środa, 27 kwietnia 2022

Gdańska niespodzianka

Siedzę przy biurku i próbuję uspokoić własne serce. Patrzę w okno i na uginające się pod naporem wiatru gałązki starej lipy. Nie potrafię zebrać myśli. Krążą bez ładu i składu, uderzając w najczulszy punkt duszy. Dlaczego musiałeś wybrać drogę, którą pokonuję od ponad tygodnia?
Gdańsk miał stać się dla Patrycji miastem spotkań i niespodzianek


- Cholera jasna!- krzyknęłam, bo rozlana na rękę gorąca kawa to nic przyjemnego.
- Przepraszam- powiedziałeś, wyciągając jednocześnie chusteczki higieniczne.
- Z? Co ty tu…- zamarłam, kiedy dotarł do mnie twój głos.
- Mała? Przepraszam. Gorąca?
- Co gorąca?- patrzyłam na ciebie półprzytomna.
- No kawa? Oparzyłaś się?- wyjąłeś mi z ręki na wpół pusty kubek.
- Gorąca jak cholera. Zobacz już się pęcherzyki miedzy palcami zrobiły. Ałła- jęknęłam i cofnęłam rękę.
- Chodź na komendę, trzeba to szybko przemyć i zdezynfekować.
- Nie chcę.
- Nie zachowuj się jak dziecko. Chodź.
- Co ty robisz w Gdańsku?
- Chodź, wszystko ci opowiem.

Wziąłeś mój plecak i ruszyliśmy w kierunku Komendy Wojewódzkiej. Wchodząc, machnąłeś tylko dyżurnemu. Nie do końca docierało do mnie, to, co się działo. Wchodziliśmy po schodach, oczywiście na ostatnie piętro. Mijający nas funkcjonariusze witali się z nami serdecznie.

- Wejdź proszę, siadaj- otworzyłeś mi drzwi pokoju 1003.
- Tu pracujesz?
- Tak, przez kolejne pół roku, może krócej. Do zakończenia sprawy, nie opłaca mi się ganiać kilkanaście razy w miesiącu przez pół Polski.
- Sam jesteś?
- Tak.
- Fajne gniazdko.
- Chodź, pokażę ci łazienkę.

Delikatnie obmywałeś mi rękę letnią wodą, dopytując czy na pewno nie boli. Później z tą samą delikatnością dezynfekowałeś niewielkie pęcherzyki miedzy palcami.

- Boli?
- Troszkę piecze.
- Tęskniłem. Nie, nie przerywaj mi, proszę- spojrzałeś mi prosto w oczy. Nie przerywaj mi, bo to jedyny moment, w którym jestem w stanie zebrać się na odwagę i powiedzieć ci to wszystko.
- Zbóju…- szepnęłam.
- Mała… To wszystko nie tak, jak miało być- delikatnie oglądasz moją dłoń. Uciekłem tu przed tobą, przed nami, przed tym wszystkim co czuje. Nie umiem, a raczej nie chce tego nazwać po imieniu, bo oznaczałoby to rewolucje w moim życiu. W moim, w twoim, w życiu wielu ludzi. Nie wiem czy wolno mi zrobić to, czego pragnę, bo to będą nieodwracalne zmiany.
- „Z” to już się stało. Życie uległo zmianie. Nie widzisz tego? Już nie jesteśmy tyli samymi ludźmi, którzy kilka lat temu ruszyli na wspólną akcje i przypomnieli sobie o rozlanej kawie w Stolicy.
- Wiem, ale…
- Nie ma żadnego ale. Czasu już nie cofniemy. Nie wiem nawet czy chciałabym go cofnąć. Kocham naszą córeczkę najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Tylko my i lekarz znamy prawdę, co najwyżej pozostali mogą się jej domyślać. Ale Freja jest dowodem na to, że życie uległo zmianie.
- Mała…- szepnąłeś i objąłeś mnie swoimi kochanymi ramionami.
- Zbóju- przymknęłam oczy, zatraciłam się w tym przytuleniu i zapachu twoich perfum.
- Dziękuję, że tu jesteś.
- Nie dziękuj, to przypadek. Jestem na bezpłatnym urlopie naukowym, bo macierzyński już mi się skończył, a chcę skończyć podyplomówkę. Pytanie, co ty tu robisz?
- Już ci mówiłem. Mam sprawę do skończenia. Później wracam na nasze stare śmieci. Wróć ze mną.
- Jak to z tobą? Przecież masz rodzinę.
- Chcę, żebyś to ty nią była.
- Jesteś pewien swoich słów? To poważna deklaracja?
- Dużo myślałem. Pisałem do ciebie, dzwoniłem, ale dostawałem tylko cisze w odpowiedzi. Wystawałem pod twoim domem, ale ciebie nie było.
- Wyprowadziłam się z dziećmi. Za dużo wspomnień. Ja nadal pamiętam mojego męża, pamiętam że byłam tam szczęśliwa. Później ty i cały ten szalony czas. Ale ciąża dodała mi tylko sił, by zrobić krok do przodu i uciec…
- Uciec?
- Tak. Myślę, że w pewnym sensie to była ucieczka. Zostawiłam przeszłość za sobą, spakowałam kartony i uciekłam.
- Gdzie?
- Do mieszkania, które kupiłam za część pieniędzy ze sprzedaży domku w górach. Pamiętasz go?
- Tak. Ja z mojej części zrobiłem lokaty dla dziewczynek.
- Zbóju co ty chcesz zrobić?
- Chcę być z tobą, z wami. Dużo o tym myślałem. Obiecałem sobie, że jak skończę tą sprawę, wrócę i odszukam cię.
- I co dalej?
- Chcę być z Wami. Chcę rozwieść się z „W”, wystąpić o uznanie ojcostwa Frei i przysposobienie Michała.
- A jesteś pewien, że ja chce tego samego?
- A nie?
- Nie wiem. Zaczęłam sobie wszystko układać i kiedy myślałam, że już sobie to poukładałam, ty oblewasz mnie kawą.
- Znowu oblewam cię kawą. Historia lubi się powtarzać- uśmiechamy się do siebie.
- Znowu…
- Masz czas?
- Kiedy?
- Po południu?
- Nie bardzo. O 15 odbieram Freję ze żłobka. Za tydzień wracamy do domu. Jestem tu tylko by zdobyć materiały do książki. Michał jest z babcią.
- A teraz?
- Co teraz?
- Masz czas?
- No dzisiaj raczej w bibliotece nie podziałam z tą ręką. Muszę tylko zadzwonić, żeby zostawili mi materiały na jutro. I wracam do mieszkania. Wynajmuję tu kawalerkę.
- Chodźmy- podałeś mi kurtkę.
- Gdzie?
- Do ciebie. Szybko.
- Ale po co?
- Nie pytaj, proszę.
- Wychodzisz?- zapytał młody chłopak, stając w progu na mój widok. Dzień dobry.
- Dzień dobry, cześć.
- Nadinspektor Patrycja Zakrzewska, a to jest aspirant Michał Kwiatkowski- przedstawiłeś nas sobie.
- Cześć Patrycja jestem. Przepraszam, że nie podam ręki, ale pewna osoba oblała mnie kawą.
- Cześć, Michał. Jakaś akcja?
- Mam chyba przełom w sprawie. A wszystko dzięki tej kobiecie i rozlanej kawie- puściłeś mi oczko.
- Rozlanej kawie?- Michał nie krył zdziwienia.
- Nie przejmuj się, ja też nie rozumiem, ale on ma takie przebłyski geniuszu. Jestem pewna, że skończy ta sprawę szybciej niż w pół roku.
- Wezmę twój plecak, ty uważaj na rękę. Michał nie wiem czy dzisiaj jeszcze wrócę. Dasz znać naczelnikowi?
- Przecież pod niego nie podlegasz.
- Ale chce żeby wiedział. Do jutra.
- Cześć- zmieszany chłopak stał przy barierce schodów, przyglądając się naszemu szybkiemu wyjściu z jednostki.
- Cześć aspirancie. Mam nadzieje, że do zobaczenia.
- Miło było poznać, wpadnij do nas na dłużej- uśmiechnął się.


Otworzyłeś mi drzwi auta, pomogłeś zapiąć pasy. Podałam ci adres, a ty jechałeś tak spokojnie. Serce chciało mi wyskoczyć z piersi. Byłam tak oszołomiona całą sytuacja i jej dynamicznym rozwojem, że prawie nic nie mówiłam. Dojechaliśmy dość szybko, godziny szczytu szczęśliwie już minęły i poranne korki luz nieco zmalały. Wbiegliśmy na 2 piętro, otworzyłam drzwi i weszliśmy do niewielkiego mieszkanka. W pokoju, w kącie stał stół w połowie zawalony książkami i notatkami, pod oknem stało rozłożone łóżeczko turystyczne dla Frei, a za nim moje łóżko. Było niezaścielane, bo rano zaspałam i zgarniałam wszystko w biegu. Naprzeciwko wejścia stały nasze dwie walizki, a na typowo sklepowym wieszaku kilka bluzek, jakieś apaszki i spodnie.

- Przepraszam za bałagan, nie słyszałam budzika i zaspałam- tłumaczyłam wygląd pokoju, starając się przykryć łóżko kocem.
- Chryste, jak ja za tobą tęskniłem- odwróciłeś mnie do siebie i pocałowałeś. A ty tęskniłaś?
- Troszeczkę, tak tyci tyci- uśmiechałam się, ale nie chciałam otworzyć oczu, jakby bojąc się, że to tylko sen.
- Spójrz na mnie.
- Boję się, że jak spojrzę, to przepadnę.
- Spójrz na mnie- powtórzyłeś stanowczo.
- I co teraz?
- Teraz wszystko naprawię. I będziesz moja, nawet jeśli się nie zgodzisz. Dzisiaj zabieram was z tej klitki do mojego mieszkania. Jeśli chcesz, dostaniesz oddzielny pokój. Opłaciłaś już pobyt?
- Nie, jeszcze nie, bo to mieszkanie znajomej, a nie byłam pewna daty powrotu.
- Chcę już tylko ciebie. Jaki byłem głupi, że nie widziałem tego wcześniej.

Zdjąłeś mi płaszcz, rozpięłam twoją kurtkę. Obejmowałeś mnie. Nasze ruchy jakby zwalniały, ale czułość rosła z każdym z nich. Nie było to jednak chaotyczne, rozumieliśmy się bez słów. Każde przesuniecie dłoni, muśniecie ustami, przytulenie było niczym nieskrępowaną harmonią. Utonęłam w twych ramionach.


Cholerny świat, który uparcie rzuca nas sobie w ramiona… Boje się tego, a jednocześnie nie potrafię zapanować nad chęcią podjęcia kolejnej próby. Siedzę na stole, a ty rozkładasz łóżeczko dla Frei obok łóżka, naszego łóżka. Nasze walizki stoją jeszcze na korytarzu. Nie umiem zebrać myśli. Nie potrafię być zła, nie chcę… Patrzę za okno. Po chwili czuję twój pocałunek na ramieniu.

- Co jest Mala?- obejmujesz mnie delikatnie.
- To wszystko dzieje się tak szybko. Prawie dwa lata nie rozmawialiśmy ze sobą, a teraz nagle to- wskazuje głową walizki.
- Źle ci z tym?
- Nie wiem. Boje się. Moje serce też się boi.
- Mała zrobię wszystko, żebyś już nigdy się nie bała. 


c.d.n.


(przypominam, że jest to fikcja literacka, a wszelka zbieżność osób, wydarzeń i miejsc jest przypadkowa!)

6 komentarzy:

  1. Ten fragment powoduje ciekawość, a to jest bardzo ważne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdańska niespodzianka rozbudza wyobraźnię! Kocham to miasto, ciekawe co spotka w nim Twoich bohaterów

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale jak to? Dziecko? Ich? Co tu się wydarzyło? Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  4. Tęskniłam za Twoją prozą. Wrzucaj jej tu więcej. Kaśka

    OdpowiedzUsuń
  5. I znów połączyła ich rozlana kawa :D Czekam na więcej. Paweł

    OdpowiedzUsuń
  6. Uciekli ze świętokrzyskiego nad morze? Czy to chwilowe? K

    OdpowiedzUsuń