poniedziałek, 17 października 2016

Książeczka kreatywna dla Mistrza ;)

Co Dzieci kochają najbardziej? K-R-E-A-T-Y-W-N-O-Ś-Ć!!! A zatem Dzieci kochają książeczki kreatywne! Dlatego pokażę Wam dziś kolejną, która powstała dla pewnego blondynka, który na pytanie: "Kto Ty jesteś?", z dumą odpowiada: "MISZCZU!" ^_^

Przednia okładka to rakieta z kosmonautą. Kosmonauta może wysiąść z rakiety i spacerować po nieboskłonie dzięki kombinezonowi z NASA ;)



 1 strona to farma ze stodołą, w której ukryte są zwierzątka-pacynki. Oczywiście słoneczko odczepiane.


 2 strona to samochód wywrotka przewożący hipopotama i słonia do zoo. Zwierzątka to pacynki



3 strona to głodny hipcio, którego trzeba nakarmić


 4 strona to dobieranie kształtów


5 strona to ocean, gdzie wieloryb zjada rybki ukryte między falami


6 strona to kolorowy motyl, którego ozdoby można dowolnie zmieniać


7 strona to świnka-skarbonka, czyli liczymy i oszczędzamy


 8 strona to kosmita, który w paszczy kryje niespodziankę. Możliwości zabaw jest na prawdę bardzo dużo


9 i 10 strona to pociąg trzylatka, który najchętniej liczy własnie do trzech. Poszczególne wagoniki kryją podpowiedzi, przymocowane na wstążeczkach, żeby trudniej było je zgubić ;) 


I to już koniec, a więc tylna okładka to zasypiający Miś na księżycu.




sobota, 15 października 2016

Dzień Dziecka Utraconego

Kiedy słowa stają się zbyteczne, a całość najlepiej wyraża cisza...
Pewnych emocji nie da się ogarnąć i są one z nami gdzieś głęboko i pozwalamy im ujrzeć światło dzienne w takie dni jak dziś...
Aniołki Niebo jest Wasze!

wtorek, 11 października 2016

Multicooker Philips

Kochani, chciałabym Wam przedstawić mojego pomocnika w kuchni. Udało mi się po raz kolejny zostać ambasadorką marki Philips, a do testowania dostałam Multicooker HD3037/70.

To niepozorne urządzenie odmieniło moje gotowanie. Ale od początku. Kiedy kurier przyniósł nam paczkę, podekscytowana otwierałam ją razem z Piotrusiem, który podwędził od razu książkę z przepisami. Spodziewałam się ciężkiego urządzenia, które pięknie wygląda tylko na reklamie. I tu pierwsze zaskoczenie. Multicooker okazał się być lekki, bez najmniejszego trudu Piotruś (oczywiście z moją asekuracją) zaniósł go do kuchni. Wygląd bardzo estetyczny, przyjemny dla oka, kolor srebrno-biały idealnie pasuje do naszej maleńkiej kuchni.



Na początek postanowiłam "dać mu wycisk". Mąż mówił: "Może najpierw ryż, zobaczysz jak to działa, przetestujesz powoli?", na co odpowiedziałam: "Jak szaleć, to szaleć. Co mi po samym ryżu? Skoro taki multi to niech pokaże co potrafi!". I tak oto pierwszą potrawą były gołąbki. Jak je robiłam i jakie efekty? Czytajcie dalej.

Gołąbki w Multicookerze  Philips 3037/70
Składniki:
> 1 główka kapusty
> 1 kg mięsa mielonego
> 2 cebule
> 300 g ryżu
> 1 marchewka
> 2 łyżki koncentratu pomidorowego
> 1 łyżka cukru
> sól i przyprawy do smaku

Sposób przygotowania:
1. Liście kapusty umieścić w misie, zalać wodą.
2. Na urządzeniu ustawić program BOIL i gotować przez 10 minut.
3. Do mielonego mięsa dodać przyprawy, posiekaną cebulę i surowy ryż, dokładnie wymieszać.
4. Z powstałej masy ulepić kulki i zawijać w liściu.
5. Pokrojoną marchew i cebulę umieścić w misie, a na urządzeniu ustawić program STEW i czas 1 godzinę i 40 minut.
6. Po 10 minutach dodać wodę, cukier, sól i pieprz. W sosie umieścić gołąbki. Dodać koncentrat pomidorowy.

Niby takie proste, że wydawało mi się zbyt proste. Ale przecież lubię wyzwania. Co zmieniłam? Aby łatwiej poradzić sobie z liśćmi kapusty nie oddzielałam ich na surowo. W misie umieściłam całą główkę, dzięki temu liście odchodziły mi delikatnie i nie rwały się (na ten pomysł wpadłam po zmarnowaniu 2 pięknych, dużych liści). I zdecydowanie poleca Wam ten sposób. Mięsko doprawiłam tak jak lubimy. Ważę sobie ryż i nagle pojawia się myśl: "Ale jak to surowy? Przecież zawsze go podgotowywałam... A dobra co mi tam!". Dosypałam niepewnie ryż i wymieszałam. Cebulę też zawsze najpierw dusiłam. Ale jak test, to test. Ulepiłam sobie kuleczki i pozawijałam pięknie w listki. Szukam w przepisie informacji i podłożeniu liści na dno, ale nie widzę. Zaczynam zatem szukać intensywniej. O nie! Już zgodziłam się na surowy ryż i cebulę do farszu! Liście muszą być- zwłaszcza, że z Piotrusiem je uwielbiamy! Tylko jak to zrobić? Kiedy miałam już sosik, delikatnie w misie umieściłam najpierw 3 dorodne liście kapusty i dopiero na nich ułożyłam moje zawiniątka. Jeszcze koncentrat pomidorowy i zamknęłam pokrywę.
Po określonym czasie degustacja. PYCHA! Kapustka mięciutka, ryż dogotowany, cebula praktycznie niewyczuwalna. TEST ZDANY!

Następnego dnia robiliśmy kus-kus z warzywami! 12 minut i danie gotowe. Kolejne były klopski w sosie koperkowym, gulasz z ziemniakami i fasolą szparagową, wiele różnych zup i kilka "moich" dań, których nie znalazłam w książce z przepisami.

W piątkowy wieczór lubimy urządzić sobie "szwedzki stół" i miło spędzać czas razem, często oglądając jakiś film, a przed położeniem Piotrusia spać jakąś bajkę. Postanowiłam znów użyć Multicookera i zrobić nasze ulubione placuszki. Zawsze robiłam je troszkę inaczej, ale postanowiłam zaufać przepisowi.
Placuszki maślane
Składniki:
> 1 szklanka mąki
> 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
> 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
> 1 jajko
> 1 szklanka maślanki
> 1 łyżka cukru
> dodatki do gotowych placuszków np. syrop klonowy, dżem itd.









Powiem Wam szczerze, że nie dawałam tej maszynie wielkich szans, przy moich łakomczuchach. A jednak poradziła sobie swietnie, zaskakując mnie niejednokrotnie. Dzięki Multicookerowi Philips oszczędzam czas i miejsce w kuchni. Nie muszę też stać nad garnkami i pilnować czy przypadkiem nic się nie przypala, nie wylewa, nie kipi. Nie używam praktycznie w ogóle dodatkowych tłuszczy (np. do smażenia placuszków czy ryby), przez co dbam o zdrowie swoje i moich najblizszych. I teraz coś, czym chcę się z Wami podzielić. Przez 2 tygodnie testowania Multicookera zrzuciłam 2 kg! Wiem, że to nie jest fenomenalny wynik, ale biorą pod uwagę, że nie zmieniłam nawyków żywieniowych oraz stylu życia, to dla mnie bardzo dużo. "Winę" zrzucam na Multicookera, bo dzięki niemu ograniczyłam znacząco zużycie oleju w naszej kuchni.

GORĄCO POLECAM!!!

Zmory rodziców żłobkowiczów i przedszkolaków

Wiecie co jest największą zmora rodziców? Powiem Wam szczerze, że.... R O D Z I C E!!!! Dlaczego? Dlatego, że często brak im pomysłu, wyobraźni i chwili na refleksję. Oczywiście pęd dzisiejszego życia, nie sprzyja przemyśleniem, zwłaszcza, że duża część społeczeństwa postanowiła proces samodzielnego myślenia przerzucić na innych lub na maszyny. 

Gnamy wciąż i wciąż do przodu, gubiąc gdzieś prawdziwy sens i zapominamy, że najważniejsi są ludzie, a dla rodzica najważniejsze jest DZIECKO! A przynajmniej powinno być! Przyprowadzam Piotrusia do żłobka i widzę jak obok siedzi malutki X, któremu zamykają się oczka, katar nie pozwala normalnie oddychać, że nie wspomnę o wypływającym zielonym katarze. Ale mama/tata szybko wycierają katar i udając, że nic się nie dzieje wpuszczają dziecko na salę :/ Pomijając fakt, że X ledwo żyje, pomijając fakt, że X zamiast 3 dni będzie chorował 2 tygodnie, pytam dlaczego moje Dziecko tez musi na tym ucierpieć?
Wiecie, kiedy oddałam Piotrusia do żłobka liczyłam się z tym, że będą chwile, kiedy nie obejdzie się bez mojego zwolnienia z pracy. Wiedziałam, że mogą mieć miejsce różne sytuacje. Zwłaszcza, że Dziadkowie daleko. W pracy Męża ciężko z tymi zwolnieniami, więc padło na mnie. I wiecie, kiedy trzeba to biorę! Oczywiście niezawodni okazali się moi Rodzice, którzy kilka razy brali urlop, po to by pomóc w opiece, bo martwili się, ze może to źle wpłynąć na moją ocenę w pracy.  Byli tez kiedy mnie rozłożyło zapalenie płuc z powikłaniami i kiedy miałam zoperowane kolano, a przez to poruszanie się było dla mnie trudnością. Ale generalnie, tak na codzień, przy przeziębieniu ich po prostu nie ma. :( Dlatego tak bardzo irytują mnie wymówki rodziców chorych dzieci, które najczęściej brzmią: "Ale ja nie mam z kim X zostawić". Ja też nie mam! Jestem z tym sama, bo Łukasz pracuje od 7 do 19 . I przez twoją nieodpowiedzialność, przez twoje wykręty i wreszcie przez twoje chore dziecko, mój Synek cierpi, musimy czekać w kolejce do lekarza, brać leki, a ja muszę prosić o  zwolnienie i po raz kolejny tłumaczyć się w pracy. 
I to wcale nie jest uodparnianie! Co innego lecąca z noska woda- najczęściej po wejściu z zimnego do ciepłego, a co innego zielony katar- to już oznaka stanu zapalnego. W rezultacie i tak lądujecie na zwolnieniu i to dużo dłuższym, a przy okazji ja i moje Dziecko! A już niedopuszczalnym jest nafaszerowanie dziecka antybiotykiem, lekami przeciwgorączkowymi, syropami przeciwkaszlowymi i odesłanie do placówki! One też mają swój czas działania! A wiecie jak strasznie czuje się takie dziecko? Chore, osłabione, zmęczone, obolałe niejednokrotnie i opuszczone. I zastanawia się co złego zrobiło, że mamusia/tatuś zostawili je samo w placówce. Dlaczego nie może w swoim łóżeczku poleżeć dłużej, dostać ciepłą herbatkę lub przytulić się do rodzica, kiedy zaczyna wzrastać gorączka? Nie rozumie dlaczego w takiej sytuacji nie ma przy nim rodzica.
W naszej historii żłobkowej zdarzyło nam się chorować 3 razy i 3 razy byliśmy przeziębieni. Złapaliśmy anginę (od dziecka chorego na szkarlatynę, które w czwartek i w piątek było w żłobku, bo rodzice nie chcieli brać zwolnienia na 2 dni, poległa cała grupa), bostonkę i zapalenie spojówek- nie ma chyba nic gorszego niż otwieranie na siłę małego oczka, by zakroplić przepisane leki. 3 niewielkie przeziębienia też woleliśmy przesiedzieć w domu. Piotruś jest wyjątkowo silny, ale są dzieci, które są w żłobku tydzień, a 2 w domu, własnie przez to, że inni rodzice przyprowadzają swoje dzieci chore.

Nie mnie oceniać, jak układasz sobie życie, jak radzisz sobie w sytuacjach kryzysowych, czy potrafisz rozdysponować umiejętnie swój czas. Ale nie zgadzam się, aby twoje zaniedbanie zagrażało mojemu Dziecku! Nie obchodzę mnie twoje wykręty! Włącz myślenie, bo robisz krzywdę sobie, swojemu dziecku, oraz naszej rodzinie.

ZDRÓWKA!