czwartek, 21 listopada 2019

W morzu ulotnych dni

Świat pędzi rozkołysany tęsknotą końca... Idziemy każdego dnia, mijając się z westchnieniem w oczach. Trzynaście lat temu, kiedy oblałeś mnie kawą na Nowym Świecie, mieliśmy zupełnie inne priorytety.Wiedząc i czując to, co teraz, nie skończylibyśmy wtedy spotkaniem w tej kawiarence. Ale... Mijamy się... Wymieniamy spojrzenia, by czas zatrzymał się dla nas na ułamek sekundy. Delikatnie muskamy się zaledwie opuszkami palców. Dla nas to największa czułość... Czułość, której nikt nie zauważa, a która każe przymknąć oczy w poczuciu największej bliskości...

Trafiamy za nasze biurka, siadając na wysłużonych fotelach. Jeszcze pięć minut i dzień ruszy pełnym galopem. To chwila, by zrobić kawę i dolać do niej spienione mleko. Trzymając kubek w dłoniach, przymykam na chwilę, by przypomnieć sobie poranną czułość. Wiem, że myślisz dokładnie o tym samym. "Ok liczymy- 5, 4, 3"- biorąc łyk kawy, przemyka mi przez głowę. Przy dwójce słyszę dźwięk powiadomienia. Biorę telefon do ręki i uśmiecham się do siebie.
- Co tam?- oddzwaniam.
- Hipopotam- odpowiadasz z uśmiechem. Do której dziś?
-Standardowo. A ty?
- Jeszcze nie wiem, bo właśnie się dowiedziałem, ze mnie wywalili na zachodnią dzielnicę, a później na telefonie do 6 rano.
- Zderzenie?
- 18?
- Polana czy kamieniołom?
- Gdzie chcesz?
- Tam gdzie ostatnio?
- Kamieniołom- słyszę, że się uśmiechasz.
- To ciao- dotykam czerwonej słuchawki i przytulam telefon.
Tylko z Nim kawa smakuje tak wybornie
Pędzę podpisać się na liście. Porządek musi być. Odbieram z sekretariatu stertę materiałów do przerobienia. Wracam do siebie i odpalam sprzęty. Dopijam resztki kawy. Dzień nabiera tempa. Szarość za oknem pomaga skupić się na wyznaczonych zadaniach. Biegam z tymi cholernymi papierami, by uporać się z uciekającymi terminami. Drukuj, kseruj, opieczętuj. Zaakceptuj, przekaż, odpisz. Otwórz, udostępnij, zamknij. Załącz, wyślij, transferuj. Zadania, zadania, zadania. Mniej więcej w południe łapie oddech. Uśmiecham się do siebie na wspomnienie poranka i myśl o wieczorze. Próbuje zjeść, ale co chwila odzywa się telefon. Niestety nie mamy "pomieszczenia socjalnego", gdzie moglibyśmy zjeść w spokoju, a będąc w pokoju mamy obowiązek odbierania telefonu. Oczywiście mogę udawać, ze wyszłam i zabłądziłam w toalecie, ale znając moje szczęście właśnie wtedy zadzwoni "szeryf" z "rutynową" kontrolą.

Wybiegam z biura, aby zdążyć odebrać Pociechę z przedszkola. To dopiero jest magiczny przybytek.Nigdy nie zrozumiem "logiki" przedszkolanek. Cóż, traktuję przedszkole jako swego rodzaju przechowalnię. Na miejscu okazuje się, że "Dawca życia" przejął dziś opiekę. Och jak cudownie. Miałam wieczór dla siebie. Zjadłam przygotowany dzień wcześniej obiad i postanowiłam odrobinę poczytać.

O 17 zaczęłam się szykować do wyjazdu. Wiedziałam co lubi. Wiedziałam, którymi perfumami skropić nadgarstki. Sukienka i ramoneska. Dziś postawiłam na Jego ulubione szpilki.

Czekał ma mnie, oparty o auto. Kiedy podjechałam ruszył w moją stronę i otworzył mi drzwi. Ledwo odpięłam pas i wysiadłam, objął mnie i zaczął całować.
- Zamknij auto.
- Dlaczego?
- Mam dla ciebie niespodziankę.
- Jaką?
- Zobaczysz- złapał mnie za rękę i znów do siebie przyciągnął.
Poszliśmy w dół wyrobiska ku zamkniętej kopalni. Przed wejściem zauważyłam biało- niebieską taśmę. Podniósł ją, żebym mogła swobodnie wejść.
- My możemy tu być? Tam były tabliczki z zakazem wstępu.
- Ciii- przyłożył mi palec do ust.
Rozświetlił drogę latarką. Za zakrętem czekała niespodzianka... Stolik, dwa krzesełka, świece- duuuuo świec i pucharki z moim ulubionym deserem. Pomógł mi  usiąść. Rozglądałam się oczarowana. Na prawdę mnie zaskoczył. Było pięknie. Rozmawialiśmy, delikatnie dotykał mojej dłoni.
Kiedy zrobiło mi się chłodno, wyszliśmy na zewnątrz. Powoli wróciliśmy nad wyrobisko. Słońce właśnie zachodziło. Oparł się o auto i przyciągnął mnie do siebie. Patrzyliśmy jak wielka pomarańcza ginie za lasem. Poczułam jak delikatnie całuje mnie w kark. Szarówka objęła sąsiednie pola.
-Pojedźmy do naszej karczmy.
- Teraz?
- Tak, mam dyżur telefoniczny.
- Dobrze Skarbie.
Usiedliśmy w najbardziej ukrytym przed ludźmi stoliku. Kelner przyniósł zamówione herbaty i ciasto. Rozmawialiśmy o naszych zmartwieniach, nie było ich mało. Nasza sytuacja była, delikatnie mówiąc, skomplikowana. Mieliśmy swoje rodziny, partnerów, z którymi niestety nie byliśmy szczęśliwi. Nie mogliśmy zakończyć tego marazmu, bo były małe dzieci, które nie zrozumiałyby naszych decyzji. Naszym rozmowom nie było końca, tematy pojawiały się same. Odwlekaliśmy rozstanie tak długo, jak tylko mogliśmy, jednak ono za każdym razem musiało nastąpić...

Kochałam Jego oczy. Tylko raz widziałam Go złego na naczelnika, ale nawet wtedy Jego oczy szybko rozbłysły, kiedy zaczęliśmy rozmawiać. Wiedziałam, że przepadamy z każdym spojrzeniem, które się łączyły. W ich blasku ukryte było wszystko, czego szukałam. Kiedy trzymał mnie za rękę czułam, że jesteśmy razem niczym wyspa w morzu ulotnych dni. Byliśmy częścią wszechświata, jego odrobiną, maleńkim pyłkiem, który był szczęśliwy tylko wtedy, kiedy tworzyły go nasze dwa zespolone ze sobą serca. W radosnych iskrach tych oczu odnajdywałam klucz do naszego wspólnego, wymarzonego domu. I nie chodziło mi o budynek z drzwiami, oknami, pokojami wypełnionymi meblami i bibelotami. Nasz dom był tam, gdzie byliśmy we dwoje. Nie ważne było miejsce, nie liczyła się lokalizacja. Liczyło się to, żebyśmy mogli się tam ukryć przed światem. Byle tylko móc wsłuchiwać się we wspólny rytm naszych serc.

Nasze spotkania dawały nam tak dużo. Były naszą ucieczką i radością. Były wypełnieniem naszych serc. Niczym łódka unosiły nas na fali morza codzienności. Miały smak miodu. W uszach gościł szept naszych rozmów. W oczach ukryta była dla nas broń na codzienność...Abyśmy mieli siłę wytrwać do momentu, kiedy będziemy mogli wykrzyczeć prawdę o nas całemu światu...

5 komentarzy:

  1. Czyta się to jak dobry romans i chce się więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, to czekam na ciąg dalszy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamietam takie emocjonujące początki z moim mężem. Teraz już niestety wkradła się rutyna, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  4. To naprawdę fajna i ciekawa opowieść, tylko....
    Proszę, zwracaj większą uwagę na interpunkcję :)

    OdpowiedzUsuń