środa, 9 sierpnia 2017

Małe tęsknoty

Kiedyś myślałam, że szczęście to dom, praca, posiadanie... Później przyszedł czas aby ten zestaw poszerzyć o ludzi i uczucia- przyszła dojrzałość emocjonalna... Jeszcze później dodałam ciszę, stabilizację, zaufanie- dzień dobry dorosłość.... Kilka lat temu dodałam bezgraniczną miłość- małżeństwo i macierzyństwo...
Kiedyś były imprezy i spotkania ze znajomymi. Dziś czasu jest jakby mniej... Dziś muszę nieźle się nakombinować aby wypić kawę z Przyjacielem, tym bardziej, że mieszkamy dość daleko od siebie...
Tęsknię czasami za przeszłością... Skłamałabym, gdybym napisała inaczej.... Za koncertami i spektaklami, na które tak często chodziliśmy- przecież nie mogło nas tam nie być! Tęsknię za ogniskami przy dźwiękach gitary i smaku kiełbasek w chlebie. Tęsknię za nocami pod gwiazdami, kiedy ukrywaliśmy się w plantacji chmielu... Tęsknię za nocami kiedy leżeliśmy na śpiworach i obserwując spadające gwiazdy opowiadaliśmy o naszych planach na przyszłość, a trawa upijała nas swoim zapachem... Wtedy mogliśmy wszystko! Tęsknię za wędrówkami po bieszczadzkich bezdrożach, gdzie ludzie częstowali nas chlebem i winem truskawkowym... Tęsknię za przysiadaniem na schodkach na tyłach pracowni i leniwym popijaniu piwa wprost z butelki... Tęsknię za zapachem siana, kiedy po całym dniu pracy jedliśmy obiad oparci o stóg... Tęsknię za płatkami pierwszego śniegu, które łapaliśmy na języki... Tęsknię za smakiem marchewek czyszczonych o trawę...  Tęsknię za leniwymi niedzielnymi porankami, kiedy jedliśmy grzanki i jajka na miękko... Tęsknię za zapachem mgły otulającej sierpniowe złote pola, niechętnie ustępującej miejsca czerwonym z zazdrości promieniom słońca... Tęsknię za "naszym' stołem w bibliotece, przy którym toczyliśmy burzliwe dyskusje i wybuchaliśmy śmiechem- w tej bibliotece wolno było się śmiać! Tęsknię za "tym" śmiechem i tańcami na stole... Tęsknię za chwilami, kiedy szept był głośniejszy od krzyku, a zapach, smak i dotyk wrażliwe były na najsubtelniejsze bodźce... Tęsknię za winylami, zapachem wiatru i smakiem źródlanej wody- czystej jak kryształ, zimnej jak lód... Tęsknię za "tym" zapachem pomarańczy, kiedy w grudniu uświadamiały nam, że to Boże Narodzenie...
Kiedy przyszedł ten czas, że to wszystko odeszło gdzieś daleko? Jak to się stało, że to wszystko jest już jakby poza mną? Jak to się stało, że pojawiła się taka tęsknota? Jak to się stało, że większą wartością jest dla mnie jeden maleńki uśmiech niż mój własny? Jak to się stało, że ważniejsze są dla mnie dwa pełne brzuszki niż mój własny? Jak to się stało, że idąc kupić sobie ubrania wracam z męską koszulą i kilkoma ciuszkami dziecięcymi? Jak to się stało, że... dorosłam...
Szeptem odpowiadam na kolejne pytania. Szeptem wyjaśniam też tą tęsknotę... Szeptem... I zamykam oczy cichutko i zatapiam się w tej tęsknocie... Na te kilka chwil jest moja, tylko moja... Kiedy otwieram po chwili oczy uświadamiam sobie, że nic nie straciłam. Idę do zielonego pokoju, i poprawiam kocyk małego Rozrabiaki. W naszym pokoju "powalczę" chwilę o kawałek kołdry. Słucham tych dwóch rytmicznych oddechów i wiem, że mam wszystko. Tamte tęsknoty realizuję po prostu wolniej, w nieco mniejszym zakresie, bez tak wielkiej dozy szaleństwa, a jedynie z jej subtelną szczyptą. Dalej jestem sobą i realizuję moje plany i marzenia... uśmiecham się sama do siebie, zamykam laptopa, odkładam okulary... jest trzecia nad ranem...

5 komentarzy:

  1. Hmmm.... i znowu coś drgnęło w środku.
    Pięknie się rozwijasz, to początek...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś piękną kobietą. Nie smutasaj się, bierz życie pełną parą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutek przychodzi tylko czasami i na chwilę... I chyba to bardziej refleksja niż smutek :)

      Usuń
  3. Kinia ja też tęsknie ale wiesz cieszę się każdą chwilą bo daje mi coś nowego, nowe znajomości, nowe doznania i jednak bym tego nie zmieniła :)

    OdpowiedzUsuń