wtorek, 1 września 2015

Kiedy gaśnie nasze światło...

Dawno mnie nie było... wiele czynników złożyło się na tą sytuację...Była moja operacja i ogólne kłopoty ze zdrowiem, była postępująca w zawrotnym tempie choroba Babci przykutej od prawie trzech lat do łóżka i w końcu 28.08.2015 r., rano dostaliśmy telefon...

Śmierć to dla nas temat tabu- o niej się nie mówi, o niej się nie pisze. Należy ją przeżywać w ciszy, skupieniu i powadze... Ale dlaczego? Dlaczego mamy o niej nie rozmawiać, dlaczego nie wolno się wykrzyczeć? Ja chciałam mieć wtedy worek treningowy pod ręką i walić w niego do utraty tchu...      i krzyczeć ile sił w płucach... Krzyczeć, krzyczeć,krzyczeć... Wykrzyczeć cały ten ból... Może właśnie dlatego powstaje ten tekst? Może to moja próba wykrzyczenia tego potwornego bólu? 

Nie zdążyłam się z Babcią pożegnać... Kochałam Ją, wszyscy zawsze mówili, że jestem Jej lustrzanym odbiciem, że mamy identyczne charaktery... Uwielbiała te chwile, kiedy w maju czekałam na ławce przed domem, wypatrując aż pojawi się na zakręcie zarys wozu zaprzęgniętego w piękną klacz. Dziadkowie musieli być na moich urodzinach, a Babcia przywoziła mi piękne, świeże, pierwsze majowe konwalie- ogromny  bukiet. Uwielbiałam to- chodziła po lesie godzinami, by zebrać dla mnie taką ilość, zwłaszcza, że w połowie maja jest ich jeszcze niewiele. Uwielbiałam chodzić z Nią po lesie- pokazywała mi swoje sekretne miejsca, gdzie rosną grzyby- zawsze były we wskazanym przez Nią miejscu, zawsze! Pokazała gdzie rosną największe jagody i najsłodsze poziomki. Nauczyła szydełkować i cerować. Spacerowała, słuchała, tłumaczyła, nie oceniała- nigdy... Wytłumaczyła czym należy się w życiu kierować. Nauczyła mnie śpiewać i zawsze wierzyła, że będę archeologiem. Zdradziła jak wypieka się macę- mój przysmak, wspomnienie dzieciństwa. Pokazała jak czyścić srebra i kryształy, jak dbać o kwiaty i jak obszywać chusteczki. Nauczyła historii, patriotyzmu i miłości do Ojczyzny- Babcia była w AK, pseudonim Kalina. Dawała najsmaczniejsze kawałki chleba z ciepłym mlekiem i domowym masłem- ten zapach świeżego, ciepłego chleba, który sama wypiekała... To była taka kochana, dobra i radosna kobieta... a później zmarł Dziadzio i zaczęły się choroby- Babcia nie potrafiła żyć bez Niego, kochali się nad życie! Choroby postępowały, wylew, paraliż... prawie trzy lata w łóżku i ten koszmarny telefon... i ta cholerna niemoc, którą poczułam. Siedziałam, patrzyłam na moją zoperowaną niedawno nogę, na dwie kule oparte o stół i myślałam: "Niech to szlag! Dlaczego już teraz? Dlaczego? I te cholerne kule! Jak ja pojadę na pogrzeb, skoro ledwo chodzę?" I narastała we mnie złość i gniew, a po chwili tak wieka bezsilność... i wtedy popłynęły pierwsze łzy... Szybko spakowałam siebie i Młodego, Mama zgarnęła swoje rzeczy            i pojechaliśmy. Mąż został w domu, nie wiadomo było czy dostanie urlop, kiedy pogrzeb itd. Jechaliśmy, Młody oglądał widoki za oknem, aż zasnął, a ja na przemian z Mamą opowiadałyśmy sobie o Babci. To była chyba pierwsza próba oswojenia się z faktem, że odeszła... Pogrzeb był          w piątek, mój Mąż dostał wolne, więc miałam wsparcie... Nie mogłam zapanować nad łzami, płakałam, płakałam, płakałam... i w pewnym momencie było mi już wszystko jedno czy ludzie patrzą jak ledwo stoję za trumną o kulach, czy pociągam nosem, czy moje oczy są zapuchnięte- było mi to tak bardzo obojętne. Chciałam tylko płakać. Chciałam choćby na kilka minut cofnąć czas do tej chwili kiedy siadała obok na ławce i razem śpiewałyśmy, albo kiedy schodziła z wozu z naręczem konwalii- zawsze tak pięknie ułożonych, tak cudnie pachnących. Wiedziałam, że już nigdy Jej nie ucałuję, nie przytulę, nie posłucham jak opowiada... nigdy... 

Mój Piotruń był wyjątkowo spokojny, jakby wyczuwał, że to takie chwile, kiedy nie można krzyknąć "ku-ku" i śmiać się w głos. W nocy płakał i wołał mnie przez sen- teraz rozumiem, że On też to przeżywał na swój maleńki sposób, ale postanowiłam, że musi poznać też te trudne uczucia. Wiem, jest jeszcze maleńki, ale nie chcę zabierać Go tylko na radosne imprezy. Śmierć to też element naszego życia- za wczesny, za szybki, za głupi i zbyt niezrozumiały, ale jednak jest i nie da się go pominąć... 

Teraz wracam powoli do świata... zaczęłam właśnie rehabilitację, szykują się nowe projekty, postaram się nadrobić zaległości- również na blogu. Czy zrozumiem, ochłonę, pogodzę się z tym? NIGDY! Ale jak mawiają, czas leczy rany i otula mgłą złe wspomnienia, więc kiedyś ukoi i moje...

wtorek, 11 sierpnia 2015

Test odplamiacza Dzidziuś

Mój Synek uwielbia owoce. Oczywiście sok z tychże jest wtedy wszędzie, a zwłaszcza na ubranku. Ostatnio hitem są nektarynki. Ofiarą soku z nektarynek i Piotrusia padł bodziaczek ZARA. Niestety był biały. Przetestowaliśmy więc odplamiacz Dzidziuś. I niestety nie jestem zadowolona. Dlaczego? Mam wrażenie, że plamy stały się jeszcze bardziej intensywne :( I tak oto bodziak jest już tylko na roboczy dzień... Zdjęcia mówią same za siebie!NIE POLECAM!

Oto bodziak przed odplamianiem:





 W trakcie odplamiania:


A oto niezadowalający zupełnie efekt końcowy :(



Archeologicznie o Sandomierzu

Kochani, duma rozpiera me archeologiczne serce... I wszystko dzieje się w województwie świętokrzyskim!

Byłam, widziałam.... Świetne stanowisko! Gratuluję fantastycznych odkryć koleżankom i kolegom pracującym na wykopie już kolejny sezon!

















O odkryciach na stanowisku pisała też praca lokalna. http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20150802%2FPOWIAT0109%2F150809924


czwartek, 6 sierpnia 2015

BiżuARTteria Petronella

Kochani, dziś chciałabym Wam przedstawić kogoś pełnego pasji. To przemiła kobieta, która tworzy piękną biżuterię, rysunki, metryczki i portrety! Warto zajrzeć, pooglądać i wziąć udział w trwającym właśnie konkursie. Konkurs trwa do 21 sierpnia, a więc jest jeszcze sporo czasu. Warunki udziału są bardzo łatwe do spełnienia, a nagrody piękne! A więc wykażmy się kreatywnością i powalczmy o nie, bo warto!!!

Oto adres strony:
https://www.facebook.com/pages/Biżuartteria-Petronella

bloga:
http://bizuartteriapetronella.blogspot.com/

i konkursu:
https://www.facebook.com/588068861324782/photos/a.591102574354744.1073741833.588068861324782/665033150295019/?type=1

środa, 5 sierpnia 2015

Nadrabianie zaległości ciąg dalszy...

Jakiś czas temu pokazywałam zaczęty misiowy kocyk, który robiłam mojemu Synkowi na szydełku. Kocyk jest już oczywiście skończony i tylko czekał na zdjęcia i publikację...

Nadziergałam się, włóczki poszło sporo... ale warto było! Jestem dumna z tego kocyka, tym bardziej, że pierwszy raz robiłam coś tą metodą. Na żywo kocyk jest dużo ładniejszy, kolory są żywsze. Zobaczyła koleżanka i już mam zamówienie na taki sam, a więc już rozgrzewam szydełko ^_^

Oczywiście jak zawsze pomocny był mój kochany Mąż, który przy chorej nodze sam musiał rozłożyć na podłodze kocyk do zdjęć ;) Dziękuję Kochanie!







wtorek, 4 sierpnia 2015

Kochani jeśli możecie i macie chwilę proszę o głos na zdjęcie moich mężczyzn w konkursie, w którym możemy wygrać atrakcyjne nagrody dla naszego Synka. Każdy głos się liczy i z góry za nie serdecznie dziękuję ^_^

http://tatapotrafi.onet.pl/20162,prace-konkursowe.html

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Wróciłam już ze szpitala. Operacja trwała 4 godziny i miejmy nadzieję, że się udała. Wszystko okaże się za dwa tygodnie po zdjęciu szwów.

Tymczasem pora nadrobić zaległości. Zacznę od mydełka, które wygrałam od Enklare Natural Cosmetics



Sami o sobie piszą, że marka powstała "z fascynacji tworzenia kosmetyków inspirowanych naturą" a jej celem jest prostota receptury, najwyższa jakość oraz ogólnodostępność. Firma w procesie produkcji łączy tradycję (technologia) z nowoczesnością (metody badań).  Enklare tworzą młodzi, zgrani ludzie, którzy cenią zdrowy tryb życia, a projektowanie kosmetyków wyraz kreatywnego łączenia ich różnych umiejętności, sprawiający im ogromną satysfakcję...


Jak więc ich kosmetyki powinnam opisać? Prosto!

Mydełko, które otrzymałam:
- pięknie wygląda (zarówno opakowane, jak i sama kostka)
- bezzapachowe (dla jednych zaleta, dla innych wada. Dla mnie wada, lubię otulać się delikatnym zapachem podczas kąpieli)
- niesamowicie wydajne (mam mydełko dość krótko, ale nie widać ubytku, co pozwala sądzić, że wystarczy na bardzo długo)
- nie kruszy się, kiedy wyschnie
- odłożone do mydelniczki nie nasiąka resztkami wody
- pienią się delikatnie, aksamitnie, drobną pianką
- nie wysuszają skóry
- nie uczulają
- nie podrażniają
- są wspaniałą ozdobą łazienki
Dodatkowo sprawdziłam cenę mydełek- kosztują zaledwie 19 zł- przyznacie, że to niewiele za tą "odrobinę" luksusu ;)
Ostrożnie pozwoliłam sobie sprawdzić jak na mydełko zareaguje mój Młody.Cóż... nie zareagował, a więc Enklare dostaje kolejny duży +



Dziękuję Enklare za cudowna nagrodę w konkursie i jednocześnie możliwość przetestowania mydełka. Zdecydowanie polecam je wszystkim Mamom i ich Pociechom!

Zapraszam na fanpage Enklare Natural Cosmetics na Facebooku oraz na stronę http://www.enklare.pl