piątek, 10 listopada 2017

Rośliny pomocne przy przeziębieniu i grypie

Ile razy słyszeliśmy, że na brzuch to piołun, na poty lipa, a malinka rozgrzeje? Nasze babcie znały się na domowych sposobach leczenia. Obecnie powoli zaczynamy wracać do ludowych mądrości. Farmakologia rozpoczyna na szeroką skalę badania nad ziołami. Warto wiedzieć, które z nich mogą nam pomóc. UWAGA! DZIECI NIE MOGĄ PIĆ NAPARÓW I WYWARÓW Z ZIÓŁ! Maluszkowi podawaj gotowe preparaty o dobrze dobranym składzie. Warto je poznać, aby wiedzieć, których ze sobą nie łączyć, bo mogą się wzajemnie eliminować. I tu kolejna uwaga, zupełnie jak w reklamie- przed użyciem skonsultuj to z lekarzem lub farmaceutą!
Wiele roślin ma w sobie ukrytą "moc" znaną ludziom od zarania dziejów. Warto sobie o nich przypomnieć
CZARNY BEZ
To bomba z witaminą A,C, B1 i B2 oraz z żelazem, sodem, potasem, wapniem. Ekstrakt zawiera również składniki antywirusowe, które spowalniają rozwój choroby poprzez uniemożliwianie wirusom dalszego przenikania do organizmu. Jest skuteczny przy infekcjach wirusowych górnych dróg oddechowych. Doskonale obniża gorączkę, działa przeciwbólowo, pomaga oczyścić zatoki i wspomaga odporność. Ekstrakty z kwiatów, z kolei, działają napotnie.

LIPA
Wyróżniamy dwa gatunki: wąskolistną i szerokolistną. Na działanie przede wszystkim napotne, regulują ciepłotę ciała- dzięki zawartości rutyny, hyperodydu i kwasu fenowowych w kwiatach. Wyciągi z kwiatu lipy pomogą zatem w gorączce (niewielkiej), katarze, nieżytach górnych dróg oddechowych. Obniżą delikatnie gorączkę, ułatwią odkrztuszanie.
Podobny obraz
Zapach lip sprawia, że można stracić głowę
IMBIR
Zawarte w imbirze gingerole mają przede wszystkim działanie przeciwzapalne, przeciwbólowe (uznane za bardziej skuteczne niż działanie aspiryny) i przeciwgorączkowe. "Magia" imbiru polega też na hamowaniu rozwoju bakterii, grzybów, wirusów, a nawet pasożytów.
Pyszna herbatka z imbirem
SOSNA
Ta zwyczajna, "pospolita", która wszyscy znamy. Pączki i pędy mają działanie wykrztuśne- dlatego wyciągi z sosny są często składnikami syropów wykrztuśnych. Łagodnie tez odkażają, hamując lub wręcz niszcząc drobnoustroje w jamie ustnej i gardle. Pomogą przy bolącym gardle, zapaleniu krtani (z chrypką) oraz w przeziębieniu.

DZIKA RÓŻA
Owoce, pojawiające się po przekwitnięciu cieszących oczy kwiatów, zawierają pektyny, kwasy organiczne i tłuszczowe, procyjanidyny i galaktolipidy. Wyciąg z owoców dzikiej róży ma działanie przeciwzapalne. Na pewno wspomogą leczenie przeziębiania i kataru.
Owoce róży są idealne na konfitury, dżemy, nalewki- smakują i leczą
TYMIANEK
Macierzankę znamy wszyscy z kuchni- doskonałe, aromatyczne zioło. Właśnie zawarte w niej olejki eteryczne, wykazują działanie przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe (na wirusy grypy typu A i RSV). Pomoże przy nieżytach górnych dróg oddechowych oraz ich stanach zapalnych. Skuteczny w infekcjach bakteryjnych i przy mokrym kaszlu (syrop pachnie niesamowicie).
Sprawdzi się w kuchni i podczas choroby. Można go hodować w doniczce lub w ogrodzie
POROST ISLANDZKI
To "nowinka" na rynku. Ostatnio bardzo modna. Porost islandzki nazywany jest też płucnicą albo mchem islandzkim. Jego działanie polega na tworzeniu powłoki ochronnej na błonie śluzowej gardła, która nawilża i osłania. Dlatego właśnie płucnica świetnie sprawdza  się w leczeniu stanów zapalnych. Ma działanie wykrztuśne i przeciwkaszlowe, a także przeciwbakteryjne. To wspaniały naturalny antybiotyk. Znajdziecie go w aptece w syropach i w tabletkach do ssania. 

Szukajcie, dowiadujcie się i o ile można zamieniajcie powszechnie stosowane antybiotyki i leki na te, które zawierają wyciągi z ziół.  Wymieniłam tylko kilka, które są w mojej domowej apteczce oraz które zbieram i suszę, aby móc zrobić sobie zima herbatkę. Z wielu można zrobić konfitury lub soki, które są świetnym dodatkiem do herbat, tostów, naleśników. Grzechem byłoby nie wspomnieć o nalewkach- są wyborne i zdecydowanie Wam polecam- dla smaku, relaksu, dla zdrowia. 
Jeśli już zechcecie sami zbierać zioła, pamiętajcie, że łatwo je pomylić z bardzo podobnymi roślinami trującymi, a nawet te "pomocne", przygotowane w zły sposób, mogą zaszkodzić. Warto je zatem sprawdzić nie tylko z zielnikiem, ale i z osobą, która posiada wiedzę na ten temat. Postępujmy z ziołami ostrożnie i sprawdzajmy co zbieramy, zupełnie jak w przypadku grzybów. A do picia aromatycznych herbatek ziołowych polecam Wam przecudne filiżanki, które znajdziecie u Kasi z Kocikowej Doliny. Kasiu kradnę Ci jedno ze zdjęć ukazujące piękno i talent przelane na porcelanę- mam nadzieję, że mnie nie udusisz😉 Zajrzyjcie w wolnej chwili do Kasi- na pewno będzie umiała stworzyć dla Was małe dzieło sztuki!
Zdjęcie z postu Kocikowa Dolina, który znajdziecie TUTAJ

środa, 8 listopada 2017

Bo ja tańczyć chcę

Zawsze kochałaś tańczyć? Urodzenie Dziecka nie oznacza końca Twojej pasji- wręcz przeciwnie! Spróbuj, a przekonasz się, że Maluszki kochają muzykę i swobodne pląsy. Aktywne spędzanie czasu z Pociechą to same korzyści. Wzmacniają się Wasze więzi, zaspakajacie wzajemna potrzebę bliskości. Dziecko ma zapewniony prawidłowy rozwój fizyczny, a Mama ma fantastyczne ćwiczenia. Na pewno znajdziecie, zwłaszcza w większych miastach specjalne zajęcia dla tańczących z Dziećmi Rodziców, ale to nie jest konieczne, żeby dobrze się razem . Wystarczy wziąć w ramiona maleńki Skarb i kołysać się rano, w południe lub wieczorem. A kiedy Dziecko podrośnie, tańczcie trzymając się za ręce. Szybko przekonasz się, ze daje to radość Wam obojgu.
Tak się tańczy rock'n'rolla.. Nóżka do góry!
Doskonałym pomysłem jest rodzinne tańczenie. Maluszek będzie przeszczęśliwy, kiedy zatańczą z Nim i Mama i Tata. Wprowadźcie taki rytuał. Jeśli z różnych względów nie możecie stworzyć tanecznego trio codziennie, niechaj to będzie weekendową tradycją. Wybierzcie ulubione rytmy. Pamiętajcie, że wszystko należy robić z wyczuciem, w nieco spowolnionym tempie. Pomocne może okazać się nosidło lub chusta- dzięki nim, będziecie mieli wolne ręce. Pamiętajcie, że Maluszek musi przyjąć prawidłową pozycję, musi czuć się komfortowo. Jednocześnie nosidło/chusta nie mogą krępować Rodzica. Taki taniec sprawi, że będziecie na prawdę blisko. Jest już wiele kursów takiego "motanego" tańca, gdzie instruktorzy nauczą Was robić to w prawidłowy sposób, aby Maluszkowi nie stała się krzywda (nauczą np. wiązać prawidłowo chustę).
Klasyka, czyli "Jezioro Łabędzie" w plenerze
Maluszki lubią też patrzeć na Rodziców okazujących sobie miłość, będących blisko, więc chętnie popatrzą np. z leżaczka, jak wspólnie z Partnerem tańczycie. Niechaj porwie Was chwila i muzyka. Przecież nikt nie patrzy i nie będzie Was oceniał. Poszalejcie na parkiecie- dosłownie!
To Mama i Tata tak super tańczą?
Ok 9. miesiąca zauważysz, ze Twoja Pociecha porusza się w rytm muzyki na czworaka, stojąc przy meblach, a te Dzieci, które już chodzą, będą próbowały tworzenia własnych "układów tanecznych". Da Wam to wiele radości, kiedy Maluszek zakręci pupcią, będzie tupać nóżkami, uginać kolanka, bujać się w rytm.Warto nagradzać takie "występy" uśmiechem, oklaskami i pochwałami. Mobilizuje to Dziecko do podejmowania kolejnych prób. Rozwija w ten sposób świadomość własnego ciałka, stymuluje rozwój fizyczny i małą motorykę (np. machając rączkami, klaszcząc). Nucenie i mruczenie melodii ułatwia rozwój mowy.
I wszyscy razem: Y.M.C.A!
Chcesz ułatwić zabawę Maluszkowi? Zrób miejsce w domu, napompuj balony, puszczajcie bańki mydlane- latające w powietrzu poruszą nawet największego leniuszka. Wymyślajcie własne układy, dawajcie występny np. przed Tatą, a później przed Mamą czy Dziadkami. Przede wszystkim jednak DOBRZE SIĘ BAWCIE!!!Do tańca... gotowi... DANCE!!!
Tak tańczę na scenie- bijcie brawo!

niedziela, 5 listopada 2017

Ubranie na chłodne dni

Zima coraz bliżej, zaczynają się przymrozki, a czasami dochodzi deszcz i zimny wiatr. Łatwo w takie dni przeziębić się, a nasze Dzieci, są jeszcze bardziej podatne na jesienno- zimową aurę. Sprzyja chorobom. Dlatego tak ważne jest, aby zadbać o komfort naszych Pociech. Nie powinny zmarznąć czy przemoczyć nóżek. Metoda, mówiąca o tym, że Dziecko ma mieć jedną warstwę ubrań więcej od opiekuna, dotyczy przede wszystkim niemowląt i Dzieci nie wychodzących z wózka. Starsze może spokojnie być ubrane, jak my dorośli. Przecież chodzi, biega, intensywnie się porusza. 
Nim się obejrzymy ziemię pokryje biały puch, a nasze małe Szczęścia zaczną domagać się zabawy w tym puchu i lepienia bałwana. Pora pomyśleć jak uchronić Je przed zimnem...
Piotruś bardzo lubi ciepło od pierwszych dni
CZAPKA I SZALIK?
Główka, a w zasadzie zatoki i uszka, są bardzo wrażliwe. Warto więc wybierać wyprofilowane czapeczki, które doskonale je ochronią. Najlepiej gdyby miały miękkie troczki do zawiązywania pod brodą- Maluszki mają tendencję do ściągania czapeczek.Zwróć również uwagę na grubość czapki. Dla Niemowlaka powinna być grubsza niż dla starszaka, chyba, ze na czapeczkę zakładasz jeszcze kaptur od kombinezonu. Ten z kolei, jako, że chroni kark i uszy warto zakładać szczególnie podczas wietrznych dni. Aby osłonięta była mała szyja, warto kupić praktyczny komin/ golfik lub zawiąż chustkę lub szalik. My używamy golfików, które mają dodatkowe "zakładki" na klatkę piersiowa i plecki- Piotruś bardzo je lubi. Ja również zwłaszcza, kiedy podczas zabawy rozsunie się suwak kurteczki.
Czapeczki mogą byś naprawdę wymyślne
A MOŻE KOMBINEZON?
Zdecydowanie sprawdza się dla Niemowląt. Łatwo je założysz, a Maluszkowi jest wygodnie i cieplutko. Dla najmłodszych Dzieci mają zamknięte dłonie i stópki, dla Starszaków specjalne ściągacze, które pozwalają założyć rękawiczki i ciepłe buciki. Sprawdzają się podczas zabawy, bo nie odsłaniają plecków. Kiedy zdecydujesz się na kurtkę, warto zainwestować w spodnie typu ogrodniczki. Podobnie jak kombinezon, będą chronić plecki podczas zabawy, wygłupów i szaleństw na zewnątrz. 
Trudno dobrać idealne buciki
TO JUŻ CZAS NA BUTY?
Jak już napisałam wyżej, kombinezony dla Niemowląt najczęściej są zamknięte na stópkach. Takie Maluszki nie wychodzą z wózka i nie trzeba zakładać im bucików. Jeśli chcesz, oczywiście możesz, ale nie jest to koniecznie. Wystarczą cieple skarpetki lub delikatne "niechodki". Po pierwszych kroczkach pora zainwestować w ciepłe, nieprzemakalne i dobrej jakości buciki. Stópka nie powinna się w nich pocić, najlepiej gdyby były z naturalnych materiałów. Powinny być wysokie- zdecydowanie za kostkę i najlepiej zapinane na rzepy lub suwak. Jeśli jeszcze używacie spacerówki, warto zainwestować w specjalny śpiworek- otwór na dole sprawi, że nie zabrudzi się on od zaśnieżonych bucików, lub trzeba zapinać ochraniacz- najczęściej w komplecie ze spacerówką. To ważne, bo siedząc bez ruchu w spacerówce Dziecko szybko zmarznie.
Kiedy jest ciepło, można się świetnie bawić
CO Z RĄCZKAMI?
Rękawiczki! W sklepach znajdziecie wiele modeli, całą masę wzorów. Jak tu się zdecydować? Maluchowi lepiej kupić takie z jednym palcem, bo łatwiej je założyć. Starszakom warto zakładać grubsze i nieprzemakalne- sprawdzą się podczas zabawy, zwłaszcza na śniegu. Nie zaszkodzić przymocować rękawiczek na sznureczku. Mają, podobnie jak skarpetki w pralce, szybko ginąć, w tajemniczych okolicznościach i na wiosnę może się okazać, że masz kilka lewych rękawiczek z zupełnie różnych par. Ja mama zawsze 2 dodatkowe pary na zmianę, kiedy te pierwsze przemoczą się podczas zabawy- zimne raczki to nic miłego...
Ulepimy dziś bałwana?
Przede wszystkim obserwuj swoje Dziecko. Są bardziej lub mniej "ciepłolubne" Maluchy. Może nie powiedzą same, że potrzebują grubszego sweterka, ale będą się trząść z zimna i prosić o powrót do domu. Spacery mają być przyjemnością i dobrą zabawą. Ja mam takiego własnie zmarzluszka. Na spacerówkę musiałam kłaść kocyk, a w większe mrozy nawet 2 i kolejnym owijać Piotrusia. Lubi ciepełko, a moim matczynym obowiązkiem jest zadbać, aby czuł się komfortowo. Udanych spacerów jesionno- zimowych!
Odpowiedni strój pomoże zdobyć wspaniałe wspomnienia z dzieciństwa

środa, 1 listopada 2017

Październik 2017

Październik w tym roku był dla mnie jak typowa polska jesień- zmienna, kapryśna i zaskakująca. Przyniósł zmiany, na które niekoniecznie byłam gotowa, których niekoniecznie wypatrywałam, ale i te, na które czekałam od dawna, od lat, niepokojąc się ich brakiem.
Zdjęcie użytkownika Po prostu MAMA.
Jesień przyniosła zmianę barw- również na mojej głowie...
Wraz ze spadającymi z drzew liśćmi odchodziła moja szansa na spotkanie z B. Ich barwy pozostawiały jednak odrobinę nadziei. Dotykałam kopertę z biletami lotniczymi i kluczem do pokoju- delikatnie, niczym z namaszczeniem. Aż przyszedł ten dzień, że w pracy usłyszałam: "Leć, proszę bardzo, ale wiesz, że to teraz nie będzie dobrze postrzegane. Oszacuj na czym Ci bardziej zależy.". Chciałam porwać kopertę, ale B. mnie powstrzymał. Wyciszył emocje. Pomyśleć, że pisząc te słowa powinnam siedzieć na murku w Izraelu. Na całe szczęście bilety udało się prze-bookować, w hotelu zmienić rezerwację. Moje serce wystarczająco szaleje z rozpaczy... Twoja dłoń powinna być teraz na moim policzku i delikatnie swym ciepłem wyciszać nagromadzony w sercu ból. Powinnam teraz pić z Tobą kawę Przyjacielu, wsłuchując się w gwar nigdy nie zasypiającego miasta...
Izrael poczeka- te kolumny czekają tam od wieków... fot. B.K.
Październik przyniósł wiecznie zimną kawę. Nie był czasu wypić, kiedy aromat unosił się nad gorącym napojem. Zabieganie i pośpiech to znaki października w tym roku. Krzywiąc się, wypijałam więc duszkiem zimną kawę- jak ja takiej nie cierpię! Lubię taką lekko przestygniętą, z cynamonem i z mlekiem. Słodką- gorzką piję tylko w chwilach największej tęsknoty.
Zdjęcie użytkownika Po prostu MAMA.Tylko z Tobą Przyjacielu, kawa smakuje tak wyjątkowo...
Październik przyniósł zmiany w pracy. Tych po części wyczekiwałam przez 2 lata, po części przestałam wierzyć, że kiedykolwiek nastąpią. Część zmian jest dla mnie dobra, część ocenię dopiero z perspektywy czasu, ale staram się nastawiać do nich możliwie jak najbardziej pozytywnie. Pochwalę się Wam zatem! Uwaga, werble... MAM CAŁY ETAT!!! Po tym jak "w nagrodę" za urodzenie Piotrusia, po powrocie z urlopu macierzyńskiego, były szef wypowiedział mi warunki pracy, zostawiając z 3/4 etatu, wreszcie pracuję 40 godzin tygodniowo. Podpisując aneks do umowy, płakałam ze wzruszenia. Trudno opisać słowami wdzięczność wobec zabiegów mojej obecnej szefowej, która jak obiecała, tak zrobiła. Cudownie znów w piątki przychodzić do "fabryki", cieszyć się ukochaną pracą, która niezmiennie jest moja pasją!
Zdjęcie użytkownika Po prostu MAMA.
Papierkowa robota- tego archeolog nie znosi...
W pracy mamy kontrolę z NIKu, która tym razem wyjątkowo skrupulatnie "grzebie" w archeologii. Dla mnie oznacza to zostawanie "po godzinach" i zabieranie pracy do domu. Niejednokrotnie, aby nie zaniedbywać Syna, siedziałam po nocach, aby odpowiedzieć na pytania kontrolera. Nie chciałam zajmować popołudniami Synka bajkami,wolałam się z Nim pobawić, ale skutkowało to zarwanymi nocami, co w efekcie odbiło się na moim zdrowiu, bo przemęczony organizm odmówił "współpracy". Przespałam 2 noce i 1,5 dnia, wstając tylko 3 razy do toalety i wypijając kilka 1,5 litrowych butelek wody. Ale na pytania kontrolera odpowiedziałam w wyznaczonym przezeń terminie.
Zdjęcie użytkownika WUOZ Kielce- nieoficjalna strona.
Oficyna Pałacyku Zielińskiego, siedziba WUOZ w Kielcach
W tym miesiącu dostaliśmy też informację o konieczności opuszczenia budynku, w którym od wielu lat mieści się nasz urząd. Zrobiliśmy już chyba wszystko, aby temu zapobiec, niestety nie udało się. Zrobiliśmy wszystko, aby "nie wyrzucili" nas do pałacyku w maleńkiej miejscowości ok 60 km od Kielc. Tu odnieśliśmy sukces- przynajmniej na razie już się o tym nie mówi. Niestety pakujemy z ciągłymi, licznymi westchnieniami kartony, zdobywane w okolicznych sklepikach. Ze smutkiem wychodzę na taras, który niebawem przestanie być "mój". Przychodząc do pracy zerkam na okna, które przestaną być "moje". Żal odchodzić, zwłaszcza, że "przeprowadzamy się" do typowego biurowca- przynajmniej na razie. I tak oto zniknie prawdziwy klimat mojego miejsca pracy... Ale cóż, czasami takie zmiany są konieczne. Trzeba się będzie przyzwyczaić do nowego miejsca i tyle. Ważne, że zostajemy w Kielcach i w tym samym, zgranym już składzie specjalistów. Będzie dobrze. We mnie pasja jeszcze się nie wypaliła. Nie mam zamiaru na to pozwolić! Chcę ją dalej rozwijać i pielęgnować, bo archeologia była moim marzeniem, do realizacji którego konsekwentnie dążyłam i które w dalszym ciągu spełniam. Owszem, terenu jakby mniej, ale kiedy przychodzi, napełnia mnie całą i daje sił na wszystkie "papierowe" miesiące. My job is my passion!

Zdrowie. Mówi się, ze ono jest najważniejsze. Jeśli jest zdrowie, reszta jakoś się ułoży. Moje ostatnio podupadło. Przez zmęczenie i brak snu, mój organizm pokazał "ciekawostki", o których wolałabym nie wiedzieć. Na szczęście w odpowiednim czasie trafiłam w ręce wybitnych specjalistów. Początkowo czułam się załamana, ale szybko doszłam do wniosku, że tylko odwaga, szybkie działanie i nie poddawanie się może mi pomóc. Zaczęłam wiec działać. Co będzie dalej? Czas pokaże.

Październik potwierdził też kto jest moją najwspanialszą Rodziną, kto jest moim prawdziwym Przyjacielem i niestety kto jest dwulicowy do szpiku kości. Były miłe zaskoczenia, ale i rozczarowania. Był uśmiech i szczęście, były emocje, smutek i łzy. Wiem już na pewno na kogo mogę liczyć, z kim mogę szczerze rozmawiać. Wiem komu mogę pokazać prawdziwą mnie- bez maski, bez makijażu, bez granic... Dzięki TYM osobom nauczyłam się uśmiechać i płakać na nowo- szczerze, bez zbędnego skrępowania. Dziękuję!

Październik był też miesiącem wielu spotkań i rozmów, które zaowocują w listopadzie- kursami, szkoleniami, konferencjami, wyjazdami w teren. Oj będzie się działo. Współpracować będę z wybitnymi specjalistami, wiedzą podzielą się ze mną znawcy tematu, spotkam się z pasjonatami, którzy tylko utwierdzą mnie w mojej pasji. Z drżącym sercem robię krok do przodu, aby za miesiąc napisać co się wydarzyło. Trzymajcie kciuki, proszę!
Zdjęcie użytkownika Po prostu MAMA.
Dzień dobry listopadzie- bądź dla mnie dobry...

poniedziałek, 30 października 2017

Zasnąć z brzuszkiem

Kiedy byłam w ciąży wypracowałam sposób zasypiania, który ode mnie odsunął bezsenne noce, a wg opinii mojego lekarza prowadzącego nie zaszkodził Maleństwu rosnącemu w moim brzuchu. Udało mi się również uniknąć nocnych pobudek- poza wstawaniem do toalety w ostatnim miesiącu przed rozwiązaniem (przypomnę, że Piotruś urodził się po terminie w 42tc+1d), kiedy nacisk na pęcherz bywał zbyt duży 😉

Będąc w szpitalu często widziałam jak duży był to problem dla innych mam. Oczywiście przyszłe mamy potrzebują więcej odpoczynku, bo szybciej się meczą, zwłaszcza w ostatnim trymestrze, kiedy brzuszek jest już duży. Niestety nie można wyspać się "na zapas", a u ciężarnej każda nieprzespana noc może skutkować bólami i zawrotami głowy, złym samopoczuciem, kłopotami z koncentracją. Można jednak spróbować powalczyć z bezsennością.
Kładąc się z uśmiechem na twarzy, z uśmiechem wstaniemy...
ZRELAKSUJ SIĘ
Wieczorny relaks jest bardzo istotny. Jeśli nie pada, doskonałym pomysłem będzie wieczorny spacer. Dotlenisz się, może nawet przyjemnie zmęczysz- oczywiście nie przesadź! Jeśli nie masz mdłości relaksująca kąpiel z kilkoma kroplami olejku lawendowego na pewno pozwoli Ci się wyciszyć.

SYPIALNIA
Przewietrz sypialnię przed snem. Zadbaj o to, aby w pokoju było ciemno, bo tylko wtedy w organizmie wytworzy się melatonina, która odpowiada za długi sen. Przykręć kaloryfer, zmień kołdrę na lżejszą. W chłodniejszym pomieszczeniu zaśniesz szybciej, a sen będzie głębszy niż w gorącej i dusznej sypialni.

JEDZ LEKKO
Znasz przecież zasadę, która mówi, że należy jeść ostatni posiłek na dwie godziny przed snem? Trzymaj się tego! Zwróć też uwagę na to, żeby była lekkostrawna, a wśród zjadanych produktów było białko. Wiesz co to tryptofan? To aminokwas (podwyższający poziom serotoniny), który pomoże Ci zasnąć, zrelaksować się. Znajdziesz go nie tylko w mleku, ale też w produktach sojowych i w bananach. Nie pij kawy, ani mocnej herbaty. Zastąp je melisą czy mlekiem z łyżeczką miodu. W ciąży często może Ci brakować magnezu, przez co w nocy mogą budzić Cię bolesne skurcze, zwłaszcza łydek. Zjedz wtedy na kolację coś co zawiera magnez- kilka orzechów powinno pomóc.
Mozzarella z pomidorami i wędlina drobiową to doskonałe źródło białka, potasu i witamin
PIŻAMKA TO PODSTAWA
Warto zainwestować w taką z prawdziwego zdarzenia.  Koszulki, zwłaszcza jeśli masz tendencję do wiercenia się, będą podjeżdżać pod samą brodę. To bardzo irytujące. Oczywiście jeśli lubisz koszule, jest Ci w nich wygodnie, śpij w nich. Nie musisz zmieniać swoich nawyków, jeśli jest Ci z nimi dobrze. Ważne, żeby uszyta była z bawełny, dzięki czemu nie będziesz się pocić, a Twoja skóra nie będzie podrażniona.

SIUSIU I SPAĆ
Wizyta w toalecie przed pójściem spać to zdecydowanie dobry pomysł. Przepełniony pęcherz nie obudzi Cię brutalnym uciskiem, kiedy wreszcie zaśniesz. Pójdź do toalety, nawet jeśli nie czujesz potrzeby skorzystania z niej. Postaraj się odchylić miednice lekko do tyłu. Dzięki temu maksymalnie opróżnisz pęcherz i będzie Ci się "lżej spało" 😉
Czasami trzeba stać się naleśniczkiem
TWOJA ULUBIONA POZYCJA?
Lekarze zalecają spanie na lewym boku. Dlaczego? Dlatego, ze spanie na wznak lub na prawym boku, nie wpływa dobrze na Twoje krążenie. Z rosnącym brzuszkiem, problem ten może narastać. To bardzo ważne, żeby do wszystkich narządów dopływała odpowiednia ilość krwi. Możesz wykorzystać poduszki,podkładając je pod miejsca wymagające podparcia. Teraz bez problemu dostaniesz specjalne poduszki dla ciężarnych- później przydadzą się podczas opieki nad Maluszkiem. Możesz taką poduszkę podłożyć pod brzuszek. Ja pamiętam, jak pomagało mi trzymanie poduszki między kolanami. Położne miały ubaw na sali porodowej, kiedy po 16 godzinach porodu kazałam im przełożyć poduszkę spod głowy (składając ją jeszcze na pół, aby była grubsza), i włożyć ją między moje kolana. Jaką poczułam ulgę? Mogę ją tylko porównać ze cudem znieczulenia!

Śpijcie Mamusie dobrze, niech Wasze sny będą lekkie i przyjemne. Zapewne teraz wypełniają je słodkie, uśmiechnięte bobaski. Niechaj spełnią się senne marzenia. Dobranoc!
Dobranoc

środa, 25 października 2017

Porządki (NIE)Chemiczne

       Kiedy kobieta jest w ciąży lub w domu jest Maluszek, warto zrezygnować z silnych detergentów podczas sprzątania. Można je zastąpić naturalnymi składnikami. 
Podobny obraz
Sprzątasz dom całe dnie...
       Kiedy spodziewasz się dziecka, musisz szczególnie uważać. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że nie wiesz jak chemikalia mogą wpłynąć na Ciebie i Dziecko. Nikt tego nie badał, bo byłoby to nieetyczne. Chemia domowa może podrażnić Twoją skórę i wywołać mdłości. A to chyba najdelikatniejsze z negatywnych efektów ich działania.
       Warto zwrócić się w kierunku naturalnych substancji czyszczących. Niestety są one dosyć drogie i raczej nie znajdziesz je w stacjonarnych drogeriach- dostępne są przede wszystkim w sklepach internetowych. Dlatego sama możesz przygotować przygotować substancje czyszczące z tego co masz w kuchni lub kupisz w swoim osiedlowym sklepiku czy markecie. Jeśli przeszły Ci już mdłości związane z zapachami, do tych domowych mikstur możesz dodać kilka kropelek ulubionego olejku- dom będzie pachniał tak, jak Ty tego chcesz i jak lubisz. 

      Uniwersalny płyn do mycia (wszystkich powierzchni, także szkła) przygotujesz z pół szklanki octu winnego zmieszanego z dwoma szklankami wrzątku. Z ulubionym zapachem, będzie przyjemnie pachniał. Pamiętaj żeby poczekać aż przestygnie. Wtedy możesz przelać miksturę do buteleczki ze spryskiwaczem i gotowe.
Znalezione obrazy dla zapytania lśniące meble
Każdy z nas lubi lśniące podłogi
       Chcesz umyć panele lub ukochaną drewnianą podłogę w salonie? Nic prostszego.Znów ocet- 1,5 szklanki wymieszaj w wiaderku z mniej więcej dwoma litrami ciepłej wody. Dodaj łyżeczkę ulubionego zapachu i voila!
       Sama ich nie mam, ale wiem, że w większości domów są. Co takiego? Dywany, dywaniki, dywanowe nakładki na schody... Jak je czyścić bez chemii? Tu pomoże soda oczyszczona. Po prostu rozsyp ją na zabrudzenia, wetrzyj i idź poczytać ulubiona książkę. Po kilku godzinach odkurz i podziwiaj uzyskany efekt. Pamiętaj, żeby wykonać test, bo soda może odbarwić Twój ukochany dywan, a tego jej nie wybaczysz😉 Soba pochłonie też nieprzyjemny zapach jaki może pojawić się na Twoim dywanie.
Podobny obraz
Perskie dywany są piękne, ale trudne w utrzymaniu w czystości.
       Pora na łazienkę. Przecież musisz doczyścić wannę, brodzik i umywalkę. Wymieszaj szklankę sody oczyszczonej z 2-3 łyżkami mydła w płynie. Papką przecieraj powierzchnie, będą pięknie błyszczeć.
Zdjęcie użytkownika Zakład Stolarsko-Meblowy Zbigniew Kozera.
       A jakże mogłam zapomnieć, przecież meble też muszą lśnić. Wymieszaj oliwę z oliwek z sokiem z połowy cytryny. Wcieraj miksturę w meble, po czym poleruj je suchą ściereczką. Pamiętaj, żeby wykonać test, tak jak na dywanie. Szkoda by było zniszczyć meble, a są one robione z różnych materiałów.
       Podam Wam też mój sprawdzony sposób na czyszczenie blach do ciasta i piekarnika oraz naczyń żaroodpornych. Wymieszaj sodę oczyszczoną z odrobiną soli i wody. Rozłóż równomiernie papkę na naczyniu i odczekaj pół minuty. Spryskaj octem- najlepiej buteleczką ze spryskiwaczem. Wszystko zacznie się pienić. Pocieraj lekko, opłucz letnią wodą i gotowe. Znów wszystko lśni.

wtorek, 24 października 2017

Niech zabierze mnie biel śniegu

       Siedziałam na tym tarasie już tyle razy, tyle razy patrzyłam na te szczyty. Dlaczego do tej pory nie przyjechałam tu zimą? Owinięta w śpiwór tempo wpatrywałam się w najwyższą górę. Było tak spokojnie, cicho. Z osłupienia wyrwał mnie brzęk tłuczonej porcelany- filiżanka spadła z tacy niesionej przez Matyldę. Nie miałam siły żeby do niej podbiec i pomóc zbierać fragmenty z podłogi. Otworzyła drzwi na taras i  chwilę przyglądała mi się uważnie. Trudno był nie czuć jej wzroku.
- No już wystarczy. Właźże do środka,ale już.
- Jeszcze chwilkę, zaraz zabiją dzwony na rynku.
- Już, powiedziałam- podeszła do mnie, odsunęła śpiwór i wzięła mnie pod ramię.
- Matylda, ja nie mam siły.
- Oj zaraz nabierzesz. Śniadanie czeka. I dziś dopilnuję żebyś mi wszystko zjadła. No już, Kochana, idziemy.
Westchnęłam cicho,wiedziałam, ze dalszy opór zupełnie nie ma sensu.
- Siadaj tu w fotelu. Nie tym!- ryknęła.- Tam przy kominku siadaj. Daj mi dziecko ten śpiwór, a masz ten koc- podała mi przykrycie.
- Dziękuję M.- szepnęłam z wdzięcznością, biorąc do rąk filiżankę z gorącym kakao.
- Ty mi powiesz, jak będziesz gotowa. Teraz nic nie mów dziecinko, tylko zjadaj śniadanie, bo ja się stąd nie ruszę na krok, dopiero jak taca będzie pusta- usiadła w drugim fotelu.
Bez makijażu, soczewek... Z aparatem, chustą i nadzieją... Góry moje kochane!
      Jadłam pyszności, które przygotowała, popijają ciepłym kakao. Powoli ciepło przenikało do mojego wyziębionego ciała. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak długo siedziałam na tarasie. Śpiwór śpiworem, ale było cholernie zimno. Ogień radośnie tańczył w kominku, przeskakując z polana na polano. Matylda była niesamowitą kobietą. Siedziała teraz ze mną w milczeniu i pilnowała czy zjem przygotowany przez nią posiłek. Zupełnie nie miałam ochoty na jedzenie, ale nie miałam serca odmówić.
Zabrała puste naczynia i wyszła głaskając mnie czule po twarzy. Spojrzała tylko tymi swoimi wielkimi, pełnymi ciepła, błyszczącymi oczami, uśmiechnęła się lekko i poszła.

       Siedziałam wpatrując się w ogień. Nie wiedziałam co dziś ze sobą zrobić. Nie miałam żadnych planów. Za dwa tygodnie rozpocznie się sezon zimowy i wtedy w miasteczku znów zaroi się od turystów, choć i tak w znacznie mniejszej ilości niż w bardziej znanych  miejscowościach turystycznych. Dlatego tak kocham to miejsce.
 Spokój, cisza, góry... Kocham!
       Około południa wyszłam z domu. Ciepło ubrana , z getrami pod narciarskimi spodniami. Ruszyłam w dół, w stronę Rynku, z plecakiem zaopatrzonym przez Matyldę. Szłam jakoś dziwnie bez celu. Dopiero po dwugodzinnej wędrówce zorientowałam się, że jestem na "naszym" pastwisku, przy "naszym" strumyczku, pod "naszym" samotnym drzewem. Bez sił osunęłam się na śnieg, oparłam się plecami o pień i przymknęłam oczy. Poczułam przepełniającą, przytłaczającą mnie pustkę i bezradność. Łzy same potoczyły się spod przymkniętych powiek. Nie potrafiłam nad nimi zapanować. Chyba pierwszy raz od kiedy przyjechałam tu tydzień temu, pozwoliłam sobie na takie rozklejenie się. Praktycznie nie wychodziłam z domu Matyldy. Dwa razy tylko schodziłam do Rynku, nie chcąc obciążać jej moimi serowymi zachciankami. Wszystko kręciło się wokół naszej ostatniej rozmowy z Z. Nie mogłam zapomnieć słów, które tak zapadły w moje serce, które mówił tak spokojnie... za spokojnie....
- Nie mogę pozwolić aby zabrała mi C.
- Wiem- zgodziłam się ściszając głos.
- One są dla mnie najważniejsze Mała, najważniejsze.
- Wiem i wszystko rozumiem.
- Jesteś obłędna! Dlaczego nie spotkaliśmy się, kiedy byliśmy solo?
- Tak widocznie było nam pisane. Wiesz jak cię uwielbiam, prawda?- stanęłam przed Nim i objęłam się Jego dłońmi, które poczęły czule błądzić po mojej talii.
- Jesteś cholera- szepnął z uśmiechem i przyciągnął mnie do siebie.
- Za to mnie tak lubisz- odwzajemniłam uśmiech.
- Robisz smaka.
- Na wódkę?
- Domyśl się na co.
- Powiedz.
- Na kawę.
- Ale ze śmietanką.
- Z cukrem i dużą ilością mleka.
- Wolisz kawę dłuuugo parzoną czy szybko zalewaną w kubku?
- Przestań pić kawę, bo się uzależnisz.
- Od tej na Z już się uzależniłam.
- Mała na razie odbój.
- Do kiedy?
- Nie wiem. Nie pisz, nie dzwoń. Awantura za awanturą.
- Mam uciąć zupełnie kontakt z tobą? Jak? Przecież współpracujemy na gruncie zawodowym.
- Nie wiem jak to dalej będzie.
- I co? Mam może jeszcze zwracać się do ciebie per "Panie Z"?
- Może tak byłoby lepiej?
- Jak ty sobie to wyobrażasz? Dla N to nie będzie podejrzane, jeśli nagle zupełnie zerwiemy kontakt lub nagle wrócimy do zwrotów na Pan/Pani? Ja za coś takiego chyba bym rozszarpała.
- Nie wiem. Nie wiem, Mała co robić. Jeśli cokolwiek zagraża mojej R, to usuwam to z życia.
- Tak łatwo ci to przyjdzie?
- Nie wiem, ale muszę... musimy przeczekać.
- Cóż mi pozostało? Będę się z Tobą kontaktować tylko w sprawach służbowych i tylko z telefonu stacjonarnego. W ostateczności będę dzwonić z komórki.
- Tak na razie będzie najlepiej.
- Z nie wiem czy dam radę. Nie widzieć cię, nie słyszeć, nie dotykać... Jak?
- Nie wiem Mała...
- Daj się przytulic po raz ostatni- wtuliłam się w Jego ramiona. Przez ułamek sekundy chłonęłam Jego zapach, Jego ciepło, Jego... po prostu Jego... Po czym nagle, szybko uwolniłam się z Jego objęć.- Żegnaj Z na czas jakiś- szepnęłam, spuszczając wzrok, aby stłumić chcącą wypłynąć spod powieki łzę, aby zdusić w sobie ten krzyk, który rozrywał me serce.
- Tak muszę zrobić.
- Wiem Z. Do odboju zatem- szepnęłam jeszcze ciszej.
- Do odboju Maleńka- też szeptał...
W zaspie śnieżnej...Z dala od świata- prądu zabrakło, śnieżyca zerwała linie elektro.
Siedziałam na śniegu i płakałam. Tu spędzaliśmy wakacje, przeżywaliśmy wspaniałe chwile. A teraz? Teraz byłam tu sama. Od pół roku nasz kontakt był zupełnie sporadyczny. Na początku strasznie cierpiałam, płakałam każdego wieczora. Sprawdzałam na telefon kilkanaście razy dziennie. Cisza jest najgorsza, zabija duszę. Pamiętam jak ostatni raz szeptałeś do mnie "Moja Maleńka, moja śliczna". Pamiętam ciepło Twoich dłoni i ust... Teraz tego zabrakło. Przetrwałam pół roku, ale już dłużej nie mam siły. Zapłakana wstaję i powoli wracam do mojego pokoju u Matyldy. Wiem, że pilnuje, aby w kominku zawsze palił się ogień. Powoli opadam z sił, upadam na śnieg. Jest taki biały i czysty. Czuję, że zasypiam. Może tak będzie lepiej? Niechaj mnie zabierze. Chcę zasnąć i już się nie obudzić, bo nie mam już dla kogo trwać... 

Ciepło... Powoli otwieram oczy. Jestem w moim pokoju. Matylda szybko do mnie podbiega i gładzi po policzku.
- Oj Dziecino, coś ty chciała zrobić?
- Ja?
- Ciii... Już dobrze. Jest tu i troszczy się o ciebie od 2 dni jak cię z gór przyniósł. Taką głupotę zrobić. Ale już dobrze, już dobrze...
- Kto?
- Zaraz go zawołom,czekojże.
Drzwi otworzyły się powoli... To nie Z...