sobota, 7 kwietnia 2018

Piersi ważna sprawa

Kobiece piersi od zawsze budzą emocje. Są natchnieniem artystów, naszym kobiecym "wabikiem". Dzięki piersiom przekazujemy naszym Dzieciom wszystko co najlepsze w naszym pokarmie. Piersi... Mężczyźni mogli by tu zapewne wiele napisać, a przynajmniej pomyśleć. Jak o nie dbać już Wam pisałam. Możecie sobie przypomnieć TUTAJ.
 Ambasadorka Braster brzmi dumnie!
Kiedy w Kielcach zorganizowano piknik, podczas którego można było wykonać wiele badań oraz skonsultować się ze specjalistami z przyjemnością poszłam na to wydarzenie. Tam właśnie było stoisko i możliwość wykonania badania Brasterem. Udało mi się dostać na badanie. Przed nim dokładnie o wszystko wypytałam przedstawiciela Braster, Pana Krzysztofa.
 Z Brasterem poznaliśmy się na onkopikniku
Czym jest Braster? To niewielkie urządzenie, które posiada certyfikaty medyczne, a jego skuteczność potwierdzają badania kliniczne. Służy do comiesięcznego badania piersi w zaciszu domowym. 
Badanie Brasterem to zaledwie 5 kroków:
1. Kupujesz swój Braster i pakiet badań
2. Pobierasz bezpłatną aplikację na telefon/tablet
3. Wykonujesz badanie (trwa ok 15 minut)
4. Wyniki badania przesyłasz do Centrum Telemedycznego Braster
5. W ciągu maksymalnie dwóch dni otrzymujesz wyniki badań i ewentualne zalecenia od zespołu ekspertów
Tak wygląda wynik badania Brasterem
Zapytasz: "Po co mi to? Zapłacę za urządzenie, które zniszczy mi życie?". Podejdź do tego inaczej! W Polsce rocznie leczeniu nowotworów piersi poddawanych jest ponad 17 000 kobiet, a co najgorsze jedna trzecia z nich umiera. Głównym powodem jest zbyt późne wykrycie zmian nowotworowych.
Tyle mówi się o samobadaniu. Niestety kobiety o nim zapominają lub nie potrafią prawidłowo zbadać swoich piersi. Ginekolodzy często traktują kobiece piersi jako "nie ich działkę", a lekarze rodzinni nie zlecają takich badań, jak chociażby usg piersi. Wobec tego stanu, piersi stały się "obszarem/strefą niczyją". Aplikacja Braster przypomni Ci o badaniu i przeprowadzi przez nie krok po kroku. Braster rejestruje zmiany w piersiach wielkości 3mm (przy samobadaniu wyczujesz zmiany ok 1cm!)! Wykrywa zmiany charakteryzujące się wyższą temperaturą takie jak: nowotwory przewodowe, zrazikowe, brodawkowate, zapalne i inne np.: śluzowe, gruczołowo-torbielowe oraz silnie unaczynione gruczolakowłókniaki, torbiele pozapalne z unaczynioną otoczką, a nawet stany zapalne piersi.
Badanie Brasterem nie boli, a aplikacja poprowadzi Cię krok po kroku
Dla kogo jest przeznaczony Braster? Dla każdej z nas, a w szczególności dla kobiet:
- poniżej 50 roku życia, które nie sa objęte profilaktyką raka piersi
- obciążonych genetycznie
- długotrwale stosujących tabletki antykoncepcyjne (doustną antykoncepcję hormonalną)
- ze zdiagnozowaną mutacją genu BRCA1 lub BRCA2.

Braster NIE JEST dla kobiet:
- w ciąży
- karmiących piersią
- po zabiegu chirurgicznym w obszarze piersi (karencja 12 miesięcy)
- w trakcie leczenia onkologicznego raka piersi
- po leczeniu onkologicznym z powodu wystąpienia nowotworu piersi.
Badanie zrobisz sama w domu, w zaciszu własnej sypialni
Zalety Brastera:
1. Wiarygodność- skuteczność Brastera potwierdzona jest badaniami klinicznymi.
2. Regularność- aplikacja przypomina o kolejnym badaniu, dzięki czemu jest większa szansa na wykrycie zmian na wczesnym etapie.
3. Bezpieczeństwo- Braster tylko rejestruje zmiany cieplne, nie emituje żadnego promieniowania. Badanie jest absolutnie bezbolesne.
4. Wygoda- nie musisz umawiać się na wizytę, czekać w kolejkach. Nie musisz wychodzić z własnej sypialni.
5. Czas- badanie wykonujesz szybko, wystarczy około 15 minut, a wynik z Centrum otrzymujesz w ciągu dwóch dni roboczych.
Jeśli Ty o siebie nie zadbasz, nikt tego nie zrobi
Minusy. Jest jeden, choć moim zdaniem zupełnie pozorny. Jest nim cena. Obecnie Braster z pakietem 6 badań (do wykorzystania w ciągu 7 miesięcy) możesz kupić za 1399 zł. Później dokupujesz tylko pakiety badań- 6, 12 lub 24 badania (do wykorzystania kolejno przez 7, 14, 24 miesiące i w cenach, kolejno: 249 zł, 399 zł, 789 zł). Ceny pakietów znajdziecie TUTAJ. Urządzenia może używać więcej niż jedna kobieta, wystarczy przetrzeć matryce np. octeniseptem. Dlatego na zakup możesz zdecydować się wraz z przyjaciółkami, kuzynkami, siostrami lub córkami. Wtedy koszt zakupu urządzenia stosownie się pomniejszy "na jedną kobietę". Tylko pakiety badań wykupujecie indywidualnie.
Ja dbam o siebie, a Ty?
Ja zdecydowałam się mieć swój własny Braster i kupiłam go głównie dla siebie. Jeśli jednak przed zakupem chciałabyś wykonać badanie, porozmawiać lub po prostu obejrzeć Braster, zapraszam. Dla zdecydowanych będę miała niespodziankę w postaci kodu, dzięki któremu zakupicie swój Braster sporo taniej, ponieważ zostałam Ambasadorką Brastera. Jestem z tego niebywale dumna!

Zapraszam! Spotkajmy się na kawę, rozmowę, badanie i podjęcie decyzji o dbaniu o własne piersi, zdrowie, życie!

czwartek, 5 kwietnia 2018

PRAGNIENIE

Kiedyś
Ja też
Chciałam poczuć
Wznieść się ponad podziały

Kiedyś 
Ja też
Chciałam poczuć się wolna
Móc biec bez nakazów

Kiedyś 
Ja też
Chciałam kochać
Być tuloną w opiekuńczych ramionach

Kiedyś
Ja też
Chciałam ukoić pragnienie
Mieć swoje zdanie

Kiedyśjednak
Przyszedł ten dzień
I musiałam dorosnąć
Szkoda tylko, że...
Ceną, było moje
Dzieciństwo...
Pójdę w przestrzeń zieloną i niech dzieje się... co chce...

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Fotoksiążka od Saal Digital

Skuszona ofertą fotoksiążki w zamian za recenzję, szybko zgłosiłam się do testu Saal Digital. Moje zgłoszenie przyjęto i dosyć szybko dostałam kod rabatowy na 150 zł. Zapłaciłam tylko za przesyłkę (20 zł).
Okładka mojej fotoksiążki
Pierwsze "schody" zaczęły się od tego, że aby stworzyć wymarzoną książkę musisz zainstalować aplikację. Serio? Kiepski początek. Jeśli zainstalujecie apkę i wybierzecie format książki, możecie przystąpić do "wklejania" zdjęć. I tu ważna uwaga- wybierzcie wcześniej zdjęcia i umieśćcie je w jednym folderze, inaczej zaklikacie się na amen. Ja w pewnym momencie przerwałam i stworzyłam folder z wybranymi zdjęciami. Plusem jest to, że mogłam dowolnie rozmieszczać zdjęcia wg własnego pomysłu lub skorzystać z kreatora. Mogłam też dowolnie ustawiać ich wielkość względem strony, lokalizację oraz układ kierunkowy (zdjęcie prosto, do góry nogami, przekrzywione pod odpowiadającym mi kątem). Minusem programu jest, że samoistnie dodaje strony do książki, przez co jej cena wzrasta. Trzeba być czujnym, aby podczas zabawy w kreowanie wymarzonego albumu tego nie przeoczyć. Jeśli to jest Wasz sposób na dodatkowy zarobek, to jest to kiepska zagrywka, bo raz oszukany tak klient więcej nie wróci. 
Głównym bohaterem fotoksiążki stał się Piotruś
Kiedy moja wersja książki była już gotowa, nie zadziałał kod promocyjny. Próbowałam kilka razy, aż zniechęcona wysłałam wiadomość do SD. Cudownie zadziałał kilka godzin później, jeszcze przed odpowiedzią ze strony firmy.
Jakim zdziwieniem był dla mnie fakt, że zapłacić mogę tylko PayPal'em. PORAŻKA! Nie cierpię PayPal i często rezygnuję z czegoś jeśli jest tylko taki sposób płatności. Ale niech będzie, założyłam konto, bo bardzo zależało mi na stworzonej fotoksiążce. Wolałabym mieć wybór chociażby bezpośredniej płatności po zalogowaniu na stronie banku czy przelewem w określonym terminie. Ta kwestia wymaga przemyślenia, część osób na pewno zrezygnuje przy PayPal'u!
Zdjęcie na obie strony i kilka małych to jest to!
Zwróćcie uwagę,podczas zamawiania, że każda "dodatkowa atrakcja" jest płata. Jeśli się zapomnicie, cena Waszej fotoksiażki może być bardzo wysoka.
Na książkę nie musiałam długo czekać. W dwa dni po zakończeniu zamówienia była już u mnie. Niestety kurier raczył do mnie zadzwonić dopiero stojąc pod moimi drzwiami. Po kilku zdaniowej utarczce słownej, łaskawy pan kurier podrzucił paczkę 50 m dalej do apteki, gdzie pracuje Ł. Wypadałoby uprzedzić wcześniej, przecież 80% ludzi o godzinie 14 jest w pracy, jak chociażby szanowny pan kurier. 
Moje pierwsze "łał" niestety nie okazało się tym "Łaaaałłł", na które tak bardzo liczyłam. Paczka była tekturową "kopertą", a w środku książka włożona była tylko w cieniutka piankę. Spodziewałam się bardziej "pancernej" przesyłki. Na szczęście tym razem moja przesyłka nie służyła jako frisbee i książka nie była uszkodzona.
Skoro fotoksiążka, nie mogło zabraknąć fotografa
Nie podoba mi się, i to bardzo, sposób łączenia pierwszej i ostatniej strony z okładką. Zdjęcia w takim układzie pełnią poniekąd funkcję techniczną. Produkt wygląda na tani, zupełnie jakby producent chciał zaoszczędzić, gdyż użytkowa powierzchnia, na której powinny być ładne zdjęcia zalepia łączenia okładki. Zdecydowanie powinna tu być przekładka.
Synek Mamusi! Kocham nad życie!
Same zdjęcia wydrukowane są w dobrej jakości. Kolory są idealnie odwzorowane, takie jak na oryginalnych zdjęciach.
Nie podoba mi się kod umieszczany w dolnym prawym rogu ostatniej strony. To nic nie wnoszący element, nie pełniący nawet funkcji reklamowej Saal Digital. Mam wrażenie, że jest tam drukowany tylko po to, żeby dopłacić 25zł w celu jego usunięcia.
Takie kompilacja z trudem przeszła przez aplikację
Największym minusem jest cena. Zdecydowanie wyższa niż u konkurencji za tożsamy produkt. Gdybym nie miała kodu, na pewno nie zdecydowałabym się zamówić fotoksiążki. Spodziewałam się czegoś więcej. Celowo nie brałam dodatkowych "cudeniek", aby móc ocenić co dostanę za 150 zł + 20 zł przesyłki. 
Szczerze? Owszem książka ładna, ale na kolana nie powala. Za tą cenę miałabym 100 kartowy album tradycyjny z ogromną ilością zdjęć. Owszem musiałabym je sama wklejać i zajęłoby to więcej czasu, ale mogłabym tam też wkleić zasuszone kwiaty, bilety wstępu do muzeów czy po prostu naklejkę przywołującą wspomnienia. Na razie nie zostanę więc fanką fotoksiążek. Może jeszcze kiedyś spróbuję, ale zapewne nie szybko. Jeśli lubisz fotoksiążki lub chcesz spróbować- może Ciebie oczaruje, zapraszam na stronę Saal Digital TUTAJ
Miłości nie ma, ale sympatia jak najbardziej

sobota, 31 marca 2018

Wielkanoc 2018

Każdej Mamie, każdemu Tacie i oczywiście wszystkim Maluszkom, życzę aby w ten wyjątkowy czas Wasze domy i serca wypełniły się uśmiechem, dobrem i spokojem. Niech radość Zmartwychwstania zostanie z Wami na każdy kolejny dzień. 
Życzę Wam abyście odpoczęli w rodzinnym gronie i cieszyli się tym wspólnie spędzonym czasem. Nie ważne, co jest w koszyczku i ile jedzenia pojawi się na stole. Nie ważne, że nie zdążyliście umyć okien czy powiesić nowych firanek. Nie ważne, że z którejś półki nie starliście kurzu czy nie wytrzepaliście dywanów. Nie ważne, że nie spędziliście tygodnia w kuchni na ważeniu, pieczeniu, krojeniu, a kupiliście w większości gotowe ciasta, mazurki, baby, kiełbasy, pasztety itd., itd... To nieistotne, zupełnie nieważne. Liczy się dobro w Waszych sercach. Niech przejawia się ono każdego dnia i na każdym kroku. I już tradycyjnie- wszystkiego co dobre, ciepłe i piękne!
Smacznego święconego, mokrego Dyngusa i radości ze Zmartwychwstania!

wtorek, 27 marca 2018

Kiedy ludzie ze soba rozmawiali

Choć nie jestem bardzo stara chłopaku
To pamiętam popołudnia na trzepaku
I bieganie razem po lesie
Gdzie śmiech się radośnie niesie
Zimą sanki i bałwana lepienie
W marcu radosne marzanny topienie
Wycieczki rowerowe- dalekie i bliskie
Komunikację krzyczaną, gdy ktoś pod oknem krzyknie
I kontakt „na żywo” ze znajomymi
I czas na spacer z najbliższymi
Wspólne śpiewanie przy blasku ogniska
I przyrody oglądanie z bliska
Rozmowy długie aż po brzask
Gdy zaskakiwał nas słoneczka blask
I wspólne tańce, choćby na stole
Radosne przerwy na korytarzu w szkole
Ludzie uśmiechali się częściej do siebie
Zapatrywali się w chmury na niebie
Wspólnie słuchali pięknej muzyki
Umawiali się w bibliotece…
I tak to widzę mymi oczami
Gdyby te sprzęty nam poznikały

Szczęścia nie byłoby wcale mniej
Bo by mieć szczęście trzeba tylko chcieć
Szukając szczęścia uciekam od cywilizacji


piątek, 23 marca 2018

Sushiya- tu nawrócili mnie na sushi

Sushi. Jedni kochają, inni nienawidzą. Ja przez dłuższy czas nie lubiłam i nie mogłam się zebrać do przełamania tej bariery. Dopiero, kiedy w Kielcach "otworzyła się" "suszarnia", która zachwyciła mnie zdjęciami, postanowiłam odczarować to złe wspomnienie.
Odgrażałam się kilkukrotnie, że pójdę do lokalu i spróbuję, ale wyprawa okazała się całym procesem. Wiecznie jakoś się nie składało i było "nie po drodze". Ale "brawo ja" i sukces! Przyszedł dzień, w którym wreszcie powiedziałam: "Dzień dobry. Poproszę nawrócić mnie na sushi".
I te lampy- niby takie proste, a jednak... 
Biorąc pod uwagę moje przykre doświadczenia z sushi w Polsce, podchodziłam do tej wizyty bardzo ostrożnie, żeby nie napisać sceptycznie. Sushiya zaskoczyła mnie sympatyczną obsługą, tzw. atmosfera miejsca oraz, co najważniejsze, SMAKIEM.
Kiedyś je "ukradnę" i będę nimi spinać włosy ;)
Na początek postanowiłam przełamać barierę smaku i zamówiłam zestaw lunchowy. Po nim odważyłam się na pierwsze rolki. Jak pierwsza wizyta? Skończyła się zaplanowaniem kolejnej.
Pyszny zestaw "na start"
 Piekne podanie, które mnie zachwyciło
Pierwsze Susiyowe rolki z krewetką
 Szybko przekonałam się, że w "suszarni" siada się przy sushi Masterze. Michał przeprowadził mnie przez kolejne "etapy wtajemniczenia". Zaskakiwał mnie smakami i połączeniami, tak skutecznie, że przyszedł czas na pierwsze w Sushiya nigiri. To była dla mnie trudna chwila. Nigiri jawiło mi się jako surowizna, po której ja i mój żołądek przestaniemy się lubić. Mój "nigirasek" dostał nawet imię. Napatrzyłam się nań, aż odważnie postanowiłam zakończyć jego żywot. Rozpłynął się w moich ustach i nim przełknęłam, Michał podsunął mi już kolejnego, zgoła odmiennego. Ten nie dostał imienia i z decyzją o jego zjedzeniu zwlekałam (aż!) 5 minut. Do tego rolki skomponowane specjalnie dla mnie... Ta wizyta sprawiła, że polubiliśmy się z sushi i powzięłam mocne postanowienie poprawy w częstości jego spożywania.
Najważniejsze to pokonać własne bariery
Od pierwszej wizyty w Sushiya mija już prawie rok. Dlaczego więc opisuję to miejsce dopiero teraz? Musiałam do tego dojrzeć, tak jak do zjedzenia "nigiraska Wojtka". Przepraszam Mikael, że dopiero po tylu wizytach, tylu rolkach, tylu nigiri powstał ten wpis! Kajam się, nisko kłaniam i obiecuję coś słodkiego przy następnych odwiedzinach! ^_^

Mistrz tworzy- staram się nie przeszkadzać
Nie jestem znawcą sushi. Nie potrafię nazwać wszystkich rodzajów sushi i produktów do stworzenia tych pyszności. Nie potrzebuję, od tego mam sushi mastera, który poprowadzi mnie przez ten magiczny świat doznań. Opowie, wytłumaczy i uraczy moje kubki smakowe. Aby wszystko ze sobą współgrało, poda mi to na jednym z cudnych talerzyków. Skoro zatem znawcą nie jestem, przestaję pisać i zapraszam Was do obejrzenia zdjęć cudeniek serwowanych w Sushiya przez Michała (a raczej dwóch Michałów)!

Na start glonki
Gwiazda spotkania musi zostać uwieczniona

 Piotruś też polubił te "kolorowe babeczki"
 Czasami nawet ja skusze się na procentowe szaleństwo
 
 Dla odmiany inne "cięcie"
Oczywiście mam ulubione "smaczki". Moje serce zdecydowanie podbiły te perełki: 
Masełko na okoniu- czego chcieć więcej? No może jeszcze jednego ^_^
 Często tworzy się coś "special for me". I tak oto dostałam torcik imieninowy.
Tak też powstało "coś lekkiego, ale nie zupa, coś pikantnego, ale nie ostrego, coś przełamane słodyczą i może wędzone, coś co cudownie dopełni moją wizytę. Dasz radę?" DAŁ RADĘ! Brawo- trafione w punkt!                                             
Słodko i chrupko dla blondynki
Oczywiście sushi najlepiej jeść zaraz po przygotowaniu, ale dzięki opcji "na wynos", jako zagoniona Mama, mogę troszkę szczęścia zabrać ze sobą do domu i cieszyć się nim po odebraniu Młodego z przedszkola, w domu, a nawet na pikniku nad Nidą.
Po tylu pysznościach zaglądam do Sushiya dość regularnie. Te małe cuda wychodzące spod rąk i noża sushi mastera zwiększają poziom endorfin w moim organizmie. Świętuję tu sukcesy i mnożę radość dnia codziennego. Ale też przychodzę, kiedy tak bardzo "ciężko mi na duszy". Wtedy gorący ramen koi te bolączki- ramen jest dobry na wszystko!
Teraz przychodzę do Sushiya jak do "domu", gdzie uśmiechem wita mnie moja "przyszywana Rodzina". Czasami jest zupełnie "nie po drodze" i jakoś tak się nie składa, ale ciągnie mnie do tych smaków, tego miejsca i oczywiście do ludzi, którzy to wszystko tworzą.
 Podglądać ludzi z pasją- uwielbiam!
 Imbir mój ukochany- wiecie, że lubię duuużo!
 I zielony kubeczek specjalnie dla mnie <3
 Czasami kawę dostaję w filiżance szefa
POCHOCHAŁAM!
I czasami, jak przystało idąc w odwiedziny do Rodziny, przynoszę czekoladę! Dziękuję Wam za wszystko i lojalnie ostrzegam, że przyjdę na okonia z masełkiem- już niebawem! Ja mata aimasho! <3

 A ja znów podglądam...
Do Rodziny przychodzi się z czymś słodkim!