Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja twórczość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja twórczość. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 stycznia 2023

Krwawiące serce

- Chcę rozwodu- powiedziałam spokojnie do męża prowadząc auto.
- Nie dam ci rozwodu- odpowiedział wściekły.
- Mówię poważnie. Chce rozwodu. Miedzy nami nie ma już nic poza złością i gniewem.
- Nigdy nie dam ci rozwodu.
- Nie kochasz mnie. Cały czas udowadniasz, że jestem podczłowiekiem. Wrzeszczysz na mnie, poniżasz mnie.
- Co ty opowiadasz? Kocham cię i nigdy się ode mnie nie uwolnisz.
- Dobrze- szepnęłam. Niech i tak będzie. Kochamy się. 
Prowadziłam dalej auto w milczeniu. Zdałam sobie sprawę, że już do końca życia będę z mężczyzną, którego nie kocham i który nie kocha mnie. Nie zdobędę się na odwagę, aby złożyć papiery rozwodowe. Wiem, że rozwód, kiedy jedna ze stron walczy o małżeństwo, potrafi ciągnąć się długo i kosztuje krocie. Nie mówiłam już nic, skupiłam się na drodze.
- Ty patrz co on robi- powiedziałam nieco wystraszona
- Wariat- skwitował krótko Witek.
- Zwalniam, bo się boję. Nie wiem co on robi. Jezu!- krzyknęłam.
Poczułam szarpnięcie pasów. Zamknęłam oczy, żeby kawałki szkła do nich nie wpadły. Nie wiem ile razy nasze auto się obróciło. Kiedy się zatrzymało, wisieliśmy przypięci do foteli pasami bezpieczeństwa. Witek nic nie mówił, twarz miał zakrwawioną. Sięgnęłam do schowka obok kierownicy. Za gąbkami do szyby schowany miałam składany nóż. Odcięłam swój pas i wykopałam drzwi. Wydostałam się z auta. Kręciło mi się w głowie. Rozejrzałam się. 2 ciężarówki, kilka aut osobowych. kilka osób w sytuacji podobnej do naszej. Szybko otrzeźwiałam i pobiegłam do Witka. Wyrwałam drzwi i odcięłam jego pas, podtrzymując go, aby nie upadł. Odrzuciłam nóż. W miarę możliwości starałam się nie spowodować większych strat w stanie mojego męża. Odciągnęłam go od auta. Położyłam go na jezdni. Sprawdziłam czy oddycha. Oddychał. Ledwo.
- Obudź się!- krzyczałam. Obudź się do cholery! Masz nas, mnie i dzieci. Nie możesz tu umrzeć. Obudź się!- uderzyłam go kilka razy w twarz.
-Mala- szepnął.
- Witek, Witeczku- pochyliłam się nad nim. Przepraszam. Nie chciałam tego. Kocham cię. Naprawimy wszystko, będziemy znów szczęśliwi.
- Mała szybko... Masz coś do pisania?
- Co? Teraz pytasz o notes?
- Przynieś.
- Mam. co mam zapisać- klęczałam przy nim.
- Na moim laptopie jest ukryty folder. Hasło do laptopa to "KOCHAMMOJĄŻONECZKĘ" pisane z dużych liter i razem. Cicho- skarcił mnie. Hasło do folderu to data naszego ślubu bez kropek. Tam będzie wszystko. To zabezpieczy was na kilka lat.
- Witek co ty? Chyba nas, zabezpieczy nas. Prężcież ludzie maja gorsze wypadki- płakałam.
- Mała ja nie czuję nóg i drętwieją mi ręce.
- Witek nie zostawiaj mnie! Pomocy! Błagam niech mi ktoś pomoże!- rozglądałam się gorączkowo.
- Kocham cię. I bardzo kocham nasze dzieci. Masz telefon?
- Mam- wyciągnęłam go z kieszeni.
- Włącz kamerę.
- Witek co ty?
- Włącz- posłusznie uruchomiłam telefon.
Witek powoli mówił do naszych dzieci. Powiedział, że je kocha, żeby zadbały o skończenie szkoły i pomagały mi, jak tylko będą umiały. Poprosił, by o nim nie zapomniały i zapewnił, że już go nie boli i na pewno trafi w lepsze miejsce. Płakałam, łzy płynęły mi już strumieniami. Nie chciałam do siebie dopuścić myśli o tym, co się właśnie dzieje.
- Witek, Witeczku... Pomocy!- krzyczałam, kiedy zobaczyłam karetkę.
- Mała kocham cię- szepnął.
- Witek kocham cię. Nie zamykaj oczu! Nie pozwalam ci! Słyszysz?! Nie! Do cholery, Witek!- uniosłam go i objęłam.

W tym momencie nie miały znaczenia złe emocje, dni czy słowa, które padły jeszcze kilka minut temu. Czułam, jak pęka mi serce, jak rozdziera je ból nie do opisania. Wiedziałam, że na moich rekach umiera człowiek, który stanowił ogromna część mojego serca i którego, na swój sposób bardzo kochałam. Widziałam ratowników, którzy podbiegli do nas, którzy próbowali go reanimować i ich przepraszający wzrok. Wszystko to działo się jakby obok mnie, poza moim postrzeganiem. Nie słyszałam nic, żadnych pytań, nie czułam wkłucia, które zrobiono mi by podać doraźnie kroplówkę. Patrzyłam tępym wzrokiem na martwe ciało mojego męża, zdając sobie sprawę, że nigdy nie usłyszę jego ciepłego głosu.
 
 
(Jakiś czas później)
- Czas nie leczył ran tak szybko, jak się tego spodziewałam. Nie potrafiłam uporządkować mojego życia. Były dni, kiedy otwierałam szafę i wąchałam jego koszule. Nie potrafiłam uwolnić się od przekonania, że podświadomie to ja go zabiłam- szeptałam siedząc na kanapie u terapeuty. 
- Ale ty wiesz, że to nie twoja wina, prawda?
- Wiem- powiedziałam jeszcze ciszej i przymknęłam oczy.
- Pierwsze co musisz zrobić, to uświadomić sobie ten fakt. TO NIE TWOJA WINA!- wręcz przeliterował mi to zdanie. 
- Chciałam rozwodu...
- I miałaś prawo tego chcieć. Nie jesteś pierwszą i nie jesteś ostatnią kobietą, która mówi mężowi, że chce się rozwieść.
- Ale nie każda ma zaraz po tym wypadek, w którym on ginie.
- Gdyby praktyka na to pozwalała, to bym cię teraz opieprzył, ale nie mogę, więc będę tłumaczył. Twoja informacja nie miała wpływu na to, co zrobili kierowcy przed wami i za wami. Nie miała wpływu na śmierć twojego męża.
- Tak, tak.. wiem. Mam też dzieci i dla nich muszę się otrząsnąć i żyć dalej.
- Nie!- przerwał mi stanowczo. Musisz żyć dla siebie. W przeciwnym razie twoje dzieci nie będą mieć mamy tak na prawdę. Zrozum, że twoja decyzja o rozwodzie nie miała żadnego wpływu na ten wypadek i jego śmierć.
- Dobrze, rozumiem. Już to przepracowałam.
- Wiesz co ci powiem? Gówno rozumiesz i gówno sobie przepracowałaś. Bierzemy się za to od początku. 
- Ale...- próbowałam protestować.
- Nie ma żadnego ale- przerwał mi stanowczo. Tak po ludzku, po prostu ci współczuję, ale jako terapeuta muszę pomóc ci to poukładać i zrozumieć. I mówmy o faktach, a nie o twoich depresyjnych postrzeganiach danych sytuacji.

Miałam depresję, która pogłębiła się po wypadku. Cały świat myślał, że wtedy się zaczęła, ale dla mnie był to idealny moment, żeby przestać się z tym ukrywać. Miałam niesamowite szczęście, że trafiłam do dobrego terapeuty. Na początku przydzielono mi jakąś kobietę, której imienia nawet nie pamiętałam, a która słuchała mnie z przyklejonym do twarzy uśmiechem, kiwając głową. Poprosiłam o zmianę na mężczyznę i to był strzał w 10. Po kilku spotkaniach poprosiłam, żeby mówił mi po imieniu i płynnie przeszliśmy "na ty". Cotygodniowe spotkania dawały mi spokój i poczucie, że ktoś jest w tym wszystkim ze mną, a nie obok mnie. Ceniłam to, że nie był szablonowym psychologiem, a czasami jego reakcje nawet mnie zaskakiwały. Ale wiedziałam, że tylko z nim wygram walkę o siebie. 





(przypominam, że jest to fikcja literacka, a wszelka zbieżność osób, wydarzeń i miejsc jest przypadkowa!)

środa, 11 stycznia 2023

Książeczka dla Hani

Przed Świętami Bożego Narodzenia powstało wiele książeczek. Książeczkę dla Małej  Hani zamówiła na jej urodzinki ciocia. Cieszę się, że moja praca tak bardzo się Wam spodobała. Życzę Wam udanej zabawy i zapraszam po następne strony. 
 
Książeczki szyję sama, ręcznie. Sama wycinam poszczególne elementy, przyszywam guziczki. Przypominam Wam również, że każdą książeczkę możemy spersonalizować i zawrzeć w niej strony z ulubionymi rzeczami/ zwierzętami/ pracami Waszej Pociechy.
 

Na okładce miało być drzewko owocowe. Imię postanowiłam ułożyć z białych kostek.

Strony 1 i 2 to pociąg z lokomotywą i wagonikami od 1-3.
Strona 1 to lokomotywa i wagonik 1.
Strona 2 to wagoniki 2 i 3.
W wagonikach ukryte są fiszki z owocami, których ilość odpowiada numerowi wagonika: 1 gruszka, 2 jabłka i 3 truskawki.
Strona 3 to bucik do nauki wiązania.
Strona 4 to uwielbiany przez wszystkich Hipcio i mycie ząbków.
Hipcio chętnie otworzy paszczę i pozwoli wyszorować ząbki.
Strony 5 i 6 to kolejno łąka z kwiatami i bukiet w wazonie. Kompozycja zależy od wyboru Dziecka.
Strona 5, czyli łąka kwietna.
Strona 6. Wazon z bukietem kwiatów.
Strony 7 i 8. Pranie i jego rozwieszanie.
Strona 7. Pralka i kosz na pranie. Pralka oczywiście ma szybkę i można wymieniać prane ubranka.

Strona 8. Wieszanie prania i przypinanie ubranek małymi spinaczami.

 


Tylna okładka to zasypiający miś.

środa, 2 listopada 2022

Książeczka manipulacyjna dla Gaji

Ta książeczka to nasz prezent dla małej córeczki naszych znajomych. Gaja miała ostatnio 2 urodziny, a podczas wizyty u nas, bardzo spodobały się Jej nasze książeczki manipulacyjne, a zwłaszcza kilka stron. I tak powstał pomysł prezentu, jakiego nie można kupić w sklepie. 
 
Kochana Gaju, życzymy Ci zdrówka, uśmiechu, ciekawości w odkrywaniu świata i spełnienia marzeń! Sto lat!!!🎂🎉🎈 Miłej zabawy i zapraszamy do nas- plac zabaw zawsze na Ciebie czeka😁

Książeczka jest w całości zrobiona przeze mnie, szyta ręcznie. Nie jest to szablonowy wytwór, książeczka jest personalizowana, a strony dostosowane do obdarowanej 












środa, 18 maja 2022

Siedzę na starym moście

Siedzę na starym, nieczynnym już moście kolejowym. Wspieram się po bokach wyprostowanymi rękoma, nogi zwisają swobodnie nad rozlewiskiem. Kiedyś jeździła tędy kolejka wąskotorowa, ludzie dojeżdżali do pracy. Teraz, poza rolnikami, już chyba tylko ja tu przyjeżdżam. Siedzę i patrzę w dal na łąki i rozlewiska między starorzeczem i nowym korytem Nidy.  Wiosna w tym roku jest bardzo kapryśna, ale dzisiejszy dzień pozwala mi cieszyć się popołudniem w samotności. Za mną bardzo trudny tydzień pracy- pierwszy po dwuletniej przerwie. Na start naczelnik zarzucił mnie sprawami, z których nie wygrzebię się przez kilka lat. Samo ustalenie właścicieli i ich spadkobierców to długi i mozolny proces, że o ich skutecznym zawiadomieniu nie wspomnę. „Ciężka” atmosfera w pracy nie sprzyjała powrotowi. Wielu kolegów przeszło na emerytury, kilku zmieniło wydziały na zdecydowanie spokojniejsze. Zatrudniono nowych ludzi. Nasza stara paczka przestała istnieć, co chyba było dla mnie najtrudniejsze do zaakceptowania.

Przyjechałam tu, żeby odpocząć, złapać oddech. Dzieci zostały z babcią, która przyjechała na kilka dni. Wzięłam ze sobą aparaty, bo miejsce sprzyja fotografii. Człowiek ma ochotę uwalniać spust migawki tak często, na ile sprzęt pozwoli. Malowniczość miejsca pozostaje znana zaledwie garstce ze względu na swoja niedostępność. Skręcenie w niewłaściwą dróżkę może narazić na utonięcie w stawie lub ugrzęźniecie w bagnisku. Lubię tu wracać, cieszyć się tym miejscem, chłonąć jego atmosferę, napawać się głośnością ciszy i okalającej je przyrody.

Leżę na torach, próbuje sfotografować żurawia na tle zachodzącego słońca. Kucasz obok i szepczesz powitanie.

- Cześć Mała.

- Cześć Z. Co tu robisz? Nie miałeś siedzieć na zasadzce?

- Myślałem, że ucieszysz się na mój widok.

- Czekaj, czekaj, czekaj… Dobra mam drania.

- Jakiego znowu drania?

- Żurawia na słońcu.

- Matko, ale masz pomysły. Daj rękę, pomogę ci wstać- podajesz mi dłoń.

- Cześć Kochanie- pocałowałam cię delikatnie. Chodźmy z przeprawy nim się ściemni, bo po zmroku jest tu niebezpiecznie. Nie mam ochoty wpaść w tą breję pod nami.

- Wracamy do domu czy gdzieś jeszcze jedziemy?

- A masz jakiś pomysł?

- A może kolacja w aucie?

- Masz coś dobrego?

- Same smakołyki i oranżadę.

- No tak, wina nie możemy, bo jak wrócimy z tego odludzia do domu- uśmiechamy się do siebie.

Schodzimy z nasypu. Zupełnie bezwiednie nasze dłonie wędrują ku sobie. Lubię, kiedy delikatnie splatasz palce z moimi. Idziemy tak blisko siebie, czuje twoje ciepło. Zatrzymuję się, staje przed tobą, uśmiecham się i patrzę ci prosto w oczy. Obejmujesz mnie i całujesz czule. Zatapiam się w smaku twoich ust. Lubię ich słodycz.

Kiedy minęło te 6 lat od kiedy nasze drogi skrzyżowały się na nowo i zaplotły tak mocno, że już nie potrafią iść każda w swoja stronę? Jak to się stało, że przekroczyliśmy granicę służbowych kontaktów, a uśmiechy stały się tak mało profesjonalne? Pamiętam nasze pierwsze spotkanie po latach. Nie pamiętaliśmy się, ale chyba podświadomie czuliśmy, że coś jest na rzeczy.

 

Ileż takich miejsc odkryliśmy razem...

Otwierasz klapę bagażnika, w środku na kocu i starym obrusie leżą smakołyki. Z kosza wystaje termos i butelka z lemoniadą. Siadam na brzegu i zachwycam się niespodzianką.

- Kiedy to przygotowałeś?

- Pomyślałem, że będzie miło zjeść razem kolacje w terenie.

- Ale kiedy?

- A co za różnica? Mam nadzieję, że jesteś głodna?

- Jestem. Nie jadłam od południa.

- Dlaczego?

- Jakoś nie było czasu.

- Jak to nie było czasu? - pytasz wyraźnie poirytowany.

- Oj daj spokój z połajanką- wstaje i obejmuje cię przepraszająco. Zjedzmy razem, tak smacznie to wszystko wygląda.

- Dzisiaj ci odpuszczę, ale od jutra będę cię nękał, żebyś jadła regularnie. Wolisz kawę czy herbatę?

- Herbatę. Kawy napijemy się rano- puszczam ci oczko.

Siadamy, nalewasz mi herbaty. Jest miło. Tęskniłam za chwilą we dwoje. Chłonę ją całą sobą. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Sielankowy obraz. Brakuje nam czasu i sił, by tak częściej uciekać. A i możliwości są ograniczone, bo nie zawsze mamy z kim zostawić najmłodsze dziecko. Widzę jaką przyjemność sprawia i tobie ta chwila.

- Kiedy kolejna kolacja przy zachodzie słońca? - pytasz, wkładając pojemniki z resztkami do kosza.

- Nie wiem, jak długo mama u nas zostanie.

- Jak się czujesz z tym wszystkim? Dotarło to już do Ciebie? 

- Chyba jeszcze nie do końca. Zamknęłam już formalności, papiery o rentę też poszły. Ale jest mi tak jakoś dziwnie.

- Dziwnie?

- W chwilach jak ta, kiedy nie pędzę, zdaję sobie sprawę, że jego już nigdy nie będzie. I nie ważne jak wyglądały nasze ostatnie lata. Był w moim życiu i znaczył tak dużo. Trudno pogodzić się z tym, że odszedł w tak straszny sposób. A najgorsze jest to, że dziwnie mnie to nie boli. Przeraża mnie to uczucie ulgi. Jest tylko smutek.

- Mała- przyciągasz mnie do siebie. Kryję się w twoich ramionach.

- Czy jeszcze będzie taki czas, że poczuję się z tym normalnie?

- Będzie. Zobaczysz. Tylko daj sobie na to czas.

- A ty? Będziesz wtedy ze mną?

- Ja będę już zawsze.

- Nie jest łatwo otrząsnąć się po stracie kogoś bliskiego, po stracie kogoś, kto przez tyle lat stanowił ogromną część twojego życia. Nie wiem jak to lepiej opisać.

- Wiem. Mała, ja będę. Zrobię wszystko, abyś znów poczuła się bezpiecznie.


Wracaliśmy do miasta. Na ostatnim rondzie każde z nas wjechało w inny zjazd. Patrząc we wsteczne lusterko, widziałam, jak światła twojego auta powoli się oddalały, aż znikły zupełnie. Mimo, że byłeś blisko, czułam się bardzo samotna. Poczucie pustki narastało, kiedy zamykałam drzwi mieszkania. Osunęłam się powoli na podłogę. Nie miałam pojęcia jak ogarnąć to wszystko. Za kilka dni moja mama wyjedzie, a ja zostanę sama z dziećmi. Siedząc na podłodze i ukrywając twarz w dłoniach, czułam, że będzie mi cholernie ciężko. 

- Chodź, zrobiłam herbatę.

- Mamo. Jak mam to udźwignąć? Jak ja sobie poradzę?

- Masz w sobie więcej siły niż myślisz. Jesteś cholernie silna i wiem, że dasz radę. Tylko uwierz w siebie.

- Mamo...- szepnęłam oszołomiona jej szczerością.

- Jak będzie bardzo ciężko, to przyjadę i ile będę mogła, to ci pomogę. Ale przez większość czasu będziesz sama.

- Wiem.

- Jutro uporządkujemy szafę w sypialni i na korytarzu. Mam już kartony.

- Ale...

- Nie ma żadnego "ale". Musisz zamknąć ten rozdział. Ja rozumiem szok, rozumiem depresję, ale masz dzieci i musisz pokazać im, że po ciężkich daniach, nadchodzą lepsze.

- Dziękuję...

 




c.d.n.




(przypominam, że jest to fikcja literacka, a wszelka zbieżność osób, wydarzeń i miejsc jest przypadkowa!)

 

środa, 27 kwietnia 2022

Gdańska niespodzianka

Siedzę przy biurku i próbuję uspokoić własne serce. Patrzę w okno i na uginające się pod naporem wiatru gałązki starej lipy. Nie potrafię zebrać myśli. Krążą bez ładu i składu, uderzając w najczulszy punkt duszy. Dlaczego musiałeś wybrać drogę, którą pokonuję od ponad tygodnia?
Gdańsk miał stać się dla Patrycji miastem spotkań i niespodzianek


- Cholera jasna!- krzyknęłam, bo rozlana na rękę gorąca kawa to nic przyjemnego.
- Przepraszam- powiedziałeś, wyciągając jednocześnie chusteczki higieniczne.
- Z? Co ty tu…- zamarłam, kiedy dotarł do mnie twój głos.
- Mała? Przepraszam. Gorąca?
- Co gorąca?- patrzyłam na ciebie półprzytomna.
- No kawa? Oparzyłaś się?- wyjąłeś mi z ręki na wpół pusty kubek.
- Gorąca jak cholera. Zobacz już się pęcherzyki miedzy palcami zrobiły. Ałła- jęknęłam i cofnęłam rękę.
- Chodź na komendę, trzeba to szybko przemyć i zdezynfekować.
- Nie chcę.
- Nie zachowuj się jak dziecko. Chodź.
- Co ty robisz w Gdańsku?
- Chodź, wszystko ci opowiem.

Wziąłeś mój plecak i ruszyliśmy w kierunku Komendy Wojewódzkiej. Wchodząc, machnąłeś tylko dyżurnemu. Nie do końca docierało do mnie, to, co się działo. Wchodziliśmy po schodach, oczywiście na ostatnie piętro. Mijający nas funkcjonariusze witali się z nami serdecznie.

- Wejdź proszę, siadaj- otworzyłeś mi drzwi pokoju 1003.
- Tu pracujesz?
- Tak, przez kolejne pół roku, może krócej. Do zakończenia sprawy, nie opłaca mi się ganiać kilkanaście razy w miesiącu przez pół Polski.
- Sam jesteś?
- Tak.
- Fajne gniazdko.
- Chodź, pokażę ci łazienkę.

Delikatnie obmywałeś mi rękę letnią wodą, dopytując czy na pewno nie boli. Później z tą samą delikatnością dezynfekowałeś niewielkie pęcherzyki miedzy palcami.

- Boli?
- Troszkę piecze.
- Tęskniłem. Nie, nie przerywaj mi, proszę- spojrzałeś mi prosto w oczy. Nie przerywaj mi, bo to jedyny moment, w którym jestem w stanie zebrać się na odwagę i powiedzieć ci to wszystko.
- Zbóju…- szepnęłam.
- Mała… To wszystko nie tak, jak miało być- delikatnie oglądasz moją dłoń. Uciekłem tu przed tobą, przed nami, przed tym wszystkim co czuje. Nie umiem, a raczej nie chce tego nazwać po imieniu, bo oznaczałoby to rewolucje w moim życiu. W moim, w twoim, w życiu wielu ludzi. Nie wiem czy wolno mi zrobić to, czego pragnę, bo to będą nieodwracalne zmiany.
- „Z” to już się stało. Życie uległo zmianie. Nie widzisz tego? Już nie jesteśmy tyli samymi ludźmi, którzy kilka lat temu ruszyli na wspólną akcje i przypomnieli sobie o rozlanej kawie w Stolicy.
- Wiem, ale…
- Nie ma żadnego ale. Czasu już nie cofniemy. Nie wiem nawet czy chciałabym go cofnąć. Kocham naszą córeczkę najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Tylko my i lekarz znamy prawdę, co najwyżej pozostali mogą się jej domyślać. Ale Freja jest dowodem na to, że życie uległo zmianie.
- Mała…- szepnąłeś i objąłeś mnie swoimi kochanymi ramionami.
- Zbóju- przymknęłam oczy, zatraciłam się w tym przytuleniu i zapachu twoich perfum.
- Dziękuję, że tu jesteś.
- Nie dziękuj, to przypadek. Jestem na bezpłatnym urlopie naukowym, bo macierzyński już mi się skończył, a chcę skończyć podyplomówkę. Pytanie, co ty tu robisz?
- Już ci mówiłem. Mam sprawę do skończenia. Później wracam na nasze stare śmieci. Wróć ze mną.
- Jak to z tobą? Przecież masz rodzinę.
- Chcę, żebyś to ty nią była.
- Jesteś pewien swoich słów? To poważna deklaracja?
- Dużo myślałem. Pisałem do ciebie, dzwoniłem, ale dostawałem tylko cisze w odpowiedzi. Wystawałem pod twoim domem, ale ciebie nie było.
- Wyprowadziłam się z dziećmi. Za dużo wspomnień. Ja nadal pamiętam mojego męża, pamiętam że byłam tam szczęśliwa. Później ty i cały ten szalony czas. Ale ciąża dodała mi tylko sił, by zrobić krok do przodu i uciec…
- Uciec?
- Tak. Myślę, że w pewnym sensie to była ucieczka. Zostawiłam przeszłość za sobą, spakowałam kartony i uciekłam.
- Gdzie?
- Do mieszkania, które kupiłam za część pieniędzy ze sprzedaży domku w górach. Pamiętasz go?
- Tak. Ja z mojej części zrobiłem lokaty dla dziewczynek.
- Zbóju co ty chcesz zrobić?
- Chcę być z tobą, z wami. Dużo o tym myślałem. Obiecałem sobie, że jak skończę tą sprawę, wrócę i odszukam cię.
- I co dalej?
- Chcę być z Wami. Chcę rozwieść się z „W”, wystąpić o uznanie ojcostwa Frei i przysposobienie Michała.
- A jesteś pewien, że ja chce tego samego?
- A nie?
- Nie wiem. Zaczęłam sobie wszystko układać i kiedy myślałam, że już sobie to poukładałam, ty oblewasz mnie kawą.
- Znowu oblewam cię kawą. Historia lubi się powtarzać- uśmiechamy się do siebie.
- Znowu…
- Masz czas?
- Kiedy?
- Po południu?
- Nie bardzo. O 15 odbieram Freję ze żłobka. Za tydzień wracamy do domu. Jestem tu tylko by zdobyć materiały do książki. Michał jest z babcią.
- A teraz?
- Co teraz?
- Masz czas?
- No dzisiaj raczej w bibliotece nie podziałam z tą ręką. Muszę tylko zadzwonić, żeby zostawili mi materiały na jutro. I wracam do mieszkania. Wynajmuję tu kawalerkę.
- Chodźmy- podałeś mi kurtkę.
- Gdzie?
- Do ciebie. Szybko.
- Ale po co?
- Nie pytaj, proszę.
- Wychodzisz?- zapytał młody chłopak, stając w progu na mój widok. Dzień dobry.
- Dzień dobry, cześć.
- Nadinspektor Patrycja Zakrzewska, a to jest aspirant Michał Kwiatkowski- przedstawiłeś nas sobie.
- Cześć Patrycja jestem. Przepraszam, że nie podam ręki, ale pewna osoba oblała mnie kawą.
- Cześć, Michał. Jakaś akcja?
- Mam chyba przełom w sprawie. A wszystko dzięki tej kobiecie i rozlanej kawie- puściłeś mi oczko.
- Rozlanej kawie?- Michał nie krył zdziwienia.
- Nie przejmuj się, ja też nie rozumiem, ale on ma takie przebłyski geniuszu. Jestem pewna, że skończy ta sprawę szybciej niż w pół roku.
- Wezmę twój plecak, ty uważaj na rękę. Michał nie wiem czy dzisiaj jeszcze wrócę. Dasz znać naczelnikowi?
- Przecież pod niego nie podlegasz.
- Ale chce żeby wiedział. Do jutra.
- Cześć- zmieszany chłopak stał przy barierce schodów, przyglądając się naszemu szybkiemu wyjściu z jednostki.
- Cześć aspirancie. Mam nadzieje, że do zobaczenia.
- Miło było poznać, wpadnij do nas na dłużej- uśmiechnął się.


Otworzyłeś mi drzwi auta, pomogłeś zapiąć pasy. Podałam ci adres, a ty jechałeś tak spokojnie. Serce chciało mi wyskoczyć z piersi. Byłam tak oszołomiona całą sytuacja i jej dynamicznym rozwojem, że prawie nic nie mówiłam. Dojechaliśmy dość szybko, godziny szczytu szczęśliwie już minęły i poranne korki luz nieco zmalały. Wbiegliśmy na 2 piętro, otworzyłam drzwi i weszliśmy do niewielkiego mieszkanka. W pokoju, w kącie stał stół w połowie zawalony książkami i notatkami, pod oknem stało rozłożone łóżeczko turystyczne dla Frei, a za nim moje łóżko. Było niezaścielane, bo rano zaspałam i zgarniałam wszystko w biegu. Naprzeciwko wejścia stały nasze dwie walizki, a na typowo sklepowym wieszaku kilka bluzek, jakieś apaszki i spodnie.

- Przepraszam za bałagan, nie słyszałam budzika i zaspałam- tłumaczyłam wygląd pokoju, starając się przykryć łóżko kocem.
- Chryste, jak ja za tobą tęskniłem- odwróciłeś mnie do siebie i pocałowałeś. A ty tęskniłaś?
- Troszeczkę, tak tyci tyci- uśmiechałam się, ale nie chciałam otworzyć oczu, jakby bojąc się, że to tylko sen.
- Spójrz na mnie.
- Boję się, że jak spojrzę, to przepadnę.
- Spójrz na mnie- powtórzyłeś stanowczo.
- I co teraz?
- Teraz wszystko naprawię. I będziesz moja, nawet jeśli się nie zgodzisz. Dzisiaj zabieram was z tej klitki do mojego mieszkania. Jeśli chcesz, dostaniesz oddzielny pokój. Opłaciłaś już pobyt?
- Nie, jeszcze nie, bo to mieszkanie znajomej, a nie byłam pewna daty powrotu.
- Chcę już tylko ciebie. Jaki byłem głupi, że nie widziałem tego wcześniej.

Zdjąłeś mi płaszcz, rozpięłam twoją kurtkę. Obejmowałeś mnie. Nasze ruchy jakby zwalniały, ale czułość rosła z każdym z nich. Nie było to jednak chaotyczne, rozumieliśmy się bez słów. Każde przesuniecie dłoni, muśniecie ustami, przytulenie było niczym nieskrępowaną harmonią. Utonęłam w twych ramionach.


Cholerny świat, który uparcie rzuca nas sobie w ramiona… Boje się tego, a jednocześnie nie potrafię zapanować nad chęcią podjęcia kolejnej próby. Siedzę na stole, a ty rozkładasz łóżeczko dla Frei obok łóżka, naszego łóżka. Nasze walizki stoją jeszcze na korytarzu. Nie umiem zebrać myśli. Nie potrafię być zła, nie chcę… Patrzę za okno. Po chwili czuję twój pocałunek na ramieniu.

- Co jest Mala?- obejmujesz mnie delikatnie.
- To wszystko dzieje się tak szybko. Prawie dwa lata nie rozmawialiśmy ze sobą, a teraz nagle to- wskazuje głową walizki.
- Źle ci z tym?
- Nie wiem. Boje się. Moje serce też się boi.
- Mała zrobię wszystko, żebyś już nigdy się nie bała. 


c.d.n.


(przypominam, że jest to fikcja literacka, a wszelka zbieżność osób, wydarzeń i miejsc jest przypadkowa!)

środa, 13 kwietnia 2022

Wielkanoc 2022

 Przez ostatnie lata najważniejszymi i najczęściej powtarzanymi były życzenia zdrowia.
W tym roku wszyscy życzymy sobie przede wszystkim pokoju. 
 
Jako, że Triduum Paschalne już za kilkadziesiąt minut i nie będzie czasu na pisanie na blogu, chciałabym teraz złożyć Wam życzenia wielkanocne.
 
Życzę nam wszystkim pokoju i zdrowia. Życzę nam odrodzenia w blasku zmartwychwstałego Pana. Niechaj darzy łaskami i otula nas swym opiekuńczym ramieniem. 
Życzę nam bliskości rodziny i przyjaciół, chwil spędzonych na rozmowach z uśmiechem. Życzę nam smakołyków na stole, którymi będziemy mogli dzielić się z najbliższymi.
Życzę nam wytchnienia i spełnienia oczekiwań odnośnie tego wyjątkowego czasu. Radosnej Wielkanocy i mokrego Dyngusa.

Zawołajmy wszyscy razem: Zmartwychwstał Pan, zmartwychwstał prawdziwie! Alleluja, alleluja, alleluja!!!




środa, 11 sierpnia 2021

Zmiany

Upały. Temperatury nie malały już od wielu dni. Oczywiście na naszej komendzie był remont, więc o klimatyzacji mogliśmy tylko pomarzyć. W takie dni tak bardzo doceniałam pracę na kryminalnym. Dwa wiatraki dawały nam minimum chłodu w naszym pokoju.
- Dobra, zrywamy się- wstałam z krzesła, zamykając laptop.
- Gdzie?- zapytał Z, zerkając znad papierów.
- Nie wiem, ale na pewno coś wypatrzymy po drodze. Mam przeczucie.
- Ty i te twoje przeczucia. Znowu wejdziemy w sam środek zasadzki?
- Nie, wszyscy dziś na miejscu.
- No to jedziemy. Prowadź. Ale ty załatwiasz u Starego.
- Luzik, mi nie odmówi- puściłam mu oczko.
- Nigdy się nie dowiem jak to robisz.
- Przecież nie mógłby się oprzeć mojemu urokowi.
- Mała, nie prowokuj.
Uwielbiałam, kiedy jechaliśmy w teren.
 
Po kilku minutach siedzieliśmy w naszej "Kijance". Nakreśliłam mu gdzie ma jechać. Po zjechaniu z "ekspresówki", skręciliśmy w kierunku nieczynnego od lat kamieniołomu. Część zarosła już drzewami, droga też była coraz słabiej widoczna.
- Kogo tu szukasz?
- Dzieciaki lubią tu przychodzić.
- I?
- I chcę zapytać grzecznie czy wiedzą co za świństwo krąży ostatnio w okolicy.
- Grzecznie?
- Postaram się. Zatrzymaj się, dalej nie pojedziemy, tu droga się kończy.
- Nie, zobacz, dalej też jest.
- Trawa jest wysoka i nie widzisz co masz przed autem. Za dwa metry wjedziesz w dół głęboki na półtora i szeroki na pół metra. Powodzenia.
- Skąd to wiesz?
- Uchol mi powiedział. Tak odstraszają nieproszonych gości. Skutecznie zdaje się.
Niestety tym razem nie mieliśmy szczęścia. Kamieniołom był pusty. Usiadłam na krawędzi i spojrzałam w dół. Lubiłam tam siadać. Miałam wrażenie, że wzrokiem obejmuję cały teren. Usiadł obok i patrzył przed siebie. Mieliśmy chwilę tylko dla nas. Chwila to dobre określenie, bo zdążyłam o tym pomyśleć, a służbowy telefon skutecznie przerwał panującą ciszę.
- Cholera, Stary. Muszę odebrać- mruknęłam niechętnie.- Tak komendancie? W terenie. Pół godzinki, do czterdziestu minut. Tak jest. Za pół godziny mamy być na sali odpraw- zakomunikowałam Z.
- Po co?
- Nie powiedział. Mamy kwadrans dla siebie. Co robimy? Leżymy czy jedziemy na szamę?- uśmiechnęłam się.
- Głodna jesteś?
- Nie.
- To masz odpowiedź- odgarnął mi włosy z twarzy.
Przechyliłam głowę i oparłam ją na jego ramieniu. Ukrył moją dłoń w swojej i pocałował delikatnie, powoli. Lubiłam te czule gesty. 

Swobodnym, lekkim wręcz krokiem weszliśmy do sali. Prawie wszyscy już byli. Usiedliśmy z tyłu, ja przy oknie. Żartowaliśmy z kolegami, sala zapełniła się, czekaliśmy już tylko na szefa.
- Dzień dobry koledzy i koleżanko- uśmiechnął się i spojrzał na mnie wymownie.
- Dzień dobry- odpowiadaliśmy.
- Zaraz przedstawię wam nowego pracownika.
- Co się stało, że robi to osobiście?- szepnęłam do Z.
- Nie wróży to nic dobrego.
- Kto jest najstarszy stażem?
- Ja komendancie- przyznał się Z.
- A stopniem?
- Ja- odpowiedziałam zdziwiona.- A co się dzieje?
- Pewnie zostaniecie poproszeni o zdanie raportu zbiorczego. O jest już wasz naczelnik.
- Będzie grubo, zobaczysz Mała.
- Skoro już wszyscy są, to zapraszam do nas Kamila Jasińskiego. To państwa nowy naczelnik.
- O kur...- szepnęłam.
- Mówiłem?
- Tego się nie spodziewałam
Komendant wyszedł po chwili razem z naszym byłym już naczelnikiem. My lekko zszokowani zostaliśmy z nowym szefem. Przedstawił się, powiedział kilka słów o sobie. Wszyscy słuchaliśmy lekko zszokowani. Poprosił, abyśmy przychodzili do niego kolejno na rozmowę.

- Proszę usiąść- wskazał mi fotel.
- Dziękuję naczelniku- odpowiedziałam i usiadłam.
- Czemu tak oficjalnie? Może przejdziemy "na ty"?- zaproponował i wyciągnął do mnie dłoń nad biurkiem.
- Patrycja- podałam mu dłoń.
- Kamil. Cieszę się. Wreszcie poznaję słynną panią nadinspektor- uśmiechnął się.
- Chyba już nie panią, ponoć przeszliśmy "na ty"?
- Ach, faktycznie.
- Słynną?- zdziwiłam się.
- Niewiele kobiet służy w wydziale kryminalnym i odnosi sukcesy. No i historię z atakiem nożowniczki poznał chyba cały kraj. Widzę, że doszłaś już do siebie.
- Prawie. Co trzy miesiące mam rehabilitację. Sprawa już zamknięta.
- A to prawda, że twoim partnerem jest jej mąż i że to akt zazdrości?
-Tak, to jej mąż. Ale to świetny partner.
- Rozumiem- coś notował, a ja zdałam sobie sprawę, że bezpiecznie będzie miarkować słowa.
- Wszyscy tu pracują na wysokich obrotach.
- Nie wątpię. Czy nie myślałaś żeby przenieść się do wojewódzkiej?
- Nie, tu mam wystarczająco dużo pracy.
- W wojewódzkiej mogłabyś koordynować powiaty.
- Nie muszę, tu spełniam ważną rolę- uśmiechnęłam się delikatnie.
- Zastanawiam się kogo ci przydzielić.
- Jak to?
- Chcę zrobić niewielkie roszady. Nie wydaje mi się, aby wasza para była dobrym rozwiązaniem po ty, co zaszło. Zbyt duże ryzyko.
- Nie wydaje mi się. W tej pracy muszę bezwarunkowo ufać partnerowi, a to zaufanie wypracowuje się latami. Jak upadam do tyłu, to wiem, że on będzie tam stał.
- Tak, tak. Jednak doszły mnie słuchy, że łączy was coś więcej.
- To pomówienie. To, że się przyjaźnimy prywatnie, nie oznacza, że...- wyjaśniałam.
- Spokojnie- przerwał mi.- Opowiedz mi dokładnie o zakresie twoich obowiązków.

- Zrób mi kawę- usiadłam na biurku.
- Co jest Mała?
- Nie wiem. Niby zadawał pytania, ale miałam wrażenie, ze wszystko wie, tylko mnie sprawdza, co mu powiem.
- Żartujesz?
- Nie i to mnie martwi. Mam przeczucie, że mamy kreta. Wątpię żeby Arek wszystko mu opowiedział.
- Z, nowy naczelnik cię wzywa- Mariusz zajrzał do nas, uchylając lekko drzwi.
- Zalejesz sobie kawę?
- Jasne. Idź, bo podpadniesz pierwszego dnia.
- Pędzę naczelniku!- krzyczał, wychodząc z pokoju.

Wrócił zły.  Usiadł i zaczął nerwowo uderzać w klawiaturę. Na szczęście nasza zmiana miała trwać jeszcze pół godziny. Nazajutrz zastałam go nad kartonem. 
- Co jest grane?
- Pakowanko- odpowiedział zdawkowo, wrzucając kolejną teczkę do pudła.
- To czekaj, zaraz to ogarniemy.
- Nie Mała, tylko ja.
- Nie rozumiem.
- Zostajesz tu sama.
- Dalej nie rozumiem. Czymś podpadliśmy?
- Ponoć chodzi o takt i że nie wypada, bo wiesz...
- Co za brednie? Tylko mi nie mów, że chodzi o to, że jestem kobietą.
- Yhy.
- To już ten wydział ma chyba przepracowane?
- Mnie to mówisz?
- Przenoszę się z tobą.
- Nie możesz. Dostałem chyba schowek na szczotki, ledwo sam się tam mieszczę.
- Przecież to jakiś absurd.
Trzasnęłam drzwiami wchodząc do naczelnika.
- Próbowałam ją zatrzymać panie naczelniku- wpadła za mną wystraszona sekretarka.
- Spokojnie- dał jej znak dłonią do odwrotu.
- O ci chodzi? Dlaczego Z się pakuje?
- Spokojnie. Uznałem, że tak będzie lepiej. Chodzą różne plotki, nie chcę powtórki z rozrywki.
- Przecież to mój partner. Pracujemy razem. 
- Zastanów się co się wydarzyło. Chcesz jeszcze raz oberwać? Inni nie komentują waszego partnerstwa?
- Ten wydział ma to już przerobione.  
- Nie jestem tego taki pewien. Jeśli mi to udowodnicie przez miesiąc, Z wróci do pokoju. To moja ostateczna decyzja.
- Do widzenia naczelniku- trzasnęłam drzwiami na pożegnanie.

Wpadłam do pokoju i szybko otworzyłam szafę pancerną. Sprawdziłam broń, ściągnęłam pas i trzasnęłam drzwiczkami. 
- Spakowany?
- Tak. Został tylko komp, ale informatyk powiedział, żeby nie zabierać tego, bo ma dla mnie inny. Ten ma tu zostać, zgrywam wszystko na pendrive.
- Dużo ci zostało?
- 10 minut.
- Idę wypisać kwity na auto. Szykuje się, jedziemy w teren. Za kwadrans hieny ruszają przy zalewie.
- Skąd wiesz?- nie ukrywał zaskoczenia.
- Mam ochotę komuś dokopać. Wchodzisz w to?
- Pisz kwity. Zamknę pokój. Za chwilę będę.

To była szybka akcja. Zostawiliśmy auto przy lokalnym sklepiku. Do zalewu mieliśmy jakieś 200 metrów. Między drzewami widziałam grupkę 6 mężczyzn w strojach moro. Jeden z nich trzymał mapę i tłumaczył coś pozostałym. Powoli, najciszej jak się dało, podeszliśmy na odległość ok 10 metrów. Czekaliśmy, musieliśmy ich złapać na gorącym uczynku. Po chwili wzięli wykrywacze i ruszyli wzdłuż zbiornika. Kiedy weszli w las wiedziałam, że to będzie udana akcja. Zaledwie kilka minut czekałam na pierwszy okrzyk.
- Chłopaki mam coś. Piszczy jak szalony- pozostali podbiegli do wołającego.
- Dobra, sprawdźmy czy punktowo czy to coś większego.
- Cholera, mamy to. Wskaźniki szaleją. Kopiemy- na to właśnie czekałam.
- Dzień dobry panowie, policja!- krzyknęłam, kiedy wbili już łopaty.
- Nie radzę uciekać, łapy w górę- dodał spokojnie, ale stanowczo Z.
- A co tu się wyprawia? Co to za zabawki?- wskazałam głową wykrywacze.
- Przecież wiesz, to po co pytasz- odburknął "dowódca".
- Grzeczniej! Nie umiesz się odezwać do kobiety?
- Siadać pod drzewem i dokumenty proszę. Pozwolenie jak mniemam jest?
- Nie ma.
- Słucham? Nie dosłyszałam. Jak z tym pozwoleniem? Mam wydzwaniać WKZeta?
- Nie ma.
- Więc co panowie tu robicie?
- Szczęścia szukamy pani władzo- próbował żartować jeden z poszukiwaczy.
- To szczegóły ustalimy na komendzie. Wydzwoń mi dyżurnego. Mamy 6 osób, potrzebne wsparcie.


(przypominam, że jest to fikcja literacka, a wszelka zbieżność osób, wydarzeń i miejsc jest przypadkowa!)

środa, 4 sierpnia 2021

Sześć miesięcy za nami

Jest sierpień, siedzę obok łóżeczka mojej Córeczki i patrzę jak oddycha. Jutro będzie miała sześć miesięcy. Sześć miesięcy, które zmieniły nasze życie, naszą codzienność i naszą rodzinę. Dzięki Niej nauczyliśmy się jeszcze bardziej doceniać codzienność, każdą chwilę. Zmieniła nas wszystkich, zmieniła mnie...
Z moją Księżniczką
Jak taka maleńka Istotka może zmienić człowieka? Może i zmienia. Nagle okazuje się, że są rzeczy ważne i ważniejsze, pilne i pilniejsze. Trzeba w ułamku sekundy przeprowadzić analizę i podjąć decyzje, które mogą zaważyć na każdym kolejnym dniu. Przez te pół roku poznałam lekarzy, o których istnieniu wolałabym nie wiedzieć. Przekonałam się jak kruchy i ułomny jest system opieki zdrowotnej w Polsce i że jak się nie ma pieniędzy na prywatne leczenie, to jest się skazanym na łaskę i niełaskę lekarzy. Wiem już jak to jest czekać w długiej kolejce, aby usłyszeć na koniec, że numerki skończyły się właśnie przed tobą. Wiem jak to jest dzwonić co tydzień i pytać czy nikt nie zrezygnował, bo Dziecko powinno mieć badanie w sierpniu, a nie pod koniec października i za każdym razem słyszeć, że jeśli chcę przyspieszyć, to mogę pójść prywatnie. Wiem też jak to jest wywalczyć najszybszy możliwy termin i z uśmiechem powiedzieć w domu: "Mamy to- wizyta za 11 miesięcy, 2 tygodnie i 3 dni". Brzmi absurdalnie prawda? A mnie ucieszyło, że to nie dwa lata.
 Początki były bardzo trudne, pobyt w szpitalu nas wykończył
Lubię patrzeć jak śpi, jak się uśmiecha i jak przygląda się światu. Lubię pochylać się nad Jej buzią i pozwalać, żeby dotykała, głaskała moją twarz. Lubię kiedy po przebudzeniu nie płacze, tylko uśmiecha się do mnie. Lubię kiedy trzyma mnie mocno za bluzkę lub ściska mój palec. Lubię kiedy uspakaja Ją mój głos. Lubię śpiewać Jej kołysanki i przytulać Ją do siebie.
 Patrzy na mnie i słucha z takim zainteresowaniem
Nie wiedziałam ile mam w sobie sił, dopóki nie pojawiła się w moim życiu. Bardzo się bałam (i dalej się boję), że nie dam sobie rady w dbaniem o niemowlaka- dziewczynkę, że nie będę potrafiła wychować właściwie dziewczynki. Nie chcę jednak tego roztrząsać. Cieszę się Jej uśmiechem, ogromnym apetytem na życie i ciepłem, które daje mi z każdym przytuleniem. Cieszę się pięknymi sukienkami, lalkami i tym, że już we czwórkę będziemy poznawać nowe piękne zakątki świata.
 Jej uśmiech dodaje mi sił każdego dnia
Pół roku minęło nam niczym mrugnięcie okiem. Nigdy się nie martw Córeczko- będę zawsze przy Tobie. Kocham Cię miłością tak wielką, że nie potrafię jej ogarnąć mym sercem i rozumem. Zrobię wszystko żebyś była zdrowa i szczęśliwa!