wtorek, 3 grudnia 2019

Słuchając naszych serc

Pierwszy grudzień. Dzień powoli ucieka w objęcia mroku. Powoli kończę makijaż i zakładam Twoje ulubione kolczyki. Zapinam ostatni zatrzask sukienki, którą będziesz mógł zrzucić dwoma ruchami- nazwaliśmy ja "sukienka na dwa". Zakładam buty, kurtkę i wychodzę z domu. Przekręcam kluczyk w stacyjce i włączam radio, aby do naszego spotkania towarzyszyła mi muzyka. Uśmiecham się do siebie, kiedy słyszę dźwięki kawałka, który już zawsze będzie kojarzył mi się z Tobą. Wyjeżdżam z parkingu i powoli rozpędzam auto na głównej ulicy mojego miasta. Jadę pewnie, dość szybko, ale tak bardzo chcę być znów w Twoich ramionach.

Po około 40 minutach jestem w umówionym miejscu. Podchodzisz i otwierasz drzwi mojego auta. Pochylasz się nade mną i całujesz, odpinając jednocześnie mój pas.  Jak ja tęskniłam za smakiem Twoich ust... Jest ciepło, więc wysiadam z auta i zatrzaskuję drzwi. Jest już ciemno. Otacza nas cisza i szum drzew. To nasze miejsce, gdzie uciekamy przed światem. Opierasz mnie o auto i całujesz. Wtulam się w Ciebie. Przymykam oczy ze szczęścia.
- Tak tęskniłem- przytulasz policzek do mojego.
- Och Kochany...- pozwalam czule całować moje policzki i powieki.
- Boże jak ty pięknie pachniesz.  Teraz już cię nie puszczę.
Uśmiecham się. Wiesz o tym, mimo, że tego nie widzisz. Pytasz, jak to się stało, że nie trzymałeś mnie w swoich objęciach tak dawno. Oboje wiemy co i kto jest przyczyna tej tęsknoty. A mimo tych przeciwności gnamy do siebie, do swoich ramion, do ciepła tej drugiej osoby.

Po chwili księżyc wylania się zza chmur. Na naszej polanie robi się troszkę jaśniej. Na moim nosie ląduje coś zimnego.
- Zobacz, śnieg- czuję jak zimny puszek roztapia się i spływa mi na policzki.
- Pierwszy tej zimy.
- Nasze spotkanie przywołało śnieg.
- Chodź do auta, bo zmarzniesz.
- Czy my nie możemy jak ludzie spotykać się w jakichś ludzkich warunkach?
- Chcesz?
- Chcę.
- To jedziemy.
- Gdzie?- pytam zaskoczona.
- Jedź za mną.
- Dobrze.
Wyjeżdżamy z lasu. Śnieg sypie coraz mocniej. Po około dwóch kilometrach zatrzymujemy się na parkingu zaprzyjaźnionego zajazdu.Chwytasz mą dłoń i pewnym krokiem, wśród lekkiego, śnieżnego puchu ruszamy do wejścia.
- Dzień dobry- mówimy razem.
- Dzień dobry. Dawno Państwa u nas nie było- odpowiada znajomy na barem.
- Życie i brak czasu- odpowiadasz za nas.
- Stolik?
- Ten, co zawsze.
Nie czekasz, aż chłopak upewni się, że jest wolny, pociągasz mnie lekko za sobą. Idę, rozsuwając kurtkę. Docieramy do naszego kącika, pomagasz mi zdjąć kurtkę i usiąść wygodnie. Po chwili pojawia się chłopak i stawia przed nami herbatę z konfiturą malinowo- różaną, po czym niepostrzeżenie znika, nim zdążę mu podziękować. Dotykasz dłonią mojego policzka, gładzisz go delikatnie, a ja znów przymykam oczy w odpowiedzi na tą czułość.
- Kochanie...- to jedyne, co jestem w stanie wyszeptać.
- Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak na mnie działasz kobieto. Dla ciebie zburzyłem cały mój świat.
- Z... Przecież, ja jestem w podobnej sytuacji.
- Moja Mała.
- Nie zostawiaj mnie nigdy więcej na tak długo.
- Nigdy.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. Boże jak tęskniłem- chwytasz moją twarz i całujesz- czule, delikatnie. Chcę żeby ta chwila trwała i żeby świat nas nie rozdzielał.- Zaraz wracam.
- Dobrze.
 

 Zostańmy wtuleni w siebie już na zawsze...
Mój wzrok podąża za Tobą. Śledzę każdy Twój krok i gest. Nie chcę przegapić nawet maleńkiego drgnięcia. Stajesz przy barze, chwilę rozmawiasz z barmanem i bierzesz coś od niego. Wracasz uśmiechnięty. Pomagasz mi wstać bez słowa i pociągasz za sobą. Idziemy po schodach na górę. Skrzypią cichutko. Otwierasz drzwi pokoju. Ogień przeskakuje z polana na polano. Jest tak cicho i przytulnie. Siadam na brzegu łóżka, a Ty stajesz przede mną. 
- I co teraz Mała?
- Ty mi powiedz.
- Spokój?
- A to możliwe?
Z uśmiechem siadasz za mną, opierasz się o szczyt łóżka. 
- Chodź do mnie.
Wtulam się w Ciebie. Zamykasz mnie w swych ramionach. Wpatruję się w ogień. Słucham już tylko bicia Twojego serca i cichego oddechu. Jest mi tak dobrze. Chcę żeby ta chwila trwała, żeby czas przestał mijać. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Rozmawiamy o nas.
- Dlaczego nie złapałeś mnie wtedy za rękę w Warszawie?
- Mała... wtedy były inne priorytety... Człowiek miał w głowie co innego?- wzdychasz ciężko.
- Co miałeś w głowie? Jakie priorytety? Wrócić tu, na ten mały komisariat?
- Wiesz, że nie.
- To co? Ciąża? Małżeństwo było tym priorytetem?
- Nie. 
- Co cię zmusiło do powrotu? Do tego, żeby mnie wtedy nie porwać?
- Głupota Mała, czysta głupota.
- Wariacie.
- Co z nami teraz będzie?
- Nie wiem, ale obiecaj, że nie zostawisz mnie już więcej na tak długo.
- Już obiecałem ci to dzisiaj.
- Wiem, ale chcę się upewnić.
- Nie zostawię. Nie funkcjonuję bez ciebie.

Leżymy tacy wtuleni. Świat przestał istnieć. Całujesz mnie czule we włosy. Całujesz moje oczy i policzki. Czule muskasz moją szyję. Uwielbiam smak Twoich ust. Przepadamy w naszych oddechach. Zanurzamy się w dźwięku naszych serc. To nasz moment... To nasza chwila... 

W tym samym czasie odzywają się nasze telefony.
- Cholerny dyżur- prawie krzyczysz na telefon.
- Podasz mi torebkę?
- Tak.
- Dzięki- otwieram ją, żeby znaleźć telefon.- Cholerny dyżur.
- Naczelnik?
- Tak. A u ciebie?
- Plac Wolności. Sporo krwi.
- To samo.
- Moim czy twoim?
- Wracamy tu?
- Po 16.
- To twoim.

Śnieg pada od wczoraj nieprzerwanie. Nasze spotkanie przyniosło zimę, a w sercu jest mi tak ciepło. Otwierasz mi drzwi. Wsiadamy do auta. Zakładam kamizelkę. Kładę dłoń na Twojej. Uśmiechasz się do mnie i razem ruszamy na to cholerne zdarzenie....

3 komentarze:

  1. To opowiadanie daje dużo do myślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To teraz mi powiedz czy to literacka fikcja czy mega romantyczne spotkanie w Realu 😁

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak mi się marzy taki spontaniczny wyjazd i randka z mężem przy kominku.

    OdpowiedzUsuń