrób, bo nie wiadomo czy przenośny dostępny.
- Już.

Lubiłam z nim wyjeżdżać. Lubiłam tą energię, którą się ze mną dzielił. Razem tworzyliśmy bardzo zgrany duet. Oficjalnie wszystko było poukładane i tylko jedna osoba "we fabryce" wiedziała, jak jest na prawdę. I tylko dlatego, że raz nas przyłapał na przytulaniu. Nasza bliskość nie wpływała na naszą efektywność. Mam wrażenie, że robiliśmy 60% normy wydziału.

 Wiosną wyjazdy w teren lubiły nas zaskakiwać...
Dojechaliśmy na miejsce. Mała wieś, niewielkie podwórko ze starym domem, pokrytym eternitem. Psy "bestie", które obłaskawiliśmy dwoma słowami. 
- To chyba dzwonek- wskazałam guzik na furtce.
- Sprawdzimy.
- Słucham? O co chodzi?- na progu domu pojawił się młody człowiek.
Przedstawiliśmy się i pokrótce wyjaśniliśmy o co chodzi. Chłopak wpuścił nas do domu. Wszystkie procedury udało się przeprowadzić bez problemu. Nasz detektorysta do wszystkiego się przyznał, sam wyjął wszystkie "fanty". Lubiłam takie "czyste akcje", bez szarpaniny. W terenie pokazał miejsca, gdzie chodził z wykrywaczem, zebraliśmy pomiary z GPS. Zgarnęliśmy go jeszcze na przesłuchanie do fabryki i tam zakończyliśmy czynności.

 - Ufff... dobrze poszło- rozparłam się wygodnie w fotelu.
- Lubię wyjazdy z tobą. Łagodnieją przy tobie.
- Albo wzmaga im się agresja, jak się dowiadują, że archeo kończyłam.
- Fakt, zależy od człowieka. Kolacja?
- Coś na szybko?
- Chodź na Rynek.
- To idziemy...
- Twoja kurtka- pomógł mi ją założyć.
Kiedy wyszliśmy, chwycił mnie za rękę. Zdziwiłam się, bo nie oddaliliśmy się jeszcze od "firmy".
- Nie boisz się, ze ktoś zobaczy?
- A niech patrzą. Myślisz, że nie wiedzą?
- Ale jesteś pewien?
- Jutro się okaże, czy to była dobra decyzja. Poczekaj...- ścisnął mocniej moją dłoń i przyciągną mnie do siebie. 
A więc to tego wieczora mieli się dowiedzieć? Tak niby przypadkiem? Nie do końca rozumiałam co chciał osiągnąć, ale z przyjemnością pozwoliłam życiu toczyć się dalej.... Smak jego ust sprawił, że po prostu zaufałam jego planom, nawet ich nie znając...
 
Na Rynku było tego wieczora wyjątkowo pusto...
(przypominam, że jest to fikcja literacka, a wszelka zbieżność osób, wydarzeń i miejsc jest przypadkowa!)

środa, 11 marca 2020

Powrót wieloryba, czyki książka o niezwykłej przyjaźni

Bardzo często zwierzęta są naszymi najlepszymi przyjaciółmi. Dla jednych będzie nim pies, dla innych kot, a dla niektórych papuga, rybki czy chomik. Znam chłopca, który ma swoje patyczaki, które uwielbia i poświęca im wiele czasu, a jego młodszy brat ma kameleona, którego głaszcze i przeznacza kieszonkowe na przysmaki dla zmieniającego kolor przyjaciela.
"Powrót wieloryba" to wzruszająca opowieść o przyjaźni
Kilka danych technicznych:
Tytuł: Powrót wieloryba
Tytuł oryginału: The Storm Whale in Winter
Autor: Benji Davies
Ilustracje: Benji Davies
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2020
Wydawca: Wydawnictwo Znak Emotikon
Liczba stron: 32
Format: 28,5 x 25 cm
Wiek: 3-5 lat
Cena wydawcy: 39,99 zł
Poznajcie małego Noi, który tęskni za przyjacielem...
Nad brzegiem morza mieszkał z tatą i 6 kotami mały chłopiec o imieniu Noi. Nie może on zapomnieć o wielorybie, którego uratował latem. Wszędzie go wypatruje, w każdym cieniu na morzu widzi jego płetwę ogonową. Niestety zawsze to tylko złudzenie...
Tata chłopca jest rybakiem. Pewnego dnia wypływa w morze. Miał to być ostatni połów przed zimą. Niestety mróz przychodzi wcześniej, a nad zamarzniętą taflą morza rozpętuje się burza śnieżna. Tata nie wraca do domu, mimo iż na zewnątrz zapada ciemna noc. Zmartwiony chłopiec postanawia wyruszyć tacie na przeciw. Okazuje się, że nie musi płynąć łódką, maszeruje po zamarzniętym morzu. Kiedy dociera do kutra taty, okazuje się, że jest on opuszczony. Noi nie wie jednak jak trafić do domu. Wystraszony ukrywa się na kutrze.
Czy chłopiec przetrwa śnieżycę? Czy ktoś przybędzie z pomocą? I czy ujrzy znów swojego przyjaciela wieloryba? O tym musicie dowiedzieć się sami...
Chłopiec wyruszył w śnieżycę, aby szukać Taty
Co sądzę o książce? Przede wszystkim to wspaniała opowieść, pięknie ilustrowana przez samego autora.Opowieść, która wzrusza również dorosłych. Przez moment pojawia się strach o małego chłopca, który w śnieżycy szuka taty, a jedyne co znajduje to pusty kuter... Korci mnie, żeby opowiedzieć Wam o pozostałych emocjach, ale musiałabym zdradzić zakończenie, a to niedopuszczalne!

Wróćmy zatem do ilustracji. Autor już jako dziecko zamalowywał wszystkie kartki. Teraz ilustruje własne książki. Mnie zachwyciły. Są takie urocze, subtelne, miłe w odbiorze. Kolory podkreślają przekaz opowieści, są doskonale skomponowane. Zdecydowanie na plus!

Twarda okładka na pewno pozwoli przetrwać wielokrotne czytanie i oglądanie. Matowy papier ułatwia czytanie, światło nie odbija się od kartek. Niewielkim minusem jest format- większość Rodziców go nie lubi. My mamy już oddzielną półkę na "kwadratowe" książki, więc dla nas to zupełnie nieistotny szczegół.
Czy w tym stadzie wielorybów jest przyjaciel chłopca?


POLECAMY I ŻYCZYMY MIŁEGO CZYTANIA!!!

Za możliwość wzruszeń dziękuję Wydawnictwu ZNAK 😘

środa, 26 lutego 2020

Micro waffle Marioinex

Zaglądacie tu, więc wiecie, jak bardzo lubimy klocki polskiej firmy Marioinex. Mam do niej osobisty sentyment, bo obchodzimy razem urodziny. 😉
O mini waflach pisałam Wam TUTAJ Później pojawiło się ich uzupełnienie czyli Klocki Classic. Można je łączyć z mini waflami. O nich poczytacie TUTAJ
Podczas X Targów Kids'Time, Marioinex zdradził niektórym plan stworzenia micro waffli. Nie wolno nam jednak było zdradzać tego sekretu, aż firma oficjalnie wypuści je na rynek. Do tej pory mam moje pierwsze 6 micro waffelków, które stoją na toaletce. Ale oto są! Możecie mieć swoje zestawy i cieszyć się zabawą!
Micro waffle Marioinex zdobyły nasze serce
Co sądzimy o micro wafflach? W skrócie, są to miniaturki mini waffli. Zrobione są z tego samego materiału. Są miękkie w dotyku, podczas zabawy nie bolą nas palce. Ilość kolorów zadziwia. Są jasne i ciemne kolory, pastele. Jeśli dokładnie się przyjrzycie, dostrzeżecie, że na każdym micro waffelku wytłoczono nazwę firmy Marioinex.
Nie trzeba było tłumaczyć, wystarczyło dać garść klocków do zabawy...
 Tak powstał piętrowy domek z leżakiem
Nowością są plansze, które "podpowiadają", jaki "obrazek" można ułożyć. Po drugiej stronie planszy umieszczone są tylko zarysy wafelków. To miejsce na Waszą wyobraźnię. Marioinex proponuje, żeby pokolorować szablon w wybrany przez siebie sposób, ułożyć swój wzór.


 Plansze Marioinex są tylko propozycją, podpowiedzią...
Oczywiście nie musicie ograniczać się do płaskich konstrukcji. Micro waffle można układać dokładnie tak, jak mini wersje. Jest to jednak odrobinę trudniejsze niż w większej wersji. Trzeba bardziej się postarać. 😉 








Pamiętaj, aby nie dawać micro waffli Dzieciom poniżej 3 roku życia
Takie małe pudełeczko, a ukrył w sobie słonia...
Nasza kolekcja micro waffli wciąż się rozrasta 😀

Bawcie się!

poniedziałek, 17 lutego 2020

I co dalej?

Trzy miesiące, które szef dał mi na przemyślenie mojej decyzji o odejściu z pracy, minęły bardzo szybko. Byłam przekonana o jej słuszności. Moje podejście do tematu nie zmieniło się.
- Dzień dobry szefie.
- Dzień dobry. Proszę usiąść i niech pani zamknie drzwi.
- Dobrze.
- I jak wolne?
- Podtrzymuję moją decyzję i wypowiedzenie, które złożyłam trzy miesiące temu uznaję za dokonane.
- Dam pani podwyżkę i dostanie pani nowy komputer.
- Widzi pan, to nie tylko o te rzeczy chodzi. Ja już tak nie mogę pracować. 
- Czyli jak? 
- Kiszę się tutaj. Ja nie jestem typem osoby, która lubi pracę w biurze. Ja lubię teren, lubię akcję.
- Myślisz, że tam będzie lepiej?
- Nie wiem. Ale nie chcę żałować, że nie spróbowałam.
- To pani decyzja. W kadrach przygotują dokumenty.
- Dziękuję.
- Powodzenia.
- Dziękuję szefie.
Wstałam i pewnym krokiem opuściłam jego gabinet. Za drzwiami z ulgą wypuściłam powietrze. Sekretarka spojrzała wymownie.
- To koniec. Teraz idę spakować rzeczy z gabinetu. Masz jakieś pudełko czy mam lecieć do sklepu?
- Wiesz jaka jest polityka tej firmy?
- Taaa... radźta sobie- westchnęłam.
- Masz te 2 pudełka na dokumenty i uciekaj nim ktoś zobaczy, bo będę miała kłopoty.
- Dzięki- przesłałam jej buziaka i szybko zamknęłam drzwi.
 
Ostatnia kawa w pracy daje moc by wystartować z nowym...
Usiadłam w fotelu przy moim biurku. Włączyłam komputer i podpięłam dysk, żeby zgrać prywatne pliki. Wcisnęłam enter i wygasiłam monitor. Zaczęłam owijać w papier kubki, filiżanki, szklanki, talerzyki. Wyjęłam z szuflad słoiczki z mieszankami herbat i kaw, wszystkie sucharki i "pogryzacze". Pierwszy karton zapełniony. Przyszła kolej na szuflady i szafkę biurka. W pudełku wylądowały czasopisma i publikacje naukowe, wydruki, artykuły. Na drobnicę biurową nie starczyło już miejsca. Na szafie dostrzegłam pudełko po papierze ksero. Separatory i pojemniki na przybory, a także cała prywatna drobnica trafiła do niego. Zabrałam się za zdejmowanie plakatów, map i kalendarzy-zwinęłam je w jeden rulon, zabezpieczyłam frotką do włosów. Stanęłam przed oknem i zapatrzyłam się w dal. Z transu wyrwał mnie dźwięk powiadomienia w komputerze. Na dysku znajdowały się wszystkie przegrane pliki. Otworzyłam skrzynkę mailową i wysłałam "masowego" maila z podziękowaniem za tyle lat współpracy, pozostawiając jednocześnie do siebie nowe namiary. Wyłączyłam komputer.
- Boże daj mi siłę, bo inaczej zaraz się rozpłaczę- szepnęłam, przymykając oczy.
Mimo próby zduszenia żalu w sobie, spod powieki po policzku potoczyła się ciepła łza. Pozwoliłam jej powoli naznaczyć moją twarz. Była mi potrzebna. Wiele wydarzyło się w tych murach- dobrych i mniej przyjemnych chwil, ale te drugie wyparłam z pamięci. W gruncie rzeczy było mi tu dobrze. Była to praca, która dawała gwarancję zatrudnienia i wypłaty na czas. Tylko tego terenu brakowało mi najbardziej. Rozwój tylko na własną rękę, bez wsparcia firmy, choćby w formie urlopu- zawsze musiałam się uprosić... I ludzie, którzy się wypalili. Nie potrafiłam pracować w takim zespole. Na niczym im nie zależało poza "odbębnieniem" tych 8 godzin. Nie rozumieli mojej potrzeby rozwoju, starań...

- Cześć Mała- usłyszałam znienacka.
- Cześć Michaś- uśmiechnęłam się niepewnie.- Co tu robisz?
- Zamieniłem się z Radkiem. Przyjechałem po ciebie. Gotowa?
- Cholera, rzeczywiście przyjechałam pociągiem, a tu tyle rzeczy.
- Wiesz, tyle lat, więc uzbierało się troszkę. Ale już wszystko? Mam jeszcze rozkładane kontenery.
- Jeszcze szafa za filarem i kwiatki z parapetu.
- No to pakujemy i zbieramy się do domu.
- Tak.
Składałam ubrania z szafy, spakowałam kalosze i trekingi. Kosmetyczka i apteczka. Moja poduszka do masażu. Zapełniając kolejny kontener, zdałam sobie sprawę, że pakuję kilka lat życia, pracy i cząstkę siebie. 
- Hej! Chodzą słuchy, że zwijasz graty?
- Cześć Piotrek. Tak. Jutro jeszcze wpadnę po papiery i pożegnać się z zespołem, bo dzisiaj nie ma wszystkich.
- Wózek archiwalny przywiozłem, żeby było ci łatwiej do auta zabrać kartony.
- Dzięki, przyda się.

Rozmawialiśmy jeszcze chwilkę. Piotrek pomógł Michałowi zawieść wszystko do auta. Poszłam do pomieszczenia gospodarczego i przyciągnęłam do gabinetu wózek sprzątaczki. Moje rzeczy przeniosłam do pokoju Anki i zaczęłam sprzątać. Przetarłam sprzęt, umyłam biurko i parapety, na końcu zmyłam podłogę. Odprowadziłam wózek. Weszłam do środka i usiadłam na biurku. Michał zrobił mi zdjęcie. Ostatnie w tym miejscu. Stanęłam w progu gabinetu. Westchnęłam i zgasiłam światło. Przekręciłam klucz i oparłam się o drzwi. Z dziwną "czułością" położyłam dłoń na chwilę na drzwiach, zupełnie jakbym dziękowała za wszystko czego tu doświadczyłam, a czego one były niemym świadkiem przez te wszystkie lata... Przeszłam się jeszcze po pokojach i zaprosiłam wszystkich na jutrzejsze pożegnanie.
Jak się żegnać to z przytupem
Stół zastawiony pysznościami. Sama odstrzeliłam się jak na konkurs miss. Poprawiłam odruchowo serwetki.
- Jakieś rozplanowanie miejsc?- usłyszałam za mną głos mojego mentora.
- Cześć- objęłam go wzruszona, że przyjechał.
- Cześć koleżanko. To kwiaty dla ciebie i skromny prezent od emerytów.
- Dziękuję, nie trzeba było. Proszę siadajcie do stołu. Tylko włożę kwiaty do wody i wracam do was.
Po chwili w drzwiach pojawili się pozostali z "fabryki" z "szeryfem" na czele. Były kwiaty i prezenty, które bardzo miło mnie zaskoczyły. Siedzieliśmy, jedliśmy i piliśmy. Rozmowom i wspomnieniom nie było końca...
- Patrysiu mamy dla ciebie jeszcze jeden prezent. Ten album stworzyliśmy specjalnie dla ciebie. Znajdziesz tu wiele wspomnień. Mamy nadzieję, że zaglądając do niego będziesz nas miło wspominać. Nas i pracę z nami. Życzymy ci powodzenia i trzymamy za ciebie kciuki.
- Ula, dziękuję! Dziękuję wam wszystkim. Wzruszyłam się. Dziękuję za wszystkie wspólne dni i sprawy. Dziękuję za wasze wsparcie i to jak dużo się od was nauczyłam, zwłaszcza od mojego Najjaśniejszego. Bez was nie byłabym w tym miejscu, w którym teraz jestem. Szampan koleżanki i koledzy. Nasze zdrowie!- krzyknęłam unosząc kieliszek w geście toastu.
- Zdrowie!- odpowiedzieli głośno i napiliśmy się wspólnie szampana.

Siedziałam w aucie. Michał zamykał moje drzwi. Zapięłam pas. Nikomu się nie spieszyło, była pierwsza w nocy. Jechaliśmy w ciszy ponad 4 godziny. Ruch był na trasie niewielki. Drogę do domu Matyldy oświetlały nam latarenki. Michał wniósł prezenty i kwiaty, wstawił je do wazonów. Usiadłam w fotelu na tarasie. Zdjęłam szpilki i podciągnęłam nogi, obejmując je ramionami.
- Jak się czujesz?- Michał usiadł obok.
- Nie wiem. Jakoś tak mi dziwnie.
- Zostawiłaś za sobą sporą część swojego życia. Nie dziw się.
- Niby wiem, że dzięki temu ruszę do przodu, ale chyba dopiero teraz dotarło do mnie to wszystko. Zostałam sama.
- Hej, nie mów tak. Jestem przy tobie.
- Wiem, ale...
- Mała, nie płacz... No chodź- otworzył szeroko ramiona.
- Michaś...- wyszeptałam i wtuliłam się w niego. Płakałam jak mała dziewczynka. 
- Jestem przy tobie- otarł moje łzy i delikatnie mnie pocałował. Dzień budził się z pierwszymi promieniami słońca między szczytami gór. Dla mnie to miał być pierwszy dzień nowego życia...


(Pamiętajcie, że ten tekst jest fikcją literacką)

sobota, 8 lutego 2020

Proszę mnie przytulić

Przytulanie ma niezwykłą moc. Dowody pojawiają się w naszym życiu codziennym, ale i media donoszą, że przytulanie pomaga. Ostatnio głośno było o potrzebie przytulania niemowlaków. Wolontariusze, którymi zostali Seniorzy, tulili Maluszki w czasie, kiedy nie mogli tego robić ich Rodzice. Każdy Rodzic wie, jak potrafi uleczyć maleńkie serce przytulenie, buziak, głaskanie. Kiedy Dziecko nie radzi sobie z emocjami czasami wystarczy Je po prostu przytulić. Dorośli też jakby łagodnieją. Sami sprawdźcie akcję "FREE HUGS". Kobiety z zakupami, starsi panowie, grupa nastolatków, budowlaniec czy biznesmen z neseserem i w garniturze przytulają człowieka z kartką z tym napisem. I nagle każdy z nich zaczyna się uśmiechać.
Proszę mnie przytulić, P. Wechterowicz
Kilka danych technicznych:
Tytuł: Proszę mnie przytulić
Autor: Przemysław Wechterowicz
Ilustracje: Emilia Dziubak
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2019
Wydawca: Wydawnictwo Ezop Sp. z o.o.
Liczba stron: 36
Format: 25,7 x 25,8 cm
Wiek: nie określono
Cena wydawcy: 33 zł

Przyłapany... Tata Niedźwiedź z pyszczkiem całym w miodzie...
W lesie mieszkają Niedźwiedzie. Cieszą się one pięknem przyrody. Pewnego dnia Tata Niedźwiedź pyta Synka czy wi, jaki jest najlepszy sposób na udany dzień. Niedźwiadek ma na to swoje pomysły, ale Tata wyjaśnia, że wystarczy mocno się przytulić, a świat nagle pięknieje. Misie postanawiają zweryfikować tą teorię. Ruszają więc z las, aby przytulać napotkane zwierzęta...

Jaki będzie  efekt tej wyprawy? Kogo Niedźwiedzie przytulą podczas tej wędrówki? Czy to zmieni ich świat? A może bardziej wpłynie na losy przytulanych zwierzaków?
Zwierzęta są wdzięczne za przytulenie
Nam książkę czytało się bardzo przyjemne. Owszem nie jest to standardowy format, ale mamy specjalną półkę na kwadratowe książki. Okładka jest twarda, gruba i raczej trzeba by się postarać, żeby ją zniszczyć. Główni bohaterowie na okładce są "polaminowani", co sugeruje, że książka będzie dotyczyć relacji między nimi. W środku znajdziemy matowe kartki z przepięknymi ilustracjami.

Sama opowieść jest pełna humoru, a jednocześnie wzrusza, rozczula. Okazuje się, że jeden mały gest, może zmienić tak wiele w życiu każdego z nas. Mnie chyba najbardziej wzruszyła przytulona Panna Łasica, która po spotkaniu z Niedźwiedziami "jeszcze trzymała się za serce... wzruszona". Poruszono też problem samotność osób/ zwierząt starych. Myślą, że są tak starzy, że nikt nie będzie chciał ich przytulać. 


Polecamy i przytulamy!!!
 Pomyśleć, że "zwykłe" przytulanie ma taką moc...

wtorek, 4 lutego 2020

Rośliny doniczkowe, które warto mieć w domu

Jakość powietrza pogarsza się coraz bardziej. Niestety zamykając za sobą drzwi nie uciekamy od zanieczyszczeń. Wiele związków chemicznych krąży w naszych domach i mieszkaniach. Wśród nich znajdziemy takie jak: tlenek węgla, formaldehyd czy amoniak. Już w szkole uczono nas, że z różnymi zanieczyszczeniami doskonale radzą sobie rośliny. Warto się nimi otaczać. Są takie, które szczególnie warto mieć w domu. Ciekawi? Oto top 10 roślin doniczkowych, które pozwolą Wam oddychać pełna piersią czystym powietrzem.
Lawendę, możesz hodować w domu, jak inne zioła
1. Rozmaryn
Któż z nas go nie zna? Jest dość popularną przyprawą. Najczęściej kupowany suszony, ale uwierzcie, że warto zainwestować w doniczkę ze świeżym ziółkiem. Niewiele osób wie, że poza oczywistym wykorzystaniem go w kuchni, warto zwrócić uwagę na jego właściwości poprawiające koncentrację i wzmacniające pamięć. Potrawy przygotowane z gałązką świeżego rozmarynu zaskoczą nowym, smakiem i aromatem.

2. Lawenda
Wiele osób używa olejków lub świec lawendowych. Pamiętajcie jednak, że parafina podczas spalania wytwarza szkodliwe dla nas toksyny. Warto postawić doniczkę ze świeżą lawendą na parapecie. Nie dość, że świetnie wygląda, to pomoże nam w trudach codzienności. Lawenda posiada silne właściwości odprężające i uspokajające. Możesz dorzucić kilka gałązek do wody w wannie i zrobić sobie domowe spa. Eksperymentuj w kuchni- lawenda poprawi smak wielu potraw, świetnie komponuje się z gęsiną i jagnięciną. Kiedy po całym dniu, mimo zmęczenia, nie możesz zasnąć, zrób sobie herbatkę lawendową. Możesz też kilka źdźbeł włożyć do woreczka i umieścić go pod poduszką- łatwiej będzie pokonać bezsenność.

3. Aloes
O właściwościach aloesu pisałam Wam, podając przepis na nalewkę. Znajdziecie go TUTAJ To niezwykła roślina. Będziecie mieć pod ręką naturalny lek na podrażnienia i oparzenia. Pomoże też, kiedy Wasza skóra będzie już bardzo przesuszona.
Nasz nowy lokator- Zielistka Sternberga
4. Zielistka Sternberga, czyli popularna trawka"
Kiedyś stały na wszystkich parapetach. Hodowano je w szkołach, domach, biurach, sklepach. Były dosłownie wszędzie. Dlaczego? A no dlatego, że są łatwe w utrzymaniu. Nie wymagają szczególnej opieki. Są idealne dla nas, ludzi XXI wieku- wiecznie zabieganych, goniących za kolejnym projektem. Przede wszystkim jednak, ważne jest ich pozytywne dla nas działanie. Doskonale radzą sobie z wieloma toksynami znajdującymi się w powietrzu. Wyglądają atrakcyjnie, są łatwe w utrzymaniu i oczyszczają nasze powietrze- ideał.

5. Nefrolepis wyniosły
Kosmiczna nazwa? Spokojnie, to wszystkim nam znana paprotka. To kolejna roślina bardzo łatwa w utrzymaniu. Jedyne co musimy zrobić to zapewnić jej trwale wilgotne podłoże. W zamian będziemy mieć w domu piękny, zielony nawilżacz powietrza.

6. Bluszcz pospolity
skoro już jesteśmy przy roślinach rodem z PRLu, nie mogę nie wspomnieć do bluszczu. Któż z nas nie pamięta wijących się pod sufitem sznurków, przytwierdzonych do żyrandola, świętych obrazów, karniszy i oplatających je bluszczy. Wiły się w misternie zaplanowane systemy, czasami tworzyły wręcz zielone, podwieszane systemy.
Warto mieć w domu bluszcz, ponieważ oczyszcza powietrze z zarodników pleśni. Poleca się go szczególnie jeśli w rodzinie jest astmatyk lub alergik.
UWAGA! Bluszcz pospolity to roślina trująca. Musi być umieszczony poza zasięgiem Dzieci i małych zwierząt. Stąd pewnie zwyczaj ustawiania go na wysoko powieszonych kwietnikach i rozciągania pod sufitem, aby nic się nie stało, zwłaszcza Dzieciom.
Skrzydłokwiaty są coraz bardziej popularne
7. Skrzydłokwiat
Od jakiego czasu obserwuję wzrost popularności i zainteresowania tą rośliną. Widzę je coraz częściej w domach, ale i w biurach. Jest piękną rośliną o niezwykłych kwiatach. Poza ty, że to piękna ozdoba naszych wnętrz, oczyszcza nam powietrze. Skutecznie pochłania amoniak i trichloroeten. To dla nas poważne zagrożenie. Amoniak w dużych stężeniach może powodować podrażnienie śluzówek oczu, nosa i ust, wywoływać kaszel i duszności, a w najgorszym przypadku nawet śmierć. Trichloroeten jest substancją rakotwórczą i obecnie zaprzestano jego używania, ale nadal jest go dużo w naszym otoczeniu, ponieważ był powszechnie używany. 
Ponadto skrzydłokwiat wytwarza przyjemny, kwiecisty zapach.

8. Sansewieria gwinejska
Przez złośliwych nazywana "językami teściowej" 😂😜 W sklepach znajdziecie kilka jej odmian- będą różniły się kolorem liści i "obwódki" oraz ich szerokością. Potrafią rosnąć bardzo długie, kwiaty w kolorze zielonym lub białym przypominają pióropusze. Są mało wymagające. Zaleca się aby stały w sypialni. Posiada właściwości relaksujące i bardzo skutecznie oczyszcza powietrze. 
Ciekawostka! Jest to roślina "Stadna", najlepiej "czuje się" w towarzystwie. Warto więc ustawić w pomieszczeniu minimum 2 sztuki.

9. Figowiec sprężysty
Tak, to prawda, że są to rośliny, które mogą osiągnąć duże rozmiary i należy być na to przygotowanym. Można np. oddać zbyt dużą dla nas roślinę w miejsce, gdzie znajdzie się dla mniej odpowiednia przestrzeń. U nas oddajemy za duże kwiaty do Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, gdzie w patio pomagają się relaksować na śniadaniu przed oddaniem krwi.
Ogromnym plusem figowców jest fakt, że nie wymagają szczególnej opieki. Mamy zatem kolejną roślinę dla zabieganych. Jego duże liście niezwykle szybko pochłaniają toksyny i nieczystości z powietrza. 
WAŻNE! Dzięki pochłanianiu toksyn przez figowce, my mamy czyste powietrze, ale ich liście wymagają oczyszczenia. Od czasu do czasu, trzeba je umyć zwilżoną szmatką.

10. Gerbera
Na koniec zostawiłam pięknie kwitnącą roślinę. Jej  duże, barwne kwiaty na pewno zachwycą każdego. W sklepach znajdziecie je w różnych kolorach, więc można wybrać swój ulubiony.
Gerbera została doceniona przez naukowców z NASA. Uważają oni, ze gerbera jest rośliną, która najskuteczniej ze wszystkich usuwa benzen z powietrza i wytwarza tlen w nocy. Ot taki kosmiczny kwiat.

A jak to jest z Wami? Lubicie kwiaty? Macie jakieś w domu, w pracy? Które lubicie najbardiej i dlaczego?