czwartek, 7 stycznia 2016

Być MAMĄ to coś wielkiego

MAMA... Jedno krótkie słowo, a miliony znaczeń, interpretacji, odczuć...

Niekiedy trzeba poznać gorzki smak macierzyństwa aby docenić je w pełni i zrozumieć, że bycie Mamą to coś wspaniałego i wielkiego!

Kiedy zostałam Mamą, nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak trudne to będzie. Grzechem byłoby, gdybym zaczęła tu teraz narzekać na Młodego, bo jako pierworodne dziecię, "zachowywał się" nadzwyczaj dobrze! Nie darł mi się po nocach, wstawałam raczej wyspana. W nocy wstawałam tylko na karmienie (20 miesięcy karmiłam piersią, z czego jestem niesamowicie dumna!), 2 razy czegoś się bał/miał złe sny. Kolek nie miał, więc nie wiem co to i z czym się to wiąże- nie jeździłam przez 3  godziny jak opętana po mieście, bo to wycisza bolący brzuszek, nie szukałam 1,5 godzinnych filmików z szumem suszarki do włosów, nie kołysałam godzinami na rękach, nie dawałam kropelek. Ale nie jadłam produktów wzdymających i zwiększających wydzielanie gazów, nie piłam napojów gazowanych, zrezygnowałam z cukru, soli i ostrych przypraw na rzecz ziół, masowałam mały brzuszek 2-3 razy dziennie i robiłam Młodemu "gimnastykę". Rozszerzanie diety po 6 miesiącu przebiegło nam wzorcowo i bez zakłóceń. W ciągu 2 lat chorował 4 razy, w tym 2 razy dostał antybiotyk- raz doustny, raz krople do oczu na ropne zapalenie spojówek.

Ale nie cały czas było kolorowo. Po 2 tygodniach zwolnienia na opiekę nade mną po cc i 2 tygodniach "tacieżyńskiego" Mąż musiał wrócić do pracy. Prze pierwsze pół roku Piotrusia Tata był tylko na weekendy, i to nie wszystkie, czasami co 2-3 tygodnie. Brakowało czasami wsparcia, dobrego słowa, ciepłej dłoni, uśmiechu. Czasami ktoś z sąsiadów pytał: "I ty tak z dzieckiem na zakupy/do warzywniaka/do kościoła/gdzieś tam?" A co miałam Go w domu zostawić? Czasami chciało mi się krzyczeć, ze przecież jestem sama- Mąż pracuje, Rodzice daleko, a Teście... powiedzmy, że jeszcze dalej. Obce miasto, obcy ludzie i ja sama z Dzieckiem. Jak czuje się taka Matka? Fatalnie moi Kochani, fatalnie. Kiedy w 6 tygodniu oboje się rozchorowaliśmy, przyszło lekkie załamanie- ja antybiotyk i 40 stopni gorączki, Młody antybiotyk, szpital, wenflon i to okropne szpitalne metalowe łóżeczko, i zupełnie nikogo do pomocy. Byłam sama, przerażona, głodna i chora. Łukaszowi nie chcieli dać wolnego w pracy. Wsadzili nas na salę z dużo starszymi dziećmi, Młody wystraszony, bo tamte wrzeszczały i piszczały niemiłosiernie- tak rozpierała je energia. Ja kolejna doba na krześle, z laktatorem, bo pokarmu nadmiar, głodna, zmęczona i zapłakana. Zostawiłam  na pół godziny Synka pod opieką jednej z Mam i łamiąc masę przepisów popędziłam do domu wziąć prysznic- po 2 dniach mycia się w szpitalnej umywalce miałam dość. Spakowałam nowe rzeczy dla nas, jedzenie dla siebie, wodę i dmuchany materac. Tej nocy pierwszy raz byliśmy znów szczęśliwi- materac hop na podłogę, Synka z tej metalowej klatki wzięłam w rożku do siebie i tak sobie spaliśmy pod śpiworkiem. Karmiłam Go nie wybudzając się nawet do końca. Okazało się to zbawiennym, bo na porannym obchodzie lekarze stwierdzili, ze zbieramy się do domu- bliskość zrobiła swoje. Spakowałam nas w moją maleńką "Struclinę" i wróciliśmy do naszego domku, do łóżeczka  i zapachów dobrze nam znanych. Ale do piekarni, mięsnego trzeba było pójść. Jakie miałam wyjście? Głodować? Na całe szczęście moi kochani Rodzice wzięli sobie urlopy i przyjechali się nami zaopiekować- mogłam sobie leżeć w łóżku i chorować- Oni wszystkim się zajęli.

Były dni, ze łzy same leciały. Tak bardzo brakowało mi Męża. Chciałam dzielić z Nim radość rodzicielstwa, a nie mogłam. Był daleko, a my byliśmy sami w obcym mieście! Przerażało mnie, ze umykają Mu piękne chwile, że nie zobaczy tak wielu "pierwszych razów" naszego Słodziaka. A Książe był szybki- pierwsze siadanie po 3 miesiącach, stanie po 5, chodzenie od 7... Zaszalał... I chyba sobie wypłakałam- Łukasza przenieśli do Kielc. Wreszcie RODZINA była w komplecie! Mieliśmy siebie- mieliśmy wszystko!!!

Młody rósł w oczach, czas mijał szybciej, niż bym sobie tego życzyła... Trzeba było wracać do pracy, a tu klops. Nie dostaliśmy miejsca w żłobku tak samorządowym, jak i prywatnym, ani z naboru, ani z odwołania. Dziadków nie było pod ręką. Pozostało wrócić do pracy i zarabiać tylko na opiekunkę, co by mieć składki wszystkie magiczne opłacone... Ale udało się- wychodziłam sobie ten żłobek. Jako że miałam masę zaległego urlopu, to mieliśmy czas, żeby się zaadaptować, ale Młody to człek bardzo społeczny i poszło łatwo!

Jedną z najbardziej przykrych rzeczy jaka spotkała mnie po porodzie było ucięcie mi etatu do 3/4. Powody? Palcem na wodzie pisane... Zryczałam się strasznie, a le i tak nic to nie dało. Teraz jestem Mamą niepełnoetatową. Czasami stoję przed półką w sklepie i mimo, że wiem, ze lubimy te konkretne płatki na mleko, to wybieram tańszą wersję- nie tak smaczną i nie takiej jakości, ale portfel na ulubioną nie pozwala. Stałam się szperaczem, mistrzynią okazji i promocji wszelkiej. Wiem gdzie jakie ceny, gdzie i jakie promocje, gdzie rozdają próbki, gratisy, gdzie losują zestawy produktów. W naszym domu zagościły opakowania XXL, bo takie się opłacają. Mimo, ze zagracają kuchnię, łazienkę, pokój, to są, bo pozwalają zaoszczędzić. Staramy się oszczędzać prąd, gaz, wodę, aby rachunki przychodziły jak najmniejsze, ale wszystko ma swoje granice, bo przecież żyć jakoś trzeba..

Teraz często siedzę po nocach- szyję, szydełkuję, tworzę, żeby tylko jakiś dodatkowy grosz wpadł do kieszeni, żebym mogła kupić Mu jajko niespodziankę bez wyrzutów sumienia. Ostatnio ktoś mi zarzucił, że mam koszulę bardzo dobra jakościowo= drogą. Tak, ale mam tych koszul kilka i chodzę w nich do przysłowiowego "zdarcia". Ktoś mądry powiedział kiedyś, ze ludzi biednych nie stać na tanie rzeczy i teraz wiem, że miał rację!

I wiecie co? Nie użalam się nad sobą. Wstaję rano, budzę Synka i zarzucam uśmiech na twarz. Dlaczego? Dlatego, że jetem MAMĄ i jestem z tego dumna. To do mnie przybiegnie, gdy się uderzy. To mnie woła, kiedy przychodzi zły sen. To mnie całuje na dzień dobry i na dobranoc- pierwszy i ostatni buziak dnia są dla Mamy. To w moich objęciach lubi zasypiać. I kiedy widzę te błyszczące, radosne oczka, które witają mnie po ciężkim dniu w pracy w żłobkowej szatni, serce pęka mi z dumy i ze wzruszenia. Biegnie do mnie i tuli się tak mocno, jakbym miała wypaść z Jego objęć. I kiedy spotkałam starą znajomą- odstrzeloną, w pełnym makijażu i fryzurze jak prosto z salonu fryzjerskiego, która zapytała, patrząc z lekką pogardą zmieszaną ze zdziwieniem na mój lekko "rozleciały" warkocz i kurtkę z plamą po (właśnie, po czym ta plama?): "No jak tam mamuśka? Ja w weekend w góry z ekipą ruszam, a co u ciebie?", z dumą i samozadowoleniem odparłam: "Co u mnie? Cóż... JESTEM MAMĄ! A ty jaką masz supermoc?"

20 komentarzy:

  1. No wlasnie tez mam te super moc bo jestem mama,a te slowa kazalam wypisac sobie na kubku obok zdjecia moich synow <3 <3 Nie wyobrazam sobie zycia bez nich,nawet teraz gdy zmagam sie z zaburzeniem mlodszego synka gdy nikt dookola mnie nie rozumie to czerpie radosc i sile z usmiechu dzieci bo nic innego mi nie pozostalo.Tez mam ten problem ,ze wszedzie dzieci ze mna musza.Maz dlugo w pracy,auta 2 brak ,mieszkamy do tego na wsi wiec lekko nie jest ale nie zamienila bym swojego zycia na nic innego,a zwlaszcza tych 2 szkrabow <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo sił Kochana! W końcu mamy super moc! :D

      Usuń
    2. No ba wzajemnie wszystkiego dobrego przy wychowaniu pociechy <3

      Usuń
  2. No wlasnie tez mam te super moc bo jestem mama,a te slowa kazalam wypisac sobie na kubku obok zdjecia moich synow <3 <3 Nie wyobrazam sobie zycia bez nich,nawet teraz gdy zmagam sie z zaburzeniem mlodszego synka gdy nikt dookola mnie nie rozumie to czerpie radosc i sile z usmiechu dzieci bo nic innego mi nie pozostalo.Tez mam ten problem ,ze wszedzie dzieci ze mna musza.Maz dlugo w pracy,auta 2 brak ,mieszkamy do tego na wsi wiec lekko nie jest ale nie zamienila bym swojego zycia na nic innego,a zwlaszcza tych 2 szkrabow <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda Kochana! Uśmiech, iskierki w oczach i to przytulenie "z całych sił" daje takiego kopniaka, ze świat przestaje się liczyć... :)

      Usuń
    2. Dokladnie mam tak samo ;)

      Usuń
  3. Ja mam dwójkę dzieci, z którymi również nie mam problemów... śpią, jedzą wszystko (tzn. dwuletnia córka, bo młody 3 m-ce to na razie tylko mleko), nie płaczą, nie chorują... Ci którzy mnie znają nigdy by nie powiedzieli że spełnię się w roli matki... a dla mnie to jest super sprawa... gorsze dni mogłabym policzyć na palcach jednej ręki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... Dziecko to skarb, który daje tyle energii, że człowiek czuje jak oddycha pełną piersią :) Dlatego my MAMY jesteśmy wyjątkowe i samo bycie MAMĄ to supermoc ;)

      Usuń
  4. Bardzo wzruszyłam sie ponieważ wiele podobnych sytuacji przeżyłam sama . My mamy w kazdej sytacji nie poddajemy sie wszystko zrobimy dla naszych dzieci mamy super moc . Nawet w najgorszych sytuacjach walczymy i idziemy dalej z podniesioną głową .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MAMA- to brzmi dumnie! A jak boimy się, że może nam spaść korona, to małpę na gumkę przywiązać i niech się trzyma ;) Ściskam Kochana!

      Usuń
  5. Wzruszyłam sie... Mam 6 miesięcznego synka i wychowuje go praktycznie sama, jak Ty. Doskonale wiem co to tęsknota i jakie uroki niesie życie samotnym mamom. Mimo wszystko ciesze sie z każdej chwili spędzonej z synkiem, uwielbiam z nim spędzać czas, synek daje mi super moc! Najlepszym przykładem tego jest siła do opieki nad nim zaraz po wyjściu ze szpitala po cc, gdy trzeba było wszystko ogarnąć samemu i dałam farę! Z pewnością synek daje mi super moc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Basiu za miłe słowa! Tak, jest wiele trudnych chwil, ale staramy się z nimi walczyć! A najlepszą nagrodą są roześmiane oczy naszych Pociech!

      Usuń
  6. Zazdroszczę spokojnego synka, bo moja córa to był mały hardkor... :D Kolek nie miała, ale i tak ryczała często. No i nie spała. Wcale nie spała. W dzień nigdy. Czasami 15-20 min drzemki na spacerze. A w nocy? Przez pierwsze 4 m-ce spała 4-5 h na dobę, z przerwą w środku na karmienie. Zasypiała gdzieś po 2.00 w nocy, choć lulałam ją od 20.00. Po 3 h snu budziła się, karmiłam ją, znowu lulałam jakieś 2-3 h i jeszcze zasypiała na 1,5-2 h. Masakra. Przeżyłam tak 4 miesiące, bo mąż też bywał w domu głównie w weekendy + raz w środku tygodnia, ale wtedy tylko wpadał się wyspać i dalej jechał w trasę. Masakra. Na szczęście po 4 miesiącach zaczęła spać o jakąś 1-2 h dłużej. Inaczej bym się chyba wykończyła, bo mi nikt nie pomagał. Ze 2 razy straciłam przytomność ze zmęczenia, raz zafundowałam sobie oparzenie II stopnia na ręce i choć miałam wielką łatę z bąblami i odłażącą skórą, nie zauważyłam tego przez 2 doby, póki jakiś bąbel nie pękł i nie zaczął przeciekać. Do tej pory jestem w szoku, że byłam w stanie jakoś to przeżyć... Matki to naprawdę superbohaterki! Potem jak dziecko miało pół roku, to już nie miałam pokarmu. Po grypie żołądkowej. Ale już wcześniej karmiłam resztkami, bo od początku miałam dużo problemów z laktacją. Łykałam te wszystkie suplementy diety, odciągałam laktatorem, dziecko na mnie godzinami wisiało, a potem płakało z głodu. Ogółem z tym też miałam horror, zwł. że bardzo mnie pogryzła już w pierwszych dniach życia i potem mi się to 1,5 miesiąca nie mogło wygoić. Także ja karmienia mile nie wspominam, ale jak już przestałam karmić, to trochę odżyłam. I dziecko zaczęło spać normalnie - jak skończyła pół roku, to już przesypiała noce i nie chciała w nocy jeść. Chyba odsypiała te 4 m-ce bez snu... ;) Do tej pory tak ma, choć i tak często mnie budzi... Ale już tak przywykłam, że mi to nie przeszkadza. Teraz znowu jest małym hardkorem, bo weszła w bunt 2-latka... ;)
    Doskonale Cię rozumiem z tym zabieraniem dziecka wszędzie ze sobą. Nawet na pogrzebie sąsiadki byłam z wózkiem, bo nie miałam z kim dziecka zostawić. A tak to wszędzie, do sklepu, na miasto, do urzędu itd., wszędzie ją zabierałam... ;) Matki mają przechlapane... ;)
    Ja niestety nie pracuję. W żłobkach nie ma miejsc, dziadkowie dziecka pracują, więc nie mam jej z kim zostawić, a pracy u nas nie ma. Gdybym coś znalazła, to z niską płacą, więc się nie opłaca dziecka do żłobka posyłać, nawet gdyby miejsce było. No i utknęłam w domu jako kura domowa... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpisuję Cię na listę moich ulubionych kur domowych ;)

      Widzisz tylko matka potrafi zrozumieć matkę, a i z tym nie zawsze jest tak kolorowo. Ja z laktacją nie miałam problemu- Młody na widok mm ucieka z krzykiem. Pokarmem dzieliłam się z innymi mamami, które go nie miały, dużo wylałam, bo nie było gdzie trzymać i komu oddać.

      Też byliśmy na pogrzebach z wózkiem, bo co niby miałam Go zostawić samego w domu? I teraz już się uodporniłam i mam gdzieś te spojrzenia "Co ona tu z dzieckiem przyszła? Oburzające"!

      Trzymaj się Kochana! Musimy pokonać bunt 2latków, bo kolejne bunty przed nami ;)

      :*

      Usuń
  7. Ojej, szkoda że już nie ma tej Ostatniej Deski Ratunku... Plus to lądowisko dla czarownic brzmi super! :D Że też ktoś na takie fajne pomysły wpadł! :) Szkoda że to zniszczono... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy znalazłam to miejsce- zupełnie przez przypadek, idąc zupełnie w inny punkt, prawie parłam z zachwytu! Każdy szczegół był tak dopracowany, idealnie wpasowany w zieleń i kwiaty! Szkoda, że miasto nie wpadło na pomysł przeniesienia gdzieś tego pięknego ogrodu, tylko bezmyślnie go zniszczono :(

      Usuń
  8. Mam podobną sytuację z mężem, ale za to miałam do pomocy teściów, z którymi mieszkałam. Już od roku jesteśmy na swoim więc również jestem teraz sama w domu z trójką dzieci. Odczucia z braku osoby tej najbliższej mamy te same, płakałam po nocach, nie mogłam się z tym pogodzić dlaczego nie jest w tych najważniejszych chwilach z nami i do teraz tak mam. Nie ma go tydzień albo dwa, trudno jest z każdym problemem zwracać się do teściów, nie potrafię. Mam nadzieje ze kiedyś się wszystko zmieni na lepsze i będziemy mogli się cieszyć wszyscy razem z każdym dniem. Wszystkiego dobrego życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z moja szanowną teściową nie mieszkałam i nie mieszkam na szczęście! Nić porozumienia nigdy się po między nami nie nawiąże!!!

      Dobrze, że miałaś pomoc, zwłaszcza na początku!

      Usuń