środa, 26 sierpnia 2020

Herosi. 20 historii o polskich olimpijczykach

"Mamy medal!!!"- najmilszy dla uszu i serc kibiców okrzyk komentatora sportowego na olimpiadzie. Kibicujecie? Macie swoich ulubieńców? A może lubicie szczególnie jedną z dyscyplin olimpijskich? A znacie ciekawostki o wspaniałych polskich olimpijczykach? Nie? Z pomocą przychodzi wspaniała książka z Wydawnictwa Znak!
Herosi. 20 historii o polskich olimpijczykach

Kilka danych technicznych:
Tytuł: Herosi. 20 historii o polskich olimpijczykach
Autor: Adam Szczepański
Ilustracje: Matteo Ciompallini
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2020
Wydawca: Znak emotikon
Liczba stron: 192
Format: 15,7 x 21,5 cm
Cena wydawcy: 44,99 zł


Kim jest heros? W mitologii był to półbóg, którego jednym z rodziców był bóg/ bogini, a drugim śmiertelnik/śmiertelniczka. Współcześnie mianem herosa określa się bohaterów, ludzi, którzy wsławili się bohaterskimi czynami. Czy możemy mówić o herosach w sporcie?
Historie olimpijskich rywalizacji okraszone są komentarzami Darka- najsłynniejszego z komentatorów sportowych
Sportowcy to niezwykli ludzie. Są wytrwali i konsekwentnie podążają w obranym kierunku. Są odważni i nieprzewidywalni. Pokonują bariery, biją rekordy. Zapisują się w naszej historii i pamięci dzięki swym niezwykłym wynikom, ale i historiom, które im towarzyszom.

Książka w moim ulubionym formacie.Twarda okładka daje mi gwarancję, że posłuży nam przez długi czas i nie zniszczy się przy pierwszym czytaniu. W środku matowe kartki w przyjemnej gramaturze. Ilustracje dość kanciaste, o wyrazistych, jaskrawych kolorach. Trudno oderwać od książki wzrok. Na początku każdego opowiadania zdjęcie herosa. Czcionka dość duża, przyjemna podczas czytania, nie męczy oczu- nawet kiedy czytacie po długim dniu pracy przed komputerem.
Pierwsza złota medalistka Halina Konopacka
Autor zaprasza nas do olimpijskiej szatni z biało- czerwoną flagą. Poznajemy 20 wspaniałych sportowców, którzy jeszcze bardziej otworzyli nasze serca na sport i emocje, które mu towarzyszom. Tym razem miałam trudny wybór. Nie wiem, które opowiadanie jest moim ulubionym. Miałam  przyjemność poznać kilkoro z polskich olimpijczyków. Pani Irena Szewińska urzekła mnie swoją skromnością i uprzejmością. Zawsze uwielbiałam Władysława Kozakiewicza za niezłomność, odwagę i walkę z cenzurą. Jego słynny gest pokazał mi w dzieciństwie Tata i wytłumaczył dlaczego był i jest tak ważny. Z przyjemnością przeczytałam więc ten rozdział
Złotowłosa Ela i historia straconego medalu
Piotrusiowi najbardziej spodobała się opowieść i dziewczynie z warkoczami? Stwierdził, że wybiera tą olimpijkę, ponieważ ma takie długie włosy jak Jego mama. O kim mowa? Oczywiście o Elżbiecie Krzesińskiej. Była 10-krotną mistrzynią Polski i 2-krotną rekordzistką świata. Na olimpiadzie w Melbourne w 1956 r. zdobyła złoty medal, a w Rzymie w 1960 r. srebrny. W Helsinkach w 1952 roku zajęła 12 miejsce mimo, że skok wydawał się być najdłuższym. Co miał z 12 miejscem wspólnego warkocz olimpijki? Dlaczego w Rzymie zajęła 2 miejsce? Ponieważ była koleżeńską i uczynna. Jak to? O tym przeczytacie w rozdziale poświęconym złotowłosej Eli.
Lista wybitnych sportowców jest imponująca
My bawiliśmy się świetnie czytając o wspaniałych Polakach- wybitnych sportowcach. Była okazja, żeby wytłumaczyć pewne wydarzenia i sytuacje historyczne. To książka, o której na pewno szybko nie zapomnicie.

Pamiętajcie, że, jak podpowiada nam wydawca: "za każdym medalem kryje się inna, niezwykła historia"...

wtorek, 25 sierpnia 2020

Zaczarowani

Przecież nie tak miało być... Mieliśmy tylko ze sobą pracować. Mieliśmy wymienić się wiedzą i doświadczeniem. Czysty układ zawodowy. Jak to się stało, że tak zwariowaliśmy? Jak to się stało, że owładnęło nami takie szaleństwo? Obudziliśmy się z naszych jałowych snów i już nie chcemy zasnąć  bez siebie... 

I świat jaśnieje kiedy jesteś blisko. W naszych kieszeniach sny i chmury. W oczach blask, jakiego nie widział świat. Nasze gwiazdy wirują wokół siebie, grzejąc się w swoim blasku. Prowadzą się wzajemnie, oświetlając wspólną drogę. 

Płyniemy każdego dnia. Nasze chwile wypełniają się radością. Serca przepełnione uczuciem nie do opisania. Czyż da się ująć w proste ludzkie słowa, najpiękniejsze z uczuć. Mijają dnie i noce, a w nas się to już nie zmienia.

Patrzysz w moje oczy. Gładzisz moją twarz. Czule całujesz moje oczy. Przyciągasz mnie do siebie i chowasz w swoich ramionach. To jest nasz czas. Nie liczy się nic oprócz nas i naszych oddechów. One znajdują się zawsze we wspólnym rytmie... Płyniemy w swych objęciach do naszych ust. To właśnie jest ten stan...

Tak mocno zakochaliśmy się w sobie, że sami nie potrafimy pojąć tego uczucia. Lekkość w duszy i głowie. Zawsze kiedy jesteśmy razem, nie ma trudnych spraw. Rozwiązania przychodzą same.

Nie chcę żeby to się skończyło. Nie chcę Cię stracić- nigdy! Kiedy zaleje nas rutyna dnia codziennego, usiądziemy na brzegu naszej rzeki i przypomnimy sobie ten niezwykły czas. Obiecaj, że nie pozwolimy pokonać się światu i ludziom. Niech nie dogoni nas szarość. Chcę widzieć Twój uśmiech, kiedy na mnie patrzysz. Chcę czuć oddech na moim karku, kiedy zasypiamy. Chcę słyszeć bicie Twego serca, kiedy otaczasz mnie swymi ramionami...

Magia? Jesteśmy zaczarowani, zakochani... Tak bardzo w sobie zakochani.... Zatraceni... Przepadamy w sobie...

Ciebie chcę mieć...
Świat stoi przed nami otworem...

wtorek, 18 sierpnia 2020

Mikołajek. Nowy rok szkolny

Przyznajcie się! Kto czekał na kolejną porcję przygód Mikołajka? Kto już tęsknił za tym rezolutnym chłopcem? W nowej książeczce znajdziecie kilka historii związanych ze szkołą.  Co dokładnie? Zapraszam na kilka słów ode mnie.
Mikołajek. Nowy rok szkolny

Kilka danych technicznych:
Tytuł: Mikołajek. Nowy rok szkolny
Autor: Goscinny Rene
Ilustracje: Sempe Jean-Jacques
Tłumaczenie : Grzegorzewska Barbara
Seria: Kolekcja psot i wybryków
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2020
Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Liczba stron: 144
Format: 16 x 16 cm
Cena wydawcy: 34,99 zł

Czeka na Was osiem opowiadań
 Niewielka kwadratowa książeczka idealnie sprawdza się jako książka na czas podróży. Twarda okładka gwarantuje, że nie zniszczy się łatwo. Wewnątrz białe karty pokryte dość dużą czcionką, co ułatwia czytanie, zwłaszcza to wieczorne, kiedy nasze oczy są już zmęczone po całym dniu. Tekst okraszony jest czarno-białymi obrazkami, które oczywiście możecie pokolorować, co nada książce indywidualny charakter, stanie się bardziej "Wasza". 


Psoty i wybryki pamięta się najdłużej
Jakie opowiadania? W książce znalazło się aż osiem (8!) historii: Nowy rok szkolny, Niezwyciężeni, Stołówka, Przemiłe wspomnienia, U Gotfryda, Usprawiedliwienia, (1611-1673) i Śliczny króliczek. My najbardziej polubiliśmy opowiadanie "Usprawiedliwienia".  Zaczyna się on bardzo jednoznacznym zdaniem: "W szkole bardzo przydają się usprawiedliwienia". My dorośli wiemy, co one oznaczają, ale dla pewności Mikołajek wyjaśnia czytelnikowi czym tytułowe usprawiedliwienia są. Od razu wskazuje też na główny problem z nimi związany, a mianowicie fakt, że muszą być podpisane przez ojca. Pewnego dnia Mikołajek wraca ze szkoły z pracą domową z arytmetyki. Takie zadania zawsze wywołują kłótnie w domu chłopca, a on sam ich nie znosi. Przypuszczenia Mikołajka potwierdzają się zaraz po tym, kiedy prosi o pomoc kolejno mamę i tatę. W domu wybucha awantura. W ostateczności i na skraju wyczerpania, ojciec Mikołaja wypisuje mu usprawiedliwienie. W domu ustają kłótnie, wszyscy z ulgą zasiadają do kolacji. Następnego dnia, na dziedzińcu szkolnym, koledzy Mikołajka porównują wyniki pracy domowej. Kiedy pytają o wynik Mikołaja, ten z dumą pokazuje usprawiedliwienie, którego oczywiście wszyscy mu zazdroszczą. Patrzą na wizytówkę ojca kolegi niczym na Święty Graal. Kiedy uczniowie zasiadają w klasie, okazuje się, że ich nauczycielka rozchorowała się i poprosiła o... usprawiedliwienie.
Kojarzycie taki widok? "Stołówka" to czasami pole walki...
Polecam Wam ten zbiór opowiadań. "Mikołajek. Nowy rok szkolny" może pomóc, zwłaszcza kiedy nasze Dziecko ma rozpocząć naukę. Wesołe opowiadania pozwolą oswoić się z klimatem szkoły. Pamiętajcie, że psoty i wybryki pamięta się najdłużej. Przyjemnej lektury! 

POLECAMY!
 
Fragment naszego ulubionego opowiadania "Usprawiedliwienia"

środa, 12 sierpnia 2020

Krokodyl dentysta- gra zręcznościowa

Chcecie poćwiczyć refleks? Szukacie gry na szybka rozgrywkę, która zajmuje niewiele miejsca, ale nie jest karcianką? Mam dla Was świetną propozycję! Do tego w zaskakująco niskiej cenie.
Krokodyl dentysta to gra zręcznościowa.
Kilka danych:
Nazwa: Krokodyl dentysta
Oryginalna nazwa: Crocodile Dentist
Rodzaj: zręcznościowa, akcja
Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 5-10 minut
Wiek: powyżej 3 lat
Gdzie szukać: Pepco
Cena: 9,99 zł

Odważysz się otworzyć paszczę tego gada i sprawdzić mu zęby?
Zasady gry są bardzo proste. Rozdziawiacie paszczę krokodyla i Waszym oczom ukazują się bielutkie zęby gada. Kolejno naciskacie po jednym zębie, tak żeby schował się w dziąsłach. Po naciśnięciu zęba szybko cofacie palec. Jeden z zębów uruchamia zapadkę i po jego wciśnięciu, paszcza szybko zamyka się i może przytrzasnąć palec gracza. Zabawa polega na tym, żeby zdążyć umknąć przed zamknięciem paszczy krokodyla. Nigdy nie wiecie, który ząb jest zapadką.
Zacznij grę otwierając szeroko paszczę krokodyla.
Wciśnij wybrany ząb.
Możecie naciskać zęby kolejno lub losowo.
Kiedy zostaną 3 zęby, napięcie wzrasta...
Gra nie zawiera ostrych elementów, ale jak to z Dziećmi bywa, mają one dziwne pomysły. Zęby traktowane są jako małe elementy i  dlatego zabawa zalecana jest powyżej trzeciego roku życia, aby uniknąć ryzyka zadławienia. Co ważne, warto pokazać Dziecku, na czym gra polega i "dać się ugryźć", aby się nie wystraszyło. Uścisk nie jest mocny, ale szybkość zamykania się paszczy może sprawić, że Dziecko poczuje nieprzyjemny nacisk, coś w rodzaju "bólu". Ważne aby za pierwszym razem obrócić to w żart, wtedy Dziecko będzie chciało więcej wrażeń.

Rozgrywka jest bardzo szybka. W zależności od tempa wciskania zębów i czy akurat trafimy na "ten ząb", może ona trwać 5-10 minut. Czasami jet to drugi naciskany ząb i gra kończy się bardzo szybko. Zdarzyło się nam, że żaden ząb nie uruchomił zapadki. W takim przypadku, trzeba nacisnąć wszystkie zęby, paszcza się zamknie i zęby znów wyskoczą gotowe do zabawy.

Rozgrywkę kończy zamknięcie się paszczy krokodyla.
Tak, to nie pomyłka. Gra kosztuje 10 zł, bez grosika. I moim zdaniem niczym nie różni się od dużo droższych gier. Podobna jakość materiału i wykonania. Tu plastik i tu plastik. A w przypadku tego Krokodyla, nie będziecie żałować, że wydaliście dużo pieniędzy na grę, która nie zaciekawiła Waszej Pociechy. 10 zł to kawa w kawiarni, a zabawkę możecie odsprzedać. Jestem jednak przekonana, że nie będzie to konieczne.

Gra jest niewielka. Idealna by zabrać ją na wakacje.
Nam gra bardzo się podoba. Można ją zabrać wszędzie, na wycieczkę, na spacer, na wakacje. Nie zajmuje dużo miejsca, a daje dużo radości. Po raz kolejny okazało się, że 10 zł za grę może przynieść więcej radości niż gry za 100 zł i więcej.

 To jak? Podejmiesz wyzwanie?
POLECAMY!

wtorek, 11 sierpnia 2020

Patrzę w niebo

Słoneczny, letni dzień. Siedzę na trawie. Patrzę w niebo. Chmury poruszają się powoli, jakby płynęły po oceanie tego błękity. Staram się oddychać powoli. W głowie milion myśli. 
Patrzę w niebo i wiem, że owoce tych działań będą dobre
Zastanawiam się nad kolejnymi dniami. Upały wyjątkowo mi dokuczają w tym roku. Jak nigdy nie chodzę pieszo do pracy. Dojeżdżam autobusem, bo wtedy to tylko 5 minut męczarni w tej spiekocie. Jeżdżę windą. Kontroluję każdy oddech. Z niepokojem oglądam i słucham kolejnych prognoz pogody. Niby ma padać, niby ma zagrzmieć i podobno będą burze. Od trzech dni ich wypatruję i nic. Konieczność zasłaniania ust i nosa nie ułatwia mi egzystencji. Nie wymiguję się. W skupiskach ludzi, w autobusach, w sklepie, zakładam maseczkę. Po wyjściu z tych miejsc szybko ją ściągam i oddycham głęboko... Przyłbica niestety nie jest dla mnie- w niej czuję się jak w szklarni...

Zaglądam do pudełeczka na toaletce. Różowych i żółtych pigułek ma jeszcze na 2 dni. Tych białych jeszcze na miesiąc. Leki zostały dobrze dobrane, działają. Moje wyniki poprawiły się. Mimo to drżę przed każdym kolejnym badaniem. Serce łomocze mi przed każdą kolejną wizytą. Zerkam na wyniki badań i uspakaja mnie widok niepogrubionych wyników- te są w normie i nic nie trzeba z nimi robić. Kolejne, bardzo dla mnie trudne i kosztowne badania za dwa i pół tygodnia. Później 10 dni czekania na wyniki. Poziom stresu i adrenaliny w moim organizmie szaleje. 

Porządkuję dokumenty. Układam je kategoriami i datami wpływu do mojego domowego biura. Lubię ten ład. Lubię widok poukładanych, opisanych segregatorów. Został mi do ułożenia ostatni miesiąc. Totalnie nie miałam do tego głowy, a teraz doszedł jeszcze brak czasu. Zabiorę się za nie we wrześniu. Wtedy to będzie pudełko z dwoma miesiącami. Na szczęście większość faktur i innych dokumentów dostaję teraz w formie elektronicznej i tylko opisuję na dysku poszczególne PDFy i foldery.  W niszczarce znalazły się dokumenty, których termin przechowywania minął rok temu- tak, trzymam je standardowo rok dłużej, niż wskazują na to przepisy. Dwie szuflady opustoszały.

Porządkuję ubrania i rzeczy osobiste. Te, które są w dobrym stanie, oddaję znajomym, którym podobały się kiedyś na mnie. Te w gorszym przerabiam, np. na ściereczki. Resztę wrzucam do specjalnego pojemnika. Są rzeczy, które mogę sprzedać. Tak robię z butami. U mnie z butami jest tak, że albo zdzieram je do cna i nie da się ich już uratować, albo zakładam je dosłownie kilka razy. Te użyte raz lub kilka razy, sprzedaję za często symboliczne kwoty. Ważne, żeby oczyścić przestrzeń w domu. Potrzebuję jej teraz dość dużo. Przyjęłam również moją starą zasadę jako wyznacznik- coś czego nie nosiłam min. 2 lata ląduje w kartonie, bo oznacza to, że nie jest mi potrzebne.

Wykorzystałam pudełka w różnych rozmiarach na porządkowanie drobiazgów. Wreszcie każdy z nich znalazł swoje miejsce. W koszyczkach poukładałam wszelkiego rodzaju kable, które wcześniej złożyłam i związałam specjalnymi "opaskami". W jednym ułożyłam kabelki rzadko używane, w drugim znalazły się te, których używamy najczęściej- ładowarki, kable do laptopa, słuchawki.

Staram się odnowić kontakty i znajomości. Kasuję kontakty, które okazują się już niepotrzebne. Jeśli ktoś zmienił numer i nie dał mi o tym znać, a nie kontaktujemy się w żaden inny sposób, przestaje dla mnie istnieć. Nie potrzebni mi są znajomi tylko w ilości. Tak samo postępuję w mediach społecznościowych. Jeśli nie utrzymuje z daną osobą kontaktu, a mamy się w znajomych tylko dlatego, że chodziliśmy do tej samej szkoły, lub uczestniczyliśmy w jakimś wydarzeniu, kasuję taką "znajomość". Na co mi ona? Ma tylko zwiększać numerek na liczniku? Bez sensu. Lepiej poświęcić czas i miejsce na wartościowych ludzi i realnych znajomych. Nie oznacza to, że kasuję znajomych, z którymi kontaktuję się raz na jakiś czas. Raczej wyrzucam tych, których dodanie do znajomych było pierwszym i ostatnim przejawem znajomości.

Postanowiłam być milsza dla ludzi. Uśmiecham się częściej- mimo braku sił. Staram się rzetelnie wypełniać moje obowiązki. Kilka spraw ostatnio zaniedbałam, bo w obliczu nowych wyzwań wydały mi się zupełnie nieistotne. Teraz powoli staram się przywrócić sprawom normalny bieg. 

Więcej się modlę. Ale nie jest to klepanie regułek z modlitewnikiem w ręku. Raczej staram się rozmawiać z Bogiem. Zadaję Mu pytania. Unikam wszelkich świątyń. Najlepiej myśli mi się na świeżym powietrzu, w moich ukochanych odludnych miejscach. Tam też najlepiej rozmawia mi się z Bogiem. W szumie liści, promieniach słońca, kroplach wody w rzece... w delikatnym podmuchu dostaję swoje odpowiedzi.
Czekam na poranek, który przyniesie ukojenie...
Jest wieczór. Siedzę na balkonie. Patrzę na moje kwiaty w naszym mini ogródeczku. Zawieszam wzrok na dłuższą chwilę na mojej ukochanej pelargonii. Wszystkie nieco zmarniały po dwóch tygodniach naszej nieobecności, niektóre uschły, zostawiając po sobie puste miejsce- ot taka zasada przemijania... Biorę głęboki oddech i patrzę w niebo. Wiecie, że w mojej dzielnicy, w moim mieście, mogę spokojnie obserwować gwiazdy? A kiedy pójdę na spacer na ukochaną Karczówkę, zachwycam się widokiem miasta i nieboskłonu. Patrzę więc w niebo i wiem, że robię dobrze. Wszystkie moje starania przyniosą dobre owoce. 

Dobrej nocy Ptaszyny!

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Nie podzielę się

Czułam, że mi się przyglądasz. Lubiłam wiedzieć, że patrzysz na mnie, że analizujesz każdy szczegół mojego wyglądu.
- Rozmazałam się?
- Nie, dlaczego?
- Tak bacznie mi się przyglądasz.
- Przecież to lubisz- uśmiechnął się.
Odwzajemniłam uśmiech. Wróciłam do papierkowej roboty. Byliśmy identyczni. Oboje nie cierpieliśmy papierologii. Naszym żywiołem był teren. Niestety kwity trzeba było wypełnić. Nikt ich za nas nie zrobi. Pocieszeniem był wspólny pokój. Lubiłam patrzeć jak pracuje. Lubiłam podejść od tyłu i przytulić się delikatnie.
- Nie boisz się, że ktoś wejdzie?- spytał, nie odrywając wzroku od komputera.
- Nie. A nawet jeśli to co?
- Wariatka- uśmiechnął się i odwrócił do mnie na fotelu.
- Ale za to jaka fajna- pochyliłam się w jego stronę.
- Jesteś moja- przyciągnął mnie do siebie.
- Jestem mamy i taty- uśmiechnęłam się, a on delikatnie mnie pocałował.
Pozwalając sobie na takie chwile zapomnienia wiele ryzykowaliśmy. W każdej chwili ktoś mógł do nas wejść. Był to jednak czas, kiedy nie czuliśmy już presji ukrywania się. Oczywiście nie zależało nam na rozgłosie, bo i tak dużo się o nas mówiło w fabryce, po ataku "W" na mnie.
Nawet niebo wróżyło coś złego...
- Jedziemy w teren- zakomunikowałam wchodząc do pokoju.
- Masz coś?- pytał wstając zza biurka.
- Stary wysyła nas do "Tartaku".
- To biorę kamizelkę. 
- Ja zakładam twardą, a żółtą zarzucę na wierzch. Może być niezła akcja.
- 8 piętro?
- Mam kwit na wejście.
- Kto jedzie?
- Wentyl i Piotrek. 
- Tylko?
- Mamy mieć radio i wzywać w razie piekła.
- Jak zawsze.
- Braki Skarbie, braki- krzyczałam zbiegając po papiery na auto.
- Gdzie lecicie?
- Po wióry- tłumaczyłam dyżurnemu. 
- Dam wam fiata.
- Brawo ty.
- Brawo my- wybuchnęliśmy śmiechem.

Lubiłam prowadzić. Lubiłam jechać w teren. Poziom adrenaliny wzrastał przyjemnie. Tym razem nie czułam się tak pewnie. "Z" oczywiście to wyczuł.
- Co jest Mała?
- Czuję coś w kościach.
- Co?
- Nie wiem, ale jestem pewna, że coś pójdzie nie tak.
- Masz słuchawkę?
- Mam. Ale cholera, coś jest nie tak.
- Ile osób?
- Teoretycznie trzy. Po libacji. Pewnie nieprzytomni.
- Wchodzimy z buta?
- Elegancko. Pukamy. Po kwadransie but.
- Która jest?
- 10:15.
- O której będziemy?
- W środku o 11:05.
- Uwielbiam cię, wiesz?- uśmiechnął się.
- Nie mam czasu na pierdoły.
- Moja dziewczyna.
- Twoja- spojrzałam na "Z" z lekkim uśmiechem.
Weszliśmy do bloku. Wszystkie dresy zniknęły za drzwiami swoich dziupli. Wiedzieli, że skoro wchodzimy w kamizelkach, będzie akcja. Winda oczywiście nie działała. Na szczęście wkalkulowałam wejście pieszo na 8 piętro i moje zadyszki. Miałam wrażenie, że już nigdy nie będę tak sprawna jak przez atakiem.  Pukaliśmy dostatecznie długo. Za drzwiami tylko cisza.
- Wchodzimy- zadecydowałam.
- But?
- Poczekaj, mam "klucze"- pokazałam "scyzoryk".
- Sprytnie- "Z" pokiwał z uznaniem.
- Gdzie się patrzysz- powiedziałam do Piotrka.
- Chcę się nauczyć.
- Za młody jesteś. Przeładuj broń- zamek lekko szczęknął. 
- Już?
- Dajesz Młody- wskazałam wnętrze mieszkania.
- Policja! Gleba! Nie podnoś głowy!- koledzy krzyczeli.- Leżysz! Łapy za głowę!
- Dzień dobry panowie- przywitałam się z nimi wyjątkowo grzecznie.
- Uważaj!
- Co jest?!- krzyknęłam odsuwając się we wskazaną przez "Z" stronę.
- Ty gnoju. Łapy- "Z" pacyfikował na podłodze czwartego lokatora.
- Jest ktoś jeszcze w mieszkaniu?- odpowiedziała mi cisza. 
- Gadaj!- "Z" posadził chłopaka przy ścianie.
- Tylko my- wysyczał przez zęby.
- Na pewno?- dopytywałam. Młody sprawdź drugi pokój, kuchnię i łazienkę. Nie chcę dostać w łeb nogą od krzesła.
- Tak jest pani inspektor.
Na szczęście nikogo więcej w mieszkaniu nie było. Znaleźliśmy towar, którego szukaliśmy. Zawsze podziwiałam pomysłowość takich delikwentów i miejsca na skrytki.  Do pozazdroszczenia.

Wracaliśmy ze służby z "Z". Codziennie odwoził mnie do domu. Mówił, że boi się o mnie i nie pozwalał na samotne podróże.