niedziela, 4 marca 2018

Odgarnij włosy z mych ramion

Śnieg za oknem nie przestawał czarować. Siedziałam opatulona w koce, z kubkiem herbaty w dłoniach. Oczywiście już dawno wystygła. Przyglądałam się tańczącym płatkom. Wiatr rozdzielał je, kiedy tylko zdołały zbliżyć się do siebie. Zasypany świat zdawał się być lekko uśpiony. Ludzie przemykali wąskimi uliczkami. Czasami nieśli jakieś paczuszki, zakupy. Wszystkie gospody zaczną się od jutra zapełniać gośćmi. W miasteczku znów będzie głośno, radośnie i tłoczno...
Nawet tak dobrą kawę można zmarnować
- Wypoczęłaś?- usłyszałam po cichym skrzypnięciu  drzwi.
- Cześć B. Tak, wyspałam się. O cholera- wylałam zimną już herbatę.
- Poczekaj, pomogę ci- podbiegł szybko i zabrał ode mnie kubek.
- Nie mam siły. Wszystko mnie przerosło- opadłam na fotel.
- Mała, spokojnie. Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale sama zobaczysz, że to minie.
- Nie chcę, żeby minęło B. Chcę, żeby to we mnie było. Pół roku ciszy? Nawet zawodowo ograniczyliśmy kontakty praktycznie do zera.
- Nie płacz- ocierał moje łzy. Tak nie wolno. Wstań i zakładaj tą kieckę. Pamiętam ją z jednej szalonej imprezy-wskazał ubranie wiszące na haczyku na drzwiach.
- O Boże! Tańczyłam wtedy na stole z gitarą- uśmiechnęłam się mimowolnie na samo wspomnienie.
- Widzimy się za godzinę na dole. Monia z Tomkiem i Kasia już są. Ciii!-przyłożył mi palec do ust. Musisz nam pokazać miasteczko. Wieczorem ma przestać sypać, załóż szpilki.
- Oszalałeś! Zamarznę!
- Pójdziemy do jakiejś gospody. Załóż kozaki, a szpilki na zmianę weźmiemy.
- Dobrze.
- To ja uciekam i czekamy na ciebie- kiwnęłam tylko głową kiedy zamykał drzwi.

Co ja miałam zrobić? Od czego zacząć? Prysznic, szybki ciepły prysznic. Włosów myć nie będę, bo grypa murowana. Jak ja nienawidzę rajstop. Trudno, odmrożę sobie tyłek, ale zakładam pończochy. Lokówka i szybko coś trzeba zrobić z włosami- podkręcę moje naturalne loki. Makijaż? Przecież ja się nie umiem malować. Dobrze, nawet nie głupio to wyszło. I ta czerwona sukienka. Może jednak biała koszula i spódnica? Tak, to będzie idealny zestaw. Gdzie te moje szpilki? W końcu obiecałam B, a Przyjacielowi się nie odmawia. Zwłaszcza takiemu, który zjawia się w najtrudniejszym momencie, nie krzyczy, tylko przytula.
Wygląd pensjonarki mi odpowiada...
- No Mała, odwaliłaś się- Kasia przywitała mnie jak zawsze katalogowym uśmiechem.
- Daj spokój. B dał mi tylko godzinę, cudów nie zdziałasz.
- A gdzie ta czerwona kiecka?
- B przecież ja w niej zamarznę.
- Daj jej spokój. Ważne, że ją wyciągniemy z pokoju- Monika jak zawsze nie grzeszyła subtelnością.
- Chodźmy- zaproponowałam. Tylko już sporo turystów przyjechało, nie wiem czy coś znajdziemy wolnego.
Szliśmy główna ulicą. Już po kilku minutach zrozumiałam, że muszę jednak pokochać rajstopy. Wszystkie karczmy były już wypełnione po brzegi. Pomyślałam, że skończy się na zakupach w minimarkecie i imprezie w pensjonacie Matyldy. Nim wypowiedziałam tą myśl, poczułam jak ślisko jest na deptaku. Na szczęście ktoś mnie zdążył złapać i uratował przed zjawiskową wywrotką.
- Dziękuję- uśmiechnęłam się do wybawcy. Nagle straciłam równowagę.
- Jest ślisko, a buty masz takie sobie- zamarłam, głos Z. i taki do niego podobny.
- Idziemy ze znajomymi coś zjeść i wypić- powiedziałam lekko zamroczona.
- Tu już nic na głównej nie znajdziecie. 
- To nas Pan pocieszył.
- Jestem Michał. Chodźcie do karczmy tu niedaleko. Dziś jeszcze nie będzie tam tłumów.
- Patrycja, miło mi- podałam mu dłoń. Katem oka zauważyłam, że ma plakietkę ratownika górskiego.
- Tak, wracam z dyżuru- przejrzał mnie bezbłędnie.
- Chodźcie z nami- zawołałam znajomych i ruszyliśmy do zaproponowanej przez nowego znajomego karczmy.
Rzeczywiście było pustawo, tylko 3 stoliki były zajęte. Monika z Kasią postanowiły, że siadamy w rogu sali. Tomek i B. poszli do baru zamówić grzańce. Podziękowałam Michałowi i wróciłam do znajomych.
- Pyśka, ty go tak nie rozbieraj wzrokiem.
- Kasia, co ty opowiadasz. Był miły, uratował mnie przed upadkiem i przyprowadził nas tutaj.
- No i jest ratownikiem, przystojnym ratownikiem.
- Kto jest przystojnym ratownikiem Kochanie?- spytał Tomek.
- Nowy facet Pyśki naszej- zaśmiała się Monika.
- Monia, przecież nawet go nie znam. Michał...
- Ooooo!- krzyknęli wszyscy wesoło.
- To już jesteście po imieniu. Brawo Pyśka. Może mnie i Kaśkę też przedstawisz?
W tym momencie na stole kelnerka w ludowym stroju postawiła dwa półmiski z jedzeniem.
- Ale my jeszcze niczego nie zamawialiśmy- szybko zareagowałam na widok przysmaków.
- To od Michała, kazał przynieść na stół.
- A to dziękujemy- uśmiechnęłam się i wstałam od stołu. Zaraz wracam.
Podeszłam do baru, gdzie Michał pił piwo. 
- Wolne?
- Tak. Masz ochotę na coś mokrego?
- Wódkę poproszę.
- Ostro.
- Dlaczego podesłałeś nam jedzenie?
- To moja karczma, spróbujcie co mam dobrego. Jak posmakuje, to będziecie przychodzić i znajomych przyprowadzicie. Zdrowie- podniósł kieliszek i podał mi mój.
- Zdrowie! Cwana zagrywka. Przyłącz się do nas. A pan niech da mi butelkę wódki i kieliszki- poprosiłam barmana.
- Dobrze, kelnerka zaraz przyniesie.
- Ostro się bawisz- zauważył Michał w drodze do stolika.
- Mam powody.
- Jakie?- złapał mnie w pół i zaczął tańczyć w rytm powolnej ludowej muzyki, którą zaintonował zespół w drugim końcu sali.
- Jestem sama jak palec. Świat zawalił mi się jakieś pół roku temu i odbudować jakoś się nie chce.
- Jesteś piękna. Facetów możesz mieć na pęczki.
- Żartuj sobie dalej. Lepiej tańczmy.
Siedzieliśmy przy stole, jedliśmy i piliśmy. Dziewczyny dość szybko zostawiły mnie samą na placu boju. Wódkę kelnerka wstawiła man w kubełek ze śniegiem, wyjątkowo dobrze mi tego wieczora "wchodziła"... Michał wstał przy trzeciej butelce i pożegnał się z nami pod pretekstem dyżuru od rana. Gospoda była już prawie pełna. Przy sąsiednim stoliku siedzieli jacyś faceci z korpo. Jeden z nich podszedł do nas.
- Czy ja mogę porwać panią na parkiet?- spytał i wyciągnął do mnie rękę.
- Czy ja wiem?- zerknęłam porozumiewawczo na Monikę.
- Idź, my jeszcze posiedzimy. Baw się dobrze- w myślach dusiłam ją gołymi rękoma.
Nie miałam wyboru. Zaczęłam tańczyć z obcym facetem. W kilka minut dowiedziałam się, że są tu całą firmą na szkoleniu, że fajny hotel mają z basenem i że kolor moich włosów jest intrygujący. Przy trzecim kawałku przestałam słuchać jego bełkotu. Dopiero kiedy jego dłonie zjeżdżały coraz niżej, mimo moich protestów, wyrwałam się z jego objęć i uciekłam na oślep do pierwszych lepszych drzwi. W wąskim korytarzyku panował półmrok. Za drzwiami słyszałam głos korpo-świra. Kolejne drzwi okazały się być otwarte, szybko zamknęłam je za sobą i przekręciłam zamek. Korpo- świr szarpnął je dwa razy i poszedł dalej. Odetchnęłam z ulgą.
-Siadaj, zapraszam- usłyszałam znajomy głos.
- Michał?- zdziwiłam się.
- Witam w moim biurze. Siadaj na moim fotelu lub kanapie, jak wolisz.
- Nic nie widzę, ciemno tu. Ogień w kominku to za mało.
- Przepraszam, już zapalam lampkę.
- Czyli to Twoje biuro?- rozglądałam się, siedząc na kanapie. Czułam jak lekko kreci mi się w głowie, alkohol zaczynał działać.
- Tak. Gdzieś muszę rozliczać faktury. Jak się bawisz?
- A idź. Dorwał mnie jakiś wariat z korporacji i uciekłam tu przed nim.
- Przed czym tak na prawdę uciekasz?- usiadł obok.
- Przed facetami. Mam pecha. Widzisz, jak już chcę z kimś być, to ten ktoś albo jest zajęty, albo mnie nie chce. Tak już jest. Nawet moje ładne cycki nic tu nie zmienią- uśmiechnął się.- Ty się nie śmiej, tylko wody mi daj, bo wódka zaczyna przeze mnie przemawiać.
- Jesteś taka piękna- poprawił mi opadający na twarz zielony lok.
- Michał ty mnie nie kuś, bo ty wiesz, że mi się podobasz. I jeszcze ratownik górski. Ciastku przytul mnie- wyciągnęłam ku niemu ręce.
- Patrycja nie kuś losu.
- No chodź- namawiałam wytrwale.
Michał skorzystał z zaproszenia. Przysunął się bliżej i przytulił mnie. Kiedy próbował się odsunąć, dotknęłam dłonią jego twarzy. Miał takie cudowne oczy, hipnotyzujące. Przymknęłam swoje i pocałowałam go. Odwzajemnił pocałunek. Już po chwili całowaliśmy się namiętnie, a jego dłonie sprawdzały wzór koronki moich pończoch. Guziki koszuli jakby same się rozpięły. Czułam jego ciepły oddech na mojej szyi, schodził pocałunkami coraz niżej. Czułam, że jeśli teraz nie ucieknę, to będę tego żałować. Co zrobić, kiedy było mi tak cudownie, a resztki pijanego rozumu krzyczały o ucieczce?
- Stop- odepchnęłam go lekko od siebie.- To za szybko- mówiłam zapinając guziki.
- Przepraszam, myślałem, że tego chcesz.
- Chcę, ale na trzeźwo- podeszłam do drzwi, podniosłam moje szpilki.
- Patrycja- oparta o drzwi patrzyłam w te jego piękne zielone oczy.- Ja nie chcę, żebyś pomyślała, że jesteś dla mnie kolejna pijaną turystką.
-Michaś ja nie umiem już...- pocałował mnie tak czule, delikatnie... Wiedziałam, że jeszcze chwila i nie będzie odwrotu.
Odepchnęłam go stanowczo od siebie, otworzyłam drzwi i wybiegłam. Na końcu korytarza zobaczyłam uchylone drzwi, w których stała i paliła papierosa jedna z kelnerek. Bez zastanowienia i butów na nogach wybiegłam z karczmy. Nie wiem co krzyczała za mną dziewczyna, biegłam szybko w stronę pensjonatu Matyldy. Nagle poczułam jak w pasie obejmuje nie silne męskie ramie, i podnosi mnie do góry.
- Co ty do cholery wyprawiasz?- trzymał mnie mocno w ramionach.
- Michał, ja tak nie potrafię- krzyczałam.
- Załóż buty. Natychmiast. Dopiero wtedy cię postawię- posłusznie nasunęłam szpilki na zamarzające stopy.- Co ty robisz? Bosy maraton po lodzie? Chcesz się rozchorować- mówiąc zakładał mi swoją kurtkę.
- Ja... poczułam się taka...- zupełnie nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Mała ja nie chcę cię skrzywdzić. Pragnę cię szalenie, wiesz o tym. Poczekam. Nie chcę być góralem na pocieszenie. Gdzie mieszkasz? Odprowadzę cię- wziął mnie na ręce.
- U Matyldy.
- W górze za Rynkiem?
- Tak- odpowiedziałam cicho.
Nie protestowałam. Teraz czułam jak zmarzły mi stopy przy tej ucieczce, jak cała przemarzłam bez butów i kurtki. Szedł szybko, pewnym krokiem. Nie wiem kiedy, wtuliłam twarz w jego ramiona, a on tylko przytulił mnie mocniej.

Obudziłam się przed świtem. W kominku, w moim pokoju, płonął ogień. Ktoś musiał go pilnować w nocy. Byłam w ubraniu. Podniosłam głowę, rozejrzałam się. W fotelu siedział Michał. Spał. Wstałam, przykryłam go kocem, a sama ruszyłam do łazienki. Ciepły prysznic zmył ze mnie wstyd nocnego wybryku. Wcisnęłam się w moją najcieplejszą flanelową koszulę i wróciłam do pokoju. Na stoliku była moja torebka- widocznie Monika lub Kasia ją przyniosły. Usiadłam na łóżku i patrzyłam na śpiącego Michała. Co on musiał sobie o mnie myśleć? Pewnie sądzi, że jestem wariatką.

- Dzień dobry- szepnęłam.
- Dzień dobry Mała- również szepnął.- Wyspana?
- Nie śmiej się. Chyba chora jestem- odpowiedziałam zawstydzona.
- Po takim biegu? Dziwisz się? Ledwo cię dogoniłem.
- Zrobiłam śniadanie. Tu jest ciepłe kakao, a w tym termosie herbata. Jeśli chcesz kawę, zejdę i zrobię.
- A ty co pijesz? Ładnie pachnie.
- Grzaniec od Matyldy, żebym się nie rozchorowała.
- Załatwisz taki dla mnie? Niosłem cię tu bez kurtki, a mróz był spory.
- Już idę. Tam jest łazienka, odśwież się- zaproponowałam.- Ręcznik jest na krześle w środku.
Kiedy wróciłam z grzańcem, stał w szlafroku w drzwiach od tarasu. Zapatrzony.
- Coś ciekawego na mieście?
- Powoli budzi się do życia. Dziękuję- odebrał ode mnie kubek.
- Siadajmy. Matylda powiedziała, że za pół godziny zrobi kontrolę czy zjedliśmy- uśmiechnęłam się.
Usiadł obok na sofie. Jedliśmy rozmawiając i popijając grzańce. Tosty zniknęły szybciej niż myślałam. Owoce jedliśmy dużo wolniej. Nagle, sama nie wiem dlaczego, pochyliłam się i pocałowałam go. Z przymkniętymi wciąż oczami cofnęłam się lekko. Wtedy o przejął inicjatywę, chwycił moją twarz w dłonie i całował. Tak delikatnie, powoli. Gładził mój policzek.
- Boże, jesteś taka piękna.
- Michał, ja nie chcę cię zranić- szepnęłam.
- Mała, daj z tym spokój. Chodź tu do mnie, przytul się.
- Dobrze- wtuliłam się w jego ramiona, którymi szczelnie mnie otoczył. 
Siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy. Matylda zajrzała i zabrała pustą tacę. Zeszliśmy na dół dopiero na obiad. Michał trzymał mnie mocno za rękę. Założyłam jego polar i zakomunikowała mu, że musi sobie załatwić nowy, bo ten jest już mój. Tylko się uśmiechnął. Moi przyjaciele nawet nie skomentowali naszego zniknięcia wczoraj. Wiedziałam, że pytania zaczną się, kiedy Michał wyjdzie.

Nie chciałam żeby wychodził. Dowiedziałam się, że kiedy mnie przyniósł, spałam wtulona w niego. Matylda pomogła mu mnie położyć. Całą noc dokładał do ognia w kominku. Wziął urlop na dwa dni. W głowie miałam mętlik, a w sercu szaleństwo. Czuł moją niepewność.
- Lubisz bawić się moimi włosami, co?- zapytałam, kiedy położyliśmy się na moim łóżku.
- Muszę przyznać, że mają taki intrygujący kolor- uśmiechnął się.- I tak ładnie pachną.
- Bajerujesz.
- Będę je wąchał codziennie. I codziennie będę je całował.
- To jeszcze odgarniaj moje wszędobylskie loki z ramion i twarzy, bo mi do ust włażą.
- Tak zrobię, jak teraz. I będę dotykał twoją delikatną skórę.
- I jeszcze mnie przykryj, bo zimno.
- Zimno ci?Jest bardzo ciepło w pokoju, można w koszulce chodzić. Mała ty masz gorączkę.
- Wiem kochanie.
- Ale ja mówię poważnie. Idę po lekarza.
- Dobrze Z. ja tu sobie poleżę.
- Jaki Z? Patrycja, co ty mówisz?
- Michał zimno mi...

Odgarnij włosy z mych ramion i ust...


c.d.n. ........................

niedziela, 25 lutego 2018

Słowo o samodzielności

Przychodzi taki czas, że Maluszek zacznie interesować się tym co ma na talerzu, spróbuje złapać łyżeczkę, którą Go karmisz. To dla Ciebie jasny sygnał, aby Mu na to pozwolić i motywować do dalszego działania. To sygnał, że możecie rozpocząć naukę samodzielnego jedzenia. Ten magiczny moment zazwyczaj następuje ok 8-10 miesiąca życia. Oczywiście musisz nastawić się na wydłużony czas trwania posiłków oraz upacianego Malucha, ale będzie On coraz odważniejszy, bardziej samodzielny, a Ty w rezultacie zyskasz troszkę czasu dla siebie.
NIE KARM BUTELKĄ
Będzie łatwiej jeśli podasz kaszkę w butelce- usłyszałam, kiedy zaczęłam wprowadzać inne niż mleko pokarmy. Ale nie uległam tej pokusie, tylko karmiłam Piotrusia łyżeczką. I dobrze, Tobie też to polecam, bo karmienie łyżeczką pomaga wypracować ruchy małych usteczek, które niezbędne są do samodzielnego jedzenia. Pamiętaj aby łyżeczkę z jedzeniem wkładać i wyjmować z ust Dziecka poziomo- to ułatwia zgarnianie z niej pokarmu, a powstałe w ten sposób nawyki ułatwią prawidłowy rozwój mowy.
Łyżeczki mają profilowane uchwyty ułatwiające karmienie
KUBECZEK
Po pół roku wodę, mleko i inne napoje, jak herbatkę, podawaj Brzdącowi w kubeczku. Najlepiej zacząć od niekapka, ale niektóre Dzieci ich nie lubią, więc spokojnie zaczekaj. Po kilku dniach/ tygodniu ponów próbę nauki picia z kubeczka. Nie możesz pozwolić aby Dziecko zbytnio przyzwyczaiło się do picia z butelki ze smoczkiem, bo nim zauważysz, będzie mieć 3 latka i dalej chodzić z butlą.
ZABAWA JEDZENIEM
Pamiętacie, jak Rodzice mówili, żeby nie bawić się jedzeniem? Warto jednak na to pozwolić. Przecież ziemniaki mają inną strukturę niż makaron. Pamiętaj żeby karmić Dziecko w miejscu, które łatwo doprowadzisz do porządku po posiłku, najlepiej w kuchni. Załóż śliniaczek, przykryj ubranko ściereczką i pozwól na poznawanie czegoś nowego, niespotykanego. Walka z tym, to jak walka z wiatrakami. Ta fascynacja szybko minie, a zabranianie jej Maluszkowi, może zniechęcić do samodzielnego działania.
Bawcie się jedzeniem, niech Dziecko poznaje strukturę paluszkami
RĄCZKI DO DZIEŁA
Tak to się własnie zaczyna, że Maluch zaczyna samodzielne jedzenie... rączkami. Dlaczego? Dlatego, że łatwiej trafić do buzi własną rączką niż łyżeczką- mała, będąca ciałem obcym i dodatkowo trzeba uważać, żeby nic z niej nie wypadło. Dla Dziecka oto może być bariera nie do przebicia. Daj Dziecku swobodę wyboru.
"Gryzienie", "memłanie", "ciumkanie"- jedzenie jest super
RAZEM
Ważnym elementem nauki jest wspólne jedzenie przy stole. Dziecko obserwuje dorosłych i uczy się. Zauważ, że Przedszkolak w domu je niechętnie, a w grupie zawsze ze smakiem. Grupowe jedzenie zobowiązuje. Z grupy trudniej się wyłamać. Dlatego warto jeść razem, przy wspólnym stole. Zobaczysz ile radości dasz tym sposobem Dziecku, a z czasem i sobie!
RAZY DWA
Podczas nauki samodzielnego jedzenia musisz uzbroić się w cierpliwość. Niezbędnym będzie dokarmianie. Na początek może się okazać, że nie tylko dwie łyżeczki, ale wręcz dwa talerzyki są potrzebne do tego dzieła.Dzięki temu posiłek nie wystygnie, a Dziecko będzie miało pełny brzuszek. Cała akcja nie toczy się wtedy godzinami i Maluch uczy si ę prawidłowego jedzenia.
A może zostać obiadkiem?
SPACERY
Kiedy nauka nie idzie, Dziecko nie chce już próbować, musicie ochłonąć. Zabierz Malucha na spacer! Świeże powietrze pobudzi Malucha i jego apetyt, a Ty wyrwiesz się z domu. W wózku możesz mieć przekąski- chrupki, obrany owoc itd. Ne zapomnij jednak o chusteczkach- nauczysz Malucha podstaw higieny i nie będziesz wracała w małym prosiaczkiem.

Pamiętaj! Nie można się poddawać. Nie zrażaj się od razu. Daj Dziecku czas- też potrzebuje go na zmiany!
Będziesz dumna, kiedy w restauracji poradzi sobie Sam

poniedziałek, 19 lutego 2018

Ja Mama robot

Matki tak mają, że lubią się poświęcać. Matki tak właśnie mają, że lubią kiedy się umęczą. Tylko po co? Zrozumiałam to podczas organizowania Świąt Bożego Narodzenia 2017 i czwartych urodzin Piotrusia w tym roku, kiedy gorączka sprawiała, że miałam zawroty głowy. Nie mogłam dopuścić do tego, żeby Piotruś nie miał Świąt czy imprezy urodzinowej. Szczęście w nieszczęściu, że prezenty kupiłam, zapakowałam i ukryłam wcześniej... ufff...

Matko Polko kochana, nie musisz urabiać się po łokcie, żeby na Twoim stole w Wigilię było dwanaście tradycyjnych potraw. Nie musisz też pół nocy walczyć z warzącym się kremem do tortu z ulubionymi postaciami Dziecka. I te postaci na torcie, które w niczym nie przypominają samochodu/księżniczki/pieska? Kobieto odpuść to sobie! Zdecydowaną większość tych potraw dostaniesz w sklepie. Zostanie Ci tylko kilka do własnoręcznego przygotowania. Tak, kompotu z suszu nikt Ci nie ugotuje, nikt też nie usmaży racuszków, ale pierogi, krokiety czy kutię możesz zamówić. Odpuść sobie przekręcanie maku, bo cudowne makowce czekają w piekarniach i cukierniach. Zamiast blachy sernika, kupisz 4 kawałki czterech różnych ciast. Tort zrobią Ci w cukierni. A dziecięcy bohaterowie będą tacy kształtni i "nierozmazani". A Twoim głównym zadaniem będzie precyzyjne pokrojenie tego cudeńka- pamiętaj o ostrym nożu i gorącej wodzie. 

Dla Twoich najbliższych ważniejszy jest Twój uśmiech niż samodzielne przygotowanie przyjęcia. I wiecie co? Policzyłam sobie to wszystko i NIGDY więcej nie dam się zamęczyć przygotowaniami. Nie pozwolę sobie na to, aby moje zmęczenie przesłoniło radość z bycia razem. Nawet najwspanialszy prezent nie będzie cieszył, kiedy Mama przysypia lub jest tak rozdrażniona zmęczeniem, że krzywo położony talerzyk wywołuje lawinę. Serio. Dziecko będzie zawiedzione, a cała Wasza praca pójdzie na marne. 

Na prawdę uważasz, że szczęście da Ci lśniąca podłoga? Ten niedoszorowany kawałek nie spraw, że będziesz gorszą Mamą. Może być wręcz odwrotnie!Pozwól sobie na luz i bądź szczęśliwa. Daj sobie pomóc i odrobinę się wyręczyć. Te "nieidealne" Święta, mogą być tymi najlepszymi i najmilej wspominanymi. A może to początek nowej tradycji, w której Mama nie ma podkrążonych ze zmęczenia oczu i uśmiecha się mimo, że nie wszystkie skarpetki są sparowane!
Wspólne chwile są najważniejsze!

poniedziałek, 12 lutego 2018

Europejski Dzień Numeru Alarmowego 112

11 lutego byliśmy na obchodach Europejskiego Dnia Numeru Alarmowego 112, które odbyły się w kieleckiej Galerii Echo. Przedsięwzięcie zorganizowała Pani Wojewoda Agata Wojtyszek wraz z pracownikami Centrum Powiadamiania Ratunkowego. 
Podkomisarz spotkał Panią Podinspektor- zachwyt obu stron!
W programie znalazło się wiele atrakcji, skierowanych szczególnie do Dzieci. Były to m.in. interaktywne spektakle teatralne poświęcone tematyce bezpieczeństwa Teatru „Moralitet” z Krakowa oraz liczne konkursy, gry i zabawy z nagrodami służące popularyzacji numerów alarmowych i promujące prawidłowe zasady ich używania. Na jednym ze stanowisk (KW PSP w Kielcach), Dzieci uczyły się jak w prawidłowy sposób zadzwonić na numer 112 i podać w sposób właściwy wszystkie istotne informacje. Za dobrze wykonany telefon Dzieci dostawały misie pluszowe.
 
Najlepszy policjant ever
Wszyscy mogli zobaczyć pokazy sprzętu ratowniczego i gaśniczego Państwowej Straży Pożarnej, prezentacje na tematy związane z bezpieczeństwem prowadzone przez policjantów Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach– w tym policyjne miasteczko ruchu drogowego, w którym Dzieci uczyły się prawidłowego zachowania na drodze, prezentacje sprzętu policyjnego i internetowej Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa. Członkowie Świętokrzyskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowie Ratunkowego oraz operatorzy numerów alarmowych prowadzili pokazy udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej. Atrakcją były również pokazy ratownictwa wodnego z wykorzystaniem psa-ratownika, którego wszystkie Dzieci mogły pogłaskać.
 Prezentacja "autochodzików", oczywiście modelem Piotruś
 Policjant w policyjnym "autochodziku", czapka od Pani starszej sierżant
 Kierujemy ruchem
 Testy na kartę rowerową, na 11 skrzyżowań 1 błąd
 Spotkanie z Panią Wojewodą
Podkomisarz Piotr, Pani Podinspektor i Pani Wojewoda, czyli ważne narady

Atrakcji było wiele, a wiedza sprytnie "przemycana" przez zabawę, przynosi najwięcej korzyści! Dodatkowo impreza zorganizowana była bardzo dobrze i  każde Dziecko wychodziło z uśmiechem i przynajmniej jedną nagrodą! Dodatkowo uwielbiane przez Dzieci baloniki dostępne były w ilości wielkiej. Brawo! Tak to powinno wyglądać!
Po takiej ilości atrakcji trzeba się posilić

czwartek, 8 lutego 2018

LISTY

piszę do Ciebie regularnie
pisze o wszystkim
poruszam różne tematy
uśmiechasz sie lub smucisz czytając
są kolorowe
czasem takie szare
mówisz, że tylko ich treść
i tylko czasami
wiesz jak się czuję
dzwonisz jak tylko przeczytasz
starasz się
wczuć w moją sytuację
lubisz je dostawać

kiedyś pokazałeś mi pudełko
były tam wszystkie
a ja myślałam, że je wyrzucasz
z dumą pokazywałeś
każdy z nich
i odczytywałes mi
Twoje ulubione fragmenty

pokochałeś je
tak samo jak ja
nie potrafimy już bez nich trwać

kochamy się w nich do utraty tchu
Uśmiech dla Ciebie zawsze w sobie odszukam

wtorek, 6 lutego 2018

Marzenie z odroczonym terminem realizacji

Co można powiedzieć, napisać, kiedy zbraknie słów i sił do ich wypowiedzenia? Czasami przeciwności losu jest tak wiele, że trudno się z nimi uporać. Czasami trzeba podjąć jedną decyzję, jedną z trudniejszych- jeśli nie najtrudniejszą w życiu. Decyzja, od której zależy całe przyszłe życie. I to nie tylko Twoje, ale i Twojej Rodziny.
Jaka drogę obrać? Jak zdecydować, zwłaszcza, że każdy wybór niesie za sobą ryzyko i żaden nie jest do końca dobry, bezproblemowy, bezpieczny. Każdy niesie za sobą ryzyko porażki. Dwa warianty, które mogą tak wzbogacić i rozwinąć Twoje życie, jak i zniszczyć wszystkie dotychczasowe osiągnięcia i rozbić rodzinę.
Kiedy każdy wie lepiej i mąci w głowie 
Czy umiałabyś zostawić na miesiąc Rodzinę, ukochane Dziecko, widzieć ich 1,5 dnia w miesiącu i znów cztery tygodnie tylko na skype, w zamian za dwa razy większe zarobki niż dotychczas? Tak na początek oczywiście. Warto?
Żeby dojść do tego miejsca, poświeciłam na ten cel masę czasu, energii, wysiłku. Ćwiczyłam, walczyłam, leczyłam się, rozwiązywałam setki testów, ćwiczyłam po kilka godzin tygodniowo. Częściowo "zaniedbałam" dom i może nawet Rodzinę.
Dlaczego więc zrobiłam krok w tył? Czy oby na pewno się cofnęłam? A może odważnie podbiegłam do przodu? Wszystko zależy od punktu siedzenia. Wybrałam Rodzinę i postanowiłam pozostać w dotychczasowej pracy. Kosztowało mnie to masę nerwów, łez i wyjaśnień. 
Tylko kilka osób szczerze mi kibicowało, podkreślając, że to moja decyzja. Dziękuję tym, którzy wspierali radą, pomogli w analizie "plusów" i "minusów", a kiedy było trzeba polali zimnej wódki. Dziękuję tym, którzy zabrali mnie na spacer i ukryli się ze mną na chwilkę w magii archeo. Dziękuję tym, którzy przytulili mnie mocno, kiedy usłyszeli moją decyzję i z uśmiechem powiedzieli: "Jak dobrze, jaka ulga dla mojego serca". Dziękuję tym, którzy w momencie podejmowania decyzji, trzymali mnie mocno za rękę!
Być może kiedyś pożałuję tej decyzji, ale na razie muszę ochłonąć i skierować myśli na odpowiednie tory. Wiem, że podjęłam słuszną decyzję, która pozwoli mi się rozwijać i być szczęśliwą. Pieniądze to nie wszystko. Może powiesz, że poświęcam się głupio dla idei i nie po to kończyłam studia, żeby teraz pracować za takie grosze, ale moje serce potrzebuje teraz, w tym momencie, tego miejsca. Mój Syn potrzebuje ciszy i stabilizacji, którą dzięki mojej decyzji będzie miał zapewnioną. Zapewne nie raz jeszcze zapłaczę i westchnę, ale mam zamiar cieszyć się życiem, oddychać głęboko i rozwijać się pod każdym kątem. Wiem, że będzie dobrze! Na razie odraczam termin realizacji tego marzenia, może nawet na zawsze. Udowodniłam, że mogę i potrafię osiągnąć cel. A mundur? Cóż- na razie założy go tylko mój Syn- najlepszy, najmądrzejszy, najbardziej prawdziwy policjant ever...
Mundur założy mój Synek- najlepszy policjant ever

czwartek, 1 lutego 2018

MÓJ (?) Anioł

Poszedł za mną
Teraz wiem, że niepotrzebnie
Oblał swe skrzydła piwem
Wycałował wszystkich
Ach i grał, i tańczył
Ach... i z gitara w reku do samego rana
Sczłowieczał na amen
Skaranie boskie z takim Aniołem
Biega z dziećmi i psami
I choć już wie, że stracił rajskie rozkosze
To idzie by zagrać jeszcze partyjkę
Przecież chciałam aby chociaż
On
Z nas dwojga był normalny
Lecz widzę, ze nawet Anioła
Sprowadzę na złą drogę...
SZKODA!
Pani z zielonymi włosami- czyżby coś z Anioła?