niedziela, 20 stycznia 2019

Cisza przed burzą?

Od powrotu z Lublina minęło niespełna dwa tygodnie. W porozumieniu z szefostwem pracowałam zdalnie przez internet. Matylda dbała o mnie i rozpieszczała mnie swoimi przysmakami. Michał był prawie codziennie, chyba, że służba mu nie pozwalała.
- Oderwij się od tego na chwilę.
- Już, już. Została mi jedna sprawa do przeklikania.
- Nie za dużo tego?- pocałował mnie we włosy. Pójdę po herbatę. Obiad już jadłaś?
- Jeszcze nie. Jakoś zapomniałam o głodzie- spojrzałam na Michała przepraszającym wzrokiem.
- Mała tak nie można. Kończ to, a ja skombinuję nam obiad.
- Matylda cię lubi, to pewnie dostaniesz coś pysznego.
Cichutko zamknął drzwi, a ja przez chwilę słuchałam jak trzeszczą stare schody w domu Matyldy. Michał uspakajał moje skołatane serce, a jednocześnie cały czas czułam, że czegoś mi brakuje. Może dlatego własnie wróciłam do pracy i narzuciłam sobie wręcz mordercze tempo? Wydarzenia z Lublina cały czas dźwięcznie obijały się o nasze życie. Nie potrafiłam wymazać ich z pamięci. A może nie chciałam? Wiem, że raniłam nie tylko siebie, ale i Michała. Chociaż starałam się tego nie robić, on wiedział, że o Z nie zapomniałam. Nie wiem czy kiedykolwiek będę umiała zapomnieć.

 Kawa stała sie nieodłącznym elementem mojego biurka...
Lato zagarnęło już dnie. Tylko wieczory były jeszcze wiosennie chłodne. Często spacerowaliśmy, praktycznie każdego dnia. Michał pokazywał mi nowe zakamarki, wiele ciekawych miejsc, o których nawet nie wspominają przewodniki. Powoli przyzwyczajałam się do tej bliskości. 
- Lubię, kiedy jesteś blisko.
- Coś się stało?- zapytał zaskoczony.
-Nie. Dlaczego pytasz?
- To takie nagłe wyznanie.
- To źle?
- Nie, tylko mnie zaskoczyłaś.
Oparłam się o ogrodzenie i podziwiałam pasące się na łące konie. Podszedł do mnie od tyłu, objął mnie delikatnie. Przymknęłam oczy i pomyślałam, że jest mi tak po prostu dobrze, że ta chwila mogłaby trwać i nie kończyć się.
Michał działał na mnie wyciszająco. Uporządkowałam moje życie. Zamknęłam sprawy, które teoretycznie były nie do zamknięcia. Udało mi się zmienić zapisy umowy o pracę, tak, że 4 dni w tygodniu pracowałam zdalnie i tylko 1 miałam pojawiać się w siedzibie, żeby zaparafować pisma. Przeprowadziłam się na stałe do Matyldy.

- Dzień dobry Aniu- przywitałam się z sekretarką. Jest szeryf?
- Nie pan Marcin jeszcze nie przyszedł. Ma być dziś około dziewiątej. 
- A ma dziś jakieś spotkania?
- Tak, ale pod koniec dnia.
- Zadzwoń do mnie jak przyjdzie- zamknęłam drzwi sekretariatu i ruszyłam do gabinetu.
Lubiłam tą pracę. Czasami przytłaczała mnie ilość papierków. Potwierdzały tylko, że jestem "zwierzem terenowym". Gabinet urządziłam tak, jak chciałam-ogromne biurko, wygodny fotel, kącik kawowy, półka z książkami, po które najczęściej sięgałam i plakaty z wystaw w muzeach archeologicznych. Lubiłam tu pracować. Zaparzyłam kawę. Zapach wypełnił cały pokój. Rozkoszowałam się jej smakiem przy dźwiękach spokojnej muzyki.
 Decyzja o zmianie pracy nie przychodzi łatwo, zwłaszcza, kiedy w obecnej nie jest źle...
Poinformowałam szefa, że odchodzę. Obowiązywał mnie trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Marcin nie krył zdziwienia. Chyba nikt w firmie nie spodziewał się tego. Marcin zaproponował mi bezpłatny urlop na przemyślenie tematu. Wiedziałam, że najbliższe 3 miesiące pokażą jaką ścieżką pójdę przez kolejne 25 lat. Czekało mnie jeszcze kilka ważnych rozmów i dwa ważne egzaminy, ale swojej decyzji byłam pewna w 85%. Pozostałe 15% zostawało dla dla Michała. Nie wiedziałam, czy odważę się porzucić spokojne życie, które tak mozolnie układałam i zaryzykuję wszystko. Obawy, że wpadnę z deszczu pod rynnę nie chciały mnie opuścić. No i jeszcze Michał... On przecież nic nie wiedział o moich planach, o tym, że do akademii zdałam już prawie wszystkie testy...

16 komentarzy:

  1. Czy ja tu czegoś nie wiem? Dobrze się to czytało...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam jakie silne uczucia towarzyszyły mi, kiedy rezygnowałam z ciepłej i dobrze płatnej pracy, aby zacząć działalność na własną rękę. Niemal wszyscy dziwili się mojej decyzji, ale jak się okazało miałam słuszność w jej podjęciu. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Intrygujące...alr wciąga bardzo..czekam ma kolejną część😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz jestem u Ciebie na blogu (choć na fb czasem podczytuje) i tak teraz myślę czy to jakieś opowiadanie czy prawdziwy urywek twego życia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja dotąd tylko raz zwolniłam się z pracy, ale u mnie to była najgorzej psychicznie niszcząca mnie praca. I tak za długo w niej wytrwałam bo 6 miesięcy. Kiedy się zwolniłam poczułam mega ulgę, a u Ciebie jeśli zmiana idzie za realizacją marzeń to M powinien to zrozumieć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz również miałam nieprzyjemność poczuć takie toksyczne zawodowe środowisko, szybko od niego uciekłam, najszybciej jak się dało.

      Usuń
    2. Żadne pieniądze nie są warte męczenia się psychicznie w pracy, i warto wtedy z niej zrezygnować bo to daje nam dużą ulgę

      Usuń
  6. Realizacja marzeń to super sprawa, praca którą się lubi daje dużo radości :)

    OdpowiedzUsuń
  7. MI najtrudniej przyszło rezygnować z własnej działalności, ponieważ to co robiłam dawało mi ogromną satysfakcję, jednak nie przynosiło odpowiedniego dochodu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No powiem, że się wkręciłam :) czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zastanawiam się, czy wracasz myślami w przeszłość, czy szykują się nowe zmiany w Twoim życiu?

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie lubiłam odchodzić z pracy... A jednak tak w moim życiu wyszło, że praktycznie wszędzie to ja składałam wypowiedzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też nie lubię podejmować takich decyzji, ale zawsze wychodzi tak, że idzie mi to na dobre.

    OdpowiedzUsuń
  12. Warto walczyć o siebie i swoje marzenia. Bardzo dobrze mi się czytało ta historie. Ja zrezygnowałam z powrotu do pracy po urodzeniu synka. Chciałam pierwsze lata być blisko niego. I nie żałuję

    OdpowiedzUsuń
  13. Czyta się Twoje pisanie jak dobra ksiazje :) trzymam kciuki by podjęta decyzja okazała się słuszną

    OdpowiedzUsuń
  14. Czasami najwazniejsze decyzje najtrudniej podjąć :)

    OdpowiedzUsuń